Opowiadania / Życie
Biografia pewnej kobiety... Rozdział XII
Nastał ten nieszczęsny dzień czwartego stycznia. Paulina jednak nie musiała się nigdzie spieszyć, gdyż w szpitalu, do którego miała trafić, przyjęcia planowe są dopiero od godziny dziesiątej. Więc na spokojnie obudziła się nie wcześniej, niż zwykle, około ósmej. Później zjadła lekkie śniadanie. Chciała nawet tego dnia iść na pierwszą godzinę do szkoły, jednak rozmyśliła się po tym, gdy zobaczyła w planie lekcji, jakim przedmiotem witają poniedziałek. Był to przedmiot, którego, jako jedynego w tej szkole, nienawidziła. Mianowicie był to język niemiecki.
Wzięła długi, relaksujący prysznic. Było jej tak dobrze, gdy krople gorącej wody muskały jej nagie ciało. Gdy już wyszła z pod prysznica, otuliła się żółtym, polarowym, miękkim szlafrokiem, a włosy owinęła w ręcznik.
Poszła do swojego pokoju, gdzie czekała ją niespodzianka.
- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona, gdy zobaczyła kto siedzi na jej łóżku.
- Siedzę i podziwiam swoją, piękną dziewczynę - odparł chłopak i przyciągnął ją do siebie. Ona potknęła się o jedną z jego kul i "wpadła" wprost na jego kolana.
- Oj, ty, ty... Nie mam już siły na ciebie. A ja się teraz muszę ubrać i zaraz spadać - wyjaśniła.
- To nie przeszkadzaj sobie - powiedział, po czym usiadł wygodnie i oparł się o metalową poręcz łóżka.
- Nie zrozumieliśmy się, chyba... Chodzi mi o to, że ja bym się chciała TUTAJ przebrać - powiedziała dobitnie, niczym do dziecka.
- Nie krępuj się - Dawid śmiał się z zażenowania Pauliny. Wiedział, o co jej chodzi, ale jeszcze chwilę chciał się z nią podroczyć.
- A ty mnie nie denerwuj! Sio! - wyganiała go, a on spojrzał na nią mając błysk w oku. - No sio! Idź na dół, zaraz do ciebie przyjdę! - obiecała, po czym uraczyła go namiętnym pocałunkiem.
- No, ewentualnie mogę się na coś takiego zgodzić - powiedział, po czym wstał z łóżka i wziął swoje kule. - Tylko nie każ mi tam czekać w nieskończoność. Twój tata już robi kawę - oznajmił, po czym puścił do niej oczko i wyszedł z pokoju.
Chłopak zszedł na dół, a tam rzeczywiście Marek robił właśnie kawę w ekspresie.
Kwadrans później Paulina była już w pełni gotowa do zejścia na dół. Pociągnęła jeszcze usta błyszczykiem i zeszła na dół.
- Pięknie wyglądasz, Paulinko - powiedzieli równocześnie obaj panowie, gdy tylko zobaczyli dziewczynę, po czym na twarz Dawida wdarł się niekontrolowany, potężny uśmiech.
- Siadaj, zaraz będziemy się zbierać - powiedział Marek. - A na razie mamy jeszcze czas na kawę, zrobić ci? - zapytał, gdyż wiedział, że dziewczyna, tak jak i on, nie rusza się z domu bez odpowiedniego nakofeinowania organizmu.
- Kocham cię, tatuś - powiedziała, gdy Marek stawiał przed nią filiżankę Latte Macchiato. - Dziękuję - i puściła oczko do Dawida.
Pół godziny później oderwał się dzwonek do drzwi.
- Ooo, pewnie to Ania - poinformował Marek, po czym dopił swoją kawę jednym łykiem i poszedł otworzyć drzwi.
Paulina została z Dawidem sama w kuchni. Wiedziała, że mają tylko krótką chwilę samotności i intymności, jednak nie dała rady się opanować. Usiadła na kolana do chłopaka i zaczęła go namiętnie całować. Wdychała zapach jego włosów, jakby to były ich ostatnie wspólne chwile. Gdy usłyszała, jak ojciec mówi, że jest wraz ze swoim chłopakiem jest w kuchni, Paulina natychmiast odsunęła twarz od jego aksamitnych ust i zeszła z jego kolan. Po chwili rzeczywiście w kuchni stali już wszyscy - począwszy od jej rodziców, przez Krzyśka, po Majkę z Arturem - jej przyrodnim bratem.
