Opowiadania / Dramat
Samotny w środku Europy /część pierwsza/
Długo czekałem na wymarzony urlop. Koniec maja dłużył się w wieczność.
Myślałem już o wypoczynku, o wizycie u mamy, o nie zapowiedzianych jak zwykle wizytach u dobrych znajomych w Kołobrzegu i w Warszawie. Cieszyłem się na myśl o długich rozmowach o niczym ciągnących się do białego rana.
Pierwszego czerwca karta urlopowa czekała na mnie w pracy.
Krótkie pożegnanie z koleżankami, życzenia dobrego wypoczynku i koniec pracy. Całe dwadzieścia sześć dni do swojej dyspozycji.
W domu chwila zastanowienia, bo co ja będę robił przez cały miesiąc. Pewnie w połowie będę jak zwykle tęsknił za pracą.
Małe sprzątanie mieszkania, samochód z przeglądu, najpilniejsze rachunki przez internet i spokój, wreszcie spokój.
Około dwudziestej trzeciej zadzwonił telefon.
Cześć Maciek jutro jadę do Kołobrzegu tak że nie licz na to, że wezmę na przechowanie psa. Hej! nie jestem Maćkiem tylko Robertem kolego Jerzy odezwał się głos w słuchawce.
Przepraszam, nie popatrzyłem na wyświetlacz, a więc z kim mówię? Mówi Robert, no nie udawaj, że mnie nie znasz.
Ach! Robert oczywiście, że Cię poznaję, mów co u Ciebie.
Juras Kaśka do mnie dzwoniła i wiem, że jesteś na urlopie od dzisiaj a ja jestem w wielkiej potrzebie i pomyślałem właśnie o tobie, wiem, że mi nie odmówisz.
W dużym skrócie - jestem w Monza we Włoszech, mam tutaj mały biznes.
Na parkingu celnym w Schaffhausen stoi tir, Volvo 420 z naczepą. Wóz jest już sprawny, miał tylko małe przejścia z policją szwajcarską, serwis załatwił wszystkie usterki. Bierz go i przyjeżdżaj do Monza .
Kupiłem tutaj sto pięćdziesiąt silników, które załadujemy i pojedziesz z nimi do Kielc. Na tym kończy się Twoja praca.
Zgłoś się do mojego biura do Rafała, oni już wszystko wiedzą, to tylko z pięć dni a Ty będziesz miał bardzo bogaty urlop, obiecuję. Nie wiem co powiedzieć Robert, zadzwonię do Rafała i dowiem się o co chodzi i później do Ciebie oddzwonię - powiedziałem i wyłączyłem aparat.
Chwilę później sms z numerem do Rafała i dwa słowa - bardzo proszę.
Dzwonię więc do Rafała. Odbiera troszkę zaspany. O co chodzi - pytam.
Jerzy sprawa jest krótka. Jutro rano o czwartej pod Twój dom przyjeżdża kierowca, który zawiezie cię do Schaffhausen.
Bierz co masz w lodówce, parę spodni, śpiwór, poduszkę i parę skarpet.
Kierowca przywiezie ci umowę-zlecenie i zawiezie na miejsce, będziemy w kontakcie telefonicznym, ja już doładowuję twój numer na trzysta złotych.
Dobrze - odpowiedziałem jakby nie swoim głosem.
Spakowałem plecak wkładając najpotrzebniejsze rzeczy i cały zapas konserw i foliowanej wędliny.
Ze sklepu nocnego przywiozłem zgrzewkę wody mineralnej.
Prawo jazdy, certyfikat ADR na przewóz materiałów niebezpiecznych, certyfikat na przewóz rzeczy, magnetyczną karta do tachografu, dowód osobisty poupychałem w kieszonkach plecaka.
Nastawiłem budzik na trzecią trzydzieści i położyłem się spać.
Dzień pierwszy
O piątej trzydzieści obudził mnie dźwięk budzika.
Umyłem się, ogoliłem i ubrałem.
Paląc papierosa czekałem na pojawienie się kierowcy.
Przyjechał bardzo punktualnie. Arek jestem- powiedział.
