Opowiadania / Romans
Biografia pewnej kobiety... Rozdział II
Zrobiono Paulince wszystkie dodatkowe badania i podano potrzebne szczepionki. Dwudziestego pierwszego stycznia lekarze bezsprzecznie zadecydowali, że trzeba przeprowadzić zabieg. Następnego dnia Paulinka była przygotowywana do tego, lekarze również zabezpieczali się na wszelkie możliwe sposoby. Poprosili punkt krwiodawstwa, aby dali im dodatkową „porcję” krwi AB Rh+.
Po zabraniu Paulinki na salę operacyjną, Anna usiadła na krześle, w oczekiwaniu. Po chwili przyszedł do niej jeszcze doktor Kibard.
- Dzień dobry – przywitał się. – Jak się pani czuje? – zapytał troskliwie.
- Dzień dobry – próbowała się uśmiechnąć. – Strasznie się boję – wyznała.
- Nie będę ukrywał, że to bardzo skomplikowany zabieg, ale teraz nie wolno się załamywać. Paulinka będzie teraz potrzebować pani dużo bardziej niż dotychczas.
- Paulinka zawsze była takim dobrym dzieckiem. Chociaż pakowała się w kłopoty, jak każdy mały urwis, to… - rozpłakała się.
- Jeszcze tak będzie… - przytulił ją do swojej piersi. – Zobaczy pani, że już niedługo nie będzie się pani mogła opędzić znów od swoich córek… - zapewniał.
- Panie doktorze…
- Jestem Krzysiek – przerwał jej, uśmiechając się.
- Anka – przedstawiła się.
Po chwili Krzysiek został wezwany na salę operacyjną. Anna czekała w niesłabnącym napięciu. Kilka minut po dziesiątej zadzwonił jej telefon.
- Halo – odebrała.
- Cześć Anuś, gdzie teraz jesteś? – zapytał kobiecy głos w słuchawce. – I jak tam z moją Pauliśką?
- Cześć Asiu. Przecież mówiłam ci, że Paula ma dzisiaj zabieg. Już ją operują, a ja czekam na jakieś wieści – wyjaśniła siostrze.
- Mogę do ciebie przyjechać? – zapytała.
- Jasne. Będzie mi raźniej.
Godzinę później siostra znalazła ją na poczekalni.
- Przepraszam, że nie przyjechałam wcześniej, ale nie mogłam. Ten dupek nie chciał dać mi urlopu… - zaczęła się tłumaczyć.
- Spokojnie. Przecież masz pracę i własne obowiązki. Ja i Paulinka to przecież…
- Paulinka jest dla mnie ważna jak córka… W końcu jestem jej matką chrzestną… - wyznała dumnie.
- Dziękuję, że przynajmniej na ciebie możemy liczyć. Ty i rodzice jesteście dla mnie teraz jedynym oparciem…
- A ten łajza się do ciebie nie odzywał?
- Dzwonił, pogadał chwilę z Pauliśką. Potem zadzwonił do Majki. Jako ojciec nie jest zły… Po prostu nie umie tworzyć związków partnerskich, ale naprawdę nie jest złym człowiekiem – przekonywała.
Anna niecierpliwiła się coraz bardziej. Po czternastej, już co chwilę patrzyła na zegarek. Była strzępkiem nerwów.
- Chodź, pójdziemy na obiad – powiedziała Asia, podnosząc się z krzesełka.
- Ja nie mogę. Przecież w każdej chwili lekarze mogą wychodzić z Paulą.
- Anka, ona i tak na razie będzie nieprzytomna. Przewiozą ją na wybudzeniówkę. Później pójdziemy, ja do niej, a ty pójdziesz do lekarza i może powie ci coś więcej…
- Co ja bym bez ciebie zrobiła, malutka?
- Umarłabyś z głodu, idziemy na obiad – zarządziła Aśka.
- Dobrze, pani dietetyk – zasalutowała, śmiejąc się.
Zeszły do bufetu. Anna zamówiła miseczkę rosołu, bo wiedziała, że nic więcej nie przejdzie jej przez gardło. Żołądek podchodził jej do gardła, a w głowie kłębiły się miliony myśli. Nie wiedziała, jak teraz będzie wyglądało ich życie. Jej oraz Pauliny i Mai. Wiedziała, że będzie musiała dużo więcej czasu poświęcić swojej młodszej córce, ale nie miała pojęcia jeszcze do jakiego stopnia.