- Co wy wszyscy tu robicie? - zapytała dziewczyna, wyraźnie zdziwiona.
- No jak to co? Przyjechaliśmy do ciebie, siostra - powiedział Artur, czym wprawił Paulinę w jeszcze większą konsternację.
- Siostra?! - powiedziała bardziej zdziwiona niż zdenerwowana.
- Jakby nie patrzeć, jesteśmy rodzeństwem - sprostowała Majka. - Ale dopiero niedawno to do nas doszło.
- I mam rozumieć, że w ramach zacieśniania więzi rodzinnych przyjechaliście akurat teraz wszyscy? - zapytała retorycznie dziewczyna ze śmiechem.
- No, dokładnie tak - powiedzieli chórem Majka i Artur.
- A gdzie ty zgubiłaś swojego Adaśka?
- W Wawie został. Ktoś musi pracować, nie ma lekko - zaśmiała się Majka. - Od kogo bym potem notatki z wykładów przekserowała?
- Dobra, my tu gadu gadu, a za godzinę musimy być w szpitalu - powiedział Krzysiek, gdy doszedł do głosu. - Tak w ogóle, cześć Paulinko. Dawno się nie widzieliśmy - przywitał ją.
- Cześć, cześć. A ty w ogóle wiesz, gdzie jest ten szpital? Poza tym nie myślicie chyba, że wszyscy tam pojedziemy? - zapytała retorycznie, ale to pytanie skierowała raczej do swojego rodzeństwa.
- Paula, ja cię muszę zawsze ubezpieczać - zaśmiała się Majka.
- Nie denerwuj mnie nawet - poprosiła w zamian za to Paulina.
- Dobra, pojedziemy tylko my z PaulÄ… - zaczÄ…Å‚ Krzysiek.
- Ja bez Dawida siÄ™ nie ruszam!
- Oj, nie denerwuj się - Krzysiek chciał załagodzić sytuację.
- Nie będę, pod warunkiem, że pojadę z Dawidkiem - powiedziała, niby grzecznie, jednocześnie bardzo stanowczym głosem.
- Ale ja przyjechałem motocyklem - Dawid chciał odwieść ją od tego pomysłu.
- Ooo, to mi się podoba - stwierdziła dziewczyna. - Uwielbiam nim jeździć.
- Nie przeginaj, co! - poprosił ją Dawid.
- Też cię kocham - zaśmiała się nerwowo i pocałowała go zabawnie i szybko w usta. - Mogę tak jechać? - zapytała swojego ojczyma, a przy tym złożyła ręce jak do modlitwy i zrobiła "kocie oczka".
- Dawid, ty masz dwa kaski? - zapytała Anna.
- Tak, zawsze wożę - odpowiedział niechętnie.
- No to, w sumie nie widzę przeciwwskazań - powiedział lekarz, zanim Anna czy Marek w ogóle otworzyli usta, aby zaprotestować.
- Dzięki - szepnęła dziewczyna, po czym pohamowała śmiech. Krzysiek tylko puścił do niej oczko.
No i tak było. Dawid dostał szczegółowe instrukcje, gdzie ma jechać. Chłopak znał Gdańsk lepiej, niż Krzysiek, więc postanowił to wykorzystać do swojego celu. Z domu dziewczyny wyjechali pół godziny wcześniej, niż jej rodzice. Anna znała powód takiego zachowania, jednak mężczyźni byli oszołomieni, gdy powiedziała im, żeby chwilę jeszcze poczekali.
Dawid wybrał ten dzień na coś szczególnego. Czwartego stycznia była dla niego szczególna data, jednak Paulina nie mogła o tym wiedzieć. W tym dniu pięć lat wcześniej stracił sprawność ruchową. On nie chciał o tym mówić, jednak postanowił sprawić, aby ten dzień był najpiękniejszym dniem dla nich, jako pary. To nic, że Paulina szła na operację; to nic, że była to bardzo poważna sprawa. Postanowił, że ten dzień będzie zapamiętany, jako jeden z najpiękniejszych w ich wspólnym życiu.
