Wyłącz reklamy

Opowiadania / Życie

Ostatnia batalia cz.1-4

To był upalny dzień. Godziny ciągnęły się niemiłosiernie. Młody polski żołnierz zalany potem stał bez ruchu, ukryty w jednym ze zdewastowanych budynków na terenie niewielkiej, Irackiej miejscowości Diwanija. W ręku trzymał WIST-a 94L. Został już tylko jeden wróg przed nim. Nogi powoli odmawiały posłuszeństwa , ale koniec operacji był tak blisko, że tytanicznym wysiłkiem utrzymywał się jeszcze w pionie. Nagle usłyszał kroki. Po cichu podszedł do drzwi. Wiedział że od przeciwnika dzieli go tylko jedna ściana. Wtem, rozległ się huk, chłopak poczuł nagłe uderzenie i przeszywający ból. Chwilę później wszystko zgasło.

Powoli się budził. Najpierw widział białe, rozmazujące się plamy, które z czasem zaczęły się stabilizować i tworzyć coraz wyraźniejszy obraz. W między czasie wrócił ból. Czuł jakby ktoś rozgrzanym do czerwoności metalem przypalał mu stopy. W końcu zaczął słyszeć stłumione głosy. Po jakiejś godzinie od przebudzenia odzyskał pełną świadomość. Rozejrzał się i zrozumiał, że jest w szpitalu. W końcu jego uwagę zwrócił ten natrętny przeszywający ból w stopach. Odkrył kołdrę i wrzasnął z przerażenia. Dwa kikuty nóg wyglądały dla niego przerażająco. Serce waliło jak oszalałe.
- Ale to niemożliwe … - Jęknął.
- W końcu się pan obudził kapralu – Do łóżka podszedł lekarz – bardzo mnie to cieszy.
- Moje nogi… jak?!
- Zdalnie detonowany ładunek wybuchowy… Arabowie są cwani…
- Ale mnie bolą stopy… pali mnie w stopach!!!
- To ból fantomowy. Tak się często zdarza po utracie kończyn…
- Mnie kurwa rwie w stopach!!! Zrób pan coś do cholery!
Mężczyzna stracił panowanie nad sobą, jednak ból nie pozwalał mu na żadne gwałtowne ruchy. Mimo to żołnierz był w szoku. Lekarz spokojnie zawołał pielęgniarki i sanitariuszy. Szybko podano środki uspakajające. Gdy ranny leżał już spokojnie doktor podszedł ponownie i rzekł :
- Za kilkanaście dni wróci pan do Polski, do rodziny, zrobiliśmy wszystko co się dało, przykro mi.
Żołnierz był odurzony , ale zrozumiał. Po policzku pociekły mu łzy.
Następnego dnia rano odmówił zjedzenia śniadania. Podłączyli mu w zamian kroplówkę. Leżał milcząc, nie reagując na nic co działo się wokoło. Bez przerwy wpatrywał się w pozostałości po jego nogach. Urwało je nad kolanami. Prawą trochę wyżej, mniej więcej w połowie uda. Za dwa dni wraca do polski. Czekał na to długie miesiące, ale nie tak to sobie wyobrażał. Cena była zbyt wielka. Nie potrafił sobie wyobrazić dalszego życia. Żona, mały synek, jak będą na niego patrzeć? Renta weterana wojennego nie jest niska, a Klaudia pracuje, ale nie wyobraża sobie siedzenia dwadzieścia cztery godziny na dobę w czterech ścianach.

Kilkanaście dni później na Warszawskim Okęciu ściskał żonę i syna. Krępowało go że siedzi na wózku, ale nie dawał po sobie tego poznać. Klaudia miała łzy w oczach, przytuliła policzek do jego twarzy szepcząc:
- Nie martw się, ważne że wróciłeś żywy, poradzimy sobie…
Nie odpowiedział nic. W gardle urosła mu tylko wielka piekąca gula, a z oczu pociekły łzy. Mały Kacperek stał tuląc się do nogi matki.
- No tak – pomyślał żołnierz – widzi mnie czwarty raz w życiu, nic dziwnego że mnie nie pamięta, ma niecałe trzy lata.
W tej chwili zdał sobie sprawę, że jego życie się nie skończyło, ma dla kogo i po co żyć. Ten mały człowieczek i ta kobieta dodawali mu sił, tam na wojnie, mimo że był tak daleko. Teraz musi stoczyć jeszcze jedną batalię, może nawet najtrudniejszą ze wszystkich dotychczasowych. Będzie to ciężka przeprawa, długa i monotonna, bitwa z samym sobą. A ten mały chłopczyk i kobieta, nadal będą dodawali mu sił, ale tym razem już będą razem.

