Opowiadania / Humorystycznie
Przypadek Amora - cz. IV
Nikitos patrzył, jak powoli otwierają się Złote Wrota i staje w nich odźwierny, stary Kristos.
- Witaj Kristosie – powiedział Nikitos z ciężkim westchnieniem – przychodzę na wezwanie samego Najjaśniejszego.
- Witaj Nikitosie – Kristos pochylił z szacunkiem głowę przed starym Nauczycielem – wiem, po co przybywasz. Otrzymałem odpowiednie rozkazy. Wejdź – otworzył szerzej bramę.
Nikitos przekroczył próg pałacowych ogrodów – dawniej bywał tu częściej, w młodości przyjaźnili się z Zeusem. W miarę jak się starzał, a Zeusowi przybywało obowiązków, przychodził tutaj coraz rzadziej, ostatnio tylko na specjalne wezwania Pana Olimpu. Jednak rozległe ogrody i widoczne w oddali na zboczu winnice były tak samo piękne, jak przed laty. Ba! Może nawet i piękniejsze! Nikitos aż musiał zmrużyć stare oczy, tak wszystko lśniło od słońca i zieleniło się obficie.
- Pięknie tu – szepnął sam do siebie i ruszył ścieżką do pałacu. Znowu było trochę stromo, a utrudzony już był bardzo, więc co chwilę przystawał zdyszany, żeby odpocząć.
Kiedy doszedł do gaju oliwnego odetchnął nieco w cieniu, ciesząc się chłodnym powiewem wiatru. Aż przymknął oczy z błogości, a kiedy je otworzył popatrzył w górę na przeświecające między gałęziami słońce. Nagle z gąszczu wypadła na niego rozpędzona leśna Driada i uderzyła boleśnie w ramię. Nikitos zachwiał się upadł.
- Auu! – wrzasnęło rozczochrane stworzenie – uważaj jak łazisz! – krzyczała Driada rozcierając dorodnego guza na czole.
- Ale cóż to? Któż to? Moje dziecko drogie! – mamrotał oszołomiony Nikitos – czy nic ci się nie stało? – mówiąc to gramolił się z klęczek – pomóż mi, proszę.
- Nie! – wrzeszczała Driada potrząsając perłowymi włosami – nie pomogę! Uważaj jak łazisz! – rozsierdzona Sinuanna, ona to bowiem była, ze złości tupała bosymi stopami – nawet tutaj nie ma spokoju! Zawsze ktoś włazi pod nogi! Zawsze!
- Wybacz mi moja droga, że cię nie zauważyłem – powiedział z godnością urażony Nikitos – stary już jestem i nie widzę zbyt dobrze, szczególnie, gdy ktoś – tak jak ty – wypada tak nagle spomiędzy drzew – dokończył podnosząc się z ziemi i otrzepując z kurzu szatę – pójdę już swoją drogą, żeby ci nie zawadzać – zadarł wysoko głowę i chciał odejść utykając lekko, bo potłukł się boleśnie, upadając. Jednak Sinuanna zmitygowała się tymczasem, spostrzegłszy, że to nie byle chłystek przed nią stoi i jednak to ona ponosi winę za zaistniały wypadek.
- Wybacz mi proszę, panie, nieprzystojnie się zachowałam wobec ciebie. Czy bardzo się potłukłeś? Pozwól, że pomogę ci, panie.
- Nie trzeba, nie trzeba, drogie dziecko – Nikitos już się uśmiechał, udobruchany patrząc na piękne, perłowowłose stworzenie – kim jesteś? Nigdy wcześniej cię nie spotkałem – patrzył na nią z wielką przyjemnością. Była młodziutka i bardzo piękna, wzburzenie jeszcze dodawało jej urody. Młode, jędrne piersi falowały głebokim oddechem.
- Jestem Sinuanna, Driada leśna – odpowiedziała śmiało – przekradłam się tutaj po kryjomu, bo chcę się poskarżyć Zeusowi.
- O! A na cóż to chcesz się poskarżyć naszemu panu? – zapytał zdziwiony Nikitos.
- Na Amora! – wrzasnęła poczerwieniała nagle ze złości Sinuanna – na tego wstrętnego smarkacza! Jest okropny! Ciągle nas podgląda w kąpieli! To wstrętne, wstrętne! – Driada coraz bardziej się nakręcała swoją złością – dość tego! Postanowiłam poskarżyć się Zeusowi, niech ukróci niecne praktyki swojego synalka!
