Opowiadania / Komedia
DZIEŃ KOBIET
Dzień Kobiet
- Przepraszam pani Helena? Ja Liena, Basia mnie przysłała tutaj do pracy. Dzień Dobry. Mam wejść do pracowni?
- O dziękuję. Ładnie tu. Dla kogo tyle obrazów? Dla Kinslera? A czy ja znam Kinslera?
- Ty z nim handlujesz? Aa, 5 lat...kawał czasu. Ja mogę już zaraz pracować, bo ja, Helena, pracowita jestem i odpowiedzialna, wiesz ruski potrafi!
- Helena - ja do ciebie będę mówiła Hela, zgoda? Ja jestem Lenka.
- Co mam robić? Fartuch? Oczywiście ja włożę fartuch.
- Wycinać, dobrze to ja siadam i wycinam. Jak jest robota, to trzeba robić, nie traćmy czasu. Ty wiesz Hela, czas to pieniądz, ty to wiesz najlepiej, ty na swoim.
Wiesz ja z Sankt Petersburga, to bardzo piękne miasto. Ja tylko dlatego zdecydowała się przyjechać do Wrocławia, bo on podobnyj do Petersburgu. Też dużo mostów i fajni ludzie. Wiesz ja z inteligenckiej rodziny, przeze mnie przemawia...pięć pokoleń inteligencji. Moja matka jest księgowa, a ojciec pułkownikiem.
Hela, ja cię zaskoczę chcesz? Zaskoczę cię; ja Polka. Ja już drugi rok we Wrocławiu, prawda, że nie słychać, że ja z Rosji?
Wiedziałam, że nie słychać! Zrobione odkładać na drugą stronę?
Jak chcesz tak zrobię.
Mój ojciec pułkownikom, a matka w dużym zawodzie ekonomistka. Ojciec jest w porządku, on Polak, ale matka... Ach kiedyś ci powiem. No muszę gadać, przecież trzeba się poznać.
Wiesz jak Gorbi przykręcił szmal na wszystko, to się zrobiło jeszcze biedniej. To ja uciekłam z tej biblioteki. Bo ja po historycznych studiach i robota dla mnie tylko w bibliotece była.
Hela ty wiesz, jakie baby pracują w bibliotece? Nie wiesz? To ja Ci powiem - ARCHIWUM! No nie da się z nimi tam wytrzymać...
Ale książek ja się tam naczytała! Tak...w pracy, no bo nie ma z kim gadać!
Ale szybko ja uciekłam z tej biblioteki do Finłandii. Myślała..m zarobię trochę marek, nie będzie źle, ale gdzie tam, te Finy takie oszczędne, że mysie gówno by żarli, to ja uciekłam od nich i do Polski przyjechałam, bo wiesz jak mój ojciec Polak, to ja też Polka! – Hela ty znajesz...wiesz, jak to było u Achmatowej?
Nie wiesz? Nie uczyli? A czego uczyli? Nie pamiętasz...No dobra o literaturze to ja z tobą nie pogadam.
Jak ja przyjechała do Polski to ja u Jana zamieszkała. W końcu tak miała dość tego choliernego Jana, że ja wszystkiego nawet nie pozbierała i uciekła. W choliere, byle dalej Hela, byle dalej! Mam nie smarować tak grubo? I nie wycierać palców w blat? Dobrze, jak każesz. Ja Hela nie jestem kłótliwa, zrobię co zechcesz, jak w szmatę to w szmatę. Hela, tylko powiedz mi czy ty chcesz na pewno w TĄ szmatę? Dobrze, to ja będę wycierała właśnie w tą szmatę.
Na czym to ja skończyła? A już wiem, że ja od tego choliernego Jana uciekła, a ty Hela nie pytasz, dlaczego ja uciekła? Mówić?
Jak ty nie chcesz, to ja nie będę...Chcesz? No to słuchaj:
ja nie prędko wezmę rzeczy od tego skur... Nie dziw się Hela, ja to mówię, bo wiem - SKURWYSYNA. Oj nie liegko mnie z nim było... nie liegko. Nie dziw, że żona od niego odeszła. Wiesz on mnie mówi, że ona odeszła do drugiego, bo on, Jan znaczy się, był bezpłodnyj. Hela, BEZPŁODNYJ - ty słyszysz?! No nie idiot. Ja mu mówię; Jan – przecież ty mówił, że jak ona od ciebie odeszła, to jej było 56 lat, 56 lat, to czy jej wtedy o dzieci rozchodziło się? Jan – ja mu na to - z tobą to i anioł by nie wytrzymał! Stary idiota...ale na koniec to ja mu dała! Nie zapłacę tego żeby na kolanach prosił...nie zapłacę i już!
No na przykład...słuchasz Hela? A było tak; Ja miskę postawiła na stół, brudy u mnie na podłodze, ręce w pianie - piorę. On mnie woła. Liena, Liena, ja rzucam wszystko, bo myślę – choliera, wywalił się czy co? A wiesz, co on mnie każe robić, ten idiota. On mnie daje patyk i każe się po plecach drapać. Jan - ja mu mówię czy ty nie widział, że ja piorę, jak chcesz to się sam drap. A cebulę to w woreczek po mleku wkładał i sześć razy zakręcał sznurkiem, chyba żebym ja mu jej nie wyjadała. A czy ja cebulę jem? Wiesz Hela u niego gorsze graty były niż u ciebie w pracowni. No nie gniewaj się. Prawdę mówię. A brud...jak choliera. To ja jemu pomalowała sufit, bo taki był brudny jak u ciebie podłoga.
Mam pozbierać te skrawki – jak każesz, ja pozbieram. Gdzie je dawać? Do kartonu? Jak każesz do kartonu, to do kartonu.
Z Rosji ja przywiozła...m takie piękne różowe tapety. U was są takie słabe, a u nas mocne jak...żest, no jak to się po waszemu nazywa, taki płaski metal? Blacha – no właśnie u nas mocne jak blacha i takie piękne! Ja jemu tapetuje korytarz, a on pod oknem szyje. Bo wiesz Hela, Jan krawcem. Ja tapetuje, a on szyje i nie odzywa się, ja tapetuje drugi dzień, on nie odzywa się. Na trzeci dzień ja kończę robotę i pytam - Jan ty gniewasz się?
I zmywam tą zarzyganą podłogę. Jak ja skończyła...m i obmyłam ruki, to on do mnie przemówił;
- Liena gdzie tych moich czterysta złotych?
- Jakich czterysta złotych - pytam?
- No te co byli w dzbanuszku.
- W jakim dzbanuszku? Ja do niego mówię. Ja wiesz Hela
nerwowa, szlag mnie trafił.
- Chodź Jan do mnie i szukaj! Szukaj, choliera, tych pieprzonych pieniędzy i ciągnę go za szmaty. A on mnie po rękach uderzył! Mnie takoj... będzie po rukach.
- A kiedy tobie te pieniądze zginęli?
I Wiesz, co on mnie mówi? Ten skur... mnie mówi - że jemu pieniądze zginęli trzy dni temu na zad! To ty milczał tak długo jak ja tapetowała, a jak ja posprzątała, tobie przypomniało się, że okradziony?!
A no chodź do mojego pokoju i szukaj tych czterysta złotych!
A on mnie na to, że już szukał i nie znalazł, bo ja sobie za te pieniądze kupiłam buty. Które buty do choliery? – pytam.
A te nowe, co stoją w rogu – on mnie na to. To ja tego... Wiesz Hela, ja nie przeklinam, ale jak go inaczej nazwać, jak nie... No dobra, wiem. To ja go za szmaty i pokazuję mu rachunek, ruski, na te buty.
– Wiesz Jan gdzie ja je kupiła, wiesz? Ja je kupiła w Sankt Petersburgie!!! A on mnie na to, że to nie prawda! I wiesz, co Hela, wiesz już, domyślasz się! On te pieniądze za trzy dni znalazł! Potem mnie czekoladkami za 30 złotych przepraszał, ale ja jemu nie wybaczyła. Poczekałam, jak ten swołocz wyjdzie z domu i ze swoją kolieżanką z Sankt Petersburga ja godzinę gadałam na telefonie.
Przyszedł rachunek, a on mnie mówi;
- Lena ty nakręciłaś licznik na 900 złotych, musisz jego zapłacić.
- Jan ja nie zapłacę, to za to, że ty ze mnie złodzieja zrobił. Ten rachunek ty zapłacisz i będziesz pamiętał, że słowa trzeba lepiej ważyć.
I ja nie zapłaciła, tylko szybko pozbierała...m tiuchy i poszłam do akademiku do koleżanek.
Hela przecież sklejam, mogę sklejać i mówić? Mogę? To dobrze, bo człowiekowi trzeba się wygadać.
Ja tam z Sonią na waleta mieszkałam. No jak to gdzie? W akademiku. Ale ja niedługo tam posiedziałam, bo tam sprawdzają legitymacje. Jak to jakie? No studenckie, Hela, ty mnie wcale nie słuchasz!!!
W końcu ja do cioci trafiłam, ale mnie nie ze starcami mieszkać. Gaś światło, przychodź do domu o 20.00, za głośno radio, wyłącz teliewizor, a czy ja mam 10 lat żeby stale słuchać tych lekcji? Pewnie u niej też dłużej nie wytrzymam.
Patrz Hela ile my tego natrzaskały. Jak się rozmawia to nawet nie wiadomo kiedy i już zrobione. Dwa kartony, dużo nie? A ty mi dzisiaj zapłacisz? No dobra, bo ja nawet na chlieb nie mam.
Następnego dnia
Hela ty dla mnie przyniosłaś te pierogi? Ruskie? Które to? Te? Ze serem i ziemniakami? A to one nie ruskie, one ukraińskie. Ruskie drożdżowe pieczone w piecu. Ale nie martw się Hela ja zjem nawet ukraińskie. Ja ukraińskie też lubię.