Choć na początku nie wierzył, że coś takiego może się ziścić, postanowił spróbować.
Gdy jechali, w samym sercu miasta, postanowił zaparkować motor.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała dziewczyna drąc się w kasku, gdy już Dawid zaparkował.
- Chodź i nie marudź! - powiedział, po czym zszedł z maszyny. W tej chwili podał jej rękę, aby mogła bezpiecznie i bez lęku zejść z motocykla.
Dawid zaprowadził ją do parku. Było tam tak cudownie, drzewa były pokryte śnieżną czapą, a wszelkie krzewy mieniły się w słońcu.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? Przecież mieliśmy jechać... - chciała go zapytać o tak wiele rzeczy, jednak on przerwał jej to, całując jej aksamitne usta.
- Wiem kochanie, zaraz pojedziemy, jednak wcześniej - przerwał i jedna z jego kul upadła na ziemię, po czym on pod pretekstem podniesienia jej ukląkł. - Kochanie - zaczął, modląc się, aby mu nie przerwała - jesteś największą miłością mojego życia. Chciałbym, aby wiedział o tym cały świat, lecz na początku pragnę przedstawić cię swoim rodzicom - powiedział ze wzruszeniem.
- I dlatego... - Paulina była skołowana i nic nie rozumiała.
- Proszę, nie przerywaj mi tego, co chciałbym ci powiedzieć, najdroższa. Pragnę przedstawić cię swym rodzicom jako kobietę, która - tutaj poszperał chwilkę w kieszeni swojej kurtki - o jest! - powiedział do siebie - która jest moją przyszłą żonę. Kochanie, przyjmij ten pierścionek na znak mojej bezgranicznej miłości - skończył mówić i czekał na reakcję dziewczyny. Ona przez chwilkę nie dała rady zrobić, ani powiedzieć nic. Dopiero po chwili odzyskała mowę oraz przeszedł jej paraliż. Chwyciła chłopaka lewą dłonią, a z jej oczu popłynęły pojedyncze łzy szczęścia.
- Dawidku, ten dzień zapamiętam jako najpiękniejszy w życiu - przyrzekła, po czym zdjęła rękawiczkę z prawej dłoni i podała ją chłopakowi, aby włożył na nią pierścionek. Gdy już to zrobił, chwycił swą kulę i wstał z ziemi.
Szli w stronę motocykla, rozmawiając o swojej wspólnej przyszłości, a Paulina niemal zapomniała po co, tak właściwie, jadą do szpitala.
W końcu dojechali. Tam czekali już na Paulinę Krzysiek, Marek i Anna.
- Ooo, w końcu jesteście - ucieszył się lekarz, gdy para wchodziła na izbę przyjęć. Paulina była w "siódmym niebie", mężczyzna nie bardzo rozumiał jej stan, ale postanowił nie wtrącać się w jej sprawy.
- Macie moje dokumenty? - zapytała dziewczyna, gdy uświadomiła sobie, że z dokumentów ma tylko dowód osobisty.
- Twoją historię? - zapytała jej matka. - Oczywiście, że wzięliśmy. Oj, ty gapo, co ty byś zrobiła, gdyby nie tysiąc pięćset osób jeszcze wokół... - zaśmiała się.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem... - odpowiedziała dziewczyna wzruszając z bezsilności ramionami.
Po chwili podeszli do okienka, w którym dziewczyna miała się zarejestrować. Kobieta uzupełniła wszelkie dokumenty, a po chwili oddała dziewczynie kilka kartek z poleceniem udania się na trzecie piętro. Tam została przyjęta na oddział. Marek poszedł do samochodu po torbę z pidżamą dziewczyny. Krzysiek w tym czasie wraz z Anną wyruszyli na poszukiwanie profesora Malinowskiego.
Paulina opadła na białe do bólu krzesło przy wejściu na oddział. Jednak nie siedziała długo, gdyż już po chwili podeszli do niej rodzice wraz z Krzyśkiem oraz profesorem.