Dziewczyna była tak wściekła, że aż łzy płynęly z jej pięknych, szmaragdowych oczu.
- A to hultaj! – wykrzyknął Nikitos – podgląda was w kąpieli? To bardzo nieładnie! Bardzo! – stary nauczyciel z oburzenia aż pokręcił siwą głową – widzę, że Demetriusz jednak miał rację, że trzeba smarkacza okiełznać. A ja mu nie wierzyłem! – Nikitos wciąż kręcił głową zdumiony.
- Nie płacz już, drogie dziecko – pogłaskał Driadę po długich włosach – twój gniew jest słuszny, słusznie czynisz idąc ze skargą do jego ojca!
Szmaragdowe oczy Driady, zalane łzami, wpatrywały się w Nikitosa z nadzieją.
- Pójdę, nie boję się – szepnęła – tylko nie wiem czy mnie straże dopuszczą.
- A to się dobrze składa – powiedział starzec biorąc dziewczynę za rękę – pójdziemy więc razem, bo i ja udaję się do samego Zeusa! Trzeba tym psotom położyć wreszcie kres! Tak! Kres! – Nikitos nie zdając sobie sprawy wygrażał Amorowi pięścią, taki był wzburzony! – spieszmy się, bo słońce już południa dochodzi, a Zeus nie lubi czekać!
Sinuanna posłusznie podreptała za nim.
- Witaj Kristosie – powiedział Nikitos z ciężkim westchnieniem – przychodzę na wezwanie samego Najjaśniejszego.
- Witaj Nikitosie – Kristos pochylił z szacunkiem głowę przed starym Nauczycielem – wiem, po co przybywasz. Otrzymałem odpowiednie rozkazy. Wejdź – otworzył szerzej bramę.
Nikitos przekroczył próg pałacowych ogrodów – dawniej bywał tu częściej, w młodości przyjaźnili się z Zeusem. W miarę jak się starzał, a Zeusowi przybywało obowiązków, przychodził tutaj coraz rzadziej, ostatnio tylko na specjalne wezwania Pana Olimpu. Jednak rozległe ogrody i widoczne w oddali na zboczu winnice były tak samo piękne, jak przed laty. Ba! Może nawet i piękniejsze! Nikitos aż musiał zmrużyć stare oczy, tak wszystko lśniło od słońca i zieleniło się obficie.
- Pięknie tu – szepnął sam do siebie i ruszył ścieżką do pałacu. Znowu było trochę stromo, a utrudzony już był bardzo, więc co chwilę przystawał zdyszany, żeby odpocząć.
Kiedy doszedł do gaju oliwnego odetchnął nieco w cieniu, ciesząc się chłodnym powiewem wiatru. Aż przymknął oczy z błogości, a kiedy je otworzył popatrzył w górę na przeświecające między gałęziami słońce. Nagle z gąszczu wypadła na niego rozpędzona leśna Driada i uderzyła boleśnie w ramię. Nikitos zachwiał się upadł.
- Auu! – wrzasnęło rozczochrane stworzenie – uważaj jak łazisz! – krzyczała Driada rozcierając dorodnego guza na czole.
- Ale cóż to? Któż to? Moje dziecko drogie! – mamrotał oszołomiony Nikitos – czy nic ci się nie stało? – mówiąc to gramolił się z klęczek – pomóż mi, proszę.
- Nie! – wrzeszczała Driada potrząsając perłowymi włosami – nie pomogę! Uważaj jak łazisz! – rozsierdzona Sinuanna, ona to bowiem była, ze złości tupała bosymi stopami – nawet tutaj nie ma spokoju! Zawsze ktoś włazi pod nogi! Zawsze!
- Wybacz mi moja droga, że cię nie zauważyłem – powiedział z godnością urażony Nikitos – stary już jestem i nie widzę zbyt dobrze, szczególnie, gdy ktoś – tak jak ty – wypada tak nagle spomiędzy drzew – dokończył podnosząc się z ziemi i otrzepując z kurzu szatę – pójdę już swoją drogą, żeby ci nie zawadzać – zadarł wysoko głowę i chciał odejść utykając lekko, bo potłukł się boleśnie, upadając. Jednak Sinuanna zmitygowała się tymczasem, spostrzegłszy, że to nie byle chłystek przed nią stoi i jednak to ona ponosi winę za zaistniały wypadek.