U mnie mama robi taką pyszną zakuskę ze śledzi i buraków, ja ci zaraz powiem jaką, tylko co mam teraz robić?
Wycinać? Dobrze Hela, ja będę wycinać, tylko ty mi pokaż jak.
Dobrze... już starczy, ja inteligentna jestem, szybko się uczę. Krzywo? To poprawię, nie będziesz miała ze mną kłopotu wiesz, że ja staranna jestem.
W Sankt Petersburgie to ja mam mieszkanie po babci. Jak ja zarobiłam trochę pieniędzy, wiesz na stół i krzesła, to ja musiałam z etimi pieniądzmi środkiem ulicy iść, żeby mnie nie korciło ich wydać na coś innego. Wiesz Hela pokusy zawsze są. Och ostatnio taki piękny album Picassa widziałam, ale krzesła ważniejsze.
W końcu ja te krzesła i stół kupiłam i teraz w kuchni nawet łóżko mam. Jak ja się już urządziłam, to w tym nowym mieszkaniu imprezkę zrobiłam. Wy jakoś na to mówicie, a tak, właśnie - parapietówka. Dwadzieścia pięć ludzi było. Ile ja tej zakuski musiałam zrobić! Wielka miska tego była. A robi się ją bardzo prosto; trzeba trochę śledzi kupić, no wiesz to zalieży ilu ją będzie jadło, no i buraków. Śledź dwa razy przez maszynkę i doprawić, potem buraki ugotować i na drobniutkiej tarce, doprawić. Potem na talerzu trzeba ich układać, najpierw śledź i posmarować majonezem, potem buraki, znowu śledź, majonez, przyklepać i do lodówki. Mówię ci palce lizać. Wiesz jak ja zmęczyła się tymi przygotowaniami? Jak choliera! W połowie imprezy ja już byłam...sztywna. Wzięła ja taksówkę i pojechałam do domu, do rodziców znaczy się.
Czy goście nie zauważyli? No zauważyli jak przyjechała policja. Jak to dlaczego? Bo tak krzyczeli, że sąsiedzi wezwali policję. Chcieli wylegitymować / tak się mówi?/ właściciela, ale go nie znaleźli. Później mi mówili, że nie wszyscy wiedzieli, u kogo są na tej imprezie. Zjedli tych śledzi chyba z 10 kg.
Był taki czas, że ja z hipisami po Pribałtykie włóczyłam się, było i kilka dni. Ale choliera to było życie. Piliśmy...tak, co ci będę Hela brechać, piliśmy, ale jeszcze ta maryśka. Ja wiesz kilka dni, wódka, maryśka, wódka, maryśka. Przychodzę po tym, jak się mówi? Aa, no, maratonie do domu, patrzę a, u mnie w kuchni stoi koliorowyj teliewizor! Na lodówce stoi. Skąd w mojej kuchni na lodówce kolorowy telewizor? Wychodzę ja do pokoju, siadam żeby myśli pozbierać. Nie daje mi to żyć, wracam i co widzę? Na lodówce stoi ten...koliorowyj dzbanek, co to my go przywieźli z Białorusi. Choliera, od tej pory to ja już tej maryśki do ust nie wzięła...m, no i nie wezmę, Boch ty moj nie wezmę!!!
Sortować? Dobrze. Białe do białego pudła? Tak będę robiła Hela.
A z Lilką, co ja miałam; wiesz ona tancerka w teatrze i jej facet też w teatrze, za marny grosz robił, im bardzo ciężko było. A jak urodziła Aloszę, to po prostu głód. Wiesz - ona nie pracuje, małe dziecko, a Wowka ledwo na mleko zarobił. Lilka bardzo piękna dziewczyna. Hela ty lubisz balet? Nie? A to czemu? Ja zawsze tancerką chciała...m być, ale mam coś z nogami i już nie będę.
Co robić z tymi czerwonymi? Sklejać ok.
Jak ja już tą chatę po babci urządziłam, wszystko co trzeba było, w pokoju meble na wysoki połysk, na półkach czeskie szkło /mama mi dała, wiesz takie pięknie kolorowe/, kryształ na stole, dywan na ścianie. Właśnie, czemu wy nie wieszacie dywanów na ścianach? Nie wiesz? No dobrze, to ja się nie dowiaduję. Dwie wersalki - w kuchni i pokoju. Eliegancko, wszystko na swoim miejscu. Lilka jak to zobaczyła, znaczy te dwie wersalki mówi do mnie; Liena, ja nie mam grosza i...wiesz, ja muszę dorabiać na...Finach /nie mogłam uwierzyć, że ona dorabia na Finach/.
I wiesz, Liena ja mam kłopot, ja nie mam gdzie z nimi chodzić,ona mnie mówi, a ty masz dwie wersalki. Może by ty mnie kiedyś tą chatę odstąpiła? To ja bym na hotel nie musiała...Co miałam robić, moja przyjaciółka była w potrzebie, dawałam klucze i szłam do mamy na noc. Lilka mi trochę odpalała za tą chatę. Niewiele, ale każdy grosz się liczy.
I wiesz Hela, kiedyś wieczorem, dzwonek do drzwi, ja otwieram i co widzę: moja Lilka i dwa Finy, a każdy dzierżyt butełke.
No to ich przyjęłam, mam przecież dwie wersalki. Lilka do mnie na stronie mówi, że ona tylko z tym jednym się dogadała, a ten drugi, to jego kolega i może ja go przenocuję. Patrzę ja na niego: wysokij, zbudowany prawidłowo, kawał chłopa no i tak na mnie patrzył, że mnie aż gorąco się zrobiło od tego patrzenia. Co ci będę Hela ściemniać /tak wy mówicie, prawda?/ Ja go przenocowałam, a co, żyje się raz!
No nie patrz tak na mnie, najgorsze dopiero będzie. My wypili tą wódkę, później Lilka swojego Fina do kuchni, a ja ze swoim w pokoju. Daliej...nie pamiętam. Jak się zbudziłam, to już nie było ani Finów ani Lilki, a na stole obok kryształu leżało 100 marek fińskich. Zapomniał pieniędzy...kuźwa...ja Hela na prawdę nic nie pamiętałam i nie przypomniałam sobie do tych pór, ale sto marek piechotą nie chodzi. Później ten Fin przychodził, Hela, DO MNIE! Ty nie patrz na mnie tak, Ty święta też nie jesteś, ja to wiem. No kleję choliera, kleję. Ja tylko chciałam powiedzieć, że każdy coś ma na... sumieniu, tak się mówi? Aa...jak było potem to ja pamiętam. Ja go nie kochałam, ja z nim się kochałam. A był, mówię ci AS w łóżku. No i za każdym razem 100 marek.
Aż jednego razu ja się budzę, Fina nie ma, a na stole leżą kolczyki. Złote choliera byli... Musiały ze 100 marek kosztować. Ja za kolczyki i do lustra i wiesz Hela ładnie mi w nich było. Ja taka czarniawa, a one duże z czerwonym oczkiem, wzięłam włosy do tyłu żeby lepiej je było widać było, eligancko mówię ci! Tak przymierzam i przymierzam aż w końcu wiesz, co ja widzę...nie wiesz? Wiesz, wiesz, tylko nie chcesz powiedzieć, ja Hela. widzę, że...Lena...jest KURWA! Tak mnie się od razu odechciało i tego kochania do rana i tych sto marek i tych pieprzonych kolczyki, że powiedziałam sobie; LIENA NIGDY WIĘCEJ! Żaden zasrany Fin, nawet najprzystojniejszy nie będzie tobie płacił za kochanie. No chyba, że 1000 marek, ale...on tyle nie zapłaci...bo choliera, nie ma.
Jak to mam to zszywać? Przecież inaczej się nie da! Ty chcesz rzeczy niemożliwych! Przecież widzisz, że to jest twarde jak choliera. Palców to ja już nie czuje. Boże, na co człowiekowi przyszło, wyższe wykształcenie historyczne i wojuj teraz z jakąś zasraną igłą! Nie buntuje się! Tylko trochę narzekam, Hela wiesz, że co każesz zrobię!
Później, to ja zakochała się w Andrieju, ale on miał białaczkę i umarł. Co ja się do tego szpitala nachodziła i napatrzyła na to ludzkie cierpienie. Och gadać się nie chce. Że za głośno nos wycieram? A jak mam wycierać jak ja zrozpaczona?
Potem ja już byłam w Polsce, a wyjechałam do Polski żeby zapomnieć i zapomniałam, dziękuję Hela za chusteczkę.
