Wiersze / Refleksje
Zakłopotanie
Była też pustka w pięść zamknięta
MiotajÄ…ca gniewem rozpustnym jak ulicznica
Ale umilkła w cichej pogoni
I pobiegła i uciekła
Między krawężnikami podróżowały jego stopy
Noszące dwa prawe buty z czego jeden był ślepy
Mimo wszystko szedł dalej jakby nigdy nic
A teraz wielka przeszkoda przed wytańczonymi oczami
Wielka plama światła z wielkiego słupa
I tylko szept kuszenia między uszy się wkradał
Był jak wiatr drgający w fałdach sukni
Mrok pustka mrok pragnienie mrok popęd
Dalej kroczył wpadając ślepym butem w otchłań wyobraźni
Tam całował pieścił drwił i nadal oddawał się cielesności
Zagrzmiało i spadło na jego nos wsuwając się na jego koniec
Byłe to pierwsze pragnienie fantazji wobec dotyku
Które zmieściło całą jego osobę w jednym geście
A za nim była już tylko lawina palców dłoni piersi i ust
Była też potrzeba drążąca łysinę jego włosów
Wciąż bębniąca w dno głowy niczym pałeczka niemożności
Krawężniki ograniczyły tor jego lotu prosto pod próg domu
I wstanie jutro w szarej pościeli gładząc ją po policzku
Nie będzie pragnął tak jak w nocy
Obudzi się ubrudzony grzechem bliżej niepoznanym
Słychać jeszcze szept ulicznicy w oddali
MiotajÄ…ca gniewem rozpustnym jak ulicznica
Ale umilkła w cichej pogoni
I pobiegła i uciekła
Między krawężnikami podróżowały jego stopy
Noszące dwa prawe buty z czego jeden był ślepy
Mimo wszystko szedł dalej jakby nigdy nic
A teraz wielka przeszkoda przed wytańczonymi oczami
Wielka plama światła z wielkiego słupa
I tylko szept kuszenia między uszy się wkradał
Był jak wiatr drgający w fałdach sukni
Mrok pustka mrok pragnienie mrok popęd
Dalej kroczył wpadając ślepym butem w otchłań wyobraźni
Tam całował pieścił drwił i nadal oddawał się cielesności
Zagrzmiało i spadło na jego nos wsuwając się na jego koniec
Byłe to pierwsze pragnienie fantazji wobec dotyku
Które zmieściło całą jego osobę w jednym geście
A za nim była już tylko lawina palców dłoni piersi i ust
Była też potrzeba drążąca łysinę jego włosów
Wciąż bębniąca w dno głowy niczym pałeczka niemożności
Krawężniki ograniczyły tor jego lotu prosto pod próg domu
I wstanie jutro w szarej pościeli gładząc ją po policzku
Nie będzie pragnął tak jak w nocy
Obudzi się ubrudzony grzechem bliżej niepoznanym
Słychać jeszcze szept ulicznicy w oddali
Koniecznie pomóż promować tę publikację:
| Statystyki: Ocena: +4 (+4,-0) Kategoria: Refleksje Odsłony: 190 Komentarze: 0 Dodany: 16.06.2010 22:56 Edytowany: nigdy |
NikczemnyGrzesznik
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Dodaj komentarz