- Dzień dobry - przywitała się z lekarzem, jakby przestraszona.
- Dzień dobry - powiedział profesor z wielkim uśmiechem na ustach. - Ty na pewno jesteś Pauliną, prawda? - zapytał uprzejmie.
- Tak, to ja - odparła, ale nie bardzo wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć.
- Super. Zaraz pokażę tobie, gdzie będzie twoje łóżko na tych kilka dni, a później pójdziesz się przebrać w piżamę - poinformował.
Weszli do sali sąsiadującej bezpośrednio z dyżurką pielęgniarską. Ponad to na przeciwko niej było kilka gabinetów lekarskich. Na tej sali leżały już dwie kobiety, jedna z nich była mniej więcej w wieku trzydziestu pięciu lat, druga była mniej więcej w wieku Pauliny.
Ten dzień ciągnął się w nieskończoność. Choć dziewczyna wyganiała swoją rodzinę do domu, oni jednak uparcie twierdzili, że zostają i żadna siła ich nie wypłoszy. Niestety - przeliczyli się. Około wpół do szóstej wieczorem była rozdawana kolacja, której oczywiście Paulina nie wzięła nawet do ust. Około szóstej cała jej rodzina została wyproszona z oddziału przez lekarza dyżurnego. Paulina natomiast dostała instrukcje na następny dzień, który miał się zacząć niewiarygodnie wcześnie rano, gdyż zabieg zaplanowano na godzinę dziewiątą.
Pielęgniarka obudziła ją około wpół do szóstej. Paulina nie wiedziała, co się dzieje i o co chodzi. Siostra kazała jej iść pod prysznic oraz dała dziewczynie mały kubeczek z błękitnym płynem odkażającym.
Gdy już przyszła zawinięta w szlafrok, na jej sali pojawiła się również Anna. Pomogła córce nałożyć na nogi opaski uciskowe, a około ósmej znów przyszła do niej siostra.
- Jak się czujesz? - zapytała troskliwie.
- Dobrze - powiedziała, bez chwili zastanowienia.
- Masz, coś ci przyniosłam - oznajmiła, po czym podała dziewczynie maleńką, białą tableteczkę.
- Co to jest? - zapytała Paulina.
- Coś na dobry humorek - zaśmiała się.
- Jasiu?
- Oczywiście. - Paulina połknęła lek, po czym wzięła łyczka wody. - No dobra, za kwadrans wyjeżdżamy z sali - oznajmiła, po czym wyszła.
- Mamo, a Dawid przyszedł razem z tobą? - zapytała Paulina po chwili.
- Nie, on został w domu.
- Szkoda - powiedziała zawiedziona.
- Nie martw się. Gdy tylko się obudzisz, na pewno tutaj będzie - obiecała.
- No dobra. Ooo, idą po mnie - powiedziała, gdy zauważyła dwóch mężczyzn wchodzących do sali.
Anna szła, trzymając Paulinę za rękę, do momentu, gdy byli już przy granicy z salą operacyjną.
- Trzymaj się - powiedziała tylko na koniec, do półprzytomnej córki (leki, tj. "głupi Jasiek" zaczął działać, jak należy).
Tam przejął Paulinę anestezjolog, który wprowadził ją w stan narkozy. Cały sztab lekarzy, z profesorem Malinowskim na czele, trudził się nad tym przypadkiem dokładnie od kwadransu, kiedy do Anny, która usiadła na krześle obok bloku operacyjnego, przyszedł Krzysiek wraz z Dawidem.
- Zabrali ją już? - zapytał neurochirurg.
- Tak, już jest na bloku. Jakieś pół godziny już tu siedzę - oznajmiła.
Mężczyźni również zajęli miejsca obok matki dziewczyny. Pozostali członkowie rodziny, choć byli w domu, na niczym nie mogli się skupić. Kacperek tego dnia, jak zwykle, poszedł do przedszkola, mimo, iż ani Monika, ani Marek nie wybierali się do pracy. Nie mieli po prostu do tego głowy. Majka, wraz z Arturem zapewniali tylko siebie nawzajem, że na pewno wszystko będzie dobrze.