W pociągu ja poznała Wowkę. Anioł nie facet. On celnikiem w Brześciu, a ja w Brześciu mam przesiadkę do Sankt Petersburgu. U nas musisz mieć miejscówkę, masz, to jedziesz, nie masz - czekasz na następny pociąg. U nas porządek, nie tak jak u was. No i wiesz Hela ja musiałam całą noc czekać na ten pociąg. Ja na niego już oko miała, no nie na pociąg, Hela ty nie słuchasz, na Wowkę! No mówię ci ja go już na tym dworcu pokochała, wiesz, znasz to, miłość od pierwszego wejrzenia, grom z jasnego nieba, ten i nikt inny! Ja tak siedzę na tym dworcu, patrzę idzie, gorąco mnie się zrobiło jak choliera. Ale przeszedł obok. Wraca, mnie jeszcze bardziej gorąco. Poszedł, alie odwrócił się, widać ja jemu też się spodobała. Za chwile znowu wraca. No tym razem to ja już nie przeżyję jak on do mnie nie podejdzie i wiesz Hela on podchodzi do mnie. I tak od słowa do słowa ja poszła do niego na chatę. Mieszkanie miał służbowe, w mieszkaniu wszystko, co trzeba, teliewizor kolorowy, wygodne łóżko. No i my wyszli na przeciw naszemu przeznaczeniu. On miał dwa dni wolnego, to ja u niego te dwa dni zostałam, a co kuźwa żyje się raz. Później ja wracałam z Sankt Petersburgu, tak żeby on miał wolne i wiesz Hela... ja tam przystanek miała. Aż raz, jadę do niego, a on mnie mówi, że pracuje, że mu zmienili rozpiskę. Wracam a jemu znowu namieszali z tą rozpiską. Znaczy już mnie tak nie kocha? Oj, przekroczył granicę... jak to się u was mówi.... nie polsko – ruską, Hela, ty mnie nie słuchasz, granicę przyzwoitości. Ja wiesz z Sankt Petersburga, u mnie inteligencka rodzina, pięć pokoleń inteligencji przeze mnie przemawia, a mnie takij z Brześcia będzie mieszał? Czekaj ja ciebie jeszcze pokaże. I wiesz, ja zaczęłam jeździć, kiedy on był w pracy. Czego ja nie przewiozłam w tą i na zad. Czasami jeszcze kochałam się z nim...tak...oj. A najgorsze wiesz co? Że ja tego z Brześcia jeszcze nadal kocham, ale to jest bez przyszłości, no chyba, że postawię na przemyt? Ja wiesz, co myślę Hela, że mnie nada tu sobie życie ułożyć w Polsce. Bo ja przecież Polka, nikt by się nie domyślił, że ja Ruska? Prawda Hela? Czemu nic nie gadasz? Nie musisz, ja to sama wiem!
Ja z takim jednym się poznałam we Wrocławiu. Do Dworu Wazów mnie prowadził... elegancki mężczyzna, Marllboro mnie częstował, inteligentny mnie się zdawał, na muzyce się znał. No to ja się z nim umówiła na następny raz. Nie patrz tak na mnie, mnie trzeba sobie ułożyć życie, u mnie już 27 lat /prawda, że nie wyglądam/ i wiesz gdzie ten mnie zaprosił następnym razem...nie zgadniesz, do Pałacyku, między te ćpuny. Ja najlepsze ciuchi włożyłam, a on mnie do Pałacyku! O więcej ja z tobą nie pójdę!
I nie poszłam!
Wiesz Hela, ja już z tą moją ciocią nie wytrzymam! Ona stale narzeka, a ja ze starcami nie mogę, mnie trzeba życie układać,
z młodymi być, a ona dla mnie nie towarzystwo. Znowu za głośno? To jak mam do choliery ten nos wycierać?
Na co to człowiekowi przyszło...tułać, się po świecie bez swojego kąta, okna polaczkom myć, z igłą wojować, żeby dla mnie nie było już miejsca na tym świecie?
Naprawdę? Hela, ja mogę tu w pracowni? Boże ty złota jesteś! Ja tak właśnie patrzę na tą twoją pracownię, toż tu mieszkać można, istny raj. To ja tu już dzisiaj zostanę. Ciuchy to ja jutro przyniosę, ty o ciuchy się nie martw. Ja wiesz od razu wiedziałam, że ty dobry człowiek. Jeszcze ci tylko powiem jak ja u Franciszka okna myłam, a on miał dwa psy jeden był Rubel a drugi Dolar. On stale do tego Rubla mówił chodź tu ty mój niedowartościowany. Wiesz ja jak ten Rubel...
Kolejny dzień
Malować ramy? Dobra, choliera, tylko to będzie strasznie śmierdziało. Otworzę okno. Hela, które okno otworzyć?
Nie, które ja chcę tylko, które ty chcesz.
Ja do siebie dojść nie mogę. Wiesz ja go zobaczyłam w tramwaju. Koło dworca to chyba było. Ja za tym tramwajem lecę jak głupia i wskakuję, mało mnie drzwi nie przygniotły. On w takiej czerwonej kurtce siedział, to ja go od razu zobaczyła. Biegnę ja przez ten tramwaj do niego, a jego nie ma. Wszystkich ludzi ja oglądam - nie ma. Pewnie, myślę wagony ja pomyliłam. Na następnym przystanku do drugiego ja wsiadłam i dalej szukać, nie ma. Co jest, choliera, schował się? Na następnym przystanku, wysiadam. Tramwaj rusza a ja za nim. Na przystanek równo z tramwajem ja przyleciałam. Nie przerywaj, nie zmyślam, słuchaj. Wsiadam do tego tramwaju, jeszcze raz i patrzę a ten tramwaj prowadzi facet w czerwonej kurtce, no to ja go za tą kurtkę, żeby się odwrócił i co widzę mój - Wowa. O ty! To ty chciał przede mną schować się? A on mnie na to, że mu rozpiskę dali na tramwaje i on dzisiaj we Wrocławiu na tramwajach musi jeździć. I jak kazali tak robi. Nagle patrzę, a ten tramwaj do twojej Hela pracowni skręca! Nie przerywaj – wiem, co mówię! Co, że tramwaje tu nie jeżdżą, nie ma szyn, wiem. Dla mnie jeżdżą! Zatrzymuje ten tramwaj u ciebie na podwórku i mówi mi; teraz Lena, to ty już moja będziesz na wieki i wchodzi ze mną do pracowni i zamiast brać się za mnie, klei te twoje cholierne elementy. Hela, nie rób takich oczu...mnie się to śniło, naprawdę! A sen na nowym miejscu sprawdza się, prawda, że się sprawdza? Wiesz ten...z Brześcia to on na pewno do mnie wróci, ja to czuję, to człowiek wie. Ja wiem i już. On dla mnie stworzony. Takiego chłopa właśnie mi trzeba! Ja waga, a waga wiesz wybredna. Ona na byle co nie pójdzie. On taki facet, co czuje się jego siłę. Tylko ja to cuś źle to rozegrała....
Wiesz Hela, ja tak sobie myślę, gdzie ja u ciebie będę się kąpać? Ciepła woda jest, ale tylko umywalka. A ja czysta jestem, ja raz w tygodniu muszę wykąpać się, a najlepiej to bym poszła do bani. Ty wiesz, co to jest bania? U nas się chodzi do bani. Bania oczyszcza i daje siły. U was są bani?
Nie ma? Szkoda. Wiesz są bani białe i czarne. Nie wiesz? To już wiesz. Krótko mówiąc czarna to taka, w której nie można się dotknąć do ściany, bo okopcona, a biała ma komin. U nas w każdej wsi taka bania. Nasz naród czysty. Raz w tygodniu trzeba się oczyścić i już, takie są zasady. Do sauny pójdziemy? Dobrze, ja zobaczę jak to u was w tej saunie. A do tego czasu ja sobie jakoś w misce poradzę. Teraz mnie się przypomniało jak...
Nie brudzę, no dobrze jak chcesz Hela to ja wymyję ręce.
A gdzie ja pobrudziłam? Tu? Oj to ja nie zauważyłam. Co to ja mówiłam? A tak, że my do sauny pójdziemy.
A wiesz, jak my z mamą wracały z tego Kryma i w Moskwie mieli przesiadkę, to cały dzień my na tą Moskwę miały. Chciałyśmy zobaczyć Lenina w jego mawzolieju. Na choliere był nam ten Lenin? Dzisiaj ja nie wiem, ale wtedy... A, już ja wiem, wystawiali prezenty, które dostał Breżniew za swoich rządów i to chciałyśmy zobaczyć. Kolejka do niego była straszna, chyba z 300 ludzi... a może z 500 było, albo jeszcze więcej. Jak my tak stały z tymi baranami, to nam się zachciało do ubikacji. Jaka u niego, tego Lenina, była ubikacja!!!
W życiu ja takiej nie widziałam. Niebieskie kafelki na ścianach i na podłodze, niebieskie umywalki, niebieska muszla, no po prostu NIEBO, mówię ci. Oglądnęły my z mamą tą wystawę wiesz, broń obrazy, rzeźby, porcelana, mnóstwo tego, ale i tak mama powiedziała, że ze wszystkiego najbardziej podobała jej się ta ubikacja. Takiej to my wtedy nie widziały, nawet papier do dupy był niebieski. Hela, ty masz jeszcze te chusteczki?
No to daj mi jedną, bo ja się spłakała ze śmiechu.
My też często do Moskwy na przedstawienia jeździli. Daleko? Jakie tam daleko? Wieczorem wsiadasz w pociąg a rano jesteś! U nas spalne, nie ma problemu. Do Satyrykonu my chodzili, tam takie rzeczy gadali, że aż dziw, że ich nie powsadzali. Warto było jeździć, oj warto.
A jeszcze Ci powiem, że w Moskwie ja taką koleżankę miałam, ona zawsze robiła żarty, ale jeden to jej się udał jak choliera; Koło niej kręcił się taki jeden chłopak i stale ją na łóżko namawiał, ale jej się nie podobał. Wiesz w jakąś niedzielę oni spotkali się. Ona wracała z bazaru, on pięknie ubrany, jak to w niedzielę. Tatiana może dzisiaj ja pójdę z tobą? – pyta. Ona, wiesz przyjrzała się jemu i mówi – no dawaj chodź! A wiesz, jej rodzina na niedzielę pojechała na daczu i ona sama była w domu. Weszli do domu a ona jemu mówi - wchodź do łazienki rozbieraj się i od razu do dużego pokoju, bo się rozmyślę! Od razu! Rozumiesz? A ja tam zaraz do ciebie przyjdę. Fiedia jak kazali, rozebrał się, tylko skarpety u niego na nogach zostali i wchodzi do tego pokoju. A tam cała rodzina przy stole, /bo pogoda była zła i wcześniej przyjechali/ kielichy w górze trzymają i piją zdrowie przyszłego zięcia, którego usłyszeli przez drzwi...Oni sprawdzili, że jemu trzeba było 20 sekund żeby się ubrać i uciec, ale rozporek na dupie miał. Daj ty mnie jeszcze tą chusteczkę.
