Opowiadania / Refleksyjne
zawsze będę tuż za tobą- zakończenie
Orchidee były tutaj chyba ulubionymi kwiatami sprzedawczyni, gdyż było ich tutaj więcej niż innych, a ich barwy dodawały kolorów całemu sklepikowi. Właściciel był słynny ze swoich kompozycji kwiatowych, gdyż starał się nie przesadzać z ozdobami czy kokardkami na rzecz ukazania tylko i wyłącznie piękna kwiatu. Ludzie zostawiali u niego niewielkie kwoty od dwudziestu do pięćdziesięciu złotych za bukiecik i wychodził zawsze z czymś niestandardowym choć skromnym na pierwszy rzut oka.
Jeżeli tu się zatrzymałeś i chcesz zakupić kwiaty, to zapewne jest Ci głupio za twoje postępowanie i traktowanie mnie tak jak dzisiaj od rana? Chyba , że są one przeznaczone dla innej kobiety? Nie, tą myśl odrzucam od razu. Wiem , że mnie kochasz i tylko mnie. Po prostu to wiem i basta. Tak jak wiem, że jestem kochana tylko przez tego , przy którym mogę pokazać moją słabość jako osoba, jako kobieta i wiem , że nie zrobi mi krzywdy, nie użyje swojej przewagi. Tak właśnie kochałeś mnie ty. Kochać to nie tylko patrzeć na siebie, ale spoglądać w tym samym kierunku. Pamiętasz, dlatego kupiliśmy bilety na wspólną przyszłość, bo widzieliśmy ją razem w tym samym miejscu.
Tuż przy wejściu do sklepiku, ale na zewnątrz, przystanęły dwie kobiety opowiadając żywiołowo o tym, co zdarzyło się wczoraj. Były tak pochłonięte rozmową, że nie zwróciły uwagi na mnie, choć przysunęłam się bardzo blisko nich, aby posłuchać o czym rozmawiały. Nie była to zwykła ciekawość, lecz uczucie, że muszę usłyszeć, to co mówiły o wypadku wczorajszego wieczoru.
Padał deszcz, ale nie tak jak dzisiaj. Wczorajsza burza zrodziła się z ciemnych chmur, najpierw pojedynczych, dalekich jedna od drugiej. Ale gdy zaczęły się łączyć w jedną , wielką rodzinę, to tylko piorun mógł je rozdzielić. Błyskawice odbijały się ostrym światłem w oknach całego miasta i we wszystkich lśniących przedmiotach, oślepiając pieszych na ulicy, kierowców i nawet psy opuszczały zlęknione oczy ku ziemi i ciągnęły z z niecierpliwością za smycze, aby zaprowadzić ich właścicieli jak najszybciej do domów. Widoczność na ulicach była coraz słabsza. Kierowcy pochylali się ku przednim szybom, aby zobaczyć lepiej przechodniów i inne pojazdy rozmyte w deszczu, który spadł na miasto niczym wodospad. Jedna z kobiet, które wysiadły właśnie z autobusu na pobliskim przystanku, przystanęła przy krawężniku chodnika w oczekiwaniu na zielone światło. Ulica była bardzo wąska, samochody z jednej strony stały w szeregu na czerwonym świetle, z drugiej strony nie nadjeżdżał żaden pojazd. Ale zielone światło dla pieszych nie zaświeciło się wcale, pewnie jakaś awaria spowodowana burzą.Kobieta zdecydowała się przejść szybko przez jezdnię. Postawiła pierwsze kroki na mokrym asfalcie i wtedy to właśnie stojące najbliżej przejścia dla pieszych samochód ruszył do przodu, trochę za szybko jak na taką pogodę. Trzask uderzającego pojazdu w człowieka zmieszał się z hukiem grzmotu i nie od razu zorientowano się, że kobieta została potrącona przez pojazd. Auto skręciło gwałtownie i uderzyło w pobliski słup. Kobieta leży na ulicy bez ruchu, z samochodu wychodzi młody chłopak, jest przerażony, stoi nad kobietą i patrzy, nie wie co zrobić. Mdleje i upada opodal niej. Świadkowie wypadku zaczynają reagować na rzeczywistość, ktoś dzwoni po karetkę, ktoś inny po policję. Jeszcze inni, bardziej odważniejsi, klękają obok ciał leżących obok siebie i próbują wyczuć ich puls, posłuchać ich oddechów. Nawet deszcz przestaje pomału padać, tak , jakby zrozumiał, że przeszkadza, a nie pomaga. Burza oddalała się, nie chcąc być świadkiem na miejscu wypadku. I tak dużo było tu jej winy, wystarczająco dużo. Strumyczki deszczu wijące się po nie równej nawierzchni asfaltu zaczęły pomalutku czerwienić się i to nie ze wstydu , a od krwi wychodzącej kropla po kropli spod głowy kobiety. Kiedy nadjechała karetka pogotowia, okazało się, że kobieta żyje, ale jest w ciężkim stanie. Młody kierowca także zaczął odzyskiwać przytomność i po pierwszych oględzinach sanitariuszy mógł już rozmawiać z policjantami. Siedział teraz na tylnym siedzeniu służbowego samochodu w obstawie jednego z funkcjonariuszy. Kobietę przewieziono do szpitala. Burza odjechała wraz z ambulansem i deszcz ustał na dobre.
