Opowiadania / Śmierć
Codzienność i śmierć
MAGIA CODZIENNOÅšCI
Dokończyła rozdział, odłożyła książkę, wyłączyła lampkę nocną, kiedy coś usłyszała... Podłoga skrzypiała pod ciężarem, skrzypiało, szurało ... kroki. Ewa napięła się jak struna , wsłuchiwała się całą sobą, było bezbrzeżnie ciemno, oczy jeszcze nie zdążyły się przyzwyczaić - serce biło przyspieszonym rytmem, czuła że przemieściło się do krtani i dławi. Czuła kogoś lub czegoś obecność pod drzwiami, chyba je zamknęłam na klucz -przemknęło jej przez myśl, wyraźnie ktoś (lub coś) dotykał drzwi. Przesuwał czymś ostrym tak jakby znaczył znaki, litery...odgłos był delikatny, muskający, nagle...świst, jak przy rzucie sztyletem. Nie krzyczała... Wiedziała że to jest już w środku. Śmierdziało. Jego oddech zionął wonią zepsutych trzewi, skrzepłej krwi i słodko, jadem kiełbasianym. Zebrało jej się na wymioty, leżała sparaliżowana, a to się zbliżało - cuchnęło nieznośnie.Podeszło do łóżka...zapaliło lampkę. Ewa zamknęła powieki, zaczęła się modlić. Sapało powoli lubieżnie. Poczuła między piersiami piekący ból, przesunięcie krogulcem przecinało skórę, czuła jak pęka jej koszula nocna... Drugą, kudłatą łapą chwyciło ją za usta, oparło całą masą siebie , prawie wyłamując jej zęby, nadal przesuwało ostry jak żyletka pazur na dół coraz niżej i niżej, zahaczyło o pępek, szarpnięcie. Czuła jak strużki krwi spływają jej po biodrach. Dalej, niżej był tylko ból głowy... Mała spała w pokoju obok. Ewa nie krzyczała. Rozdarło jej koszulę do końca, tym razem druga łapa przesunęła się na szyję i ścisnęła za grdykę.. Teraz próbowała sie w milczeniu bronić...Piszcząc jak szczeniak, usiłowała okładać pięściami i kopać. Miała za mało siły, napierało całym sobą, zobaczyła ogromne, nabrzmiałe przyrodzenie, udało jej się zacisnąć uda. Nieznośny odór! Wymachując rękami trafiła na różaniec, który zawsze kładła na łóżko pod poduszkę. Z potężną mocą przewrócił ją na brzuch, nie mogła zacisnąć ud...
Paciorki różańca rozsypały się po podłodze...
Poczuła wrzącą lawę między nogami, charczało i sapało coraz szybciej, a ona w środku czuła jakby ją rozrywano na strzępy... Pociągnęło ją z tyłu mocno za włosy, ostateczne sapnięcie...
Otworzyła dłoń, spojrzała, na liniach dloni leżał krzyż z różańca...
Dokończyła rozdział, odłożyła książkę, wyłączyła lampkę nocną, kiedy coś usłyszała... Podłoga skrzypiała pod ciężarem, skrzypiało, szurało ... kroki. Ewa napięła się jak struna , wsłuchiwała się całą sobą, było bezbrzeżnie ciemno, oczy jeszcze nie zdążyły się przyzwyczaić - serce biło przyspieszonym rytmem, czuła że przemieściło się do krtani i dławi. Czuła kogoś lub czegoś obecność pod drzwiami, chyba je zamknęłam na klucz -przemknęło jej przez myśl, wyraźnie ktoś (lub coś) dotykał drzwi. Przesuwał czymś ostrym tak jakby znaczył znaki, litery...odgłos był delikatny, muskający, nagle...świst, jak przy rzucie sztyletem. Nie krzyczała... Wiedziała że to jest już w środku. Śmierdziało. Jego oddech zionął wonią zepsutych trzewi, skrzepłej krwi i słodko, jadem kiełbasianym. Zebrało jej się na wymioty, leżała sparaliżowana, a to się zbliżało - cuchnęło nieznośnie.Podeszło do łóżka...zapaliło lampkę. Ewa zamknęła powieki, zaczęła się modlić. Sapało powoli lubieżnie. Poczuła między piersiami piekący ból, przesunięcie krogulcem przecinało skórę, czuła jak pęka jej koszula nocna... Drugą, kudłatą łapą chwyciło ją za usta, oparło całą masą siebie , prawie wyłamując jej zęby, nadal przesuwało ostry jak żyletka pazur na dół coraz niżej i niżej, zahaczyło o pępek, szarpnięcie. Czuła jak strużki krwi spływają jej po biodrach. Dalej, niżej był tylko ból głowy... Mała spała w pokoju obok. Ewa nie krzyczała. Rozdarło jej koszulę do końca, tym razem druga łapa przesunęła się na szyję i ścisnęła za grdykę.. Teraz próbowała sie w milczeniu bronić...Piszcząc jak szczeniak, usiłowała okładać pięściami i kopać. Miała za mało siły, napierało całym sobą, zobaczyła ogromne, nabrzmiałe przyrodzenie, udało jej się zacisnąć uda. Nieznośny odór! Wymachując rękami trafiła na różaniec, który zawsze kładła na łóżko pod poduszkę. Z potężną mocą przewrócił ją na brzuch, nie mogła zacisnąć ud...
Paciorki różańca rozsypały się po podłodze...
Poczuła wrzącą lawę między nogami, charczało i sapało coraz szybciej, a ona w środku czuła jakby ją rozrywano na strzępy... Pociągnęło ją z tyłu mocno za włosy, ostateczne sapnięcie...
Otworzyła dłoń, spojrzała, na liniach dloni leżał krzyż z różańca...
| Statystyki: Ocena: +5 (+5,-0) Kategoria: Śmierć Odsłony: 228 Komentarze: 6 Dodany: 15.10.2010 3:58 Edytowany: 25.12.2010 16:53 |
IW
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Anastazja
bb
nawet cień przyjaciela wystarczy, by uczynić człowieka szczęśliwym
kamallah
Nie mogÄ™ tego tak spokojnie czytac...
Idę ducha nakarmic lżejszym pokarmem...
buziak kochana jestem z TobÄ…!
IW
Dziękuję Anastazjo:)
Dziękuję Basiu:)
Raczej nie napiszÄ™ dalszego ciÄ…gu, ale takie rzeczy siÄ™ zdarzajÄ…...
IW
IW
Dodaj komentarz