Kolejny dzień
Hela, ty nie narzekaj, ja już pozbieram te rzeczy, tylko nie gadaj proszę. Ja wczoraj do późna...czytałam książkę i nie zdążyłam. Butelki? Jakie butelki, o czym ty mówisz? A, że te dwie za lodówką, za jaką lodówką? No, wiem, mamy jedną lodówkę. One...te butelki, to po winie są... Ola u mnie była.
A co ja gości przyjmować nie mogę? Jaki makaron? Ten w czajniku elektrycznym?...No, bo my z Olą zupę gotowały. No wiesz Hela głodne byłyśmy i żeby było szybko. Jest butla gazowa? A jest, ale na gazie to niezdrowo, ty nie słyszała? No i butla może wybuchnąć, a ja ci nie chcę kłopotów robić. Ja ten makaron z grzałki zaraz oderwę, o już ja oderwała. Już dobrze?
Co śmierdzi? Ja nie wiem, co może śmierdzieć. Te twoje lakiery śmierdzą. U mnie wszystko czyste, to na pewno nie ja. Do którego kartonu pakować? No te zrobione, jasne, będę pakowała do tego, jak chcesz.
A ty znasz ten kawał jak sąsiad przychodzi do sąsiada z listą i pyta:
Aleksiej Iwanowicz wy piszecie się na seks grupowy?
Na seks grupowy? Nie – odpowiada tamten
To skreślić? - pyta facet z listą
Skreślić! A zaraz, Stiopa, kto tam na tej liście?
No ja, ty i twoja żona.
Czemu nie śmiejesz się? Ja muszę cię trochę rozśmieszyć, bo ty coś dzisiaj nie w humorze.
A ten o KGB znasz? Nie? To ja ci jego powiem:
Dzwoni facet na informację i mówi - Numer na KGB proszę
Informacja podaje - KGB spaliło się!
Znowu facet dzwoni i prosi numer na KGB
Ona odpowiada; KGB spaliło się!
Kolejny raz dzwoni, a ona odpowiada; już 5 razy mówiłam KGB spaliło się! – ale, wie pani jak to miło usłyszeć.
Coś ty Hela poczucia humoru nie masz! To bardzo źle, ty nie słyszała, że te co się śmieją dłużej żyją?
Kolejny dzień
Och jurto to my pośmiejemy się z dziewczynami w akademikie. Jutro Hela Żenskij Prazdnik. Jak to jest po polsku? Dzień Kobiet? No właśnie, to on jest jutro. Ale my sobie jutro zrobimy cyganskji bal! Ja dzisiaj zakupy muszę zrobić, a jutro balujemy!
A znasz ten kawał? Dzisiaj nie chcesz znać, a jutro? Ty dzisiaj strasznie wiedźmowata. Ty denerwujesz się przed świętem, co? U was to nie święto? To kobiety nie lubią bawić się i dostawać kwiaty? Lubią...to czemu nie chcą?
Mam pakować? Jak każesz Hela, ja będę pakować. A potem co? Posprzątać ten syf. A co to jest - syf? Bałagan i choroba weneryczna... ok., ale ja nie jestem chora. A rozumiem, tobie nie podoba się ten bałagan. Wiem Hela, ty pedantka, ale ty uczepiła się.
A może...jak dziś już koniec, to ja tobie karty postawię? Ty ich Hela nie trzymaj na wierzchu, karty w pudełku muszą być.
Mnie karty słuchają się, może jednak chcesz? Ja postawię.
Oj...ja nie wiem czy mówić? Tobie kłopoty szykują się. Strasznie dużo ludzi koło ciebie, to wina jakiejś szatynki, ona to towarzystwo przyprowadzi, jakieś kłopoty urzędowe, no mówię ci jakiś straszny bałagan koło ciebie w najbliższym czasie. Mnie się wydaje, że ty Hela musisz na tego odbiorcę uważać, on może coś namieszać. Jak by nie odebrał obrazów i tej całej reszty, albo nie daj Bóg nie zapłacił, to by się narobiło...Dobrze już nic nie gadam.
Ty już idziesz? Do jutra Hela. A, czekaj, ja jeszcze na koniec powiem ci ten kawał o tym, co podłogi naprawia jak się lakier zetrze, jak to się u was nazywa... choliera, ja wiedziałam tylko zapomniałam... No pomóż mi Hela. Cykliniarz? Właśnie to ja tobie kawał o takim cykliniarzu powiem:
Wiesz u jednej kobiety zepsuła się podłoga, mozaikę ona na podłodze miała i te – jak wy na to mówicie – klepki zaczeli jej się podnosić. Ona temu...jak mówiłaś...cykliniarzowi pokazuje w którym miejscu one - te klepki najbardziej podnoszą się. Suwa tym cykliniarzem po całym pokoju, żeby najlepiej było widać, co się dzieje z tą jej podłogą. W końcu wpycha cykliniarza do szafy i mówi – stąd, stąd najlepiej zobaczysz jak one podnoszą się, a jeszcze ja zapomniałam ci powiedzieć – mówi baba do cykliniarza - one podnoszą się jak jedzie tramwaj. Ty musisz chwilę zaczekać, jak będzie jechał tramwaj to zobaczysz najlepiej jak one ...klawiszują. W tym momencie słychać otwierające się drzwi i do mieszkania wchodzi mąż. Otwiera szafę i pyta – a pan, co tutaj robi? Na to cykliniarz – Pan i tak nie uwierzy, ale JA CZEKAM NA TRAMWAJ.
9 marca
Nie krzycz na mnie Hela, proszę, na mnie nie krzycz!!!
Ja inteligentna jestem, mnie można spokojnie powiedzieć!!!
Ja zrozumiem, na mnie opracowało 5 pokoleń inteligencji,
ty mnie nie będziesz traktowała jak jakąś ostatnią, ja z Sankt Petersburga, ja sobie nie dam...Ja wiedziałam, że wczoraj miał być Kinsler, tak wiedziałam - nie krzycz na mnie mówię ci do choliery, że wiedziałam i co z tego? A ty nie wiedziałaś, że wczoraj był Żenskij Prazdnik, tego ty nie wiedziałaś?
Dlaczego wzięłam klucze od pracowni i poszłam sobie na dwa dni?
Na jakie dwa dni? Hela! Jeden dzień, w nocy ja byłam.
To ty nie rozumiesz tego, że musisz mieć drugie klucze?
A na choliere ty z tym niemiaszkiem w Żenskij Prazdnik umawiała się, ty z uma saszła, w Żenskij Prazdnik umawiać się z niemiaszkiem???
Co robiła tutaj w nocy policja? Jaka policja? A, te co rano przyszli, a o tych ci chodzi? Nie drzyj się tak, innych nie było! A czy to u was śpiewać nie można? No choliera, trochę śpiewali, bo w akadamikie można siedzieć tylko do 22.00, w Bieriozce oni siedzą do ostatniego klienta, ale ten poliaczek nas wyprosił o 2.00, to gdzie my się mieli podziać, no powiedz mi gdzie? Może ty wiesz, bo ja nie!? Do pracowni my poszli... Chyba dwanaście, no, nie pamiętam, czy Olga z Adrzejem była... Jak ci mówię, że dwanaście to dwanaście!!!
Jak wejdziemy to policzymy stakanczyki, to będziemy wiedzieć, jak tobie tak bardzo na sztukach rozchodzi się. Co on ci powiedział ten durnowaty policjant, że...sikali przez okno??? Sikali przez okno? No chyba.., że ja tego nie pamiętam, ty zawsze wszystko pamiętasz!? Hela, nie idź tak szybko, ja wiem ty wkurwiona, ale nie musisz tak szybko, nie rozumiesz, że ja słaba...Już daję ci te cholierne klucze. Ja tylko jeszcze zapytam, tylko ja cię proszę Ty się nie denerwuj, a Kinsler kiedy odbierze towar?
Będzie za 10 min. To jest problem Hela...Bo my sobie...
To są te klucze, muszą pasować. Dlaczego tak śmierdzi? Impreza była to śmierdzi. Trochę nam się wylało i pety, jak to po imprezie. Ty nigdy na imprezie nie była?
To jest farba Hela, na ścianie farba, nikt nie rzygał.
Że obrazy rozpakowane...bo my sobie wernisaż zrobili, nie było tyle krzeseł, musieliśmy chodzić jak na wernisażu, ty przecież wiesz jak jest na wernisażu!?
Pakować? Dobrze ale, ty się zdecyduj, czy sprzątać, czy pakować? Ja wiem, że było przygotowane dla Kinslera, a co ciebie nigdy fantazja nie poniosła, ty zawsze taka od do, jak trzeba? Jakie lotki? W jakim obrazie!?
A zaraz, zaraz...już pamiętam...Tarczę do rzutek Marek przyniósł. No kupił dla brata i miał ze sobą. Oj, no kilka poszło na boki.
Ale ja trafiła 8 dziesiątek, po trzech setkach, to źle? Hela uspokój się...nie rzucaj, to są dobre buty, nie torbą proszę, nie torbą....Jezu lotka wbiła mi się w plecy, ratunku ona chce mnie zamordować, ratunku!!!
Dzień dobry Panie Kinsler!
- Przepraszam pani Helena? Ja Liena, Basia mnie przysłała tutaj do pracy. Dzień Dobry. Mam wejść do pracowni?
- O dziękuję. Ładnie tu. Dla kogo tyle obrazów? Dla Kinslera? A czy ja znam Kinslera?