Tyle usłyszała od dwóch pań na temat wypadku. Odeszły, każda w swoją stronę po krótkim pożegnaniu. Ja zaś zobaczyłam, że kupiłeś już skromny, ale elegancki bukiecik róż i wychodzisz ze sklepu. Próbuję dotrzymać Ci kroku, ale coś mnie zatrzymuje zawsze parę metrów za tobą. Przestało nagle padać, tak jak w opowiadaniu dwóch kobiet z wczorajszego dnia. Nasze włosy mokre od deszczu poruszały się z wiatrem, który prowadził nas ku nieznajomemu miejscu, przynajmniej ja nie wiedziałam dokąd dojdę wraz z tobą. Rozglądam się po okolicy. Słucham słów drzew i szmerów ulicy, czuje się znów zakochana. Ty idziesz przed siebie , unosisz oczy ku niebu, ale jakaś niewidzialna ręka wpycha twoją głowę pomiędzy ramiona. Kulisz się znowu, ale to chyba nie z zimna. Twoje zagubione spojrzenie zatrzymuje się na przejściu dla pieszych, tuż obok pochylonego słupa, na którym wczoraj zatrzymał się rozpędzony samochód. Po asfalcie płynęły małe strugi pozostałe po deszczu, a każda z nich kradła dla siebie odrobinę ziaren piasku, który rozsypano po ulicy dla zatarcia śladów krwi. Nie miałam już wątpliwości, że jesteśmy na miejscu, gdzie wczoraj samochód potrącił przechodzącą kobietę. Ale co ty masz z tym wspólnego? Popatrz, ktoś położył przy krawężniku mały bukiecik róż, prawie taki sam jak ten co masz w ręce. Ale dlaczego i ty to robisz? Pochylasz się powoli i opierasz kwiaty o krawężnik, tuż obok tamtych.
Kiedy tylko dotknęły mokrej nawierzchni poczułam, że twoje łzy zamieniły się w zimny pot, który spływał z moich włosów wzdłuż policzków aż do szyi i dalej i dalej. Było to porównywalne do pieszczot twoich długich i delikatnych jak u pianisty palców. Coś także uciskało moją pierś i piekło tak okropnie. Może to atak serca? Tyle przykrości przyniósł mi ten dzień, a ostatnio nie byłam zbyt odporna na stres, niski poziom potasu we krwi powodował ciągłe przyspieszone bicie serca. Było to takie nieprzyjemne. Koło mnie nagle robi się tak tłoczno, ludzie krzyczą, popychają mnie, ktoś uciska mi ramię tak silne, że aż nie czuje już palców u rąk. Czy znów zdarzył się następny wypadek? W tym samym miejscu co wczoraj? Ktoś krzyczy mi tuż przy uchu, że ktoś nie odpowiada na żadne bodźce, nie wiem o co chodzi. Co tu tyle zamieszania. Najgorsze to ot , że nie widzę już Ciebie. Dookoła tylko białe ściany, jaskrawe lampy zamiast słońca, niebo nie jest już zachmurzone, lecz takie jasne. Ludzie stojący koło mnie ubrani w zielone komplety wyglądają jak ufoludki z tych wszystkich bajeczek dla dzieci. Zapach leków był silnie wyczuwalny lecz nie przypominał w niczym zapachu kwiatów w kwiaciarni, przyprawiał mnie o mdłości. Najbardziej przeszkadzały mi te obce twarze tak bardzo zbliżone do mojej buzi, jakby mnie studiowały, kawałek po kawałku. I ten szum maszyn w pobliżu głowy. Ile czasu to wszystko trwa i skąd ja się tam nagle znalazłam? Usta nieznanych mi osób poruszały się nadal, ale dla mnie ta mowa była głucha, ręce w gumowych rękawiczkach obracały mnie wpierw na prawo, później znów na lewo, czy chcieli mnie ukołysać do snu? Co jakiś czas to co piekło mnie tak bardzo w piersi, podrzucało mnie do góry , bolało strasznie, ale zaraz opadałam na łóżko i zostawiano mnie na chwilkę w spokoju. Wszystko to przypomina mi słowa, które skreśliłam kiedyś w brudnopisie.