Około godziny trzynastej z bloku operacyjnego wybiegł, jak z procy lekarz prowadzący Pauliny. Natychmiast znalazł wzrokiem Annę i Krzysztofa, a że lekarza znał dość dobrze, bo uczyli się na jednym roku, to bez wahania do nich podszedł.
Wzięła długi, relaksujący prysznic. Było jej tak dobrze, gdy krople gorącej wody muskały jej nagie ciało. Gdy już wyszła z pod prysznica, otuliła się żółtym, polarowym, miękkim szlafrokiem, a włosy owinęła w ręcznik.
Poszła do swojego pokoju, gdzie czekała ją niespodzianka.
- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona, gdy zobaczyła kto siedzi na jej łóżku.
- Siedzę i podziwiam swoją, piękną dziewczynę - odparł chłopak i przyciągnął ją do siebie. Ona potknęła się o jedną z jego kul i "wpadła" wprost na jego kolana.
- Oj, ty, ty... Nie mam już siły na ciebie. A ja się teraz muszę ubrać i zaraz spadać - wyjaśniła.
- To nie przeszkadzaj sobie - powiedział, po czym usiadł wygodnie i oparł się o metalową poręcz łóżka.
- Nie zrozumieliśmy się, chyba... Chodzi mi o to, że ja bym się chciała TUTAJ przebrać - powiedziała dobitnie, niczym do dziecka.
- Nie krępuj się - Dawid śmiał się z zażenowania Pauliny. Wiedział, o co jej chodzi, ale jeszcze chwilę chciał się z nią podroczyć.
- A ty mnie nie denerwuj! Sio! - wyganiała go, a on spojrzał na nią mając błysk w oku. - No sio! Idź na dół, zaraz do ciebie przyjdę! - obiecała, po czym uraczyła go namiętnym pocałunkiem.
- No, ewentualnie mogę się na coś takiego zgodzić - powiedział, po czym wstał z łóżka i wziął swoje kule. - Tylko nie każ mi tam czekać w nieskończoność. Twój tata już robi kawę - oznajmił, po czym puścił do niej oczko i wyszedł z pokoju.
Chłopak zszedł na dół, a tam rzeczywiście Marek robił właśnie kawę w ekspresie.
Kwadrans później Paulina była już w pełni gotowa do zejścia na dół. Pociągnęła jeszcze usta błyszczykiem i zeszła na dół.
- Pięknie wyglądasz, Paulinko - powiedzieli równocześnie obaj panowie, gdy tylko zobaczyli dziewczynę, po czym na twarz Dawida wdarł się niekontrolowany, potężny uśmiech.
- Siadaj, zaraz będziemy się zbierać - powiedział Marek. - A na razie mamy jeszcze czas na kawę, zrobić ci? - zapytał, gdyż wiedział, że dziewczyna, tak jak i on, nie rusza się z domu bez odpowiedniego nakofeinowania organizmu.
- Kocham cię, tatuś - powiedziała, gdy Marek stawiał przed nią filiżankę Latte Macchiato. - Dziękuję - i puściła oczko do Dawida.
Pół godziny później oderwał się dzwonek do drzwi.
- Ooo, pewnie to Ania - poinformował Marek, po czym dopił swoją kawę jednym łykiem i poszedł otworzyć drzwi.
Paulina została z Dawidem sama w kuchni. Wiedziała, że mają tylko krótką chwilę samotności i intymności, jednak nie dała rady się opanować. Usiadła na kolana do chłopaka i zaczęła go namiętnie całować. Wdychała zapach jego włosów, jakby to były ich ostatnie wspólne chwile. Gdy usłyszała, jak ojciec mówi, że jest wraz ze swoim chłopakiem jest w kuchni, Paulina natychmiast odsunęła twarz od jego aksamitnych ust i zeszła z jego kolan. Po chwili rzeczywiście w kuchni stali już wszyscy - począwszy od jej rodziców, przez Krzyśka, po Majkę z Arturem - jej przyrodnim bratem.
- Co wy wszyscy tu robicie? - zapytała dziewczyna, wyraźnie zdziwiona.
- No jak to co? Przyjechaliśmy do ciebie, siostra - powiedział Artur, czym wprawił Paulinę w jeszcze większą konsternację.
