Opowiadania / Przygoda
Damian Benek (rozdział 3)
III - RODZINA ZAWSZE NAJWAŻNIEJSZA
Życie płynęło mi wspaniale. Byłem z Kasią od 3 tygodni i nadal nie moglem uwierzyć, że to prawda. Mieszkaliśmy razem, raz u mnie, raz u niej. Postanowiliśmy że jedno mieszkanie wynajmiemy, zawsze trochę pieniędzy przecież się przyda. Z racji iż moje było większe, Kasia przeprowadziła się do mnie i stworzyliśmy swoje "gniazdko". Pewnego poranka:
- Śpisz kochanie? - zapytałem delikatnie przynosząc śniadanie do łóżka.
- Nie... O śniadanko, jak miło. Dziękuje! - zaczęła jeść pierwszą kanapkę.
- Mam dla ciebie pewną propozycję. Może byśmy pojechali w tą sobotę do moich rodziców? - zapytałem bojąc się jej odpowiedzi.
- No właśnie. Już sama chciałam cię zapytać kiedy do nich pojedziemy. - z uśmiechem na twarzy - To w tą sobotę jedziemy do twoich, a w następną do moich.
- Dobrze kochanie. A teraz ja już lecę do pracy, bo dzisiaj muszę być troszkę wcześniej. Smacznego. - pocałowałem ją w policzek i wyszedłem.
- Do zobaczenia! - krzyknęła.
Dzisiejszego dnia byłem zmuszony okłamać Kasię. Co prawda musiałem wyjść wcześniej do pracy, ale nie po to by pracować. Chciałem zaprosić gości do nas na ten wieczór z powodu, iż Kasia obchodziła swoje 22 urodziny. To z racji jej święta to śniadanko do łóżka.
Szef już o wszystkim wiedział i zwołał zebranie naszych najbliższych przyjaciół. Między innymi byli tam Szymon i Monika, więc wchodząc do firmy ruszyłem prosto do biura szefa. Zapukałem do drzwi:
- Proszę! - szef odezwał się ze środka.
- Dzień dobry. - wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi - Widzę, że już wszyscy są.
- Nasz szef o to zadbał. - entuzjastycznie odezwał się Szymon.
- Dobrze, więc słuchajcie... - zatkało mnie, nie wiedziałem co mówić, ale starałem się improwizować - Chciałem, żebyście tutaj wszyscy przyszli, ponieważ nadarzyła się niebywała okazja by znów się spotkać. - drapałem się oznajmująco po szyi - Mamy piątek, urodziny Kasi. Organizuję jej małe przyjęcie urodzinowe, na które jesteście wszyscy zaproszeni. A plan jest następujący. - wszyscy słuchali z zaciekawieniem - Marek - szef - około godziny 18 poprosisz do siebie Kasię na rozmowę. Zagadasz ją czymś. Pozostali w tym czasie łącznie ze mną pojedziemy do mojego domu i przygotujemy się na wasz powrót. Gdy wszystko będzie gotowe napisze do ciebie sms'a - wskazując na szefa - a ty zaproponujesz jej, że podrzucisz ją do domu samochodem. My w domu ukryjemy się po ciemku. Gdy Kasia wejdzie, zapali światło, a my w tym momencie wyskoczymy i zaczniemy śpiewać "Sto lat". - był to na pewno dobry pomysł, ponieważ wszyscy z podziwem przytakiwali - To wszystko, wracajmy do pracy i o 18.10 spotykamy się przed firma i jedziemy do mnie.
Wyszliśmy z biura szefa. Już nie mogłem doczekać się wieczora. Siedząc w swoim biurze spoglądam niecierpliwie na zegarek. Południe, pora na lunch. Wychodząc z gabinetu:
- Kasia, jest południe, chodźmy na lunch.
- Mam dużo papierkowej pracy, - obojętnie - a poza tym nie jestem głodna.
- Przynieść ci coś?
- Smacznego! - krzyknęła ze zgrozą.