- Ty z nim handlujesz? Aa, 5 lat...kawał czasu. Ja mogę już zaraz pracować, bo ja, Helena, pracowita jestem i odpowiedzialna, wiesz ruski potrafi!
- Helena - ja do ciebie będę mówiła Hela, zgoda? Ja jestem Lenka.
- Co mam robić? Fartuch? Oczywiście ja włożę fartuch.
- Wycinać, dobrze to ja siadam i wycinam. Jak jest robota, to trzeba robić, nie traćmy czasu. Ty wiesz Hela, czas to pieniądz, ty to wiesz najlepiej, ty na swoim.
Wiesz ja z Sankt Petersburga, to bardzo piękne miasto. Ja tylko dlatego zdecydowała się przyjechać do Wrocławia, bo on podobnyj do Petersburgu. Też dużo mostów i fajni ludzie. Wiesz ja z inteligenckiej rodziny, przeze mnie przemawia...pięć pokoleń inteligencji. Moja matka jest księgowa, a ojciec pułkownikiem.
Hela, ja cię zaskoczę chcesz? Zaskoczę cię; ja Polka. Ja już drugi rok we Wrocławiu, prawda, że nie słychać, że ja z Rosji?
Wiedziałam, że nie słychać! Zrobione odkładać na drugą stronę?
Jak chcesz tak zrobię.
Mój ojciec pułkownikom, a matka w dużym zawodzie ekonomistka. Ojciec jest w porządku, on Polak, ale matka... Ach kiedyś ci powiem. No muszę gadać, przecież trzeba się poznać.
Wiesz jak Gorbi przykręcił szmal na wszystko, to się zrobiło jeszcze biedniej. To ja uciekłam z tej biblioteki. Bo ja po historycznych studiach i robota dla mnie tylko w bibliotece była.
Hela ty wiesz, jakie baby pracują w bibliotece? Nie wiesz? To ja Ci powiem - ARCHIWUM! No nie da się z nimi tam wytrzymać...
Ale książek ja się tam naczytała! Tak...w pracy, no bo nie ma z kim gadać!
Ale szybko ja uciekłam z tej biblioteki do Finłandii. Myślała..m zarobię trochę marek, nie będzie źle, ale gdzie tam, te Finy takie oszczędne, że mysie gówno by żarli, to ja uciekłam od nich i do Polski przyjechałam, bo wiesz jak mój ojciec Polak, to ja też Polka! – Hela ty znajesz...wiesz, jak to było u Achmatowej?
Nie wiesz? Nie uczyli? A czego uczyli? Nie pamiętasz...No dobra o literaturze to ja z tobą nie pogadam.
Jak ja przyjechała do Polski to ja u Jana zamieszkała. W końcu tak miała dość tego choliernego Jana, że ja wszystkiego nawet nie pozbierała i uciekła. W choliere, byle dalej Hela, byle dalej! Mam nie smarować tak grubo? I nie wycierać palców w blat? Dobrze, jak każesz. Ja Hela nie jestem kłótliwa, zrobię co zechcesz, jak w szmatę to w szmatę. Hela, tylko powiedz mi czy ty chcesz na pewno w TĄ szmatę? Dobrze, to ja będę wycierała właśnie w tą szmatę.
Na czym to ja skończyła? A już wiem, że ja od tego choliernego Jana uciekła, a ty Hela nie pytasz, dlaczego ja uciekła? Mówić?
Jak ty nie chcesz, to ja nie będę...Chcesz? No to słuchaj:
ja nie prędko wezmę rzeczy od tego skur... Nie dziw się Hela, ja to mówię, bo wiem - SKURWYSYNA. Oj nie liegko mnie z nim było... nie liegko. Nie dziw, że żona od niego odeszła. Wiesz on mnie mówi, że ona odeszła do drugiego, bo on, Jan znaczy się, był bezpłodnyj. Hela, BEZPŁODNYJ - ty słyszysz?! No nie idiot. Ja mu mówię; Jan – przecież ty mówił, że jak ona od ciebie odeszła, to jej było 56 lat, 56 lat, to czy jej wtedy o dzieci rozchodziło się? Jan – ja mu na to - z tobą to i anioł by nie wytrzymał! Stary idiota...ale na koniec to ja mu dała! Nie zapłacę tego żeby na kolanach prosił...nie zapłacę i już!
No na przykład...słuchasz Hela? A było tak; Ja miskę postawiła na stół, brudy u mnie na podłodze, ręce w pianie - piorę. On mnie woła. Liena, Liena, ja rzucam wszystko, bo myślę – choliera, wywalił się czy co? A wiesz, co on mnie każe robić, ten idiota. On mnie daje patyk i każe się po plecach drapać. Jan - ja mu mówię czy ty nie widział, że ja piorę, jak chcesz to się sam drap. A cebulę to w woreczek po mleku wkładał i sześć razy zakręcał sznurkiem, chyba żebym ja mu jej nie wyjadała. A czy ja cebulę jem? Wiesz Hela u niego gorsze graty były niż u ciebie w pracowni. No nie gniewaj się. Prawdę mówię. A brud...jak choliera. To ja jemu pomalowała sufit, bo taki był brudny jak u ciebie podłoga.
Mam pozbierać te skrawki – jak każesz, ja pozbieram. Gdzie je dawać? Do kartonu? Jak każesz do kartonu, to do kartonu.
Z Rosji ja przywiozła...m takie piękne różowe tapety. U was są takie słabe, a u nas mocne jak...żest, no jak to się po waszemu nazywa, taki płaski metal? Blacha – no właśnie u nas mocne jak blacha i takie piękne! Ja jemu tapetuje korytarz, a on pod oknem szyje. Bo wiesz Hela, Jan krawcem. Ja tapetuje, a on szyje i nie odzywa się, ja tapetuje drugi dzień, on nie odzywa się. Na trzeci dzień ja kończę robotę i pytam - Jan ty gniewasz się?
I zmywam tą zarzyganą podłogę. Jak ja skończyła...m i obmyłam ruki, to on do mnie przemówił;
- Liena gdzie tych moich czterysta złotych?
- Jakich czterysta złotych - pytam?
- No te co byli w dzbanuszku.
- W jakim dzbanuszku? Ja do niego mówię. Ja wiesz Hela
nerwowa, szlag mnie trafił.
- Chodź Jan do mnie i szukaj! Szukaj, choliera, tych pieprzonych pieniędzy i ciągnę go za szmaty. A on mnie po rękach uderzył! Mnie takoj... będzie po rukach.
- A kiedy tobie te pieniądze zginęli?
I Wiesz, co on mnie mówi? Ten skur... mnie mówi - że jemu pieniądze zginęli trzy dni temu na zad! To ty milczał tak długo jak ja tapetowała, a jak ja posprzątała, tobie przypomniało się, że okradziony?!
A no chodź do mojego pokoju i szukaj tych czterysta złotych!
A on mnie na to, że już szukał i nie znalazł, bo ja sobie za te pieniądze kupiłam buty. Które buty do choliery? – pytam.
A te nowe, co stoją w rogu – on mnie na to. To ja tego... Wiesz Hela, ja nie przeklinam, ale jak go inaczej nazwać, jak nie... No dobra, wiem. To ja go za szmaty i pokazuję mu rachunek, ruski, na te buty.
– Wiesz Jan gdzie ja je kupiła, wiesz? Ja je kupiła w Sankt Petersburgie!!! A on mnie na to, że to nie prawda! I wiesz, co Hela, wiesz już, domyślasz się! On te pieniądze za trzy dni znalazł! Potem mnie czekoladkami za 30 złotych przepraszał, ale ja jemu nie wybaczyła. Poczekałam, jak ten swołocz wyjdzie z domu i ze swoją kolieżanką z Sankt Petersburga ja godzinę gadałam na telefonie.
Przyszedł rachunek, a on mnie mówi;
- Lena ty nakręciłaś licznik na 900 złotych, musisz jego zapłacić.
- Jan ja nie zapłacę, to za to, że ty ze mnie złodzieja zrobił. Ten rachunek ty zapłacisz i będziesz pamiętał, że słowa trzeba lepiej ważyć.
I ja nie zapłaciła, tylko szybko pozbierała...m tiuchy i poszłam do akademiku do koleżanek.
Hela przecież sklejam, mogę sklejać i mówić? Mogę? To dobrze, bo człowiekowi trzeba się wygadać.
Ja tam z Sonią na waleta mieszkałam. No jak to gdzie? W akademiku. Ale ja niedługo tam posiedziałam, bo tam sprawdzają legitymacje. Jak to jakie? No studenckie, Hela, ty mnie wcale nie słuchasz!!!
W końcu ja do cioci trafiłam, ale mnie nie ze starcami mieszkać. Gaś światło, przychodź do domu o 20.00, za głośno radio, wyłącz teliewizor, a czy ja mam 10 lat żeby stale słuchać tych lekcji? Pewnie u niej też dłużej nie wytrzymam.
Patrz Hela ile my tego natrzaskały. Jak się rozmawia to nawet nie wiadomo kiedy i już zrobione. Dwa kartony, dużo nie? A ty mi dzisiaj zapłacisz? No dobra, bo ja nawet na chlieb nie mam.
Następnego dnia
Hela ty dla mnie przyniosłaś te pierogi? Ruskie? Które to? Te? Ze serem i ziemniakami? A to one nie ruskie, one ukraińskie. Ruskie drożdżowe pieczone w piecu. Ale nie martw się Hela ja zjem nawet ukraińskie. Ja ukraińskie też lubię.
U mnie mama robi taką pyszną zakuskę ze śledzi i buraków, ja ci zaraz powiem jaką, tylko co mam teraz robić?
Wycinać? Dobrze Hela, ja będę wycinać, tylko ty mi pokaż jak.