Siostry zjadły posiłek i poszły znów na górę. Zabieg jeszcze trwał, więc rozsiadły się znów na twardych i białych do bólu krzesełkach.
Około piątej po południu doktor Kibard wraz z profesorem Raczkowskim wyszli z sali operacyjnej.
- I jak operacja? Jak Paulinka? Jak moja córka? – pytała Anna lekarza, gdy tylko do niej podszedł.
- W czasie zabiegu wystąpiły komplikacje, jednak udało się nam dość szybko opanować krwotok. Teraz przewieziono ją na salę intensywnej terapii, gdzie jeszcze będzie przebywała prawdopodobnie przez kilka najbliższych dni. Na razie podłączyliśmy ją pod respirator, ale wydaje mi się, że to tylko na chwilę. Twoja córka jest bardzo silna, poradzi sobie – obiecał.
Po rozmowie z lekarzem, kobieta poszła do Paulinki. Dziewczynka leżała tak bezbronnie. Niczym mały aniołek. W jej nosku i ustach były rurki, a w piersi miała wejście z podłączoną kroplówką.
Kilka kolejnych dni bardzo dłużyło się Annie. Choć jej rodzina troszczyła się o to, aby kobieta nigdy nie była sama, ona wolała myśleć i spędzać czas na długich, samotnych spacerach wokół budynku oraz w parku szpitala.
W czwartek około szesnastej znów wychodziła od Paulinki. Chciała jeszcze gdzieś znaleźć doktora Kibarda i z nim porozmawiać. Na szczęście nie musiała szukać, bo gdy tylko wychodziła, on także jej szukał.
- Dzień dobry – przywitała się.
- Witam – odpowiedział.
- I jak z tą moją Paulinką?
- Mam dobrą wiadomość, otóż już jutro rano będziemy odłączać ją od respiratora i mam nadzieję, że jeśli nie będzie komplikacji, to w sobotę prawdopodobnie będzie wybudzona. A potem już będzie z górki – uśmiechnął się.
- Dziękuję – rozpromieniła się na tę informację.
- Dasz się zaprosić na kolację? – zapytał nieśmiało.
- A z jakiej okazji? – ona również była zmieszana.
- Bez powodu, tobie przyda się dobry, pożywny posiłek, a ja będę mógł zjeść go w miłym towarzystwie – wyjaśnił.
- A w domu nie czeka na ciebie żona? – zapytała zaciekawiona.
- W zeszłym miesiącu skończył się mój rozwód… - wyjaśnił i machnął ręką.
Anna pożegnała się z pielęgniarkami. Lekarz musiał jeszcze na chwilę iść do swojego gabinetu po kurtkę. Gdy wyszli ze szpitala, spacerowali po pięknie ośnieżonym parku, gdzie drzewa i krzewy mieniły się bielą w słońcu. Co chwilę przechodzili obok drewnianych ławek, na których matki siedziały często z dziećmi. Anna wtedy postanowiła, że gdy tylko Paulinka obudzi się ze śpiączki farmakologicznej, poprosi rodziców, aby przyjechali wraz z Mają do nich.
Wsiedli do samochodu lekarza, była to czarna, terenowa Toyota, i pojechali w stronę Warszawy. Po godzinie jazdy, Krzysztof zatrzymał samochód na parkingu obok restauracji. Weszli do środka, tam kelner wziął ich odzież wierzchnią i wskazał stolik. Po chwili przyniósł karty dań. Anna bardzo lubiła kuchnię włoską, dlatego wzięła spaghetti, a Krzysztof przepadał za francuskim specjałem – mule. Do tego wzięli czerwone wino.
Jedząc, umilali czas rozmową na bardzo luźne tematy. Ponieważ Krzysztof był bardzo ciekaw, co Anna robiła wcześniej, zanim zdiagnozowano chorobę jej córki, kobieta opowiedziała mu, co nieco, o swoim życiu. Rozluźniła się w jego towarzystwie. On również później opowiedział jej troszkę o swoim synku Arturze, który był dla niego całym światem.
