Wyłącz reklamy

Opowiadania / Anioły

Niesprawiedliwe wyroki

Odrapane ściany więzienia przy Rakowej 16 przesycone były chłodem i wilgotnością zakładu karnego, który z roku na rok chylił się ku upadkowi i zgarniał coraz bardziej agresywnych przestępców, jakoby wraz z wiekiem wzrastał w nim poziom brutalności. Obskurne linoleum odbijało głuchym echem odgłos szczurzych łapek, które co rusz zmieniając kryjówkę, doprowadzały do pasji strażnika patrolującego wieloosobowe cele.
Zdawało się, iż w więziennych pokojach, gdzie każdy centymetr jest na wagę złota, z powodu przepełnienia, nawet myśli wypychają się nawzajem, zawisając ołowianą mgłą w powietrzu. Sam ledwo przecisnąłem się przez ten potok zamysłów skazanych, dopatrując się meritum ich przemyśleń. A konkretnie myśli, która była moją dzisiejszą misją zleconą przez Niego – Pana wszechrzeczy.
Przemierzając długi i boleśnie oświetlony przez jarzeniówki korytarz, którego blask lamp, wprawiał mnie w stan przekraczający granice ludzkiej świadomości i samokontroli, natknąłem się na kolejną postać więziennego strażnika, pilnującego wejścia do skrzydła z izolatkami, w których obskurnych i ciemnych pomieszczeniach, przypominających klatki, przebywały najgorsze wybryki natury, o których istnieniu świat już dawno zapomniał, rzucając w otchłań, niczym pradawne plemiona składające ludzkie ofiary do jamy wulkanu.
. Zaintrygował mnie. Jego szklisty, skupiony wzrok skierowany naprzód przeszywał ściany i sprawiał, że nawet latająca nieopodal mucha, nie chciała spocząć na obskurnej tapecie, z której górnych rogów widniała pleśń przypominająca swą istotą plamy szlamu. Stanąłem naprzeciw niego, by bliżej mu się przyjrzeć i przejąć kontrolę nad umysłem, co miało skłonić go do opuszczenia warty. Teraz z oczu nie wiał chłód, tylko emanowało ciepło. Jego napięta sylwetka rozluźniła się, a zdystansowanie uległo wszechobecnej otwartości. Po chwili odwrócił się na pięcie salutując i poszedł przed siebie, zupełnie zapominając o obowiązkach i pełnionej funkcji.
Tykający zegar oznajmił, że właśnie wybiła godzina dwunasta. Godzina Duchów - pomyślałem uśmiechając się ukradkiem i omiotłem spojrzeniem numery poszczególnych cel. Jaki to numer? – powiedziałem do siebie w myślach. Nie mogłem przypomnieć sobie Jego słów. Chyba mówił coś o 7. Albo o 9? Nie, to na pewno było 7. Przystawiłem uszy do stalowych drzwi i wsłuchałem się w więzienną ciszę, której nic nie chciało zmącić. Nie, to z pewnością nie ten numer. Cóż nie poddając się, poszedłem dalej, ponawiając próby, jeszcze kilkanaście razy, aż wreszcie doszedłem do ostatniej celi. Tak, to ta. Przyłożyłem uszy do zimnej stali, poczułem przechodzący mnie chłód więziennych drzwi...
-" W naszyjniku ze sznura u boku mego, nie czekaj pomocy" - recytował przez zdławione gardło Thomas, zakładając na szyję gruby, lniany sznur - "Tu zawiśnie ten, co troje zginęło z jego mocy"
To on, przyszły samobójca z Ameryki Łacińskiej. Upadła dusza, której miałem rzucić ostatnie koło ratunkowe. Ech... jak wielu już było przed nim, człowiek tak łatwo oddaje swoje piękno i moc duszy.
Wyobrażając sobie jego, ciało targane konwulsjami, jego ściśnięte usta, ogromny ból, którego zaraz doświadczy, przeszedłem przez stalowe drzwi, pozostając obojętny prawom fizyki.
-Witaj Thomasie - rzekłem, rozpoczynając rozmowę. Ona jest ostatnim wyjściem, mogącym doprowadzić do szczerej pokuty.
- Kto tu jest? Kim jesteś? - odburknął przestraszony mężczyzna, obserwując rozbieganym wzrokiem ciemny pokój.
- Spokojnie, Thomasie. Nie ujrzysz mnie, ale ja doskonale widzę ciebie. I twój sznur zawisły na szyi. Wszystko będzie dobrze - zapewniałem, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć. Gdyby On był na moim miejscu, umiałby wyprowadzić chłopaka z opresji - Jestem tu po to, aby ci pomóc.
- Kim ty do cholery jesteś? Co to jest - ukryta kamera, hę? - krzyczał w pustą przestrzeń.
- Widzisz, to co chcesz zrobić, nie jest do końca dobre. On, by tego nie chciał - powoławszy się na Wszechmogącego, z napięciem obserwowałem reakcję Thomasa. To było naciągnięcie i tak już prężnej struny, która w każdej chwili mogła pęknąć.
- A co, ten Twój On może mi zrobić? Nie ma w nim nawet krzty sprawiedliwości - odparł zrezygnowanym głosem - gdyby była, nie siedziałbym zamknięty tu na 15 lat za wyimaigowane morderstwo. Przecież ją kochałem - jak mogłem zabić własną matkę?
- Rozumiem, wiem, że nie było cię na miejscu zbrodni.