Dobrze... już starczy, ja inteligentna jestem, szybko się uczę. Krzywo? To poprawię, nie będziesz miała ze mną kłopotu wiesz, że ja staranna jestem.
W Sankt Petersburgie to ja mam mieszkanie po babci. Jak ja zarobiłam trochę pieniędzy, wiesz na stół i krzesła, to ja musiałam z etimi pieniądzmi środkiem ulicy iść, żeby mnie nie korciło ich wydać na coś innego. Wiesz Hela pokusy zawsze są. Och ostatnio taki piękny album Picassa widziałam, ale krzesła ważniejsze.
W końcu ja te krzesła i stół kupiłam i teraz w kuchni nawet łóżko mam. Jak ja się już urządziłam, to w tym nowym mieszkaniu imprezkę zrobiłam. Wy jakoś na to mówicie, a tak, właśnie - parapietówka. Dwadzieścia pięć ludzi było. Ile ja tej zakuski musiałam zrobić! Wielka miska tego była. A robi się ją bardzo prosto; trzeba trochę śledzi kupić, no wiesz to zalieży ilu ją będzie jadło, no i buraków. Śledź dwa razy przez maszynkę i doprawić, potem buraki ugotować i na drobniutkiej tarce, doprawić. Potem na talerzu trzeba ich układać, najpierw śledź i posmarować majonezem, potem buraki, znowu śledź, majonez, przyklepać i do lodówki. Mówię ci palce lizać. Wiesz jak ja zmęczyła się tymi przygotowaniami? Jak choliera! W połowie imprezy ja już byłam...sztywna. Wzięła ja taksówkę i pojechałam do domu, do rodziców znaczy się.
Czy goście nie zauważyli? No zauważyli jak przyjechała policja. Jak to dlaczego? Bo tak krzyczeli, że sąsiedzi wezwali policję. Chcieli wylegitymować / tak się mówi?/ właściciela, ale go nie znaleźli. Później mi mówili, że nie wszyscy wiedzieli, u kogo są na tej imprezie. Zjedli tych śledzi chyba z 10 kg.
Był taki czas, że ja z hipisami po Pribałtykie włóczyłam się, było i kilka dni. Ale choliera to było życie. Piliśmy...tak, co ci będę Hela brechać, piliśmy, ale jeszcze ta maryśka. Ja wiesz kilka dni, wódka, maryśka, wódka, maryśka. Przychodzę po tym, jak się mówi? Aa, no, maratonie do domu, patrzę a, u mnie w kuchni stoi koliorowyj teliewizor! Na lodówce stoi. Skąd w mojej kuchni na lodówce kolorowy telewizor? Wychodzę ja do pokoju, siadam żeby myśli pozbierać. Nie daje mi to żyć, wracam i co widzę? Na lodówce stoi ten...koliorowyj dzbanek, co to my go przywieźli z Białorusi. Choliera, od tej pory to ja już tej maryśki do ust nie wzięła...m, no i nie wezmę, Boch ty moj nie wezmę!!!
Sortować? Dobrze. Białe do białego pudła? Tak będę robiła Hela.
A z Lilką, co ja miałam; wiesz ona tancerka w teatrze i jej facet też w teatrze, za marny grosz robił, im bardzo ciężko było. A jak urodziła Aloszę, to po prostu głód. Wiesz - ona nie pracuje, małe dziecko, a Wowka ledwo na mleko zarobił. Lilka bardzo piękna dziewczyna. Hela ty lubisz balet? Nie? A to czemu? Ja zawsze tancerką chciała...m być, ale mam coś z nogami i już nie będę.
Co robić z tymi czerwonymi? Sklejać ok.
Jak ja już tą chatę po babci urządziłam, wszystko co trzeba było, w pokoju meble na wysoki połysk, na półkach czeskie szkło /mama mi dała, wiesz takie pięknie kolorowe/, kryształ na stole, dywan na ścianie. Właśnie, czemu wy nie wieszacie dywanów na ścianach? Nie wiesz? No dobrze, to ja się nie dowiaduję. Dwie wersalki - w kuchni i pokoju. Eliegancko, wszystko na swoim miejscu. Lilka jak to zobaczyła, znaczy te dwie wersalki mówi do mnie; Liena, ja nie mam grosza i...wiesz, ja muszę dorabiać na...Finach /nie mogłam uwierzyć, że ona dorabia na Finach/.
I wiesz, Liena ja mam kłopot, ja nie mam gdzie z nimi chodzić,ona mnie mówi, a ty masz dwie wersalki. Może by ty mnie kiedyś tą chatę odstąpiła? To ja bym na hotel nie musiała...Co miałam robić, moja przyjaciółka była w potrzebie, dawałam klucze i szłam do mamy na noc. Lilka mi trochę odpalała za tą chatę. Niewiele, ale każdy grosz się liczy.
I wiesz Hela, kiedyś wieczorem, dzwonek do drzwi, ja otwieram i co widzę: moja Lilka i dwa Finy, a każdy dzierżyt butełke.
No to ich przyjęłam, mam przecież dwie wersalki. Lilka do mnie na stronie mówi, że ona tylko z tym jednym się dogadała, a ten drugi, to jego kolega i może ja go przenocuję. Patrzę ja na niego: wysokij, zbudowany prawidłowo, kawał chłopa no i tak na mnie patrzył, że mnie aż gorąco się zrobiło od tego patrzenia. Co ci będę Hela ściemniać /tak wy mówicie, prawda?/ Ja go przenocowałam, a co, żyje się raz!
No nie patrz tak na mnie, najgorsze dopiero będzie. My wypili tą wódkę, później Lilka swojego Fina do kuchni, a ja ze swoim w pokoju. Daliej...nie pamiętam. Jak się zbudziłam, to już nie było ani Finów ani Lilki, a na stole obok kryształu leżało 100 marek fińskich. Zapomniał pieniędzy...kuźwa...ja Hela na prawdę nic nie pamiętałam i nie przypomniałam sobie do tych pór, ale sto marek piechotą nie chodzi. Później ten Fin przychodził, Hela, DO MNIE! Ty nie patrz na mnie tak, Ty święta też nie jesteś, ja to wiem. No kleję choliera, kleję. Ja tylko chciałam powiedzieć, że każdy coś ma na... sumieniu, tak się mówi? Aa...jak było potem to ja pamiętam. Ja go nie kochałam, ja z nim się kochałam. A był, mówię ci AS w łóżku. No i za każdym razem 100 marek.
Aż jednego razu ja się budzę, Fina nie ma, a na stole leżą kolczyki. Złote choliera byli... Musiały ze 100 marek kosztować. Ja za kolczyki i do lustra i wiesz Hela ładnie mi w nich było. Ja taka czarniawa, a one duże z czerwonym oczkiem, wzięłam włosy do tyłu żeby lepiej je było widać było, eligancko mówię ci! Tak przymierzam i przymierzam aż w końcu wiesz, co ja widzę...nie wiesz? Wiesz, wiesz, tylko nie chcesz powiedzieć, ja Hela. widzę, że...Lena...jest KURWA! Tak mnie się od razu odechciało i tego kochania do rana i tych sto marek i tych pieprzonych kolczyki, że powiedziałam sobie; LIENA NIGDY WIĘCEJ! Żaden zasrany Fin, nawet najprzystojniejszy nie będzie tobie płacił za kochanie. No chyba, że 1000 marek, ale...on tyle nie zapłaci...bo choliera, nie ma.
Jak to mam to zszywać? Przecież inaczej się nie da! Ty chcesz rzeczy niemożliwych! Przecież widzisz, że to jest twarde jak choliera. Palców to ja już nie czuje. Boże, na co człowiekowi przyszło, wyższe wykształcenie historyczne i wojuj teraz z jakąś zasraną igłą! Nie buntuje się! Tylko trochę narzekam, Hela wiesz, że co każesz zrobię!
Później, to ja zakochała się w Andrieju, ale on miał białaczkę i umarł. Co ja się do tego szpitala nachodziła i napatrzyła na to ludzkie cierpienie. Och gadać się nie chce. Że za głośno nos wycieram? A jak mam wycierać jak ja zrozpaczona?
Potem ja już byłam w Polsce, a wyjechałam do Polski żeby zapomnieć i zapomniałam, dziękuję Hela za chusteczkę.
W pociągu ja poznała Wowkę. Anioł nie facet. On celnikiem w Brześciu, a ja w Brześciu mam przesiadkę do Sankt Petersburgu. U nas musisz mieć miejscówkę, masz, to jedziesz, nie masz - czekasz na następny pociąg. U nas porządek, nie tak jak u was. No i wiesz Hela ja musiałam całą noc czekać na ten pociąg. Ja na niego już oko miała, no nie na pociąg, Hela ty nie słuchasz, na Wowkę! No mówię ci ja go już na tym dworcu pokochała, wiesz, znasz to, miłość od pierwszego wejrzenia, grom z jasnego nieba, ten i nikt inny! Ja tak siedzę na tym dworcu, patrzę idzie, gorąco mnie się zrobiło jak choliera. Ale przeszedł obok. Wraca, mnie jeszcze bardziej gorąco. Poszedł, alie odwrócił się, widać ja jemu też się spodobała. Za chwile znowu wraca. No tym razem to ja już nie przeżyję jak on do mnie nie podejdzie i wiesz Hela on podchodzi do mnie. I tak od słowa do słowa ja poszła do niego na chatę. Mieszkanie miał służbowe, w mieszkaniu wszystko, co trzeba, teliewizor kolorowy, wygodne łóżko. No i my wyszli na przeciw naszemu przeznaczeniu. On miał dwa dni wolnego, to ja u niego te dwa dni zostałam, a co kuźwa żyje się raz. Później ja wracałam z Sankt Petersburgu, tak żeby on miał wolne i wiesz Hela... ja tam przystanek miała. Aż raz, jadę do niego, a on mnie mówi, że pracuje, że mu zmienili rozpiskę. Wracam a jemu znowu namieszali z tą rozpiską. Znaczy już mnie tak nie kocha? Oj, przekroczył granicę... jak to się u was mówi.... nie polsko – ruską, Hela, ty mnie nie słuchasz, granicę przyzwoitości. Ja wiesz z Sankt Petersburga, u mnie inteligencka rodzina, pięć pokoleń inteligencji przeze mnie przemawia, a mnie takij z Brześcia będzie mieszał? Czekaj ja ciebie jeszcze pokaże. I wiesz, ja zaczęłam jeździć, kiedy on był w pracy. Czego ja nie przewiozłam w tą i na zad. Czasami jeszcze kochałam się z nim...tak...oj. A najgorsze wiesz co? Że ja tego z Brześcia jeszcze nadal kocham, ale to jest bez przyszłości, no chyba, że postawię na przemyt? Ja wiesz, co myślę Hela, że mnie nada tu sobie życie ułożyć w Polsce. Bo ja przecież Polka, nikt by się nie domyślił, że ja Ruska? Prawda Hela? Czemu nic nie gadasz? Nie musisz, ja to sama wiem!
