Opowiadania / Humorystycznie
Przypadek Amora - cz. V
Z gaju oliwnego do pałacu było już całkiem blisko, trzeba było tylko minąć stojące z boku zabudowania gospodarcze, a potem już ścieżka wiodła prosto na pałacowy taras. Kiedy przechodzili obok stajni, z otwartych na oścież wrót wyszedł Amor. Na widok Nikitosa idącego za rękę z Sinuanną stanął jak wryty i zarumienił się po czubki złotych loczków, które okalały jego twarz. Zanim Nauczyciel lub Driada zdążyli zareagować, dał susa za róg stajni i tyle go wiedzieli.
- Zaczekaj, Amorze – zawołał za nim Nikitos, jednak na próżno. Po chłopaku został tylko kurz wzniecony jego bosymi stopami.
- A to dopiero! – Sinuanna tupnęła nóżką w klepisko – a to dopiero gbur! Widziałes, Nikitosie? Widziałeś? – ekscytowała się dziewczyna – uciekł! Jak ja go dopadnę, to… - nie dokończyła swojej groźby, ale aż poczerwieniała na twarzy (co jeszcze tylko dodało jej urody, jak stwierdził Nauczyciel) i zaciskała swoje małe piąstki, aż pobielały jej kostki.
- Spokojnie, dziecko drogie – uspokajał ją Nikitos – spokojnie. Nie trzeba wszczynać burdy w pobliżu pałacu. Chodźmy, na pewno już na mnie, na nas – poprawił się – czekają – pociągnął Driadę za rękę w kierunku widocznego już pałacu. Nie opierała się, ale idąc za Nikitosem bez przerwy się oglądała na stajnię i – nie patrząc pod nogi – potykała.
Kiedy dotarli do tarasu, na ich spotkanie wyszła pokojówka Wenus – śliczna Sofia, z którą sypiał stajenny, opiekun Pegaza.
- Witaj Nikitosie – ukłoniła się nisko Nauczycielowi – Zeus, nasz pan, wraz z Małżonką, moją panią, oczekuje cię z wielką niecierpliwością. Zechciej, panie, zaczekać tymczasem w cieniu różanej pergoli na tarasie. Służący za chwilę przyniesie ci orzeźwiające soki do picia. Zmęczony jesteś zapewne – uśmiechnęła się zalotnie najpiękniejszym ze swoich uśmiechów – a kogóż to przyprowadziłeś ze sobą, panie? – zapytała zerkając ciekawie na towarzyszkę Nikitosa.
- To Sinuanna, Driada leśna. Ma sprawę do Zeusa, więc pozwoliłem sobie przyprowadzić ją tutaj. Najjaśniejszy na pewno nie będzie się gniewał – uśmiechnął się Nikitos.
- Witaj Sinuanno – zatem usiądź i ty w cieniu pergoli i zaczekaj – Sofia pochyliła wdzięcznie główkę i odeszła kołysząc zmysłowo biodrami.
Zaledwie zdążyli zasiąść w cieniu różanej pergoli, sycąc oczy jej obfitym kwieciem, a niemal natychmiast pojawił się służący z omszałym dzbanem na tacy i dwoma kielichami. Z przyjemnością zanurzyli usta w orzeźwiającym soku, bo spragnieni byli bardzo.
Nikitos spod oka obserwował piękną Driadę – denerwowała się, to było widać. Wyłamywała palce u rąk i nieznacznie drgała jej warga. Była jeszcze bardzo młoda – pełna młodzieńczej buty. Wzburzona zachowaniem Amora, bez zastanowienia ruszyła do pałacu ze skargą, ale teraz śmiałość ją opuściła i trwożnie rozglądała się wokół. Całe swoje krótkie życie spędziła w pobliskim lesie, z rzadka tylko opuszczając jego bezpieczne i na wskroś znajome ścieżki. Nigdy nie widziała pałacu, przepych tego miejsca onieśmielał ją i – chyba – przerażał. Nikitos widział, jak z każdą chwilą dziewczynę opuszczał rezon. Uśmiechnął się lekko. Jako doświadczony Nauczyciel nie jeden raz widział takie zachowania wśród młodzieży. Najpierw młodzieńczy bunt i brawura, a potem strach. Ot, przywara młodości i tyle.
Kiedy więc w drzwiach na taras ukazał się Zeus, wciąż poprawiający szaty i z potarganą brodą, a za nim Wenus w niedbale narzuconej przedpołudniowej sukni, z tajemniczym uśmiechem na licu – Sinuanna zerwała się przerażona i bez zastanowienia dała nura w zarośla otaczające pałac. Uciekła.
- Zaczekaj, Amorze – zawołał za nim Nikitos, jednak na próżno. Po chłopaku został tylko kurz wzniecony jego bosymi stopami.