w dół i w górę
w górę i w dół
twoje serceÂ
moje splecione dłonie
brak oddechu
życie zależy ode mnie
piersi tak zimne
dÅ‚onie gorÄ…ceÂ
wszystko co chcÄ™Â
to twego spojrzenia
ostatniego
w moje oczy
martwe spojrzenie
tylko dla mnieÂ
dłonie pracują
krew krąży lecz nie parzy
patrzysz na mnieÂ
i znów cię nie ma
na zawsze
amen
I nareszcie słyszę jakieś dźwięki, ktoś woła do innych, że kobieta wróciła i potrzebuje już tylko odpoczynku i czasu. I że jakieś maszyny będą nad nią czuwać dzień i noc, oprócz pielęgniarek. To ostatnie słowo pozwoliło mi zrozumieć, że jeżeli są pielęgniarki i maszyny, to pewnie ta kobieta jest w szpitalu. I zapewne tą kobietą jestem ja, skoro czuje ból, pieczenie i całą tą szarpaninę. Moja dusza nie chce zaakceptować myśli o śmierci i rozdziela życie dokładnie na pół, jak natura dzieli dzień i noc.
Nagła cisza i nadchodzący zmierzch, a raczej chyba przyćmione światła w pokoju sprawiły, że zaczynam oddychać spokojniej i myśleć intensywniej. Nie otwieram oczu, słyszę , że ktoś podchodzi do mojego łóżka. Zaczynam się martwić, że teraz zacznie się od nowa cała ta stresująca sytuacja. Serce biję trochę szybciej niż parę sekund temu. Ten ktoś cichutko zatrzymuje się przy mnie na wysokości moich bezwładnych dłoni, czuję, jak patrzy przez dłuższy czas na moje ciało, trwa to całą wieczność, ale jestem szczęśliwa, że nie tarmosi mną tak jak tamci inni ludzie. Zaraz sobie pójdzie , myślę , wtedy odważę się otworzyć oczy. Ale ten ktoś dalej stoi przy łóżku, głaszcze delikatnie moją rękę i słyszę nawet jego słowa, ciche lecz wyraźne. Przeprasza mnie za to, że wczoraj pomimo deszczu nie wyszedł po mnie z parasolem, zapewnia, że mnie kocha i żebym wróciła do naszego świata pełnego miłości. Aby pokochać samotność trzeba być bardzo silnym, być odpornym na wszystko i nie bać się chorób, głodu czy długiej wędrówki przed siebie, w nieznane, bez końca, gdzie można dojść do czegoś lub zrównać się z bezdomnymi psami. Tego nie chciałeś, nie byłeś na to gotowy. Już wiem, że to ty stoisz koło mnie i szepczesz i prosisz i przepraszasz. Poznałam to po odważnym pocałunku, po zimnych ustach, takich jak ja lubiłam, choć może się to wydawać nie normalne. Zawsze i wszędzie pisze się i mówi o gorących wargach, a ja lubiłam twoje chłodne. Nadszedł moment, aby się obudzić i wrócić do Ciebie, zatrzymać się przy dźwięku twoich słów, namiętności spojrzeń wielkich, niebieskich oczu. Zakupione bilety na podróż ku spełnieniu naszych marzeń nie straciły jeszcze ważności i możemy je wykorzystać w najbliższych dniach, które nam pozostały.