- Siostra?! - powiedziała bardziej zdziwiona niż zdenerwowana.
- Jakby nie patrzeć, jesteśmy rodzeństwem - sprostowała Majka. - Ale dopiero niedawno to do nas doszło.
- I mam rozumieć, że w ramach zacieśniania więzi rodzinnych przyjechaliście akurat teraz wszyscy? - zapytała retorycznie dziewczyna ze śmiechem.
- No, dokładnie tak - powiedzieli chórem Majka i Artur.
- A gdzie ty zgubiłaś swojego Adaśka?
- W Wawie został. Ktoś musi pracować, nie ma lekko - zaśmiała się Majka. - Od kogo bym potem notatki z wykładów przekserowała?
- Dobra, my tu gadu gadu, a za godzinę musimy być w szpitalu - powiedział Krzysiek, gdy doszedł do głosu. - Tak w ogóle, cześć Paulinko. Dawno się nie widzieliśmy - przywitał ją.
- Cześć, cześć. A ty w ogóle wiesz, gdzie jest ten szpital? Poza tym nie myślicie chyba, że wszyscy tam pojedziemy? - zapytała retorycznie, ale to pytanie skierowała raczej do swojego rodzeństwa.
- Paula, ja cię muszę zawsze ubezpieczać - zaśmiała się Majka.
- Nie denerwuj mnie nawet - poprosiła w zamian za to Paulina.
- Dobra, pojedziemy tylko my z PaulÄ… - zaczÄ…Å‚ Krzysiek.
- Ja bez Dawida siÄ™ nie ruszam!
- Oj, nie denerwuj się - Krzysiek chciał załagodzić sytuację.
- Nie będę, pod warunkiem, że pojadę z Dawidkiem - powiedziała, niby grzecznie, jednocześnie bardzo stanowczym głosem.
- Ale ja przyjechałem motocyklem - Dawid chciał odwieść ją od tego pomysłu.
- Ooo, to mi się podoba - stwierdziła dziewczyna. - Uwielbiam nim jeździć.
- Nie przeginaj, co! - poprosił ją Dawid.
- Też cię kocham - zaśmiała się nerwowo i pocałowała go zabawnie i szybko w usta. - Mogę tak jechać? - zapytała swojego ojczyma, a przy tym złożyła ręce jak do modlitwy i zrobiła "kocie oczka".
- Dawid, ty masz dwa kaski? - zapytała Anna.
- Tak, zawsze wożę - odpowiedział niechętnie.
- No to, w sumie nie widzę przeciwwskazań - powiedział lekarz, zanim Anna czy Marek w ogóle otworzyli usta, aby zaprotestować.
- Dzięki - szepnęła dziewczyna, po czym pohamowała śmiech. Krzysiek tylko puścił do niej oczko.
No i tak było. Dawid dostał szczegółowe instrukcje, gdzie ma jechać. Chłopak znał Gdańsk lepiej, niż Krzysiek, więc postanowił to wykorzystać do swojego celu. Z domu dziewczyny wyjechali pół godziny wcześniej, niż jej rodzice. Anna znała powód takiego zachowania, jednak mężczyźni byli oszołomieni, gdy powiedziała im, żeby chwilę jeszcze poczekali.
Dawid wybrał ten dzień na coś szczególnego. Czwartego stycznia była dla niego szczególna data, jednak Paulina nie mogła o tym wiedzieć. W tym dniu pięć lat wcześniej stracił sprawność ruchową. On nie chciał o tym mówić, jednak postanowił sprawić, aby ten dzień był najpiękniejszym dniem dla nich, jako pary. To nic, że Paulina szła na operację; to nic, że była to bardzo poważna sprawa. Postanowił, że ten dzień będzie zapamiętany, jako jeden z najpiękniejszych w ich wspólnym życiu.
Choć na początku nie wierzył, że coś takiego może się ziścić, postanowił spróbować.
Gdy jechali, w samym sercu miasta, postanowił zaparkować motor.
- Co ty wyprawiasz? - zapytała dziewczyna drąc się w kasku, gdy już Dawid zaparkował.
