Wyłącz reklamy

Opowiadania / Miłość

Biografia pewnj kobiety... Rozdział XI

- Dawid, zatrzymaj się! - poprosiła błagalnym głosem.
- Co się stało? - zaniepokoił się chłopak. - Źle się czujesz? - zapytał, gdyż jej twarz nagle zrobiła się blada, niczym kreda. Chłopak już wjechał na szpitalny parking, jednak mieli teraz do przejścia jeszcze kawałek. - Dasz radę iść do szpitala? - zapytał, gdy dziewczyna otworzyła drzwi samochodu i chciała zrobić pierwszy krok, ale ona nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo kolejny raz zemdlała.
- O cholera! - zdołał tylko krzyknąć przestraszony. - Może mi pan pomóc? - zawołał do trzydziestoletniego mężczyzny siedzącego w innym aucie.
Mężczyzna natychmiast wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka.
- Pójdę po pomoc i zaraz przyprowadzę wózek, żeby pan nie musiał nieść żony - powiedział nieznajomy.
Rzeczywiście, po chwili szedł on prowadząc wózek, a tuż obok szedł ratownik medyczny w czerwonej kurtce. Paulina cały czas nie odzyskiwała przytomności. Gdy już mężczyźni podeszli do Dawida, ratownik przejął inicjatywę, sprawdził oddech dziewczyny. Na szczęście był stabilny. Wziął ją na wózek i zwrócił się do Dawida.
- Pan jest mężem? - zapytał.
- Nie, jestem jej chłopakiem. Na neurochirurgii pracuje jej ojciec. Właśnie do niego szliśmy, kiedy - łamał mu się głos, a słowa układały się niespójnie.
- Zaraz wszystko będzie dobrze - zapewnił Sylwester Wasilewski, jak Dawid wyczyłał z plakietki na bluzie.
- Gdzie... gdzie ja jestem? - zapytała słabym głosem Paulina, gdy Sylwester wraz z Dawidem szli pośpiesznie w stronę szpitala.
Na te słowa zwolnili kroku, a Dawid chciał wyjaśnić sytuację.
- Paulinko, przed chwilą zemdlałaś. Teraz jedziemy do pana Kibarda, żeby cię obejrzał i zrobił ten rezonans, który miał zrobić - tłumaczył.
Paulina była oszołomiona. Nie potrafiła pozbierać myśli, ani stworzyć sensownego zdania. Po chwili byli już na górze. Ratownik poprosił ich, aby przez chwilę poczekali przy dyżurce, a on w tym czasie powie lekarzowi, że oni już są. Rzeczywiście, pięć minut później ze swojego gabinetu wyszedł Krzysiek.
- O Boże - przestraszył się, gdy podszedł do nich i spojrzał na Paulinę. - Co się stało?
- Znowu zemdlała - oświadczył Dawid.
- No i co my zrobimy? - zapytał retorycznie lekarz.
- Teraz już rób, co chcesz - powiedziała dziewczyna zrezygnowanym głosem.
Zjechali windą na dół, do pracowni rezonansu magnetycznego. Tam pielęgniarka zrobiła jej wkłucie i założyła wenflon. Później musieli chwilkę poczekać, gdyż akurat był badany pacjent szpitala. Kwadrans później wyszedł do poczekalni, w której czekała Paulina, technik i oznajmił, że może już iść i się przygotowywać. Tak też zrobiła. Poszła do wydzielonego pomieszczenia, zdjęła złoty łańcuszek z szyi i poszła do pracowni. Dawid szedł za nią, trzymając za rękę.
Całe badanie odbyło się w sumie szybko. Na początku wstrzyknięto kontrast do jej żyły. Od razu zrobiło jej się przeraźliwie zimno, aż przeszedł ją dreszcz. Technik, zanim wyszedł z pomieszczenia, nakrył ją kocem. Później zaczęło się badanie, które przeszło bez jakichkolwiek komplikacji.
Gdy już wyjechała na łóżku, technik poprosił, aby się nie podnosiła. On sam wszedł do gabinetu i zdjął jej słuchawki oraz złożył koc, którym była przykryta.