***

Żołnierz stał przy ścianie, wiedział, że tuż za nią czai się wróg, wycelował pistolet w drzwi i nasłuchiwał. Nagle rozległ się potężny huk. Obudził się cały mokry od potu. Minęły już trzy miesiące a nadal, każdej nocy tamta chwila wraca i nie daje spać. Czuł zapach tamtego pomieszczenia, słyszał tamte ciche, zbliżające się kroki. Przeżywał to codziennie na nowo, ale nie mógł zmienić biegu wydarzeń. Spojrzał na zegarek, była czwarta nad ranem. Wiedział, że już nie zaśnie. Klaudia miała nocną zmianę w biurze. Kacper spał w swoim łóżeczku. Dookoła panowała cisza. Spokojna, ale przeszywająca. Powoli wciągnął swe ciało na wózek. Ciągle jeszcze miał z tym problemy, ale opanował tą czynność już na tyle dobrze, że radził sobie z nią sam. Chciało mu się pić. Udał się do kuchni, otworzył lodówkę i wyciągnął sok pomarańczowy. Łyknął zdrowo dwa razy, położył karton na kolanach, ujął obręcze kół wózka w dłonie i ruszył w stronę salonu. Zatrzymał się przy kominku. Klaudia zawsze zostawiała ułożony stosik drewna na noc. Wiedziała, że co noc jej mąż odwiedza ten kąt. Podpalił i po chwili mógł wpatrywać się w żółtopomarańczowy płomień. Ogień, to właśnie było jego życie do niedawna. W ogniu spędził wiele ciężkich chwil. Nieraz czekając długie godziny niemal w bezruchu. Przed oczyma stanęły mu te wszystkie operacje, stoczone walki, wieczory bez wypowiedzianego słowa po tym jak zginął któryś z chłopaków. Przypomniało mu się te kilka draśnięć i dwie kulki które oberwał. Obie w ramię. Wtedy wydawały mu się to tak bardzo poważne rany. Nie dopuszczał do siebie myśli że kiedyś będzie kaleką. Wiedział, że może zginąć, ale jakoś nie przeszło mu przez myśl, że może stać się to, co się stało. Długo jeszcze wpatrywał się w płomień. Nawet nie zauważył kiedy zasnął.

Klaudia obudziła go pocałunkiem w czoło rano, gdy wróciła z pracy. Uśmiechnął się tylko.
- Co chcesz na śniadanie kotku? – zapytała.
- Kładź się spać Klauduś, na pewno jesteś zmęczona po nocce. Poradzę sobie. Nie jestem jakoś bardzo głodny, zrobię sobie kanapki.
Kobieta pocałowała go w policzek i udała się na górę, do sypialni. Widział jak dla niego się starała. Nienawidził się za to, że jest tak słaby, że nie może dać jej w zamian czegoś więcej. Wiedział jednak równocześnie, że robi wszystko by ona była szczęśliwa. Dla tej kobiety i synka zrobiłby wszystko. Starał się by wiedzieli jak bardzo ich kocha. Wszystko to wydawało mu się jednak tak bardzo marne przy tym co oni dawali jemu. Dzięki nim miał chęć do życia, motywację, myślał nawet o jakiejś lekkiej pracy za jakiś czas gdy już w pełni dojdzie do siebie. Tylko gdzie przyjmą kalekę? Tym bardziej w Polsce. W tym kraju to nie będzie łatwe. Klaudia oczywiście stanowczo protestuje przeciw jakimkolwiek planom tego typu, ale siedząc w domu siedem dni w tygodniu można oszaleć.
Około dziewiątej udał się do pokoiku Kacpra, chłopiec już nie spał, bawił się klockami.
- Cześć tata – zawołał wesoło na widok Marka.
- Cześć synku, przywitasz się z tatusiem?
Podbiegł do Marka, stanął obok wózka i wyciągnął w górę rączki tak, jak to robią dzieci gdy chcą by wziąć je na ręce. Chwycił syna, uniósł i przytulił do siebie. Ten objął ojca za szyję i ścisnął delikatnie. Po chwili postawił syna z powrotem na podłogę, a on wrócił do zabawy. Jak na trzylatka był bardzo bystry. Ślicznie mówił, czasem tylko zacinał się, gdy rozpędził się opowiadając z wielkimi emocjami jakąś swoją dziecięcą historię. Szybko przyzwyczaił się do Marka. Tylko kilka dni na początku traktował go nieufnie. Ale więź ojca i syna zwyciężyła. Kacperek mimo, że tylko kilka razy widział wcześniej swego ojca i nie pamiętał go, pokochał gorącą, bezinteresowną miłością tak, jak potrafią kochać tylko dzieci. Mężczyzna poobserwował jeszcze kilka chwil chłopca, po czym ruszył w stronę telewizora. Zawsze ustawiał się tak by oglądając mieć równocześnie malca na oku. Włączył pierwszy lepszy kanał i trafił na wiadomości. Jak na ironię leciała akurat relacja z ostatnich wydarzeń z Iraku. Słowa, które po chwili wypowiedział spiker wprawiły go w osłupienie:

„Dziś w nocy zginął kolejny polski żołnierz w okolicach Bagdadu. Roman Kanarzycki został zastrzelony podczas niespodziewanego nocnego ataku irackich partyzantów na polski obóz stacjonujący kilka kilometrów od tamtejszej stolicy…”

Marek nie był wstanie dalej słuchać, wyłączył i cisnął pilot na tapczan.
- Niech to wszyscy diabli… - szepnął pod nosem przez zaciśnięte zęby – ilu jeszcze? No ilu…?
Przed oczami stanęły mu twarze kilku jego poległych przyjaciół. Nie znał tego żołnierza, który poległ teraz, ale bolało tak jak za każdym razem, gdy umierał któryś z tamtych wspaniałych mężczyzn. Wszyscy zostawili żonę, dzieci, lub co najmniej dziewczynę. Emocje wzięły górę. Twarz zalały mu strumienie gorzkich łez. Wszystkie wspomnienia zaczęły wracać. Jedno po drugim. Mimo spokojnego początku ten dzień nie był udany. Do samego wieczora głos spikera z telewizji dźwięczał mu w uszach, nie dając ani chwili spokoju.

***

Wieczorem Marek i Klaudia leżeli razem w sypialni, mały zasnął już sporo wcześniej. Ona czytała książkę, on przyglądał się jej twarzy w świetle nocnej lampki. Obserwował, jak ze skupieniem śledzi wersy. Wydawała mu się najpiękniejszą istotą jaką zrodziła ta ziemia. Po chwili kobieta spojrzała w jego stronę, uśmiechnęła się i odłożyła książkę.
- Wiesz, pomyślałam sobie właśnie, że dawno czegoś nie robiliśmy – powiedziała ciągle się uśmiechając. Chwilę potem zgasiła lampkę, zbliżyła się do męża i zaczęła zdejmować mu podkoszulek.
Marek nie odpowiedział nic, wsunął tylko dłonie pod jej koszulę nocną i delikatnie gładził jej ciało, tak dawno nie czuł jej delikatnej skóry. Utonęli w gorącym pocałunku. Ich ręce błądziły coraz to po nowych sektorach ciał. W końcu, kobieta zbliżyła rękę do pośladków męża chcąc zdjąć mu bieliznę. W tym momencie Marek zaczął się odsuwać.
- Co się stało kochanie? – dziewczyna była trochę zaskoczona.
- Przepraszam Klauduś…ja…ja jeszcze nie jestem gotowy. – odparł drżącym głosem, po czym wybuchnął płaczem. Klaudia natychmiast przytuliła do siebie głowę męża.
- Nic się nie stało kotku, rozumiem, poczekamy tyle ile będzie trzeba, to przecież nie jest aż tak ważne, liczy się to że jesteśmy razem.
- Kocham Cię – wyszeptał Marek, więcej nie wypowiedzieli już ani słowa, leżeli tak jeszcze jakiś czas, po czym zasnęli ciągle wtuleni w siebie.

