Opowiadania / Thriller - Fantasy - Romans
Arkonka
Był wieczór bez gwiazdy na niebie,
Wiatr tulił liście do siebie,
A one tuląc się drżały,
Jakby się rozumiały.
Czasem ptak w tej ciemności
Wracał pełen radości
I wrażeń do swego gniazda,
Oby choć jedna gwiazda
Świeciła byłoby raźniej samemu
Rozmyślać i zawdzięczać Temu
Który wyrzeźbił wszystko, jakby z marmuru.
O wielka jesteÅ› Naturo.
Tak rozmyślając, w jezioro wpatrzony
Dziwny głos usłyszałem i tony.
Był to śmiech młodej kobiety,
Chciałem krzyczeć - o rety...,
Gdy woda cicho się rozstąpiła
I biała postać się wynurzyła.
Mówię prawdę, jak jestem żywy,
Obraz dla oka był to prawdziwy.
Głowa kobiety pełna uroku
Ukazała się mojemu oku.
- Nikt mnie nie widział na tym jeziorze
O tak wczesnej, cichej porze.
Jesteś tu pierwszy, młody człowieku,
Od dawnych zamierzchłych wieków.
Wiem co cię przygnało nad Arkonę,
Chciałeś zobaczyć swą przyszłą żonę.-
Tak mówiąc wychodziła z wody,
Pełna wdzięku i czystej urody.
- Kim jesteś piękna niewiasto,
Że o tobie nie słyszało to miasto?
- Jestem Arkonka i w tym oto jeziorze
Możesz mnie spotkać o tej tylko porze.
A skąd tu się wzięłam, opowiem szczerze.
Było to dawno, na gród napadli rycerze,
Paląc to miejsce, nie oszczędzając duszy.
Ojciec mój pierwszy zginął od kuszy.
Byłam księżniczką tego oto grodu,
Nie chciałam wyjść za mąż za młodo.
Odrzuciłam rękę pruskiego księcia,
Ojciec również, nie chciał takiego zięcia.
Książę chcąc pomścić obrazę honoru
Z tymi słowami, zwrócił się do swego dworu:
Kto żyw na koń niech wsiada,
Ja wojny nie wypowiadam,
Podstęp i zdrada to nasza siła.
Dwunasta godzina na zamku wybiła.
Wszyscy ruszyli w zbrojnym pochodzie,
A książę dumny, na samym przodzie.
Księżyc na niebie wciąż się uśmiechał,
A książę co dzień to szybciej jechał
Oby do grodu, gdzie przyszła żona,
A co za tym idzie, druga korona.
Tak rozmyślając patrzył na chmury,
Gdy nagle ujrzał potężne mury.
Wielki to zamek i srogi,
CzuwajÄ… nad nim silniejsze bogi.
Nie jeden wróg, co w złości szalał,
Przed jego murami krwią własną się zalał.
Właśnie z zamku ukazały się znaki,
O tym, że są to obcych rycerzy orszaki.
Róg zawył, pewny swej siły,
Mógłby naruszyć uśpione mogiły.
Na murach dużo ukazało się głów,
Róg zamilkł i zagrał znów.
Samotna wówczas w oknie stałam
I wszystko dokładnie widziałam.
Ojciec mój biegał wydając rozkazy
I kazał rzucać na wroga głazy,
A gdy za mur wychylił swe oczy,
Nikt się nie spostrzegł, jak się potoczył.
Już tak bywa, gdy wódz umiera,
Nieprzyjaciel silniej naciera.
Książę pruski pełen zapału,
W tym to ataku dostawał szału.
Ogień potężny rzucał na domy,
Jeden dach był całkiem ze słomy.
Ogień jak wicher się rozpościerał,
Z wielką szybkością wszędzie docierał.
Wówczas stanęłam na baszty szczycie,
Chciałam się zemścić niesamowicie.
Usłyszałam krzyk wszystkich rycerzy,
Gdy leciałam w dół z wieży.
Później wszystko woda zalała,
Prusaka, rycerzy - wszystkich zabrała.
Już kończę historię, gdyż na mnie pora
Wracać na dno tego jeziora,
A ty idź już do swego domu,
Coś słyszał i widział, nie mów nikomu.
Czasem będę śpiewać śród cichej nocy,
Lecz tego nikt nie usłyszy, kto nie ma mocy.
Tobie ją tylko dałam,
Gdyż mocno cię pokochałam.
Z tymi słowy pod wodą znika,
Ze śpiewem na ustach, jakby słowika.
Krzyczałem głośno: miła, ach miła,
Gdy kur zapiał i trzecia wybiła.
Nazajutrz posłuszny tej obietnicy
Szybko biegłem po swej ulicy,
Brykę złapałem, gdy właśnie ruszała,
A w sercu tęsknota gorzała.
Z bryki wysiadłem, a ludzi było sporo
I szybko pomknąłem nad to jezioro.