- Ile czasu trzeba czekać na wyniki? - zapytał Dawid bardziej Paulinę, niż młodego lekarza, jednak to on mu odpowiedział.
- Około dwóch godzin zanim opiszemy i wyślemy na oddział - powiedział, przy czym wysłał olśniewająco piękny uśmiech w stronę dziewczyny.
- No dobra - widać było, że Dawida aż nosi z zazdrości. Jednak Paulina chciała jakoś załagodzić tę sytuację i dlatego pogłaskała chłopaka po ręce.
Po chwili szli na oddział. Dawid prowadził Paulinę na wózku, a ona w zamian za to, trzymała jego kule na kolanach. Gdy czekali na windę dziewczynie do głowy wpadł pewien, doskonały pomysł.
- Nie jedziemy jeszcze do Krzyśka - oznajmiła. - Jeśli już mam tę wątpliwą przyjemność być tutaj - zaśmiała się - to chociaż niech będzie z tego jakiś pożytek - oznajmiła, czym zadziwiła chłopaka.
- Yyy, w sensie, że co? - Dawid cieszył się, że Paulina tryska optymizmem, mimo, że nie rozumiał powodu tej euforii.
- Teraz jedziemy na rehabilitację - oznajmiła w końcu. - Ciekawa jestem, czy jeszcze pracują ci wszyscy, którzy mnie ćwiczyli...
Chłopak nacisnął przycisk przywołujący windę, a zaraz potem jechali już na trzecie piętro, gdzie mieściła się rehabilitacja. gdy już tam byli, Paulina nie wierzyła własnym oczom. Oddział zmienił się nie do poznania. Choć wszystko było tak jak Paulina sobie zapamiętała - kolorowe i radosne.
- O Boże, no tak... Tylko jak się tutaj szło do tych moich rehabilitantów? - zastanawiała się dziewczyna, w tym momencie przeszła obok nich około czterdziestoletnia, dość ładna brunetka. - Przepraszam... - zaczepiła ją Paulina. - Czy wie pani może, czy znajdę na tym oddziale panią Wandę Lewandowską oraz pana Piotra Czechowskiego? - zapytała uprzejmie.
- Tak się składa, że nazywam się Wanda Lewandowska, miło mi...
- To pani? - zapytała zaskoczona dziewczyna. - Boże, nie poznałam pani... - przyznała ze wzruszeniem.
- A mogłaby mi pani powiedzieć, dlaczego miała mnie pani poznać - poprosiła kobieta z uśmiechem na twarzy.
- Byłam pani pacjentką - oznajmiła krótko dziewczyna.
- Ale chyba dość dawno - zaczęła kobieta.
- No, prawie dwanaście lat temu... Pewnie już teraz pani sobie nie przypomni. Wyglądałam zupełnie inaczej...
- A możesz przypomnieć mi swoje imię? - zapytała zaciekawiona, kim jest owa dziewczyna.
- Jasne. Paulina Dobkowska.
- Czy to z twoją mamą jeden z lekarzy z neurochirurgii... - nie skończyła, ale Paulina od razu wiedziała o co chodzi.
- Tak. Pan doktor z moją mamą się hajtną... - zaśmiała się dziewczyna.
- Oj głośno było o tym... - fizjoterapeutka również dała upust śmiechowi.
Tylko Dawid biedny nie wiedział, co ma zrobić. Po chwili odszedł od kobiet i zagłębił się w lekturze plakatów wiszących na ścianach korytarza. Wtedy do jego głowy wpadł genialny plan. Szybko wyjął z kieszeni swój telefon komórkowy, wybrał numer, który był zapisany pod nazwą "szwagierka" i odszedł dalej, aby Paulina nie usłyszała jego rozmowy. Gdy już zakończył połączenie, wrócił do kobiet.
Rehabilitantka zaproponowała parze wyśmienitą kawę. Dziewczyny nie trzeba było do tego zbyt długo namawiać. Pośmiała się z rehabilitantką, powspominały dawne czasy. Kobieta opowiadała również Dawidowi jaką nieznośną dziewczynką była mała Paulinka.