Obudził się rano sam, Klaudia miała na siódmą do pracy, nawet nie poczuł kiedy wstała. Na myśl o wczorajszym wieczorze ogarnęło go zażenowanie. Nie uronił łzy ani razu podczas wojny, nawet gdy odnosił bolesne rany, a wczoraj rozpłakał się jak dziecko, bo był bezsilny. Nie umiał zrozumieć co go blokuje. Wstyd? A może obrzydzenie do samego siebie? Wciągnął się na wózek i udał się do kuchni, na stole stało przygotowane śniadanie. Jajka na twardo z majonezem. O talerzyk oparta była mała kwadratowa karteczka z napisem : "Smacznego kochanie. K."
- Kochana Klaudia…pomyślał i zabrał się za jedzenie. Po śniadaniu udał się do pokoju małego. Kacper jeszcze spał. Po cichu przymknął drzwi i udał się w stronę telewizora.
- Ech…codziennie to samo - rozmyślał - ciągle tylko gazety i telewizja.
Skakał z kanału na kanał nie znajdując niczego sensownego na ponad stu stacjach. W końcu się zamyślił. Przed oczami stanęły mu obrazy piaszczystych terenów, ostrzelanych pustych budynków. Przypominał sobie tamtą przeszywającą niespokojną ciszę, z której w każdej chwili mógł wyłonić się wróg. Każda akcja, każdy wystrzelony pocisk, każdy zabity z jego ręki człowiek. To wszystko ciągle tkwiło w nim, wracając codziennie. Teraz siedzi na wózku. Bezsilny, kaleki.
- Tato? Czemu jesteś smutny? – Nagle z zamyślenia wyrwał go głosik Kacpra. Malec najwidoczniej przed chwilą się obudził.
- Nie jestem smutny synku, tylko troszkę boli mnie głowa – odparł i posadził sobie chłopca na kolanach.
Kacper złapał pilot i przełączył kanał na kreskówki. Oglądali razem bajki cały ranek, śmiali się, wygłupiali. Marek poczuł ulgę, przynajmniej na chwilę. Jedna mała osóbka sprawiała, że wszystkie problemy rozwiewał wiatr. Tego samego ranka w głowie Marka zrodziła się pewna myśl. Pomysł ten mógł odmienić wszystko, choć do tej pory wydawało się to niemal nierealne.

***

Minęło południe. Marek siedział przed komputerem wertując strony internetowe firm wykonujących protezy kończyn. Czytał o przykładach ludzi, którzy nawet zaczęli biegać po amputacji. Poczuł, że wszystko jeszcze może się zmienić. Biegał raczej nie będzie, przy amputacji powyżej kolan to mało prawdopodobne, ale możliwe jest dość swobodne chodzenie. No tak, technologia poszła bardzo do przodu. Przeklinał się w duchu, że nie wpadł na to wcześniej. Istnieją protezy niemal całych kończyn z elektrycznymi stawami kolanowymi.
- Ja naprawdę jeszcze mogę zacząć chodzić – szepnął.
Jedynym problemem są ceny. Wahają się one od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Chcąc kupić protezę pozwalającą na jakiekolwiek poruszanie się o własnych siłach, a nie tylko maskującą brak nóg, trzeba by wyłożyć powyżej trzydziestu tysięcy, by nabyć już naprawdę solidną, trzeba około pięćdziesięciu tysięcy.
- Potrzebny będzie kredyt – rozmyślał – może wojsko coś dorzuci, w końcu jestem weteranem wojennym, ale na to lepiej za bardzo nie liczyć, tacy jak ja dla wojska przydają się tylko od święta, by wciskać ludziom, a co gorsza młodym żołnierzom, kit o poświęceniu i odwadze. Gdy weterani potrzebują wojska, to zwykle mają ich w dupie. Pensja Klaudii i moja renta weterana nie są niskie, więc kredyt dostaniemy, ale to zawsze obciążenie, nie chcę by to odbiło się na małym.
Myśli kłębiły mu się w głowie nie dając spokoju. Wypełniała go nadzieja, chęć walki z losem, ale i wiele wątpliwości.
Tylko jednego był pewien. Zanim cokolwiek postanowi, musi omówić to z Klaudią.