- I co z tego, że wiesz? Zrobisz coś z tym? Zrobisz, żebym jutro wyszedł na wolność? - prychnął z pogardą, ponownie naprężając sznur i wchodząc na krzesło niezrezygnowany.
- Nie, masz rację. Ale skazując siebie na śmierć teraz , będziesz cierpiał później. Nie warto. Chwilowy kryzys przeminie - mówiłem szybko i niewyraźnie, chcąc dotrzeć jeszcze do Thomasa, który gotowy był pogrążyć się w konwulsjach. - On zesłał mnie, abym przekazał ci wiadomość od Niej.
- Co? Jak śmiesz? - wycedził przez zęby, oczy napełniając łzami.
Bardzo dobrze Ją pamiętam. Krzepka staruszka, prawie bez zmarszczek, o bujnych, gołębich włosach. I tak samo brązowych oczach jak u syna. Zmarła śmiercią tragiczną, w wyniku rany postrzałowej mostka. Podejrzewali Thomasa, którego odciski palców zabezpieczyli na kurtce matki. Jedynie podejrzewali. Margaret, bo tak miała na imię , niczego bardziej nie pragnęła, aniżeli schwytać prawdziwego mordercę i wsadzić za kratki – na miejsce ukochanego syna. Ale wiedziała, że jej marzenie już się nie ziści. W głębi duszy pragnęła śmierci syna – wtedy by się spotkali, na polanie usłanej różami, wypili razem pieprzną herbatę, przeczytali wspólnie tomik poezji, tak jak dawniej... – nie mogła już sobie wyobrazić pośmiertnej egzystencji, bez niego . Nic więc dziwnego, iż wiadomość o możliwości samobójczej śmierci syna nią wstrząsnęła – to by oznaczało koniec marzeń o wspólnym spotkaniu. Bo samobójcy nie idą do Nieba.
- Margaret chce, abyś żył nadal, albowiem bardzo pragnie waszego spotkania w Niebie. Wspominała też coś,wspominała też o Waszych wspólnych chwilach na różanej polanie, widziałem, że z jej oczu spływały łzy, których starała się ukryć – powiedziałem wspominając wspólne spotkania
- Jezu, to naprawdę ona! – westchnął Thomas i załkał - miałem wydać tomik poezji, a herbata pieprzna to był nasz ulubiony popołudniowy napój. Całe życie mi są parzyła - ale nie wierzę, żeby to był jedyny powód, dla którego przyszedłeś. Kimkolwiek jesteś - powątpiewał podejrzliwie.
- Tak, to prawda
Wciąż mam w pamięci jej słowa „Niech Thomas go zabije. Nazywa się John Dalton i jest dealerem narkotyków w dzielnicy South Lexington, gdzie zresztą mieszka. Prawdopodobnie zabił mnie bo nie miał pieniędzy na działkę, ale dokładnie nie wiem – czytanie w ludzkim umyśle po narkotykach jest trudne".Margaret chce sprawiedliwości, która może jeszcze bardziej pogrążyć syna. Ale owa sprawiedliwość się jej należy, choćby nie wiem, jak wielką miałaby cenę.
- Margaret chce abyś zabił jej mordercę. Chłopak nazywa się John Dalton, handluje narkotykami w South Lexington i prawdopodobnie zabił twoją matkę dla pieniędzy – powiedziałem, spełniwszy prośbę mojej przyjaciółki.
- Na dragi? – wykrzyknął wzburzony
- Najprawdopodobniej.
- To niemożliwe - odparł ze stoickim spokojem - Niemożliwe
- Niestety, przykro mi - odparłem ze smutkiem, obserwując jak Thomasowi ponownie zbierają się łzy, jak bieleją kłykcie.
- Zabiję drania, przyrzekam Mamo, zabiję – wrzasnął, po czym opadł na łóżko i zalał się łzami – Tylko jak? Jak? – krzyczał z bezsilności.
Nie mogłem dłużej ukrywać mojego planu przed Thomasem. Musiałem powiedzieć mu, o planie ucieczki z więzienia.
- Strażnika pilnującego wejścia do skrzydła z celami jednoosobowymi nie ma, a roztoczona przeze mnie aura ułatwi ci ucieczkę. Wyjdziesz więc tylnym wejściem, dokładnie którego również pilnował. Jest otwarte. Droga wolna – zdradziwszy plan, poczułem się nieswojo. Właśnie zaaranżowałem plan ucieczki z więzienia, aby ktoś mógł zabić drugiego człowieka. Nie ma sprawiedliwości na świecie. Przepraszam Ojcze, ale taka była wola mojej ukochanej żony, którą wraz ze śmiercią zostawiłem z dwuletnim dzieckiem. Thomasem. Na zawsze pozostanę jej wierny.
- Ale, ale jak to? - niedowierzał - ot tak mam uciec z więzienia?
- Tak, mówiłem ci, że po to tutaj jestem - wyjaśniłem
- No to dziękuję...duchu. Albo kimkolwiek jesteś - rzucił szczęśliwy na odchodne, pośpiesznie wybiegając z celi i na zawsze rozstawając się z więziennymi kratami.
Dobrze go Margaret wychowała – zrobi wszystko dla matki, spełni każdą jej prośbę. Widziałem tylko jak szybko ucieka, po czym wybiega na dwór po 10 latach zamknięcia. I krzyczy wniebogłosy, wyrzucając z siebie rozpacz żarzącą się w jego sercu, ból po stracie matki, izolację od społeczeństwa, a wreszcie niewłaściwe oskarżenie.
- Proszę, Synu – westchnąłem z żalem i uniosłem się do Nieba, tracąc z oczu Thomasa. Misja zakończona. – szepnąłem w duchu.
Statystyki:

Ocena: +2 (+2,-0)
Kategoria: Anioły
Odsłony: 136
Komentarze: 3
Dodany: 07.01.2012 20:31
Edytowany: nigdy
Avatar
Kredka Status

Oceny

Minus
Brak

Komentarze

myszka | 07.01.2012 21:39 #
Avatar
myszkaStatus
przeczytałam jednym tchem... hmmm, nie mam pojęcia dlaczego?! ;)
(to 'dlaczego', nie znaczy, że tekst jest kiepski... po prostu mam alergię na 'pierze')
daniwanek | 08.01.2012 15:29 #
Avatar
daniwanekStatus
Kredko - ciekawe jest Twoje opowiadanie, jednak ma sporo błędów stylistycznych. Budujesz zbyt długie, kwieciste zdania. W pierwszej części za często powtarzasz słowo "obskurny". Brakuje wprowadzenia - trzeba się domyślać co się dzieje. I za szybko się kończy.
Myślę, że po rozbudowaniu treści (dopisaniu, np. wprowadzenia i porządnego zakończenia) może wyjść bardzo dobre, wręcz znakomite opowiadanie. Może być nawet trzonem dobrej powieści.
pozdrawiam
D.
--------------
I śmiech niekiedy może być nauką, jeśli się z przywar, nie z osób natrząsa.
I. Krasicki
Avatar
SerenaStatus
W pełni podzielam uwagi Dani. Trochę nazbyt barwne zdania i nieco za długie które powodują, ze ciężko uchwycić sens.
Pierwsze co wychwyciłam to początek "Odrapane ściany więzienia przy Rakowej 16 przesycone były chłodem i wilgotnością zakładu karnego..."- Przeczytaj to zdanie na głos. Nic w nim nie zgrzyta?
Więzienie przesycone wilgocią (wilgotność to raczej powietrza)zakładu karnego. Troszkę masło maślane.
Ale treść opowiadania bardzo mi się podoba. Masz wyobraźnię i serce do pisania, to widać. Pisz, a my bardzo chętnie przeczytamy Twoje następne opowiadania.Czekam:)
(To wystarczy trochę poprawić stylistycznie i będzie pyszna uczta:)
--------------
"Poezja jest spowiedzią duszy, a nie wytworem ludzkiej myśli."
- M. Gogol

Dodaj komentarz

Możliwość oceniania i komentowania tej publikacji została zablokowana z powodu braku aktywności jej autora na portalu.

Lista obecności

Żaden użytkownik nie jest zalogowany. Na stronie jest 12 gości.
Polonistycznie.info to portal przeznaczony dla osób, które interesuje poezja w każdej formie. Znajdziesz tu przeróżne wiersze - m.in. wiersze miłosne, smutne wiersze, czy wiersze o przyjaźni. Gdy zatrzymasz się na dużej natrafisz na niejeden erotyk, który wywoła u Ciebie pozytywne emocje. Gdy zapragniesz odmiany i nieco innego rodzaju twórczości, wystarczy, że zajrzysz do kategorii wiersze dla dzieci. Już dziś zarejestuj się w Polonistycznie.info - portal literacki.