- A to dopiero! – Sinuanna tupnęła nóżką w klepisko – a to dopiero gbur! Widziałes, Nikitosie? Widziałeś? – ekscytowała się dziewczyna – uciekł! Jak ja go dopadnę, to… - nie dokończyła swojej groźby, ale aż poczerwieniała na twarzy (co jeszcze tylko dodało jej urody, jak stwierdził Nauczyciel) i zaciskała swoje małe piąstki, aż pobielały jej kostki.
- Spokojnie, dziecko drogie – uspokajał ją Nikitos – spokojnie. Nie trzeba wszczynać burdy w pobliżu pałacu. Chodźmy, na pewno już na mnie, na nas – poprawił się – czekają – pociągnął Driadę za rękę w kierunku widocznego już pałacu. Nie opierała się, ale idąc za Nikitosem bez przerwy się oglądała na stajnię i – nie patrząc pod nogi – potykała.
Kiedy dotarli do tarasu, na ich spotkanie wyszła pokojówka Wenus – śliczna Sofia, z którą sypiał stajenny, opiekun Pegaza.
- Witaj Nikitosie – ukłoniła się nisko Nauczycielowi – Zeus, nasz pan, wraz z Małżonką, moją panią, oczekuje cię z wielką niecierpliwością. Zechciej, panie, zaczekać tymczasem w cieniu różanej pergoli na tarasie. Służący za chwilę przyniesie ci orzeźwiające soki do picia. Zmęczony jesteś zapewne – uśmiechnęła się zalotnie najpiękniejszym ze swoich uśmiechów – a kogóż to przyprowadziłeś ze sobą, panie? – zapytała zerkając ciekawie na towarzyszkę Nikitosa.
- To Sinuanna, Driada leśna. Ma sprawę do Zeusa, więc pozwoliłem sobie przyprowadzić ją tutaj. Najjaśniejszy na pewno nie będzie się gniewał – uśmiechnął się Nikitos.
- Witaj Sinuanno – zatem usiądź i ty w cieniu pergoli i zaczekaj – Sofia pochyliła wdzięcznie główkę i odeszła kołysząc zmysłowo biodrami.
Zaledwie zdążyli zasiąść w cieniu różanej pergoli, sycąc oczy jej obfitym kwieciem, a niemal natychmiast pojawił się służący z omszałym dzbanem na tacy i dwoma kielichami. Z przyjemnością zanurzyli usta w orzeźwiającym soku, bo spragnieni byli bardzo.
Nikitos spod oka obserwował piękną Driadę – denerwowała się, to było widać. Wyłamywała palce u rąk i nieznacznie drgała jej warga. Była jeszcze bardzo młoda – pełna młodzieńczej buty. Wzburzona zachowaniem Amora, bez zastanowienia ruszyła do pałacu ze skargą, ale teraz śmiałość ją opuściła i trwożnie rozglądała się wokół. Całe swoje krótkie życie spędziła w pobliskim lesie, z rzadka tylko opuszczając jego bezpieczne i na wskroś znajome ścieżki. Nigdy nie widziała pałacu, przepych tego miejsca onieśmielał ją i – chyba – przerażał. Nikitos widział, jak z każdą chwilą dziewczynę opuszczał rezon. Uśmiechnął się lekko. Jako doświadczony Nauczyciel nie jeden raz widział takie zachowania wśród młodzieży. Najpierw młodzieńczy bunt i brawura, a potem strach. Ot, przywara młodości i tyle.
Kiedy więc w drzwiach na taras ukazał się Zeus, wciąż poprawiający szaty i z potarganą brodą, a za nim Wenus w niedbale narzuconej przedpołudniowej sukni, z tajemniczym uśmiechem na licu – Sinuanna zerwała się przerażona i bez zastanowienia dała nura w zarośla otaczające pałac. Uciekła.
| Statystyki: Ocena: +9 (+9,-0) Kategoria: Humorystycznie Odsłony: 152 Komentarze: 6 Dodany: 30.01.2012 21:35 Edytowany: nigdy |
daniwanek
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
rina
dani, proszÄ™ pisz dalej:)
miriam
ale potknięcia przeczułam! ha! co prawda nie takie, ale byłam blisko.
dani - dopisz koniecznie, która warga jej drgała - żeby nikt nie miał wątpliwości, bo zapewne ta dolna, razem z podbródkiem nawet:-)
oooj, Kochana - po szóstej muszą być następne.
Wczoraj - historia, jutro - tajemnica, dzisiaj - dar.
Serena
"Poezja jest spowiedzią duszy, a nie wytworem ludzkiej myśli."
- M. Gogol
Jagoda
ryszart
pozdrawiam
Mariusz
Dodaj komentarz