Wyszedłem, wolałem już się jej nie narzucać. Zjechałem na dół i poszedłem do restauracji. Przy stoliku siedzieli Szymon i Monika:
- Hej. Mogę się dosiąść? - zapytałem.
- Tak oczywiście. - odparła Monika.
- Pewnie! - Szymon jej zawtórował.
- I jak humor Kasi?
- A daj spokój, Monika, proszę cie. - ze smutkiem - Jest na mnie tak jakby obrażona.
- Przejdzie jej. - pocieszał mnie Szymon.
Resztę posiłku spędziliśmy w milczeniu. Po powrocie do gabinetu poprosiłem Kasię, aby zadzwoniła do moich rodziców, że jutro do nich pojedziemy:
- Czy mogła byś zadzwonić do moich rodziców i oznajmić im, że jutro do nich pojedziemy? - z niepokojem.
- Już to zrobiłam!
- I co?
- I nic! - wstała - Ucieszyli się! - i wyszła z biura trzaskając drzwiami.
Nareszcie nadeszła godzina 18. Spotkaliśmy się przed firmą i pojechaliśmy do mnie. W tym momencie Marek próbował zatrzymać Kasię przy sobie. Po skończonej pracy u mnie w mieszkaniu:
- Słuchajcie, no to wszystko skończone, pisze esa do Marka. - wysłałem.
Zgasiliśmy światło i się schowaliśmy. Wszystko działo się w takiej kolejności w jakiej było ustalone. Za chwile od wysłania sms'a do domu weszła Kasia i zapaliła światło. Wyskoczyliśmy i zaczęliśmy śpiewać "Sto lat". Kasia popłakała się ze szczęścia i rzuciła mi się w ramiona:
- Już myślałam, że nie pamiętałeś.
Staliśmy w milczeniu. Widać było, że przyjęcie na cześć Kasi, bardzo jej się spodobało.
Życie płynęło mi wspaniale. Byłem z Kasią od 3 tygodni i nadal nie moglem uwierzyć, że to prawda. Mieszkaliśmy razem, raz u mnie, raz u niej. Postanowiliśmy że jedno mieszkanie wynajmiemy, zawsze trochę pieniędzy przecież się przyda. Z racji iż moje było większe, Kasia przeprowadziła się do mnie i stworzyliśmy swoje "gniazdko". Pewnego poranka:
- Śpisz kochanie? - zapytałem delikatnie przynosząc śniadanie do łóżka.
- Nie... O śniadanko, jak miło. Dziękuje! - zaczęła jeść pierwszą kanapkę.
- Mam dla ciebie pewną propozycję. Może byśmy pojechali w tą sobotę do moich rodziców? - zapytałem bojąc się jej odpowiedzi.
- No właśnie. Już sama chciałam cię zapytać kiedy do nich pojedziemy. - z uśmiechem na twarzy - To w tą sobotę jedziemy do twoich, a w następną do moich.
- Dobrze kochanie. A teraz ja już lecę do pracy, bo dzisiaj muszę być troszkę wcześniej. Smacznego. - pocałowałem ją w policzek i wyszedłem.
- Do zobaczenia! - krzyknęła.
Dzisiejszego dnia byłem zmuszony okłamać Kasię. Co prawda musiałem wyjść wcześniej do pracy, ale nie po to by pracować. Chciałem zaprosić gości do nas na ten wieczór z powodu, iż Kasia obchodziła swoje 22 urodziny. To z racji jej święta to śniadanko do łóżka.
Szef już o wszystkim wiedział i zwołał zebranie naszych najbliższych przyjaciół. Między innymi byli tam Szymon i Monika, więc wchodząc do firmy ruszyłem prosto do biura szefa. Zapukałem do drzwi:
- Proszę! - szef odezwał się ze środka.
- Dzień dobry. - wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi - Widzę, że już wszyscy są.
- Nasz szef o to zadbał. - entuzjastycznie odezwał się Szymon.