Mam dla pana umowę, którą trzeba teraz uzupełnić i podpisać, karta VISA, karta do tankowania i karta na wykupywanie autostrad we Włoszech dla pana.
Podpisałem pospiesznie wszystkie dokumenty, budząc sąsiadkę zostawiłem jej klucze do mieszkania i w drogę.
Granatowy VV bus prezentował się znakomicie. Nowy ? Zapytałem. Roczny- odpowiedział Arek.
Po chwili byliśmy już na prostej do Kostrzynia a przed nami tysiąc sto siedem kilometrów do celu.
Myślę, że to jakieś dziesięć do jedenastu godzin jazdy -powiedział Arek.
Pomoże mi pan później - zapytał. Pomogę - odparłem, ale teraz troszkę się zdrzemnę.
Jechał bardzo szybko, w chwilę byliśmy już na autobamie do Berlina, a w niecałą godzinę rozpoznawałem berliński Ring na dziesiątce.
Później Dessau, Halle, Lipzig i zjazd na Stuttgard kierunek Breisgen.
Nawet nie poprosił mnie o zmianę, bo rozmawiał przez cały czas przez telefon. Skąd ma na to środki - pomyślałem.
Parę minut po piętnastej byliśmy już na granicy szwajcarskiej. Oczywiście obowiązkowa kontrola bagaży ( Szwajcarzy nie lubią Polaków) i wjazd na parking celny po stronie szwajcarskiej.
Postawimy wóz na początku i idziemy szukać pomarańczowego Volvo 420 z logo firmy Roberta - powiedział Arek.
Zauważyłem pierwszy, pomarańczowa plandeka z logo z daleka robiła dobre wrażenie.
Stoi tutaj od dwóch miesięcy, bo był aresztowany za stan techniczny przez Szwajcarów, ale już wszystko dobrze -mówił Arek.
Samochód był prawie nowy, lizingowany dwuletni.
Otworzyłem drzwi i wspiąłem się do środka.
Przekręciłem kluczyki w stacyjce i cisza.
Akumulatory siedzą Arek, przynieś kable z VV może ktoś życzliwy pożyczy troszkę prądu.
Życzliwym okazał się stojący obok Warszawiak.
Podjechał swoją Scanią blisko i podpięliśmy kable.
Po paru próbach udaje się uruchomić silnik.
Dzwonię do działu technicznego i uzyskuję zgodę na cztero godzinną pracę silnika na jałowym biegu w celu doładowania akumulatorów. Sprawdzam legalizację tachografu i stan techniczny naczepy.
Trzy opony w naczepie z głębokością bieżnika poniżej trzech milimetrów. Zaczyna mi się to wszystko nie podobać.
Później z przerażeniem stwierdzam, że ktoś ukradł kabel doprowadzający światła do naczepy.
Dzwonię do dyżurnego w dziale technicznym i uzyskuję zgodę na zakup nowego kabla. Pytam gdzie mam go kupić - nie wiedzą.
Wypisuję tarczkę do tacho i wkładam ją w urządzenie.
Zaczynam szukać map i nawigacji.
Po przeszukaniu wszystkich wnęk i skrytek stwierdzam, że nie mam map ani nawigacji satelitarnej.
Dzwonię do Rafała i pytam go jak mam trafić do Monza bez nawigacji i map. W odpowiedzi słyszę - musisz sobie poradzić Jerzy.
Podchodzi do mnie dwóch Francuzów.
Pytają mnie kiedy wyłączę silnik, bo im przeszkadza spać. Mówię, że za godzinę i dwadzieścia minut.
OdchodzÄ… niezadowoleni wzruszajÄ…c ramionami.
Jeszcze tylko wizyta w stacji benzynowej i zapytanie o kabel. Oczywiście nie mają.
Ścielę łóżko, gaszę silnik i próbuję zasnąć.
Jutro o godzinie siódmej otwierają bramki parkingu celnego w Schaffhausen.
Pojadę do Monza na łysych oponach i bez świateł w naczepie, może mi się uda.
Myślałem już o wypoczynku, o wizycie u mamy, o nie zapowiedzianych jak zwykle wizytach u dobrych znajomych w Kołobrzegu i w Warszawie. Cieszyłem się na myśl o długich rozmowach o niczym ciągnących się do białego rana.