Pędziłem szybko skacząc przez krzaki
I obraz nagle ujrzałem taki:
Jezioro mgłą gęstą pogrążone
CzarodziejskÄ… tajemnicÄ… cicho stulone,
Jak gdyby na kogoś czekało,
A tętno moje z wrażenia szalało.
Tak patrząc na ten cud śród lasu,
Sporo upłynęło czasu.
Już chciałem odejść zawiedziony,
Gdy usłyszałem znane mi tony.
To był śpiew i postać pełna uroku
Wynurzając się śród mroku,
Cicho do mnie przemówiła,
Gdy właśnie godzina dwunasta wybiła.
Witając mnie wychodziła z wody,
Pełna tajemniczej urody.
Przyjdź do mnie, chce być kochaną,
Razem z tobÄ…, do rana.
Zamiast w czoło, ucałowałem ją w usta,
Jakaż głowa moja pusta.
Ona się na mnie długo patrzyła,
Ani słowa nie przemówiła.
Rzuciła się nagle w jeziora fale,
Nie spoglÄ…dajÄ…c siÄ™ na mnie wcale.
Tam czekałem do dnia białego,
Nie mogłem sobie wybaczyć tego.
Wiele razy nocą czekałem,
Ale Arkonki już nie widziałem.
Błądzi gdzieś pewnie na dnie jeziora,
Już nie nastąpi ujrzeć ją pora.
Smutne zawsze sÄ… moje lica,
Gdy marzę przy blasku księżyca.
JakaÅ› ciÄ…gle dusi mnie zmora,
Gdy myślę o tej, z tego jeziora.
Czasem ją wołam po imieniu,
By kres położyła memu cierpieniu.
Prowadzę życie w lesie tułacze,
A dusza moja zawodzi płaczem.
Wierzę, że przyjdzie kiedyś z wieczora
I weźmie mnie na dno tego jeziora.
Nawet sen miałem taki, o dziwy,
Że mam być bardziej cierpliwy.
Czekam i wierzÄ™, mijajÄ… lata,
A ona nie wraca do tego świata.
Wierzę, wierzę, że kiedyś wróci
I czysta miłość znowu powróci.
Wiatr tulił liście do siebie,
A one tuląc się drżały,
Jakby się rozumiały.
Czasem ptak w tej ciemności
Wracał pełen radości
I wrażeń do swego gniazda,
Oby choć jedna gwiazda
Świeciła byłoby raźniej samemu
Rozmyślać i zawdzięczać Temu
Który wyrzeźbił wszystko, jakby z marmuru.
O wielka jesteÅ› Naturo.
Tak rozmyślając, w jezioro wpatrzony
Dziwny głos usłyszałem i tony.
Był to śmiech młodej kobiety,
Chciałem krzyczeć - o rety...,
Gdy woda cicho się rozstąpiła
I biała postać się wynurzyła.
Mówię prawdę, jak jestem żywy,
Obraz dla oka był to prawdziwy.
Głowa kobiety pełna uroku
Ukazała się mojemu oku.
- Nikt mnie nie widział na tym jeziorze
O tak wczesnej, cichej porze.
Jesteś tu pierwszy, młody człowieku,
Od dawnych zamierzchłych wieków.
Wiem co cię przygnało nad Arkonę,
Chciałeś zobaczyć swą przyszłą żonę.-
Tak mówiąc wychodziła z wody,
Pełna wdzięku i czystej urody.
- Kim jesteś piękna niewiasto,
Że o tobie nie słyszało to miasto?
- Jestem Arkonka i w tym oto jeziorze
Możesz mnie spotkać o tej tylko porze.
A skąd tu się wzięłam, opowiem szczerze.
Było to dawno, na gród napadli rycerze,
Paląc to miejsce, nie oszczędzając duszy.
Ojciec mój pierwszy zginął od kuszy.
Byłam księżniczką tego oto grodu,
Nie chciałam wyjść za mąż za młodo.
Odrzuciłam rękę pruskiego księcia,
Ojciec również, nie chciał takiego zięcia.
Książę chcąc pomścić obrazę honoru
Z tymi słowami, zwrócił się do swego dworu:
Kto żyw na koń niech wsiada,
Ja wojny nie wypowiadam,
Podstęp i zdrada to nasza siła.
Dwunasta godzina na zamku wybiła.
Wszyscy ruszyli w zbrojnym pochodzie,
A książę dumny, na samym przodzie.
Księżyc na niebie wciąż się uśmiechał,
A książę co dzień to szybciej jechał
Oby do grodu, gdzie przyszła żona,
A co za tym idzie, druga korona.
Tak rozmyślając patrzył na chmury,
Gdy nagle ujrzał potężne mury.
Wielki to zamek i srogi,
CzuwajÄ… nad nim silniejsze bogi.
Nie jeden wróg, co w złości szalał,
Przed jego murami krwią własną się zalał.