- Chodź i nie marudź! - powiedział, po czym zszedł z maszyny. W tej chwili podał jej rękę, aby mogła bezpiecznie i bez lęku zejść z motocykla.
Dawid zaprowadził ją do parku. Było tam tak cudownie, drzewa były pokryte śnieżną czapą, a wszelkie krzewy mieniły się w słońcu.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? Przecież mieliśmy jechać... - chciała go zapytać o tak wiele rzeczy, jednak on przerwał jej to, całując jej aksamitne usta.
- Wiem kochanie, zaraz pojedziemy, jednak wcześniej - przerwał i jedna z jego kul upadła na ziemię, po czym on pod pretekstem podniesienia jej ukląkł. - Kochanie - zaczął, modląc się, aby mu nie przerwała - jesteś największą miłością mojego życia. Chciałbym, aby wiedział o tym cały świat, lecz na początku pragnę przedstawić cię swoim rodzicom - powiedział ze wzruszeniem.
- I dlatego... - Paulina była skołowana i nic nie rozumiała.
- Proszę, nie przerywaj mi tego, co chciałbym ci powiedzieć, najdroższa. Pragnę przedstawić cię swym rodzicom jako kobietę, która - tutaj poszperał chwilkę w kieszeni swojej kurtki - o jest! - powiedział do siebie - która jest moją przyszłą żonę. Kochanie, przyjmij ten pierścionek na znak mojej bezgranicznej miłości - skończył mówić i czekał na reakcję dziewczyny. Ona przez chwilkę nie dała rady zrobić, ani powiedzieć nic. Dopiero po chwili odzyskała mowę oraz przeszedł jej paraliż. Chwyciła chłopaka lewą dłonią, a z jej oczu popłynęły pojedyncze łzy szczęścia.
- Dawidku, ten dzień zapamiętam jako najpiękniejszy w życiu - przyrzekła, po czym zdjęła rękawiczkę z prawej dłoni i podała ją chłopakowi, aby włożył na nią pierścionek. Gdy już to zrobił, chwycił swą kulę i wstał z ziemi.
Szli w stronę motocykla, rozmawiając o swojej wspólnej przyszłości, a Paulina niemal zapomniała po co, tak właściwie, jadą do szpitala.
W końcu dojechali. Tam czekali już na Paulinę Krzysiek, Marek i Anna.
- Ooo, w końcu jesteście - ucieszył się lekarz, gdy para wchodziła na izbę przyjęć. Paulina była w "siódmym niebie", mężczyzna nie bardzo rozumiał jej stan, ale postanowił nie wtrącać się w jej sprawy.
- Macie moje dokumenty? - zapytała dziewczyna, gdy uświadomiła sobie, że z dokumentów ma tylko dowód osobisty.
- Twoją historię? - zapytała jej matka. - Oczywiście, że wzięliśmy. Oj, ty gapo, co ty byś zrobiła, gdyby nie tysiąc pięćset osób jeszcze wokół... - zaśmiała się.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem... - odpowiedziała dziewczyna wzruszając z bezsilności ramionami.
Po chwili podeszli do okienka, w którym dziewczyna miała się zarejestrować. Kobieta uzupełniła wszelkie dokumenty, a po chwili oddała dziewczynie kilka kartek z poleceniem udania się na trzecie piętro. Tam została przyjęta na oddział. Marek poszedł do samochodu po torbę z pidżamą dziewczyny. Krzysiek w tym czasie wraz z Anną wyruszyli na poszukiwanie profesora Malinowskiego.
Paulina opadła na białe do bólu krzesło przy wejściu na oddział. Jednak nie siedziała długo, gdyż już po chwili podeszli do niej rodzice wraz z Krzyśkiem oraz profesorem.
- Dzień dobry - przywitała się z lekarzem, jakby przestraszona.
- Dzień dobry - powiedział profesor z wielkim uśmiechem na ustach. - Ty na pewno jesteś Pauliną, prawda? - zapytał uprzejmie.
- Tak, to ja - odparła, ale nie bardzo wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć.
- Super. Zaraz pokażę tobie, gdzie będzie twoje łóżko na tych kilka dni, a później pójdziesz się przebrać w piżamę - poinformował.