- Dobrze, więc słuchajcie... - zatkało mnie, nie wiedziałem co mówić, ale starałem się improwizować - Chciałem, żebyście tutaj wszyscy przyszli, ponieważ nadarzyła się niebywała okazja by znów się spotkać. - drapałem się oznajmująco po szyi - Mamy piątek, urodziny Kasi. Organizuję jej małe przyjęcie urodzinowe, na które jesteście wszyscy zaproszeni. A plan jest następujący. - wszyscy słuchali z zaciekawieniem - Marek - szef - około godziny 18 poprosisz do siebie Kasię na rozmowę. Zagadasz ją czymś. Pozostali w tym czasie łącznie ze mną pojedziemy do mojego domu i przygotujemy się na wasz powrót. Gdy wszystko będzie gotowe napisze do ciebie sms'a - wskazując na szefa - a ty zaproponujesz jej, że podrzucisz ją do domu samochodem. My w domu ukryjemy się po ciemku. Gdy Kasia wejdzie, zapali światło, a my w tym momencie wyskoczymy i zaczniemy śpiewać "Sto lat". - był to na pewno dobry pomysł, ponieważ wszyscy z podziwem przytakiwali - To wszystko, wracajmy do pracy i o 18.10 spotykamy się przed firma i jedziemy do mnie.
Wyszliśmy z biura szefa. Już nie mogłem doczekać się wieczora. Siedząc w swoim biurze spoglądam niecierpliwie na zegarek. Południe, pora na lunch. Wychodząc z gabinetu:
- Kasia, jest południe, chodźmy na lunch.
- Mam dużo papierkowej pracy, - obojętnie - a poza tym nie jestem głodna.
- Przynieść ci coś?
- Smacznego! - krzyknęła ze zgrozą.
Wyszedłem, wolałem już się jej nie narzucać. Zjechałem na dół i poszedłem do restauracji. Przy stoliku siedzieli Szymon i Monika:
- Hej. Mogę się dosiąść? - zapytałem.
- Tak oczywiście. - odparła Monika.
- Pewnie! - Szymon jej zawtórował.
- I jak humor Kasi?
- A daj spokój, Monika, proszę cie. - ze smutkiem - Jest na mnie tak jakby obrażona.
- Przejdzie jej. - pocieszał mnie Szymon.
Resztę posiłku spędziliśmy w milczeniu. Po powrocie do gabinetu poprosiłem Kasię, aby zadzwoniła do moich rodziców, że jutro do nich pojedziemy:
- Czy mogła byś zadzwonić do moich rodziców i oznajmić im, że jutro do nich pojedziemy? - z niepokojem.
- Już to zrobiłam!
- I co?
- I nic! - wstała - Ucieszyli się! - i wyszła z biura trzaskając drzwiami.
Nareszcie nadeszła godzina 18. Spotkaliśmy się przed firmą i pojechaliśmy do mnie. W tym momencie Marek próbował zatrzymać Kasię przy sobie. Po skończonej pracy u mnie w mieszkaniu:
- Słuchajcie, no to wszystko skończone, pisze esa do Marka. - wysłałem.
Zgasiliśmy światło i się schowaliśmy. Wszystko działo się w takiej kolejności w jakiej było ustalone. Za chwile od wysłania sms'a do domu weszła Kasia i zapaliła światło. Wyskoczyliśmy i zaczęliśmy śpiewać "Sto lat". Kasia popłakała się ze szczęścia i rzuciła mi się w ramiona:
- Już myślałam, że nie pamiętałeś.
Staliśmy w milczeniu. Widać było, że przyjęcie na cześć Kasi, bardzo jej się spodobało.
| Statystyki: Ocena: +2 (+2,-0) Kategoria: Przygoda Odsłony: 263 Komentarze: 3 Dodany: 14.06.2009 17:36 Edytowany: 14.06.2009 17:37 |
Cezario1993
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
PanSmok
masz do tego wyobraźnię . I wyszły cztery :P
Demon
Dodaj komentarz