- Wybacz mi proszę, panie, nieprzystojnie się zachowałam wobec ciebie. Czy bardzo się potłukłeś? Pozwól, że pomogę ci, panie.
- Nie trzeba, nie trzeba, drogie dziecko – Nikitos już się uśmiechał, udobruchany patrząc na piękne, perłowowłose stworzenie – kim jesteś? Nigdy wcześniej cię nie spotkałem – patrzył na nią z wielką przyjemnością. Była młodziutka i bardzo piękna, wzburzenie jeszcze dodawało jej urody. Młode, jędrne piersi falowały głebokim oddechem.
- Jestem Sinuanna, Driada leśna – odpowiedziała śmiało – przekradłam się tutaj po kryjomu, bo chcę się poskarżyć Zeusowi.
- O! A na cóż to chcesz się poskarżyć naszemu panu? – zapytał zdziwiony Nikitos.
- Na Amora! – wrzasnęła poczerwieniała nagle ze złości Sinuanna – na tego wstrętnego smarkacza! Jest okropny! Ciągle nas podgląda w kąpieli! To wstrętne, wstrętne! – Driada coraz bardziej się nakręcała swoją złością – dość tego! Postanowiłam poskarżyć się Zeusowi, niech ukróci niecne praktyki swojego synalka!
Dziewczyna była tak wściekła, że aż łzy płynęly z jej pięknych, szmaragdowych oczu.
- A to hultaj! – wykrzyknął Nikitos – podgląda was w kąpieli? To bardzo nieładnie! Bardzo! – stary nauczyciel z oburzenia aż pokręcił siwą głową – widzę, że Demetriusz jednak miał rację, że trzeba smarkacza okiełznać. A ja mu nie wierzyłem! – Nikitos wciąż kręcił głową zdumiony.
- Nie płacz już, drogie dziecko – pogłaskał Driadę po długich włosach – twój gniew jest słuszny, słusznie czynisz idąc ze skargą do jego ojca!
Szmaragdowe oczy Driady, zalane łzami, wpatrywały się w Nikitosa z nadzieją.
- Pójdę, nie boję się – szepnęła – tylko nie wiem czy mnie straże dopuszczą.
- A to się dobrze składa – powiedział starzec biorąc dziewczynę za rękę – pójdziemy więc razem, bo i ja udaję się do samego Zeusa! Trzeba tym psotom położyć wreszcie kres! Tak! Kres! – Nikitos nie zdając sobie sprawy wygrażał Amorowi pięścią, taki był wzburzony! – spieszmy się, bo słońce już południa dochodzi, a Zeus nie lubi czekać!
Sinuanna posłusznie podreptała za nim.
| Statystyki: Ocena: +9 (+9,-0) Kategoria: Humorystycznie Odsłony: 154 Komentarze: 9 Dodany: 29.01.2012 20:09 Edytowany: nigdy |
daniwanek
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
miriam
dani - a tak przy okazji: nie mogłyby te piersi być 'duże' zamiast "młode"?
podtrzymuję wcześniejsze stwierdzenie: masz świetny styl!
Wczoraj - historia, jutro - tajemnica, dzisiaj - dar.
ryszart
pozdrawiam
daniwanek
Miriamku kochany - popłakałam się z Twojego komentarza! No normalnie pękłam! hahahahahaaaaaaaaa
I śmiech niekiedy może być nauką, jeśli się z przywar, nie z osób natrząsa.
I. Krasicki
daniwanek
I śmiech niekiedy może być nauką, jeśli się z przywar, nie z osób natrząsa.
I. Krasicki
miriam
łoooj, pisz, Kochana, pisz! - szczególnie czekam na tę szóśtą!
o świadomym błędzie wiemy, jak również o pomieszaniu mitologii rzymskiej i greckiej :-)
dani - a z tymi piersiami to ja poważnie, bo przecież, że młode, to wiadomo :-)
Wczoraj - historia, jutro - tajemnica, dzisiaj - dar.
rina
Mona
"bowiem to, czego siÄ™ nie widzi,
Istnieje przecie przede wszystkiem"
Jagoda
Pa lete do V
Mariusz
Dodaj komentarz