Opowiadania / Wiosna
Gość
Małe senne miasteczko wcinające się w lustro jeziora pokrytego na brzegach zieleniejąca trzciną. Jedna długa aleja zwana na wyrost ulicą ,kończąca się drzwiami do okazałego kościoła. Wzdłuż pochylających się od starości domów i domków ogrodzenia pomalowane jak zwykle wiosną na biało ,oddzielone od nich promenadą kwitnących ogródków. Budynek urzędu miejskiego otoczony kolorowym polbrukiem z zaczątkami budowy fontanny na bazie starej studni. Nieopodal barak przerobiony z końskiej rzeźni na zakład weterynarii. Wreszcie na skraju miasteczka ruiny niewielkiej cegielni ze sterczącym niczym ogromny palec kominem. Oto sceneria w jakiej rozegrały się niżej opisane wydarzenia.
Od rana Burmistrz Rządek biegał zły po magistracie. Panna Fusia nie mogła nadążyć z parzeniem kawy. Brzęczące telefony zakłócały zwyczajną tu ciszę. Rządek łapał się za głowę i krzyczał ja się zabiję, przecież to jakiś zły sen, to nie może być przecież możliwe. Radca Kancelarczyk zachowując zimną krew wyciągał z teczki coraz to nowe dokumenty referując je Burmistrzowi ze stoickim spokojem. Podpisaliśmy już kontrakt z firmą, która ma wyburzyć cegielnię dzwoniłem rano chcąc na polubownej zasadzie odstąpić od umowy, ale nawet nie chcą słyszeć, grożą karami umownymi i sądem.
Pan Brykiecik wymachiwał mi wczoraj decyzją, wpisem do ksiąg wieczystych i rachunkami jakie poniósł w związku z rozruchem wytwórni węgla drzewnego. Powiedział, że przywiezie pod magistrat cały zapas zakupionego drzewa. Kupił przecież czysty teren bez ruin i kominów.
Wołajcie mi tu Doktora Nieludzkiego, bo w nim chyba jedyna nadzieja.
Nieludzki zjawił się po piętnastu minutach w towarzystwie krążącego wokół niego Pana Żeberko właściciela sklepu mięsnego. Będzie chyba kiełbaska z dziczyzny szepnęła Panna Fusia do Panny Hihi.
Hihi odpowiedziała Panna Hihi. Ach z Toba to zawsze jednakowo rzuciła Panna Fusia obracając się na obcasie. Weterynarz zamaszyście wszedł do gabinetu burmistrza zostawiając za drzwiami zatroskanego Pana Żeberko. Witam witam serdeczny przyjacielu. Bierz moją fuzję, włóż bolec z usypiaczem i spokój. Umówiłem się z Gębusiem i Łyczkiem, będą trzymać siatkę. Jak już go złapiemy to wsadzimy tam gdzie trzymasz psy podejrzane o wściekliznę. Przetrzymamy do jesieni i po ptakach. Co Ty na to Nieludzki?. Hmmmm gdyby nie telewizja regionalna ty by można, ale w tej sytuacji? odrzekł doktor marszcząc czoło. Jaka telewizja wrzasnął zaczerwieniony Rządek biegnąc w stronę telewizora. Zawrócił go brzęk czerwonego telefonu. Pannie Fusi ,która wchodziła do gabinetu wypadła z reki filiżanka z kawą, która rozlała się dużą kałużą po wełnianym dywanie. Hihi zaśmiała się cichutko Panna Hihi. Kancelarczyk wstał z fotela i przetarł chusteczką zapocone czoło. Rządek przełączył aparat na interkom. W gabinecie rozległ się głos Wojewody Mostowicza. Nie ważcie się już nic robić.
Wita Państwa telewizja regionalna .Jesteśmy pod ruinami starej cegielni. Przed nami okazały komin na którego szczycie uwił sobie gniazdo bocian biały. Proszę spojrzeć jak wygiął szyję i położył głowę na skrzydłach. Zaraz zacznie klekotać. Pozostanie z nami zapewne do jesieni. W tej wiosennej scenerii żegna się z Państwem
Redaktor Apolinary Słówko.
Na skraju miasteczka ruiny niewielkiej cegielni ze sterczącym niczym ogromny palec kominem na szczycie którego klekocząc siedział Gość.