Odwiózł ją później taksówką do hotelu, który mieścił się przy szpitalu. Na pożegnanie ona pocałowała go w policzek, dziękując za bardzo miły wieczór.
Po zabraniu Paulinki na salę operacyjną, Anna usiadła na krześle, w oczekiwaniu. Po chwili przyszedł do niej jeszcze doktor Kibard.
- Dzień dobry – przywitał się. – Jak się pani czuje? – zapytał troskliwie.
- Dzień dobry – próbowała się uśmiechnąć. – Strasznie się boję – wyznała.
- Nie będę ukrywał, że to bardzo skomplikowany zabieg, ale teraz nie wolno się załamywać. Paulinka będzie teraz potrzebować pani dużo bardziej niż dotychczas.
- Paulinka zawsze była takim dobrym dzieckiem. Chociaż pakowała się w kłopoty, jak każdy mały urwis, to… - rozpłakała się.
- Jeszcze tak będzie… - przytulił ją do swojej piersi. – Zobaczy pani, że już niedługo nie będzie się pani mogła opędzić znów od swoich córek… - zapewniał.
- Panie doktorze…
- Jestem Krzysiek – przerwał jej, uśmiechając się.
- Anka – przedstawiła się.
Po chwili Krzysiek został wezwany na salę operacyjną. Anna czekała w niesłabnącym napięciu. Kilka minut po dziesiątej zadzwonił jej telefon.
- Halo – odebrała.
- Cześć Anuś, gdzie teraz jesteś? – zapytał kobiecy głos w słuchawce. – I jak tam z moją Pauliśką?
- Cześć Asiu. Przecież mówiłam ci, że Paula ma dzisiaj zabieg. Już ją operują, a ja czekam na jakieś wieści – wyjaśniła siostrze.
- Mogę do ciebie przyjechać? – zapytała.
- Jasne. Będzie mi raźniej.
Godzinę później siostra znalazła ją na poczekalni.
- Przepraszam, że nie przyjechałam wcześniej, ale nie mogłam. Ten dupek nie chciał dać mi urlopu… - zaczęła się tłumaczyć.
- Spokojnie. Przecież masz pracę i własne obowiązki. Ja i Paulinka to przecież…
- Paulinka jest dla mnie ważna jak córka… W końcu jestem jej matką chrzestną… - wyznała dumnie.
- Dziękuję, że przynajmniej na ciebie możemy liczyć. Ty i rodzice jesteście dla mnie teraz jedynym oparciem…
- A ten łajza się do ciebie nie odzywał?
- Dzwonił, pogadał chwilę z Pauliśką. Potem zadzwonił do Majki. Jako ojciec nie jest zły… Po prostu nie umie tworzyć związków partnerskich, ale naprawdę nie jest złym człowiekiem – przekonywała.
Anna niecierpliwiła się coraz bardziej. Po czternastej, już co chwilę patrzyła na zegarek. Była strzępkiem nerwów.
- Chodź, pójdziemy na obiad – powiedziała Asia, podnosząc się z krzesełka.
- Ja nie mogę. Przecież w każdej chwili lekarze mogą wychodzić z Paulą.
- Anka, ona i tak na razie będzie nieprzytomna. Przewiozą ją na wybudzeniówkę. Później pójdziemy, ja do niej, a ty pójdziesz do lekarza i może powie ci coś więcej…
- Co ja bym bez ciebie zrobiła, malutka?
- Umarłabyś z głodu, idziemy na obiad – zarządziła Aśka.
- Dobrze, pani dietetyk – zasalutowała, śmiejąc się.
Zeszły do bufetu. Anna zamówiła miseczkę rosołu, bo wiedziała, że nic więcej nie przejdzie jej przez gardło. Żołądek podchodził jej do gardła, a w głowie kłębiły się miliony myśli. Nie wiedziała, jak teraz będzie wyglądało ich życie. Jej oraz Pauliny i Mai. Wiedziała, że będzie musiała dużo więcej czasu poświęcić swojej młodszej córce, ale nie miała pojęcia jeszcze do jakiego stopnia.
Siostry zjadły posiłek i poszły znów na górę. Zabieg jeszcze trwał, więc rozsiadły się znów na twardych i białych do bólu krzesełkach.
Około piątej po południu doktor Kibard wraz z profesorem Raczkowskim wyszli z sali operacyjnej.