Pierwszego czerwca karta urlopowa czekała na mnie w pracy.
Krótkie pożegnanie z koleżankami, życzenia dobrego wypoczynku i koniec pracy. Całe dwadzieścia sześć dni do swojej dyspozycji.
W domu chwila zastanowienia, bo co ja będę robił przez cały miesiąc. Pewnie w połowie będę jak zwykle tęsknił za pracą.
Małe sprzątanie mieszkania, samochód z przeglądu, najpilniejsze rachunki przez internet i spokój, wreszcie spokój.
Około dwudziestej trzeciej zadzwonił telefon.
Cześć Maciek jutro jadę do Kołobrzegu tak że nie licz na to, że wezmę na przechowanie psa. Hej! nie jestem Maćkiem tylko Robertem kolego Jerzy odezwał się głos w słuchawce.
Przepraszam, nie popatrzyłem na wyświetlacz, a więc z kim mówię? Mówi Robert, no nie udawaj, że mnie nie znasz.
Ach! Robert oczywiście, że Cię poznaję, mów co u Ciebie.
Juras Kaśka do mnie dzwoniła i wiem, że jesteś na urlopie od dzisiaj a ja jestem w wielkiej potrzebie i pomyślałem właśnie o tobie, wiem, że mi nie odmówisz.
W dużym skrócie - jestem w Monza we Włoszech, mam tutaj mały biznes.
Na parkingu celnym w Schaffhausen stoi tir, Volvo 420 z naczepą. Wóz jest już sprawny, miał tylko małe przejścia z policją szwajcarską, serwis załatwił wszystkie usterki. Bierz go i przyjeżdżaj do Monza .
Kupiłem tutaj sto pięćdziesiąt silników, które załadujemy i pojedziesz z nimi do Kielc. Na tym kończy się Twoja praca.
Zgłoś się do mojego biura do Rafała, oni już wszystko wiedzą, to tylko z pięć dni a Ty będziesz miał bardzo bogaty urlop, obiecuję. Nie wiem co powiedzieć Robert, zadzwonię do Rafała i dowiem się o co chodzi i później do Ciebie oddzwonię - powiedziałem i wyłączyłem aparat.
Chwilę później sms z numerem do Rafała i dwa słowa - bardzo proszę.
Dzwonię więc do Rafała. Odbiera troszkę zaspany. O co chodzi - pytam.
Jerzy sprawa jest krótka. Jutro rano o czwartej pod Twój dom przyjeżdża kierowca, który zawiezie cię do Schaffhausen.
Bierz co masz w lodówce, parę spodni, śpiwór, poduszkę i parę skarpet.
Kierowca przywiezie ci umowę-zlecenie i zawiezie na miejsce, będziemy w kontakcie telefonicznym, ja już doładowuję twój numer na trzysta złotych.
Dobrze - odpowiedziałem jakby nie swoim głosem.
Spakowałem plecak wkładając najpotrzebniejsze rzeczy i cały zapas konserw i foliowanej wędliny.
Ze sklepu nocnego przywiozłem zgrzewkę wody mineralnej.
Prawo jazdy, certyfikat ADR na przewóz materiałów niebezpiecznych, certyfikat na przewóz rzeczy, magnetyczną karta do tachografu, dowód osobisty poupychałem w kieszonkach plecaka.
Nastawiłem budzik na trzecią trzydzieści i położyłem się spać.
Dzień pierwszy
O piątej trzydzieści obudził mnie dźwięk budzika.
Umyłem się, ogoliłem i ubrałem.
Paląc papierosa czekałem na pojawienie się kierowcy.
Przyjechał bardzo punktualnie. Arek jestem- powiedział.
Mam dla pana umowę, którą trzeba teraz uzupełnić i podpisać, karta VISA, karta do tankowania i karta na wykupywanie autostrad we Włoszech dla pana.
Podpisałem pospiesznie wszystkie dokumenty, budząc sąsiadkę zostawiłem jej klucze do mieszkania i w drogę.
Granatowy VV bus prezentował się znakomicie. Nowy ? Zapytałem. Roczny- odpowiedział Arek.