Od rana Burmistrz Rządek biegał zły po magistracie. Panna Fusia nie mogła nadążyć z parzeniem kawy. Brzęczące telefony zakłócały zwyczajną tu ciszę. Rządek łapał się za głowę i krzyczał ja się zabiję, przecież to jakiś zły sen, to nie może być przecież możliwe. Radca Kancelarczyk zachowując zimną krew wyciągał z teczki coraz to nowe dokumenty referując je Burmistrzowi ze stoickim spokojem. Podpisaliśmy już kontrakt z firmą, która ma wyburzyć cegielnię dzwoniłem rano chcąc na polubownej zasadzie odstąpić od umowy, ale nawet nie chcą słyszeć, grożą karami umownymi i sądem.
Pan Brykiecik wymachiwał mi wczoraj decyzją, wpisem do ksiąg wieczystych i rachunkami jakie poniósł w związku z rozruchem wytwórni węgla drzewnego. Powiedział, że przywiezie pod magistrat cały zapas zakupionego drzewa. Kupił przecież czysty teren bez ruin i kominów.
Wołajcie mi tu Doktora Nieludzkiego, bo w nim chyba jedyna nadzieja.
Nieludzki zjawił się po piętnastu minutach w towarzystwie krążącego wokół niego Pana Żeberko właściciela sklepu mięsnego. Będzie chyba kiełbaska z dziczyzny szepnęła Panna Fusia do Panny Hihi.
Hihi odpowiedziała Panna Hihi. Ach z Toba to zawsze jednakowo rzuciła Panna Fusia obracając się na obcasie. Weterynarz zamaszyście wszedł do gabinetu burmistrza zostawiając za drzwiami zatroskanego Pana Żeberko. Witam witam serdeczny przyjacielu. Bierz moją fuzję, włóż bolec z usypiaczem i spokój. Umówiłem się z Gębusiem i Łyczkiem, będą trzymać siatkę. Jak już go złapiemy to wsadzimy tam gdzie trzymasz psy podejrzane o wściekliznę. Przetrzymamy do jesieni i po ptakach. Co Ty na to Nieludzki?. Hmmmm gdyby nie telewizja regionalna ty by można, ale w tej sytuacji? odrzekł doktor marszcząc czoło. Jaka telewizja wrzasnął zaczerwieniony Rządek biegnąc w stronę telewizora. Zawrócił go brzęk czerwonego telefonu. Pannie Fusi ,która wchodziła do gabinetu wypadła z reki filiżanka z kawą, która rozlała się dużą kałużą po wełnianym dywanie. Hihi zaśmiała się cichutko Panna Hihi. Kancelarczyk wstał z fotela i przetarł chusteczką zapocone czoło. Rządek przełączył aparat na interkom. W gabinecie rozległ się głos Wojewody Mostowicza. Nie ważcie się już nic robić.
Wita Państwa telewizja regionalna .Jesteśmy pod ruinami starej cegielni. Przed nami okazały komin na którego szczycie uwił sobie gniazdo bocian biały. Proszę spojrzeć jak wygiął szyję i położył głowę na skrzydłach. Zaraz zacznie klekotać. Pozostanie z nami zapewne do jesieni. W tej wiosennej scenerii żegna się z Państwem
Redaktor Apolinary Słówko.
Na skraju miasteczka ruiny niewielkiej cegielni ze sterczącym niczym ogromny palec kominem na szczycie którego klekocząc siedział Gość.
| Statystyki: Ocena: +4 (+4,-0) Kategoria: Wiosna Odsłony: 203 Komentarze: 5 Dodany: 23.03.2010 21:25 Edytowany: 23.03.2010 21:57 |
jerzykujas
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Anastazja
Podoba mi się, zauroczyłeś mnie nazwiskami - są komiczne
np., panna Hihi, super! pozdrawiam.
jerzykujas
bb
nawet cień przyjaciela wystarczy, by uczynić człowieka szczęśliwym
rita
"Największa satysfakcja w życiu to świadomość, że się nikogo nie skrzywdziło".(Antyfanes).
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne". (Jahann Wolfgang von Goethe)
daniwanek
D.
I śmiech niekiedy może być nauką, jeśli się z przywar, nie z osób natrząsa.
I. Krasicki
Dodaj komentarz