Ja z takim jednym się poznałam we Wrocławiu. Do Dworu Wazów mnie prowadził... elegancki mężczyzna, Marllboro mnie częstował, inteligentny mnie się zdawał, na muzyce się znał. No to ja się z nim umówiła na następny raz. Nie patrz tak na mnie, mnie trzeba sobie ułożyć życie, u mnie już 27 lat /prawda, że nie wyglądam/ i wiesz gdzie ten mnie zaprosił następnym razem...nie zgadniesz, do Pałacyku, między te ćpuny. Ja najlepsze ciuchi włożyłam, a on mnie do Pałacyku! O więcej ja z tobą nie pójdę!
I nie poszłam!
Wiesz Hela, ja już z tą moją ciocią nie wytrzymam! Ona stale narzeka, a ja ze starcami nie mogę, mnie trzeba życie układać,
z młodymi być, a ona dla mnie nie towarzystwo. Znowu za głośno? To jak mam do choliery ten nos wycierać?
Na co to człowiekowi przyszło...tułać, się po świecie bez swojego kąta, okna polaczkom myć, z igłą wojować, żeby dla mnie nie było już miejsca na tym świecie?
Naprawdę? Hela, ja mogę tu w pracowni? Boże ty złota jesteś! Ja tak właśnie patrzę na tą twoją pracownię, toż tu mieszkać można, istny raj. To ja tu już dzisiaj zostanę. Ciuchy to ja jutro przyniosę, ty o ciuchy się nie martw. Ja wiesz od razu wiedziałam, że ty dobry człowiek. Jeszcze ci tylko powiem jak ja u Franciszka okna myłam, a on miał dwa psy jeden był Rubel a drugi Dolar. On stale do tego Rubla mówił chodź tu ty mój niedowartościowany. Wiesz ja jak ten Rubel...
Kolejny dzień
Malować ramy? Dobra, choliera, tylko to będzie strasznie śmierdziało. Otworzę okno. Hela, które okno otworzyć?
Nie, które ja chcę tylko, które ty chcesz.
Ja do siebie dojść nie mogę. Wiesz ja go zobaczyłam w tramwaju. Koło dworca to chyba było. Ja za tym tramwajem lecę jak głupia i wskakuję, mało mnie drzwi nie przygniotły. On w takiej czerwonej kurtce siedział, to ja go od razu zobaczyła. Biegnę ja przez ten tramwaj do niego, a jego nie ma. Wszystkich ludzi ja oglądam - nie ma. Pewnie, myślę wagony ja pomyliłam. Na następnym przystanku do drugiego ja wsiadłam i dalej szukać, nie ma. Co jest, choliera, schował się? Na następnym przystanku, wysiadam. Tramwaj rusza a ja za nim. Na przystanek równo z tramwajem ja przyleciałam. Nie przerywaj, nie zmyślam, słuchaj. Wsiadam do tego tramwaju, jeszcze raz i patrzę a ten tramwaj prowadzi facet w czerwonej kurtce, no to ja go za tą kurtkę, żeby się odwrócił i co widzę mój - Wowa. O ty! To ty chciał przede mną schować się? A on mnie na to, że mu rozpiskę dali na tramwaje i on dzisiaj we Wrocławiu na tramwajach musi jeździć. I jak kazali tak robi. Nagle patrzę, a ten tramwaj do twojej Hela pracowni skręca! Nie przerywaj – wiem, co mówię! Co, że tramwaje tu nie jeżdżą, nie ma szyn, wiem. Dla mnie jeżdżą! Zatrzymuje ten tramwaj u ciebie na podwórku i mówi mi; teraz Lena, to ty już moja będziesz na wieki i wchodzi ze mną do pracowni i zamiast brać się za mnie, klei te twoje cholierne elementy. Hela, nie rób takich oczu...mnie się to śniło, naprawdę! A sen na nowym miejscu sprawdza się, prawda, że się sprawdza? Wiesz ten...z Brześcia to on na pewno do mnie wróci, ja to czuję, to człowiek wie. Ja wiem i już. On dla mnie stworzony. Takiego chłopa właśnie mi trzeba! Ja waga, a waga wiesz wybredna. Ona na byle co nie pójdzie. On taki facet, co czuje się jego siłę. Tylko ja to cuś źle to rozegrała....
Wiesz Hela, ja tak sobie myślę, gdzie ja u ciebie będę się kąpać? Ciepła woda jest, ale tylko umywalka. A ja czysta jestem, ja raz w tygodniu muszę wykąpać się, a najlepiej to bym poszła do bani. Ty wiesz, co to jest bania? U nas się chodzi do bani. Bania oczyszcza i daje siły. U was są bani?
Nie ma? Szkoda. Wiesz są bani białe i czarne. Nie wiesz? To już wiesz. Krótko mówiąc czarna to taka, w której nie można się dotknąć do ściany, bo okopcona, a biała ma komin. U nas w każdej wsi taka bania. Nasz naród czysty. Raz w tygodniu trzeba się oczyścić i już, takie są zasady. Do sauny pójdziemy? Dobrze, ja zobaczę jak to u was w tej saunie. A do tego czasu ja sobie jakoś w misce poradzę. Teraz mnie się przypomniało jak...
Nie brudzę, no dobrze jak chcesz Hela to ja wymyję ręce.
A gdzie ja pobrudziłam? Tu? Oj to ja nie zauważyłam. Co to ja mówiłam? A tak, że my do sauny pójdziemy.
A wiesz, jak my z mamą wracały z tego Kryma i w Moskwie mieli przesiadkę, to cały dzień my na tą Moskwę miały. Chciałyśmy zobaczyć Lenina w jego mawzolieju. Na choliere był nam ten Lenin? Dzisiaj ja nie wiem, ale wtedy... A, już ja wiem, wystawiali prezenty, które dostał Breżniew za swoich rządów i to chciałyśmy zobaczyć. Kolejka do niego była straszna, chyba z 300 ludzi... a może z 500 było, albo jeszcze więcej. Jak my tak stały z tymi baranami, to nam się zachciało do ubikacji. Jaka u niego, tego Lenina, była ubikacja!!!
W życiu ja takiej nie widziałam. Niebieskie kafelki na ścianach i na podłodze, niebieskie umywalki, niebieska muszla, no po prostu NIEBO, mówię ci. Oglądnęły my z mamą tą wystawę wiesz, broń obrazy, rzeźby, porcelana, mnóstwo tego, ale i tak mama powiedziała, że ze wszystkiego najbardziej podobała jej się ta ubikacja. Takiej to my wtedy nie widziały, nawet papier do dupy był niebieski. Hela, ty masz jeszcze te chusteczki?
No to daj mi jedną, bo ja się spłakała ze śmiechu.
My też często do Moskwy na przedstawienia jeździli. Daleko? Jakie tam daleko? Wieczorem wsiadasz w pociąg a rano jesteś! U nas spalne, nie ma problemu. Do Satyrykonu my chodzili, tam takie rzeczy gadali, że aż dziw, że ich nie powsadzali. Warto było jeździć, oj warto.
A jeszcze Ci powiem, że w Moskwie ja taką koleżankę miałam, ona zawsze robiła żarty, ale jeden to jej się udał jak choliera; Koło niej kręcił się taki jeden chłopak i stale ją na łóżko namawiał, ale jej się nie podobał. Wiesz w jakąś niedzielę oni spotkali się. Ona wracała z bazaru, on pięknie ubrany, jak to w niedzielę. Tatiana może dzisiaj ja pójdę z tobą? – pyta. Ona, wiesz przyjrzała się jemu i mówi – no dawaj chodź! A wiesz, jej rodzina na niedzielę pojechała na daczu i ona sama była w domu. Weszli do domu a ona jemu mówi - wchodź do łazienki rozbieraj się i od razu do dużego pokoju, bo się rozmyślę! Od razu! Rozumiesz? A ja tam zaraz do ciebie przyjdę. Fiedia jak kazali, rozebrał się, tylko skarpety u niego na nogach zostali i wchodzi do tego pokoju. A tam cała rodzina przy stole, /bo pogoda była zła i wcześniej przyjechali/ kielichy w górze trzymają i piją zdrowie przyszłego zięcia, którego usłyszeli przez drzwi...Oni sprawdzili, że jemu trzeba było 20 sekund żeby się ubrać i uciec, ale rozporek na dupie miał. Daj ty mnie jeszcze tą chusteczkę.