Weszli do sali sąsiadującej bezpośrednio z dyżurką pielęgniarską. Ponad to na przeciwko niej było kilka gabinetów lekarskich. Na tej sali leżały już dwie kobiety, jedna z nich była mniej więcej w wieku trzydziestu pięciu lat, druga była mniej więcej w wieku Pauliny.
Ten dzień ciągnął się w nieskończoność. Choć dziewczyna wyganiała swoją rodzinę do domu, oni jednak uparcie twierdzili, że zostają i żadna siła ich nie wypłoszy. Niestety - przeliczyli się. Około wpół do szóstej wieczorem była rozdawana kolacja, której oczywiście Paulina nie wzięła nawet do ust. Około szóstej cała jej rodzina została wyproszona z oddziału przez lekarza dyżurnego. Paulina natomiast dostała instrukcje na następny dzień, który miał się zacząć niewiarygodnie wcześnie rano, gdyż zabieg zaplanowano na godzinę dziewiątą.
Pielęgniarka obudziła ją około wpół do szóstej. Paulina nie wiedziała, co się dzieje i o co chodzi. Siostra kazała jej iść pod prysznic oraz dała dziewczynie mały kubeczek z błękitnym płynem odkażającym.
Gdy już przyszła zawinięta w szlafrok, na jej sali pojawiła się również Anna. Pomogła córce nałożyć na nogi opaski uciskowe, a około ósmej znów przyszła do niej siostra.
- Jak się czujesz? - zapytała troskliwie.
- Dobrze - powiedziała, bez chwili zastanowienia.
- Masz, coś ci przyniosłam - oznajmiła, po czym podała dziewczynie maleńką, białą tableteczkę.
- Co to jest? - zapytała Paulina.
- Coś na dobry humorek - zaśmiała się.
- Jasiu?
- Oczywiście. - Paulina połknęła lek, po czym wzięła łyczka wody. - No dobra, za kwadrans wyjeżdżamy z sali - oznajmiła, po czym wyszła.
- Mamo, a Dawid przyszedł razem z tobą? - zapytała Paulina po chwili.
- Nie, on został w domu.
- Szkoda - powiedziała zawiedziona.
- Nie martw się. Gdy tylko się obudzisz, na pewno tutaj będzie - obiecała.
- No dobra. Ooo, idą po mnie - powiedziała, gdy zauważyła dwóch mężczyzn wchodzących do sali.
Anna szła, trzymając Paulinę za rękę, do momentu, gdy byli już przy granicy z salą operacyjną.
- Trzymaj się - powiedziała tylko na koniec, do półprzytomnej córki (leki, tj. "głupi Jasiek" zaczął działać, jak należy).
Tam przejął Paulinę anestezjolog, który wprowadził ją w stan narkozy. Cały sztab lekarzy, z profesorem Malinowskim na czele, trudził się nad tym przypadkiem dokładnie od kwadransu, kiedy do Anny, która usiadła na krześle obok bloku operacyjnego, przyszedł Krzysiek wraz z Dawidem.
- Zabrali ją już? - zapytał neurochirurg.
- Tak, już jest na bloku. Jakieś pół godziny już tu siedzę - oznajmiła.
Mężczyźni również zajęli miejsca obok matki dziewczyny. Pozostali członkowie rodziny, choć byli w domu, na niczym nie mogli się skupić. Kacperek tego dnia, jak zwykle, poszedł do przedszkola, mimo, iż ani Monika, ani Marek nie wybierali się do pracy. Nie mieli po prostu do tego głowy. Majka, wraz z Arturem zapewniali tylko siebie nawzajem, że na pewno wszystko będzie dobrze.
Około godziny trzynastej z bloku operacyjnego wybiegł, jak z procy lekarz prowadzący Pauliny. Natychmiast znalazł wzrokiem Annę i Krzysztofa, a że lekarza znał dość dobrze, bo uczyli się na jednym roku, to bez wahania do nich podszedł.
| Statystyki: Ocena: +1 (+1,-0) Kategoria: Życie Odsłony: 57 Komentarze: 0 Dodany: 02.02.2012 16:40 Edytowany: nigdy |
stokrotka354
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Dodaj komentarz