Jeżeli tu się zatrzymałeś i chcesz zakupić kwiaty, to zapewne jest Ci głupio za twoje postępowanie i traktowanie mnie tak jak dzisiaj od rana? Chyba , że są one przeznaczone dla innej kobiety? Nie, tą myśl odrzucam od razu. Wiem , że mnie kochasz i tylko mnie. Po prostu to wiem i basta. Tak jak wiem, że jestem kochana tylko przez tego , przy którym mogę pokazać moją słabość jako osoba, jako kobieta i wiem , że nie zrobi mi krzywdy, nie użyje swojej przewagi. Tak właśnie kochałeś mnie ty. Kochać to nie tylko patrzeć na siebie, ale spoglądać w tym samym kierunku. Pamiętasz, dlatego kupiliśmy bilety na wspólną przyszłość, bo widzieliśmy ją razem w tym samym miejscu.
Tuż przy wejściu do sklepiku, ale na zewnątrz, przystanęły dwie kobiety opowiadając żywiołowo o tym, co zdarzyło się wczoraj. Były tak pochłonięte rozmową, że nie zwróciły uwagi na mnie, choć przysunęłam się bardzo blisko nich, aby posłuchać o czym rozmawiały. Nie była to zwykła ciekawość, lecz uczucie, że muszę usłyszeć, to co mówiły o wypadku wczorajszego wieczoru.
Padał deszcz, ale nie tak jak dzisiaj. Wczorajsza burza zrodziła się z ciemnych chmur, najpierw pojedynczych, dalekich jedna od drugiej. Ale gdy zaczęły się łączyć w jedną , wielką rodzinę, to tylko piorun mógł je rozdzielić. Błyskawice odbijały się ostrym światłem w oknach całego miasta i we wszystkich lśniących przedmiotach, oślepiając pieszych na ulicy, kierowców i nawet psy opuszczały zlęknione oczy ku ziemi i ciągnęły z z niecierpliwością za smycze, aby zaprowadzić ich właścicieli jak najszybciej do domów. Widoczność na ulicach była coraz słabsza. Kierowcy pochylali się ku przednim szybom, aby zobaczyć lepiej przechodniów i inne pojazdy rozmyte w deszczu, który spadł na miasto niczym wodospad. Jedna z kobiet, które wysiadły właśnie z autobusu na pobliskim przystanku, przystanęła przy krawężniku chodnika w oczekiwaniu na zielone światło. Ulica była bardzo wąska, samochody z jednej strony stały w szeregu na czerwonym świetle, z drugiej strony nie nadjeżdżał żaden pojazd. Ale zielone światło dla pieszych nie zaświeciło się wcale, pewnie jakaś awaria spowodowana burzą.Kobieta zdecydowała się przejść szybko przez jezdnię. Postawiła pierwsze kroki na mokrym asfalcie i wtedy to właśnie stojące najbliżej przejścia dla pieszych samochód ruszył do przodu, trochę za szybko jak na taką pogodę. Trzask uderzającego pojazdu w człowieka zmieszał się z hukiem grzmotu i nie od razu zorientowano się, że kobieta została potrącona przez pojazd. Auto skręciło gwałtownie i uderzyło w pobliski słup. Kobieta leży na ulicy bez ruchu, z samochodu wychodzi młody chłopak, jest przerażony, stoi nad kobietą i patrzy, nie wie co zrobić. Mdleje i upada opodal niej. Świadkowie wypadku zaczynają reagować na rzeczywistość, ktoś dzwoni po karetkę, ktoś inny po policję. Jeszcze inni, bardziej odważniejsi, klękają obok ciał leżących obok siebie i próbują wyczuć ich puls, posłuchać ich oddechów. Nawet deszcz przestaje pomału padać, tak , jakby zrozumiał, że przeszkadza, a nie pomaga. Burza oddalała się, nie chcąc być świadkiem na miejscu wypadku. I tak dużo było tu jej winy, wystarczająco dużo. Strumyczki deszczu wijące się po nie równej nawierzchni asfaltu zaczęły pomalutku czerwienić się i to nie ze wstydu , a od krwi wychodzącej kropla po kropli spod głowy kobiety. Kiedy nadjechała karetka pogotowia, okazało się, że kobieta żyje, ale jest w ciężkim stanie. Młody kierowca także zaczął odzyskiwać przytomność i po pierwszych oględzinach sanitariuszy mógł już rozmawiać z policjantami. Siedział teraz na tylnym siedzeniu służbowego samochodu w obstawie jednego z funkcjonariuszy. Kobietę przewieziono do szpitala. Burza odjechała wraz z ambulansem i deszcz ustał na dobre.