Kolejny dzień
Hela, ty nie narzekaj, ja już pozbieram te rzeczy, tylko nie gadaj proszę. Ja wczoraj do późna...czytałam książkę i nie zdążyłam. Butelki? Jakie butelki, o czym ty mówisz? A, że te dwie za lodówką, za jaką lodówką? No, wiem, mamy jedną lodówkę. One...te butelki, to po winie są... Ola u mnie była.
A co ja gości przyjmować nie mogę? Jaki makaron? Ten w czajniku elektrycznym?...No, bo my z Olą zupę gotowały. No wiesz Hela głodne byłyśmy i żeby było szybko. Jest butla gazowa? A jest, ale na gazie to niezdrowo, ty nie słyszała? No i butla może wybuchnąć, a ja ci nie chcę kłopotów robić. Ja ten makaron z grzałki zaraz oderwę, o już ja oderwała. Już dobrze?
Co śmierdzi? Ja nie wiem, co może śmierdzieć. Te twoje lakiery śmierdzą. U mnie wszystko czyste, to na pewno nie ja. Do którego kartonu pakować? No te zrobione, jasne, będę pakowała do tego, jak chcesz.
A ty znasz ten kawał jak sąsiad przychodzi do sąsiada z listą i pyta:
Aleksiej Iwanowicz wy piszecie się na seks grupowy?
Na seks grupowy? Nie – odpowiada tamten
To skreślić? - pyta facet z listą
Skreślić! A zaraz, Stiopa, kto tam na tej liście?
No ja, ty i twoja żona.
Czemu nie śmiejesz się? Ja muszę cię trochę rozśmieszyć, bo ty coś dzisiaj nie w humorze.
A ten o KGB znasz? Nie? To ja ci jego powiem:
Dzwoni facet na informację i mówi - Numer na KGB proszę
Informacja podaje - KGB spaliło się!
Znowu facet dzwoni i prosi numer na KGB
Ona odpowiada; KGB spaliło się!
Kolejny raz dzwoni, a ona odpowiada; już 5 razy mówiłam KGB spaliło się! – ale, wie pani jak to miło usłyszeć.
Coś ty Hela poczucia humoru nie masz! To bardzo źle, ty nie słyszała, że te co się śmieją dłużej żyją?
Kolejny dzień
Och jurto to my pośmiejemy się z dziewczynami w akademikie. Jutro Hela Żenskij Prazdnik. Jak to jest po polsku? Dzień Kobiet? No właśnie, to on jest jutro. Ale my sobie jutro zrobimy cyganskji bal! Ja dzisiaj zakupy muszę zrobić, a jutro balujemy!
A znasz ten kawał? Dzisiaj nie chcesz znać, a jutro? Ty dzisiaj strasznie wiedźmowata. Ty denerwujesz się przed świętem, co? U was to nie święto? To kobiety nie lubią bawić się i dostawać kwiaty? Lubią...to czemu nie chcą?
Mam pakować? Jak każesz Hela, ja będę pakować. A potem co? Posprzątać ten syf. A co to jest - syf? Bałagan i choroba weneryczna... ok., ale ja nie jestem chora. A rozumiem, tobie nie podoba się ten bałagan. Wiem Hela, ty pedantka, ale ty uczepiła się.
A może...jak dziś już koniec, to ja tobie karty postawię? Ty ich Hela nie trzymaj na wierzchu, karty w pudełku muszą być.
Mnie karty słuchają się, może jednak chcesz? Ja postawię.
Oj...ja nie wiem czy mówić? Tobie kłopoty szykują się. Strasznie dużo ludzi koło ciebie, to wina jakiejś szatynki, ona to towarzystwo przyprowadzi, jakieś kłopoty urzędowe, no mówię ci jakiś straszny bałagan koło ciebie w najbliższym czasie. Mnie się wydaje, że ty Hela musisz na tego odbiorcę uważać, on może coś namieszać. Jak by nie odebrał obrazów i tej całej reszty, albo nie daj Bóg nie zapłacił, to by się narobiło...Dobrze już nic nie gadam.
Ty już idziesz? Do jutra Hela. A, czekaj, ja jeszcze na koniec powiem ci ten kawał o tym, co podłogi naprawia jak się lakier zetrze, jak to się u was nazywa... choliera, ja wiedziałam tylko zapomniałam... No pomóż mi Hela. Cykliniarz? Właśnie to ja tobie kawał o takim cykliniarzu powiem:
Wiesz u jednej kobiety zepsuła się podłoga, mozaikę ona na podłodze miała i te – jak wy na to mówicie – klepki zaczeli jej się podnosić. Ona temu...jak mówiłaś...cykliniarzowi pokazuje w którym miejscu one - te klepki najbardziej podnoszą się. Suwa tym cykliniarzem po całym pokoju, żeby najlepiej było widać, co się dzieje z tą jej podłogą. W końcu wpycha cykliniarza do szafy i mówi – stąd, stąd najlepiej zobaczysz jak one podnoszą się, a jeszcze ja zapomniałam ci powiedzieć – mówi baba do cykliniarza - one podnoszą się jak jedzie tramwaj. Ty musisz chwilę zaczekać, jak będzie jechał tramwaj to zobaczysz najlepiej jak one ...klawiszują. W tym momencie słychać otwierające się drzwi i do mieszkania wchodzi mąż. Otwiera szafę i pyta – a pan, co tutaj robi? Na to cykliniarz – Pan i tak nie uwierzy, ale JA CZEKAM NA TRAMWAJ.
9 marca
Nie krzycz na mnie Hela, proszę, na mnie nie krzycz!!!
Ja inteligentna jestem, mnie można spokojnie powiedzieć!!!
Ja zrozumiem, na mnie opracowało 5 pokoleń inteligencji,
ty mnie nie będziesz traktowała jak jakąś ostatnią, ja z Sankt Petersburga, ja sobie nie dam...Ja wiedziałam, że wczoraj miał być Kinsler, tak wiedziałam - nie krzycz na mnie mówię ci do choliery, że wiedziałam i co z tego? A ty nie wiedziałaś, że wczoraj był Żenskij Prazdnik, tego ty nie wiedziałaś?
Dlaczego wzięłam klucze od pracowni i poszłam sobie na dwa dni?
Na jakie dwa dni? Hela! Jeden dzień, w nocy ja byłam.
To ty nie rozumiesz tego, że musisz mieć drugie klucze?
A na choliere ty z tym niemiaszkiem w Żenskij Prazdnik umawiała się, ty z uma saszła, w Żenskij Prazdnik umawiać się z niemiaszkiem???
Co robiła tutaj w nocy policja? Jaka policja? A, te co rano przyszli, a o tych ci chodzi? Nie drzyj się tak, innych nie było! A czy to u was śpiewać nie można? No choliera, trochę śpiewali, bo w akadamikie można siedzieć tylko do 22.00, w Bieriozce oni siedzą do ostatniego klienta, ale ten poliaczek nas wyprosił o 2.00, to gdzie my się mieli podziać, no powiedz mi gdzie? Może ty wiesz, bo ja nie!? Do pracowni my poszli... Chyba dwanaście, no, nie pamiętam, czy Olga z Adrzejem była... Jak ci mówię, że dwanaście to dwanaście!!!
Jak wejdziemy to policzymy stakanczyki, to będziemy wiedzieć, jak tobie tak bardzo na sztukach rozchodzi się. Co on ci powiedział ten durnowaty policjant, że...sikali przez okno??? Sikali przez okno? No chyba.., że ja tego nie pamiętam, ty zawsze wszystko pamiętasz!? Hela, nie idź tak szybko, ja wiem ty wkurwiona, ale nie musisz tak szybko, nie rozumiesz, że ja słaba...Już daję ci te cholierne klucze. Ja tylko jeszcze zapytam, tylko ja cię proszę Ty się nie denerwuj, a Kinsler kiedy odbierze towar?
Będzie za 10 min. To jest problem Hela...Bo my sobie...
To są te klucze, muszą pasować. Dlaczego tak śmierdzi? Impreza była to śmierdzi. Trochę nam się wylało i pety, jak to po imprezie. Ty nigdy na imprezie nie była?
To jest farba Hela, na ścianie farba, nikt nie rzygał.
Że obrazy rozpakowane...bo my sobie wernisaż zrobili, nie było tyle krzeseł, musieliśmy chodzić jak na wernisażu, ty przecież wiesz jak jest na wernisażu!?
Pakować? Dobrze ale, ty się zdecyduj, czy sprzątać, czy pakować? Ja wiem, że było przygotowane dla Kinslera, a co ciebie nigdy fantazja nie poniosła, ty zawsze taka od do, jak trzeba? Jakie lotki? W jakim obrazie!?
A zaraz, zaraz...już pamiętam...Tarczę do rzutek Marek przyniósł. No kupił dla brata i miał ze sobą. Oj, no kilka poszło na boki.
Ale ja trafiła 8 dziesiątek, po trzech setkach, to źle? Hela uspokój się...nie rzucaj, to są dobre buty, nie torbą proszę, nie torbą....Jezu lotka wbiła mi się w plecy, ratunku ona chce mnie zamordować, ratunku!!!
Dzień dobry Panie Kinsler!
Koniecznie pomóż promować tę publikację:
| Statystyki: Ocena: +2 (+2,-0) Kategoria: Komedia Odsłony: 269 Komentarze: 7 Dodany: 05.05.2010 23:05 Edytowany: nigdy |
kozlowska
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
jerzykujas
kozlowska
jerzykujas
kozlowska
jerzykujas
Anastazja
jesteś, ja to wiem....po czym zapytasz? po Twoich wierszach mój miły.
Wybacz kozłowska że u Ciebie tak - tekst bardzo dobry.Pozdrawiam ciepło.
kozlowska
Dodaj komentarz