- I jak operacja? Jak Paulinka? Jak moja córka? – pytała Anna lekarza, gdy tylko do niej podszedł.
- W czasie zabiegu wystąpiły komplikacje, jednak udało się nam dość szybko opanować krwotok. Teraz przewieziono ją na salę intensywnej terapii, gdzie jeszcze będzie przebywała prawdopodobnie przez kilka najbliższych dni. Na razie podłączyliśmy ją pod respirator, ale wydaje mi się, że to tylko na chwilę. Twoja córka jest bardzo silna, poradzi sobie – obiecał.
Po rozmowie z lekarzem, kobieta poszła do Paulinki. Dziewczynka leżała tak bezbronnie. Niczym mały aniołek. W jej nosku i ustach były rurki, a w piersi miała wejście z podłączoną kroplówką.
Kilka kolejnych dni bardzo dłużyło się Annie. Choć jej rodzina troszczyła się o to, aby kobieta nigdy nie była sama, ona wolała myśleć i spędzać czas na długich, samotnych spacerach wokół budynku oraz w parku szpitala.
W czwartek około szesnastej znów wychodziła od Paulinki. Chciała jeszcze gdzieś znaleźć doktora Kibarda i z nim porozmawiać. Na szczęście nie musiała szukać, bo gdy tylko wychodziła, on także jej szukał.
- Dzień dobry – przywitała się.
- Witam – odpowiedział.
- I jak z tą moją Paulinką?
- Mam dobrą wiadomość, otóż już jutro rano będziemy odłączać ją od respiratora i mam nadzieję, że jeśli nie będzie komplikacji, to w sobotę prawdopodobnie będzie wybudzona. A potem już będzie z górki – uśmiechnął się.
- Dziękuję – rozpromieniła się na tę informację.
- Dasz się zaprosić na kolację? – zapytał nieśmiało.
- A z jakiej okazji? – ona również była zmieszana.
- Bez powodu, tobie przyda się dobry, pożywny posiłek, a ja będę mógł zjeść go w miłym towarzystwie – wyjaśnił.
- A w domu nie czeka na ciebie żona? – zapytała zaciekawiona.
- W zeszłym miesiącu skończył się mój rozwód… - wyjaśnił i machnął ręką.
Anna pożegnała się z pielęgniarkami. Lekarz musiał jeszcze na chwilę iść do swojego gabinetu po kurtkę. Gdy wyszli ze szpitala, spacerowali po pięknie ośnieżonym parku, gdzie drzewa i krzewy mieniły się bielą w słońcu. Co chwilę przechodzili obok drewnianych ławek, na których matki siedziały często z dziećmi. Anna wtedy postanowiła, że gdy tylko Paulinka obudzi się ze śpiączki farmakologicznej, poprosi rodziców, aby przyjechali wraz z Mają do nich.
Wsiedli do samochodu lekarza, była to czarna, terenowa Toyota, i pojechali w stronę Warszawy. Po godzinie jazdy, Krzysztof zatrzymał samochód na parkingu obok restauracji. Weszli do środka, tam kelner wziął ich odzież wierzchnią i wskazał stolik. Po chwili przyniósł karty dań. Anna bardzo lubiła kuchnię włoską, dlatego wzięła spaghetti, a Krzysztof przepadał za francuskim specjałem – mule. Do tego wzięli czerwone wino.
Jedząc, umilali czas rozmową na bardzo luźne tematy. Ponieważ Krzysztof był bardzo ciekaw, co Anna robiła wcześniej, zanim zdiagnozowano chorobę jej córki, kobieta opowiedziała mu, co nieco, o swoim życiu. Rozluźniła się w jego towarzystwie. On również później opowiedział jej troszkę o swoim synku Arturze, który był dla niego całym światem.
Odwiózł ją później taksówką do hotelu, który mieścił się przy szpitalu. Na pożegnanie ona pocałowała go w policzek, dziękując za bardzo miły wieczór.
| Statystyki: Ocena: +4 (+4,-0) Kategoria: Romans Odsłony: 92 Komentarze: 4 Dodany: 15.01.2012 15:01 Edytowany: nigdy |
stokrotka354
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
rina
Neville
program50plus
A więc - do pióra!
pozdrawiam
R.
Mariusz
Dodaj komentarz