Opowiadania / Romans
RUDA
Mała, ruda kotka o dużych zielonych oczach? Uwodzicielka. Kocia zmysłowość ruchów, niewyobrażalna gracja stylu, kokieteria w każdym ziewnięciu, przeciąganiu, przechylaniu główki. I ta jedwabista sierść, te wypielęgnowane pazurki?
Szary dachowiec westchnął tylko, obserwując ją z oddalenia.
Nie, ona nie jest dla mnie ? myślał.- Co mi przyjdzie z bezmyślnego gapienia się na nią? Po przychodzę co wieczór pod jej okna i wpatruję się w jej piękne kształty, godzinami podziwiając jej kocie ruchy skoro ona nigdy nie spojrzy na mnie z innym uczuciem niż pogarda?
Zresztą, nie potrzebuję nikogo. Chodzę swoimi ścieżkami. Nie potrzebuję towarzystwa.
I szary dachowiec zszedł z drzewa. Oddalił się w ciemną noc miasta, które pochłonęło go zaraz ze swoimi tajemnicami.
Niebawem kotka pojawiła się pod drzewem, tym samym, na którym Szary przesiadywał wieczorami.
Była ciekawa, czy on tam jeszcze jest.
Chciała spojrzeć w jego stronę.
Jednak kocia ciekawość była słabsza od kociej dumy, która nie pozwoliła kocicy patrzeć jego stronę. Przechadzała się zalotnie, mając nadzieję, że tajemniczy dachowiec ją obserwuje .
Czuła jego wzrok na sobie, to mobilizowało ją do jeszcze bardziej kokieteryjnego zachowania.
Przeciągnęła się, prostując przy tym tylne łapki. Później wygięła grzbiet w pałąk, i tak przez chwile stała na sztywnych nogach. Wyraz jej kociego pyszczka ani na chwile nie zdradzał, tego, że wszystko to, co w tym momencie robi, jest tylko grą, a z jej mimiki wydawać by się mogło, że każdy jej gest i ruch jest codziennością tego pięknego ciała.
- No chodź tu do mnie. ? pomyślała. ? To dla ciebie ten teatr.
W tym momencie, jakby na zawołanie, od strony jej wyprostowanego ogona, dobiegł szmer.
Przekonana, że to Szary, poczekała jeszcze chwilę, wreszcie pogardliwie obróciła się za siebie.
Jakież zdziwienie wystąpiło na jej kociej twarzy, kiedy zobaczyła, że za nią nie stoi żaden Szary, tylko biały kot z sąsiedniego podwórka.
Dużo o nim słyszała.
Podobno żadnej nie przepuści.
A ten podszedł do niej i zaczął się obcierać o jej bok.
Była tak zaskoczona, że nawet nie próbowała się odsunąć.
Zresztą sprawiało jej to niesłychaną przyjemność.
Tak wielką, że aż sama, na początku nieśmiało, później mocniej, zaczęła się odwzajemniać w obcieraniu.
Jeszcze nigdy nie czuła takiej rozkoszy z kocich pieszczot. Zresztą nic dziwnego. Biały był pierwszym kotem w jej życiu, który przybliżył się do niej.
Gdy tak oboje zajęci byli swoim tańcem godowym, z oddali spoglądał na nich, Szary.
Wrócił, chciał jeszcze raz popatrzeć na piękną Rudą.
Kotka, mimo tańca, zauważyła go, jednak rozkosz, która jej teraz towarzyszyła była tak silna, że ten szary kot zupełnie przestał ją interesować, teraz liczył się tylko prześliczny Biały.
A Szary patrzał na swój najczystszy ideał i nie dowierzał, że ona mogła iść z tym, z tym podwórkowym casanovą.
Krew uderzyła mu do głowy. Zazdrość, z jaką na nich patrzył, była tak paraliżująca, że nie mógł zrobić najmniejszego ruchu.
- Jak ona mogła? Była dla mnie bóstwem. A teraz szlaja się z takim podwórkowym wyciruchem.
I w tym momencie, jako ten złośliwy narrator, zakończę te krótkie opowiadanko.
Pewnie że mogło być pikantnie.
Albo mógłbym wtrącić wątek morderstwa w afekcie, ale ja chciałem w ten sposób przypomnieć wszystkim o starym jak świat powiedzeniu "kocim", które zapewne można by zastosować w naszym gatunku ludzkim, a
które brzmi:
?NIEŚMIALI CHŁOPCY NIGDY NIE CAŁUJĄ PIĘKNYCH DZIEWCZYNEK?.