Gdy dopiły kawę, Paulina musiała pożegnać się z kobietą, gdyż do rehabilitantki przyszedł mały pacjent z tatą. Po chwili szła z Dawidem kolorowym korytarzem w stronę innych gabinetów. W trzy minuty później byli przy drugiej stronie korytarza, przy gabinecie terapii zajęciowej.
- Dawid, pójdziesz jeszcze teraz ze mną do pana Piotra? - zapytała dziewczyna, przy czym złożyła ręce w geście prośby.
- A nie możesz iść sama? Przecież ja nie jestem tobie tam potrzebny, a będę się czuł jak piąte koło u wozu - przyznał w końcu. - Idź na spokojnie, pogadaj z nim, a ja za pół godzinki będę po ciebie. Okej, kochanie? - zapytał, po czym pocałował ją najczulej, jak potrafił.
- No dobra - powiedziała zrezygnowana - ale będę tęsknić - po czym puściła jego dłoń.
Gdy dziewczyna wchodziła do kolejnego gabinetu, tym razem terapii manualnej, Dawid jechał już windą w kierunku wyjścia ze szpitala. Miał plan, tylko na jego wykonanie potrzebował chwili samotności. Przy drzwiach wejściowych do szpitala spotkał się ze starszą siostrą swojej ukochanej.
- Cześć - przywitała się Majka, gdy Dawid był już w miarę nie daleko.
- Cześć, przepraszam, że tak cię wyrwałem z domu, pewnie, ale mam do ciebie ogromną prośbę.
- Zamieniam się w słuch - zaśmiała się dziewczyna.
- Jutro miją cztery miesiące, odkąd jestem z twoją siostrą - oznajmił.
- Uuu, gratuluję - ucieszyła się, choć nie bardzo wiedziała o co chodzi.
- I w takim wypadku chciałbym przygotować dla niej coś specjalnego...
- Masz już coś na myśli, czy mam ci pomóc wymyślić? - pytała uprzejmie.
- Chodzi mi o to, żebyś ją gdzieś zabrała... Muszę mieć chwilę na to wszystko - wyjaśnił.
- Nie ma problemu, szwagier - zaśmiała się Majka.
Gdy ustalili więcej szczegółów, Dawid poszedł po wybrankę swego serca. Po chwili wchodził na oddział rehabilitacji, gdzie zobaczył, jak Paulina wylewnie żegna się ze starszym, siwiutkim mężczyzną. Podeszła do niego i uzyskała namiętnego i wyczekiwanego buziaka.
- Możemy iść? - zapytał Dawid, gdy przytulił Paulinę.
- Jasne. Zobaczymy co się czai pod tą moją kopułą - zaśmiała się dziewczyna.
Kwadrans później byli na oddziale neurochirurgii, gdzie czekał na nich już ojczym Pauliny.
- I jak tam? Mówiłam wam, że nie ma czym się przejmować, prawda? - zapytała retorycznie Paulina, gdy już siedzieli w gabinecie lekarza, a on oglądał jej zdjęcia MRI.
- No właśnie... - posmutniał Krzysiek. - Jeden z tych dużych naczyniaków, które masz w mózgu, jeszcze powiększył swoje rozmiary. Ma, w tej chwili, rozmiary sporej pomarańczy. Ponad to pojawił się mikrowylew, który spowodował wczorajszy atak - tłumaczył, choć widać było, że jemu również nie jest łatwo.
- Co mogę z tym wszystkim zrobić? - zapytała w końcu przerażona dziewczyna.
- Czegoś takiego ja, jako neurochirurg nie mogę bagatelizować. Przed waszym przyjściem dzwoniłem do swojego starego kumpla, który jest jednym z naprawdę najlepszych specjalistów w kraju, jeśli chodzi o usuwanie guzów mózgu. Zgodził się ze mną, niestety, że w takim wypadku nie można czekać. Cały problem w tym, że nie możemy ci tego zrobić tutaj, w centrum - zaskoczył ją tymi słowami, ale jednocześnie uszczęśliwił.
- A czemu? - dopytywała się.
- Bo, jak ci wiadomo, to szpital dziecięcy, a ty już jesteś, kolokwialnie mówiąc, ciut za stara - Paulina na te słowa parsknęła śmiechem.
