Opowiadania / Przygoda
Ania nie mogła zasnąć
Nie mogła zasnąć. Przewracała się tylko z boku na bok, szukając wygodnej pozycji. Kiedy doszła do sześćset pięćdziesiątego przeskakującego przez płotek baranka, zrezygnowała z próby zaśnięcia. Wstała. Wydawało jej się, że firanka lekko się poruszyła, ale Anna zbagatelizowała to.
Przeszła do drugiego, wielkiego pokoju i otworzyła drzwi balkonowe. Świat przed nią tonął w mroku. Ciemność rozświetlały tylko latarnie. O liście pobliskich drzew uderzały krople deszczu. Wszytko wokół wydawało się takie spokojne i ciche… Ale ona odczuwała jakiś niewyobrażalny, niczym nie dający się wytłumaczyć, niepokój. Obserwowała z przerażeniem cienie rzucane na ścianę budynku, płoszył ją każdy szelest, każdy szmer.
Z ulgą zgasiła papierosa i szybko schowała się do środka domu.
Znów weszła do sypialni. Zasłonka falowała. Anna podeszła bliżej, ale bała się uchylić czy dotknąć materiału. Zapalone światło pokazywało jej jedynie okno i białą firankę. Nic więcej nie mogło być za materiałem, więc Anna, śmiejąc się ze swojej wyobraźni, położyła się znowu do łóżka. Zgasiła światło. I wtedy za zasłoną zobaczyła sylwetkę…
Chciała krzyczeć, ale zaciśnięte ze strachu gardło nie wydało żadnego głośniejszego dźwięku.
Czarna postać zza zasłony, zorientowawszy się, że jej obecność została zauważona, przestała się ukrywać.
Szybkim krokiem ruszyła w stronę łóżka. W świetle księżycowej nocy można było rozpoznać sylwetkę nagiego mężczyzny. Duży, silny, podniecony zmierzał w stronę przerażonej Anny. Sparaliżowana strachem dziewczyna, skuliła się, zamknęła oczy i czekała na najgorsze.
Facet złapał za kołdrę i jednym ruchem zrzucił okrycie na podłogę, następnie rozerwał na niej t-shirt, obnażając przy tym jej pełne piersi.
Anna nie miała już złudzeń, to był gwałt, wiedziała że jeśli będzie uległa, może uda się jej ocalić życie.
Czuła jego rękę miedzy swoimi udami, zrezygnowana nie stawiała oporu.
Mężczyzna nie czekając zagłębił się w dziewczynie. Zdecydowanymi ruchami bioder wbijał się w nią rytmicznie. Jedną ręką trzymał ją za pierś. Druga dłoń leżała na jej ustach, gotowa do uciszenia ofiary, spod której słychać było tylko ciche, stłumione pojękiwanie Anny.
W pewnym momencie jego ruchy stały się bardziej gwałtowne, nieznajomy coraz szybciej i głębiej zanurzał się w Annie.
Wreszcie zesztywniał na chwilę, po krótkiej chwili odczuwania swojej męskiej rozkoszy, rzucił rozłożył się przy boku dziewczyny. Leżał zmęczony na plecach.
- No i jak był Anka? – zapytał.
Dziewczyna milczała.
- No powiedz! W końcu dla ciebie to zrobiłem.
¬- Miałeś dzisiaj lecieć do Poznania. – odezwała się Anna.
¬- Nie miałem. Wymyśliłem wyjazd żebyś się nie domyślała, że to ja...
Pamiętaj! – kontynuował. - Robię to ostatni raz. Jeszcze ktoś zadzwoni na policję, że nagi facet stoi na balkonie…
- Oj Misiu. Nie bądź taki. Byłeś taki cudowny. – mówiąc to, przytuliła się do niego.
Przeszła do drugiego, wielkiego pokoju i otworzyła drzwi balkonowe. Świat przed nią tonął w mroku. Ciemność rozświetlały tylko latarnie. O liście pobliskich drzew uderzały krople deszczu. Wszytko wokół wydawało się takie spokojne i ciche… Ale ona odczuwała jakiś niewyobrażalny, niczym nie dający się wytłumaczyć, niepokój. Obserwowała z przerażeniem cienie rzucane na ścianę budynku, płoszył ją każdy szelest, każdy szmer.
Z ulgą zgasiła papierosa i szybko schowała się do środka domu.
Znów weszła do sypialni. Zasłonka falowała. Anna podeszła bliżej, ale bała się uchylić czy dotknąć materiału. Zapalone światło pokazywało jej jedynie okno i białą firankę. Nic więcej nie mogło być za materiałem, więc Anna, śmiejąc się ze swojej wyobraźni, położyła się znowu do łóżka. Zgasiła światło. I wtedy za zasłoną zobaczyła sylwetkę…
Chciała krzyczeć, ale zaciśnięte ze strachu gardło nie wydało żadnego głośniejszego dźwięku.
Czarna postać zza zasłony, zorientowawszy się, że jej obecność została zauważona, przestała się ukrywać.
Szybkim krokiem ruszyła w stronę łóżka. W świetle księżycowej nocy można było rozpoznać sylwetkę nagiego mężczyzny. Duży, silny, podniecony zmierzał w stronę przerażonej Anny. Sparaliżowana strachem dziewczyna, skuliła się, zamknęła oczy i czekała na najgorsze.
Facet złapał za kołdrę i jednym ruchem zrzucił okrycie na podłogę, następnie rozerwał na niej t-shirt, obnażając przy tym jej pełne piersi.
Anna nie miała już złudzeń, to był gwałt, wiedziała że jeśli będzie uległa, może uda się jej ocalić życie.
Czuła jego rękę miedzy swoimi udami, zrezygnowana nie stawiała oporu.
Mężczyzna nie czekając zagłębił się w dziewczynie. Zdecydowanymi ruchami bioder wbijał się w nią rytmicznie. Jedną ręką trzymał ją za pierś. Druga dłoń leżała na jej ustach, gotowa do uciszenia ofiary, spod której słychać było tylko ciche, stłumione pojękiwanie Anny.
W pewnym momencie jego ruchy stały się bardziej gwałtowne, nieznajomy coraz szybciej i głębiej zanurzał się w Annie.
Wreszcie zesztywniał na chwilę, po krótkiej chwili odczuwania swojej męskiej rozkoszy, rzucił rozłożył się przy boku dziewczyny. Leżał zmęczony na plecach.
- No i jak był Anka? – zapytał.
Dziewczyna milczała.
- No powiedz! W końcu dla ciebie to zrobiłem.
¬- Miałeś dzisiaj lecieć do Poznania. – odezwała się Anna.
¬- Nie miałem. Wymyśliłem wyjazd żebyś się nie domyślała, że to ja...
Pamiętaj! – kontynuował. - Robię to ostatni raz. Jeszcze ktoś zadzwoni na policję, że nagi facet stoi na balkonie…
- Oj Misiu. Nie bądź taki. Byłeś taki cudowny. – mówiąc to, przytuliła się do niego.
| Statystyki: Ocena: +2 (+2,-0) Kategoria: Przygoda Odsłony: 284 Komentarze: 3 Dodany: 30.09.2009 20:10 Edytowany: 01.10.2009 15:25 |
efterlyst
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
jazzu
Anastazja
mirasolek05
Dodaj komentarz