Szary dachowiec westchnął tylko, obserwując ją z oddalenia.
Nie, ona nie jest dla mnie ? myślał.- Co mi przyjdzie z bezmyślnego gapienia się na nią? Po przychodzę co wieczór pod jej okna i wpatruję się w jej piękne kształty, godzinami podziwiając jej kocie ruchy skoro ona nigdy nie spojrzy na mnie z innym uczuciem niż pogarda?
Zresztą, nie potrzebuję nikogo. Chodzę swoimi ścieżkami. Nie potrzebuję towarzystwa.
I szary dachowiec zszedł z drzewa. Oddalił się w ciemną noc miasta, które pochłonęło go zaraz ze swoimi tajemnicami.
Niebawem kotka pojawiła się pod drzewem, tym samym, na którym Szary przesiadywał wieczorami.
Była ciekawa, czy on tam jeszcze jest.
Chciała spojrzeć w jego stronę.
Jednak kocia ciekawość była słabsza od kociej dumy, która nie pozwoliła kocicy patrzeć jego stronę. Przechadzała się zalotnie, mając nadzieję, że tajemniczy dachowiec ją obserwuje .
Czuła jego wzrok na sobie, to mobilizowało ją do jeszcze bardziej kokieteryjnego zachowania.
Przeciągnęła się, prostując przy tym tylne łapki. Później wygięła grzbiet w pałąk, i tak przez chwile stała na sztywnych nogach. Wyraz jej kociego pyszczka ani na chwile nie zdradzał, tego, że wszystko to, co w tym momencie robi, jest tylko grą, a z jej mimiki wydawać by się mogło, że każdy jej gest i ruch jest codziennością tego pięknego ciała.
- No chodź tu do mnie. ? pomyślała. ? To dla ciebie ten teatr.
W tym momencie, jakby na zawołanie, od strony jej wyprostowanego ogona, dobiegł szmer.
Przekonana, że to Szary, poczekała jeszcze chwilę, wreszcie pogardliwie obróciła się za siebie.
Jakież zdziwienie wystąpiło na jej kociej twarzy, kiedy zobaczyła, że za nią nie stoi żaden Szary, tylko biały kot z sąsiedniego podwórka.
Dużo o nim słyszała.
Podobno żadnej nie przepuści.
A ten podszedł do niej i zaczął się obcierać o jej bok.
Była tak zaskoczona, że nawet nie próbowała się odsunąć.
Zresztą sprawiało jej to niesłychaną przyjemność.
Tak wielką, że aż sama, na początku nieśmiało, później mocniej, zaczęła się odwzajemniać w obcieraniu.
Jeszcze nigdy nie czuła takiej rozkoszy z kocich pieszczot. Zresztą nic dziwnego. Biały był pierwszym kotem w jej życiu, który przybliżył się do niej.
Gdy tak oboje zajęci byli swoim tańcem godowym, z oddali spoglądał na nich, Szary.
Wrócił, chciał jeszcze raz popatrzeć na piękną Rudą.
Kotka, mimo tańca, zauważyła go, jednak rozkosz, która jej teraz towarzyszyła była tak silna, że ten szary kot zupełnie przestał ją interesować, teraz liczył się tylko prześliczny Biały.
A Szary patrzał na swój najczystszy ideał i nie dowierzał, że ona mogła iść z tym, z tym podwórkowym casanovą.
Krew uderzyła mu do głowy. Zazdrość, z jaką na nich patrzył, była tak paraliżująca, że nie mógł zrobić najmniejszego ruchu.
- Jak ona mogła? Była dla mnie bóstwem. A teraz szlaja się z takim podwórkowym wyciruchem.
I w tym momencie, jako ten złośliwy narrator, zakończę te krótkie opowiadanko.
Pewnie że mogło być pikantnie.
Albo mógłbym wtrącić wątek morderstwa w afekcie, ale ja chciałem w ten sposób przypomnieć wszystkim o starym jak świat powiedzeniu "kocim", które zapewne można by zastosować w naszym gatunku ludzkim, a
które brzmi:
?NIEŚMIALI CHŁOPCY NIGDY NIE CAŁUJĄ PIĘKNYCH DZIEWCZYNEK?.
| Statystyki: Ocena: 0 (+0,-0) Kategoria: Romans Odsłony: 320 Komentarze: 0 Dodany: 30.09.2009 20:08 Edytowany: nigdy |
efterlyst
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Dodaj komentarz