Właśnie z zamku ukazały się znaki,
O tym, że są to obcych rycerzy orszaki.
Róg zawył, pewny swej siły,
Mógłby naruszyć uśpione mogiły.
Na murach dużo ukazało się głów,
Róg zamilkł i zagrał znów.
Samotna wówczas w oknie stałam
I wszystko dokładnie widziałam.
Ojciec mój biegał wydając rozkazy
I kazał rzucać na wroga głazy,
A gdy za mur wychylił swe oczy,
Nikt się nie spostrzegł, jak się potoczył.
Już tak bywa, gdy wódz umiera,
Nieprzyjaciel silniej naciera.
Książę pruski pełen zapału,
W tym to ataku dostawał szału.
Ogień potężny rzucał na domy,
Jeden dach był całkiem ze słomy.
Ogień jak wicher się rozpościerał,
Z wielką szybkością wszędzie docierał.
Wówczas stanęłam na baszty szczycie,
Chciałam się zemścić niesamowicie.
Usłyszałam krzyk wszystkich rycerzy,
Gdy leciałam w dół z wieży.
Później wszystko woda zalała,
Prusaka, rycerzy - wszystkich zabrała.
Już kończę historię, gdyż na mnie pora
Wracać na dno tego jeziora,
A ty idź już do swego domu,
Coś słyszał i widział, nie mów nikomu.
Czasem będę śpiewać śród cichej nocy,
Lecz tego nikt nie usłyszy, kto nie ma mocy.
Tobie ją tylko dałam,
Gdyż mocno cię pokochałam.
Z tymi słowy pod wodą znika,
Ze śpiewem na ustach, jakby słowika.
Krzyczałem głośno: miła, ach miła,
Gdy kur zapiał i trzecia wybiła.
Nazajutrz posłuszny tej obietnicy
Szybko biegłem po swej ulicy,
Brykę złapałem, gdy właśnie ruszała,
A w sercu tęsknota gorzała.
Z bryki wysiadłem, a ludzi było sporo
I szybko pomknąłem nad to jezioro.
Pędziłem szybko skacząc przez krzaki
I obraz nagle ujrzałem taki:
Jezioro mgłą gęstą pogrążone
CzarodziejskÄ… tajemnicÄ… cicho stulone,
Jak gdyby na kogoś czekało,
A tętno moje z wrażenia szalało.
Tak patrząc na ten cud śród lasu,
Sporo upłynęło czasu.
Już chciałem odejść zawiedziony,
Gdy usłyszałem znane mi tony.
To był śpiew i postać pełna uroku
Wynurzając się śród mroku,
Cicho do mnie przemówiła,
Gdy właśnie godzina dwunasta wybiła.
Witając mnie wychodziła z wody,
Pełna tajemniczej urody.
Przyjdź do mnie, chce być kochaną,
Razem z tobÄ…, do rana.
Zamiast w czoło, ucałowałem ją w usta,
Jakaż głowa moja pusta.
Ona się na mnie długo patrzyła,
Ani słowa nie przemówiła.
Rzuciła się nagle w jeziora fale,
Nie spoglÄ…dajÄ…c siÄ™ na mnie wcale.
Tam czekałem do dnia białego,
Nie mogłem sobie wybaczyć tego.
Wiele razy nocą czekałem,
Ale Arkonki już nie widziałem.
Błądzi gdzieś pewnie na dnie jeziora,
Już nie nastąpi ujrzeć ją pora.
Smutne zawsze sÄ… moje lica,
Gdy marzę przy blasku księżyca.
JakaÅ› ciÄ…gle dusi mnie zmora,
Gdy myślę o tej, z tego jeziora.
Czasem ją wołam po imieniu,
By kres położyła memu cierpieniu.
Prowadzę życie w lesie tułacze,
A dusza moja zawodzi płaczem.
Wierzę, że przyjdzie kiedyś z wieczora
I weźmie mnie na dno tego jeziora.
Nawet sen miałem taki, o dziwy,
Że mam być bardziej cierpliwy.
Czekam i wierzÄ™, mijajÄ… lata,
A ona nie wraca do tego świata.
Wierzę, wierzę, że kiedyś wróci
I czysta miłość znowu powróci.
| Statystyki: Ocena: +5 (+5,-0) Kategoria: Thriller - Fantasy - Romans Odsłony: 151 Komentarze: 4 Dodany: 22.07.2011 13:42 Edytowany: nigdy |
maciej
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
maciej
nie dawno znalazłem klimat
http://patrz.pl/filmy/stara-basn-arkona
Edit
Wierzę, wierzę, że kiedyś wróci
I czysta miłość znowu powróci.
Nic nam bardziej nie daje nadziei jak wiara :)
Gaja
mamusia45
Gdy brakuje wiary jest jeszcze nadzieja,że ona się kiedyś odrodzi. Więc na pewno ta miłość powróci:)
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
Friedrich Nietzsche
Dodaj komentarz