- No, dziękuję ci bardzo - powiedziała, próbując opanować śmiech. Dawid nie odzywał się, tylko przytulił dziewczynę, choć jemu też uśmiech cisnął się na usta.
- Paula - zaczął Krzysiek - Olgierd pracuje w Gdańsku. Mówił, że gdybyś zdecydowała się na zabieg usunięcia tego guza, to on, jako ordynator tamtej neurochirurgii, ma dla ciebie łóżko już od czwartego stycznia. Wtedy byśmy tam pojechali, uzgodnili wszystko, a on by cię zoperował.
- Nie koniecznie mi się to uśmiecha - przyznała dziewczyna, której znów na twarzy zagościło przerażenie.
- Nie bój się, kochanie - odezwał się, dotąd milczący, Dawid. - Będę przy tobie - obiecał.
- Ty masz szkołę! - oburzyła się. - Poza tym nie mogłabym ci się pokazać w takim stanie. Skąd w ogóle ten pomysł?
- Stąd, że cię kocham i przejdziemy przez to razem, dotarło do tej małej, pięknej główki? - zapytał, po czym delikatnie wziął jej prawą dłoń do swojego policzka i musnął wargami. Jej momentalnie włączyła się spastyczność i ruchy mimowolne - na szczęście tylko na chwilę.
- Dotarło - powiedziała ze skrywanym zawstydzeniem. - No dobra, tatusiek - zaśmiała się dziewczyna, aby rozładować napiętą atmosferę - powiedz mi tylko na co muszę się nastawiać w tym szpitalu?
- Nie bardzo rozumiem... - przyznał. - Mam nadzieję, że po tym zabiegu znacznie szybciej dojdziesz do siebie, ale też mam wrażenie, że będziesz miała tam opiekę o jakiej można pomarzyć - powiedział.
- No dobra... A jak myślisz, ile czasu musiałabym później uważać? W sensie, chodzi mi o to, czy od razu po tej operacji bym musiała zostać w tamtym szpitalu, bo w tym roku mam maturę i bym chciała się do niej jak najlepiej przygotować...
- Pojedziemy tam z tobą, a ja pogadam z Olkiem... Ale wydaje mi się, że nie będziesz musiała aż tak długo dochodzić do siebie - pocieszył Krzysiek.
- No, to trzymam cię za słowo - powiedziała zadowolona. - A teraz co, spadamy? - zwróciła się do Dawida.
- No dobra - odpowiedział, po czym pożegnał się z Krzyśkiem i oboje poszli w kierunku drzwi.

Przyjechali do domu na obrzeżach Warszawy. Paulina, mimo zapewnień swojego ojczyma, była załamana. Choć próbowała ukrywać swą panikę, Dawid nawet bez patrzenia na dziewczynę, czuł, jak ta się trzęsie i niemal słyszał niemy krzyk jej przerażenia.
Zaczął padać śnieg. gdy oni wchodzili do domu, Anna właśnie kończyła rozmowę telefoniczną. Paulina od razu domyśliła się, z kim rozmawiała jej matka.
- Już tatusiek ci o wszystkim mówił? - zaśmiała się dziewczyna, gdy podeszła do matki i dała jej buziaka w policzek.
- Marek? O czym? - zdziwiła się kobieta. - Nie, rozmawiałam teraz z Krzyśkiem o twoich wynikach - wyjaśniła.
- No, mówię, że z tatuśkiem - zaśmiała się po raz kolejny dziewczyna.
- Oj, czy ty nie masz za dobrego tego humorku? - zapytała retorycznie Anna, a po chwili, gdy zorientowała się, co zrobiła, chciała ugryźć się w język.
- A co tam... Zdam się już teraz na los... Mam to wszystko gdzieś... - machnęła tylko ramionami i widać było, że spływa po niej to wszystko, niemal jak po kaczce.
- Kochanie, nie mów tak... Wszystko będzie okej - pocieszał ją Dawid, po czym wziął i przytulił dziewczynę do swej piersi.
- Nie twierdzę, że nie będzie... Po prostu nie chcę się na nic nastawiać - wyjaśniła. - Co ma być, to będzie... Na szczęście nie mam zbyt wiele czasu na rozmyślanie o tym wszystkim, bo podobno mamy tam być już w czwartek...