Tyle usłyszała od dwóch pań na temat wypadku. Odeszły, każda w swoją stronę po krótkim pożegnaniu. Ja zaś zobaczyłam, że kupiłeś już skromny, ale elegancki bukiecik róż i wychodzisz ze sklepu. Próbuję dotrzymać Ci kroku, ale coś mnie zatrzymuje zawsze parę metrów za tobą. Przestało nagle padać, tak jak w opowiadaniu dwóch kobiet z wczorajszego dnia. Nasze włosy mokre od deszczu poruszały się z wiatrem, który prowadził nas ku nieznajomemu miejscu, przynajmniej ja nie wiedziałam dokąd dojdę wraz z tobą. Rozglądam się po okolicy. Słucham słów drzew i szmerów ulicy, czuje się znów zakochana. Ty idziesz przed siebie , unosisz oczy ku niebu, ale jakaś niewidzialna ręka wpycha twoją głowę pomiędzy ramiona. Kulisz się znowu, ale to chyba nie z zimna. Twoje zagubione spojrzenie zatrzymuje się na przejściu dla pieszych, tuż obok pochylonego słupa, na którym wczoraj zatrzymał się rozpędzony samochód. Po asfalcie płynęły małe strugi pozostałe po deszczu, a każda z nich kradła dla siebie odrobinę ziaren piasku, który rozsypano po ulicy dla zatarcia śladów krwi. Nie miałam już wątpliwości, że jesteśmy na miejscu, gdzie wczoraj samochód potrącił przechodzącą kobietę. Ale co ty masz z tym wspólnego? Popatrz, ktoś położył przy krawężniku mały bukiecik róż, prawie taki sam jak ten co masz w ręce. Ale dlaczego i ty to robisz? Pochylasz się powoli i opierasz kwiaty o krawężnik, tuż obok tamtych.
Kiedy tylko dotknęły mokrej nawierzchni poczułam, że twoje łzy zamieniły się w zimny pot, który spływał z moich włosów wzdłuż policzków aż do szyi i dalej i dalej. Było to porównywalne do pieszczot twoich długich i delikatnych jak u pianisty palców. Coś także uciskało moją pierś i piekło tak okropnie. Może to atak serca? Tyle przykrości przyniósł mi ten dzień, a ostatnio nie byłam zbyt odporna na stres, niski poziom potasu we krwi powodował ciągłe przyspieszone bicie serca. Było to takie nieprzyjemne. Koło mnie nagle robi się tak tłoczno, ludzie krzyczą, popychają mnie, ktoś uciska mi ramię tak silne, że aż nie czuje już palców u rąk. Czy znów zdarzył się następny wypadek? W tym samym miejscu co wczoraj? Ktoś krzyczy mi tuż przy uchu, że ktoś nie odpowiada na żadne bodźce, nie wiem o co chodzi. Co tu tyle zamieszania. Najgorsze to ot , że nie widzę już Ciebie. Dookoła tylko białe ściany, jaskrawe lampy zamiast słońca, niebo nie jest już zachmurzone, lecz takie jasne. Ludzie stojący koło mnie ubrani w zielone komplety wyglądają jak ufoludki z tych wszystkich bajeczek dla dzieci. Zapach leków był silnie wyczuwalny lecz nie przypominał w niczym zapachu kwiatów w kwiaciarni, przyprawiał mnie o mdłości. Najbardziej przeszkadzały mi te obce twarze tak bardzo zbliżone do mojej buzi, jakby mnie studiowały, kawałek po kawałku. I ten szum maszyn w pobliżu głowy. Ile czasu to wszystko trwa i skąd ja się tam nagle znalazłam? Usta nieznanych mi osób poruszały się nadal, ale dla mnie ta mowa była głucha, ręce w gumowych rękawiczkach obracały mnie wpierw na prawo, później znów na lewo, czy chcieli mnie ukołysać do snu? Co jakiś czas to co piekło mnie tak bardzo w piersi, podrzucało mnie do góry , bolało strasznie, ale zaraz opadałam na łóżko i zostawiano mnie na chwilkę w spokoju. Wszystko to przypomina mi słowa, które skreśliłam kiedyś w brudnopisie.