Po chwili byliśmy już na prostej do Kostrzynia a przed nami tysiąc sto siedem kilometrów do celu.
Myślę, że to jakieś dziesięć do jedenastu godzin jazdy -powiedział Arek.
Pomoże mi pan później - zapytał. Pomogę - odparłem, ale teraz troszkę się zdrzemnę.
Jechał bardzo szybko, w chwilę byliśmy już na autobamie do Berlina, a w niecałą godzinę rozpoznawałem berliński Ring na dziesiątce.
Później Dessau, Halle, Lipzig i zjazd na Stuttgard kierunek Breisgen.
Nawet nie poprosił mnie o zmianę, bo rozmawiał przez cały czas przez telefon. Skąd ma na to środki - pomyślałem.
Parę minut po piętnastej byliśmy już na granicy szwajcarskiej. Oczywiście obowiązkowa kontrola bagaży ( Szwajcarzy nie lubią Polaków) i wjazd na parking celny po stronie szwajcarskiej.
Postawimy wóz na początku i idziemy szukać pomarańczowego Volvo 420 z logo firmy Roberta - powiedział Arek.
Zauważyłem pierwszy, pomarańczowa plandeka z logo z daleka robiła dobre wrażenie.
Stoi tutaj od dwóch miesięcy, bo był aresztowany za stan techniczny przez Szwajcarów, ale już wszystko dobrze -mówił Arek.
Samochód był prawie nowy, lizingowany dwuletni.
Otworzyłem drzwi i wspiąłem się do środka.
Przekręciłem kluczyki w stacyjce i cisza.
Akumulatory siedzą Arek, przynieś kable z VV może ktoś życzliwy pożyczy troszkę prądu.
Życzliwym okazał się stojący obok Warszawiak.
Podjechał swoją Scanią blisko i podpięliśmy kable.
Po paru próbach udaje się uruchomić silnik.
Dzwonię do działu technicznego i uzyskuję zgodę na cztero godzinną pracę silnika na jałowym biegu w celu doładowania akumulatorów. Sprawdzam legalizację tachografu i stan techniczny naczepy.
Trzy opony w naczepie z głębokością bieżnika poniżej trzech milimetrów. Zaczyna mi się to wszystko nie podobać.
Później z przerażeniem stwierdzam, że ktoś ukradł kabel doprowadzający światła do naczepy.
Dzwonię do dyżurnego w dziale technicznym i uzyskuję zgodę na zakup nowego kabla. Pytam gdzie mam go kupić - nie wiedzą.
Wypisuję tarczkę do tacho i wkładam ją w urządzenie.
Zaczynam szukać map i nawigacji.
Po przeszukaniu wszystkich wnęk i skrytek stwierdzam, że nie mam map ani nawigacji satelitarnej.
Dzwonię do Rafała i pytam go jak mam trafić do Monza bez nawigacji i map. W odpowiedzi słyszę - musisz sobie poradzić Jerzy.
Podchodzi do mnie dwóch Francuzów.
Pytają mnie kiedy wyłączę silnik, bo im przeszkadza spać. Mówię, że za godzinę i dwadzieścia minut.
OdchodzÄ… niezadowoleni wzruszajÄ…c ramionami.
Jeszcze tylko wizyta w stacji benzynowej i zapytanie o kabel. Oczywiście nie mają.
Ścielę łóżko, gaszę silnik i próbuję zasnąć.
Jutro o godzinie siódmej otwierają bramki parkingu celnego w Schaffhausen.
Pojadę do Monza na łysych oponach i bez świateł w naczepie, może mi się uda.
| Statystyki: Ocena: +5 (+5,-0) Kategoria: Dramat Odsłony: 223 Komentarze: 4 Dodany: 09.07.2010 21:56 Edytowany: 10.07.2010 10:12 |
jerzykujas
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Anastazja
Czekam na dalszą część, pozdrawiam ciepło.:))
Emilia
' Miłość jest najpiękniejszą realizacją
tych możliwości, które tkwią w człowieku '
- Karol Wojtyła
andersen
Gaja
Dzwonię do działu technicznego i uzyskuję zgodę na cztero godzinną pracę. czterogodzinną.
Dodaj komentarz