- Mieliśmy dzisiaj jechać do domu. Z rodzicami się też tak umówiłem - powiedział Dawid po chwili ciszy.
- Jeśli chcesz, to możemy się zbierać, tylko daj mi kwadrans - poprosiła i zniknęła z jego pola widzenia.
Piętnaście minut później chłopak niósł walizki do swojego auta, a dziewczyna żegnała się z matką i siostrą. Co prawda nie rozstawały się na długo, lecz mimo to Paulina przytulała się z nimi tak długo, jakby szła na wojnę.

Jechali do Gdańska tak długo, że Paulina w połowie drogi usnęła. Chłopak nakrył ją swoją kurtką. Ona tylko na ten gest uśmiechnęła się przez sen.
- No, to się ze mną przespałaś - zaśmiał się Dawid, po czym zaczął jeszcze szybciej jechać.
Dojechali do Gdańska około czwartej po południu. Dawid odwiózł Paulinę prosto do domu jej ojca. Dziewczyna miała zamiar zaprosić chłopaka do siebie na kawę, ale stwierdziła, że dawno nie widział się z rodzicami, a poza tym następnego dnia będą właściwie cały dzień razem.
Następnego dnia Paulina obudziła się bardzo wcześnie. Około wpół do ósmej rano była już w drodze do szkoły.
Tego dnia dziewczyna nie mogła się na niczym skupić. Wszystko ją rozpraszało. Na szczęście nie miała ciężkich lekcji, tylko dwie godziny polskiego, później wstęp do psychologii, a następnie kwadrans z psychologiem i pół godziny ze swoją mentorką. Na sam koniec miała jeszcze trzy "zwykłe" lekcje, które zawsze psuły jej koncepcję dnia. Były to matematyka, chemia i język niemiecki, którego nienawidziła. Jednak tego dnia wolała siedzieć na nielubianych lekcjach, niż zatracać się w myślach o jutrzejszym szpitalu.

Niestety, musiał nadejść czas, kiedy Paulina wraz z Dawidem wyszła ze szkoły. Choć mentorka dziewczyny przekonywała ją, że na pewno wszystko się ułoży, ona sama nie była tak pozytywnie nastawiona do tego wszystkiego. Zwłaszcza, że zdawała sobie sprawę z tego, jaki czeka ją ból. Na razie Dawid chciał ją odciągnąć od złych myśli i czarnych scenariuszy, które bezwiednie tworzyły się w jej umyśle. Postanowił zabrać ją do małej lecz przytulnej i stylowej kawiarni.
- Jak ci minął dzisiejszy dzień, kochanie? - zapytał, gdy zdjął z niej płaszcz i zawiesił na wieszaku.
- A, nawet nieźle - odpowiedziała, jednak jej głos wydał się bardzo smutny, a w oczach nie było blasku, choć usta gięły się w sztucznym uśmiechu. Dziewczyna miała spuszczony wzrok, nie chciała kłamać, ale z drugiej strony nie umiała powiedzieć prawdy i zranić chłopaka swym złym humorem.
- Ej, misiek - podniósł jej brodę tak, aby spojrzała mu w oczy - co się stało? Dlaczego jesteś smutna? - Dawid przejął się jej zmianą nastroju. W ciągu dnia była raczej wesoła i skora do rozbawiania ludzi, a teraz widział, że najchętniej zamknęłaby się w domu i zajadała czekoladą.
- Nie jestem - wysiliła się na uśmiech - wydaje ci się - oszukiwała go.
- Jeśli chodzi o ten pieprzony, jutrzejszy szpital - zaczął i widział, że Paulina na te słowa na sekundkę się rozweseliła, zwłaszcza, gdy usłyszała te epitety - to się nie bój! Zabraniam ci, kochanie. Nikt nic nie będzie robił.
W tej chwili podeszła do nich kelnerka z kartami deserów i napojów.
- Co bierzemy, skarbie? - zapytał chłopak, gdy już otworzył kartę. - Słyszałem, że mają tu niesamowicie pyszną gorącą czekoladę - zaproponował.