w dół i w górę
w górę i w dół
twoje serceÂ
moje splecione dłonie
brak oddechu
życie zależy ode mnie
piersi tak zimne
dÅ‚onie gorÄ…ceÂ
wszystko co chcÄ™Â
to twego spojrzenia
ostatniego
w moje oczy
martwe spojrzenie
tylko dla mnieÂ
dłonie pracują
krew krąży lecz nie parzy
patrzysz na mnieÂ
i znów cię nie ma
na zawsze
amen
I nareszcie słyszę jakieś dźwięki, ktoś woła do innych, że kobieta wróciła i potrzebuje już tylko odpoczynku i czasu. I że jakieś maszyny będą nad nią czuwać dzień i noc, oprócz pielęgniarek. To ostatnie słowo pozwoliło mi zrozumieć, że jeżeli są pielęgniarki i maszyny, to pewnie ta kobieta jest w szpitalu. I zapewne tą kobietą jestem ja, skoro czuje ból, pieczenie i całą tą szarpaninę. Moja dusza nie chce zaakceptować myśli o śmierci i rozdziela życie dokładnie na pół, jak natura dzieli dzień i noc.
Nagła cisza i nadchodzący zmierzch, a raczej chyba przyćmione światła w pokoju sprawiły, że zaczynam oddychać spokojniej i myśleć intensywniej. Nie otwieram oczu, słyszę , że ktoś podchodzi do mojego łóżka. Zaczynam się martwić, że teraz zacznie się od nowa cała ta stresująca sytuacja. Serce biję trochę szybciej niż parę sekund temu. Ten ktoś cichutko zatrzymuje się przy mnie na wysokości moich bezwładnych dłoni, czuję, jak patrzy przez dłuższy czas na moje ciało, trwa to całą wieczność, ale jestem szczęśliwa, że nie tarmosi mną tak jak tamci inni ludzie. Zaraz sobie pójdzie , myślę , wtedy odważę się otworzyć oczy. Ale ten ktoś dalej stoi przy łóżku, głaszcze delikatnie moją rękę i słyszę nawet jego słowa, ciche lecz wyraźne. Przeprasza mnie za to, że wczoraj pomimo deszczu nie wyszedł po mnie z parasolem, zapewnia, że mnie kocha i żebym wróciła do naszego świata pełnego miłości. Aby pokochać samotność trzeba być bardzo silnym, być odpornym na wszystko i nie bać się chorób, głodu czy długiej wędrówki przed siebie, w nieznane, bez końca, gdzie można dojść do czegoś lub zrównać się z bezdomnymi psami. Tego nie chciałeś, nie byłeś na to gotowy. Już wiem, że to ty stoisz koło mnie i szepczesz i prosisz i przepraszasz. Poznałam to po odważnym pocałunku, po zimnych ustach, takich jak ja lubiłam, choć może się to wydawać nie normalne. Zawsze i wszędzie pisze się i mówi o gorących wargach, a ja lubiłam twoje chłodne. Nadszedł moment, aby się obudzić i wrócić do Ciebie, zatrzymać się przy dźwięku twoich słów, namiętności spojrzeń wielkich, niebieskich oczu. Zakupione bilety na podróż ku spełnieniu naszych marzeń nie straciły jeszcze ważności i możemy je wykorzystać w najbliższych dniach, które nam pozostały.
| Statystyki: Ocena: +5 (+5,-0) Kategoria: Refleksyjne Odsłony: 328 Komentarze: 6 Dodany: 07.04.2011 12:07 Edytowany: nigdy |
nadziejasperanza
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Serena
"Poezja jest spowiedzią duszy, a nie wytworem ludzkiej myśli."
- M. Gogol
mamusia45
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
Friedrich Nietzsche
Gaja
daniwanek
to bardzo ładne i wzruszające opowiadanie. Zdecydowanie najlepsza jest pierwsza część. W trzeciej trzeba kilka rzeczy poprawić, ale jest to czysta kosmetyka. Jak znajdę dłuższą chwilkę, to prześlę Ci na privie.
pozdrawiam serdecznie
D.
ps - czekam na kolejne opowiadania :))
I śmiech niekiedy może być nauką, jeśli się z przywar, nie z osób natrząsa.
I. Krasicki
miriam
i mnie siÄ™ podoba!
Gaja ma rację - pióro lekkie. Tylko delikatny makijaż, który proponuje dani i jest naprawdę dobrze.
Wczoraj - historia, jutro - tajemnica, dzisiaj - dar.
nadziejasperanza
Dodaj komentarz