Dochodziła piętnasta. Marek siedział przy oknie i obserwował ludzi, wcześniej nie cierpiał tego widoku. Patrzenie na chodzących, sprawnych ludzi dołowało go. Teraz jednak widok ten był przyjemny, bo miał jakiekolwiek nadzieje, że kiedyś przynajmniej po części odzyska sprawność i znajdzie się pośród nich. Wyobrażał sobie jak spaceruje z Klaudią i Kacprem. To wszystko było osiągalne, możliwe. Uśmiechnął się mimo woli do swych myśli i westchnął. Dźwięk klucza otwierającego zamek wyrwał go z zamyślenia. Klaudia wróciła z pracy.
- Tak szybko? – przeleciało mu przez myśl – zwykle była jakąś godzinę później.
Od razu zauważył że coś jest nie tak. Dziewczyna milczała, miała smutną, twarz, unikała kontaktu wzrokowego.
- Klauduś? Co się stało? – zapytał z niepokojem.
Dziewczyna zdjęła kurtkę, podeszła do męża, przytuliła go i wybuchła płaczem.
- Zwolnili mnie – pisnęła zduszonym głosem.
Marek osłupiał, nie wiedział co odpowiedzieć. Pracowała tam sporo lat i przecież była jedną z najbardziej uznanych księgowych w firmie.
- Zwolnili? Ale dlaczego? – wydusił w końcu.
- Prezes… - zaczęła jękliwym głosem, ale łkanie uniemożliwiało jej składne mówienie.
Minęło kilka chwil zanim się uspokoiła. W końcu zaczęła mówić wciąż drżąc od emocji:
- Pracowałam jak zwykle, niczego się nie spodziewałam, nagle do mojego biura weszła sekretarka prezesa i oznajmiła że chce on mnie widzieć. Poszłam więc do niego po chwili, myślałam że ma dla mnie jakąś dodatkową robotę czy coś w tym stylu. Gdy weszłam powiedział mi, że za tydzień kończy mi się umowa o pracę. Kompletnie o tym zapomniałam, pomyślałam że chce podpisać nową, omówić warunki. A ta świnia… - twarz dziewczyny znów zalały łzy, ale szybko się opanowała - …ta świnia…on chciał żebym się z nim przespała, wtedy przedłużyłby umowę… - emocje wzięły górę, rozpłakała się nie mając już sił, by się powstrzymać. Marek poczuł taką wściekłość, jak niewiele razy wcześniej. W tej chwili nienawidził człowieka, który zaproponował jego żonie ten chory układ, chyba nawet bardziej niż wrogów w Iraku. Nie rozumiał okrucieństwa tego faceta. Miał ochotę wziąć pistolet i rozwalić mu łeb. Opanował jednak własne myśli i zaczął pocieszać żonę:
- Spokojnie kochanie, jesteś wspaniałą księgową, na pewno znajdziesz inną, lepszą pracę. Ten pajac nie miał prawa tak postąpić. Nie wie jakiego pracownika stracił. Nagłośnimy to, napiszemy do jakiejś gazety, to go zniszczy, media akurat to potrafią najlepiej.
- Marek – przerwała mu dziewczyna, przecież on znajdzie dziesięciu świadków, którzy wszystkiemu zaprzeczą. Chcę o tym człowieku zapomnieć. Jak najszybciej zapomnieć.
Były żołnierz nie odpowiedział nic. Wiedział, że ona ma rację. Był wściekły, ale bezsilny, niestety wiedział też z doświadczenia, że wysoko postawieni ludzie wobec takich cichych „zbrodni” są bezkarni. Tak samo było w wojsku. Żaden kapral nie podskoczy choćby sierżantowi, nie mówiąc już o oficerach jeszcze wyższych stopniem. Życie toczy się dalej. Klaudia znajdzie nową pracę, nie miał co do tego wątpliwości. Mimo to zdawał sobie sprawę z tego, że całą ich trójkę czeka teraz trudny okres.
Statystyki:

Ocena: +2 (+2,-0)
Kategoria: Życie
Odsłony: 91
Komentarze: 1
Dodany: 11.01.2012 12:36
Edytowany: nigdy
Avatar
Petro1990 Status

Oceny

Minus
Brak

Komentarze

Avatar
ryszartStatus
hmm, oceniałem już

Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany! Zaloguj się, aby dodać komentarz oraz aby ocenić publikację.
Podoba Ci się ta publikacja? Kliknij:

Lista obecności

Emilia oraz 13 gości.
Polonistycznie.info to portal przeznaczony dla osób, które interesuje poezja w każdej formie. Znajdziesz tu przeróżne wiersze - m.in. wiersze miłosne, smutne wiersze, czy wiersze o przyjaźni. Gdy zatrzymasz się na dużej natrafisz na niejeden erotyk, który wywoła u Ciebie pozytywne emocje. Gdy zapragniesz odmiany i nieco innego rodzaju twórczości, wystarczy, że zajrzysz do kategorii wiersze dla dzieci. Już dziś zarejestuj się w Polonistycznie.info - portal literacki.