- W każdej ilości - zaśmiała się. - A do tego jakieś bardzo tuczące i niezdrowe ciastko - poinformowała.
W chwilę później kelnerka przyniosła im parujące napoje oraz smacznie wyglądające tiramisu. Wtedy nadeszła pora, aby dziewczyna wyrzuciła z siebie wszystkie swoje obawy. Powiedziała również Dawidowi, że ona już miała taki zabieg i dlatego się go tak panicznie boi. Wie, jaki to ból i nie wie, czy może pozwolić chłopakowi na takie poświęcenie z jego strony, aby był z nią cały czas. Wiedziała, że on nie ustąpi, dopóki ukochana nie da mu dostatecznych powodów co do swojej słuszności. On czuł się za nią odpowiedzialny, a ponad to kochał ją całym sercem.
- Ty nie wiesz, jak to wygląda - mówiła do niego. - Przez pierwsze dni po operacji będę ledwo żywa. Może nie być ze mną kontaktu - chciała go odstraszyć. - I co ty będziesz tam wtedy robił, mój chłopaku? - zapytała go czule, po czym pogładziła swoją lewą dłonią jego policzek.
- Co będę robił? Durne pytanie... Będę trzymał cię za rękę, będę mówił do ciebie, zapewniał cię o swojej niezniszczalnej miłości do ciebie. Poza tym będę podtrzymywał twoją mamę na duchu... A gdy się już obudzisz, moja śpiąca królewno, będę się tobą opiekował najlepiej, jak potrafię.
- Dziękuję - tylko tyle była w stanie powiedzieć. W jej oczach zbierały się potoki łez, a serce waliło tak mocno, jakby chciało uciec.
Gdy już zjedli deser i wypili czekolady, postanowili, że Dawid odwiezie Paulinę do domu. Co prawda nie było daleko od tej kawiarni, ale on chciał być choć jeszcze przez chwilę z nią sam na sam. Później sam pojechał do domu.
Ona, gdy wpadła do mieszkania, nie chciała z nikim się witać, od razu poszła do swojego pokoju. Marek pracował w swoim biurze nad sprawą pacjenta, z którym miał się spotkać jeszcze dzisiaj, ale nie bardzo wiedział jeszcze jakie ma mu wdrążyć leczenie. Monika z Kacperkiem gdzieś "wyparowała", więc Paulina nie miała w sumie problemu, aby ukryć się przed całym światem. Niestety, nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo się myliła. Gdy już Marka nie było w domu, a Monika jeszcze nie wróciła, zabrzmiał dzwonek do drzwi. Paulina bardzo się zdziwiła, jednak pospiesznie zeszła na dół i spojrzała przelotnie w lustro, nim otworzyła drzwi. Gdy zobaczyła, kto za nimi stoi, aż przetarła oczy ze zdziwienia.
- Co wy tu robicie? - zapytała i niemal rzuciła się na przyjaciół.
- Przyjechaliśmy do ciebie - odpowiedział Damian. - Bo, jak widać, zapomniałaś o nas!
- Boże, jak się cieszę, że przyjechaliście - powiedziała uradowana dziewczyna, po czym zaprosiła przyjaciół do salonu i zaproponowała gorące napoje. - Sorry, że ja taka w nieładzie - przeprosiła, już z kuchni, krzycząc - ale musicie mi wybaczyć, bo jestem załamana. Jutro znowu idę do szpitala - tłumaczyła.
- No, właśnie słyszeliśmy - zaczęła Marysia. - Co się stało, Pauluś? - zapytała, niczym starsza siostra.
- A weźcie. To wszystko się pierdzieli powoli. Znowu się jakieś gówno rozlało chyba... - wyjaśniła, wracając z tacą, na której były gorące herbaty. - Nie mam już siły na to wszystko.
- Ej, mała - powiedział Damian, przy czym wziął od niej tacę, postawił na stoliku i przytulił dziewczynę, niczym malutką siostrzyczkę. - Nie załamujemy się! Zapomniałaś?
- Wiem, wiem... Po prostu już mam dość!
- Będzie okej, wiesz? A poza tym dzisiaj chcieliśmy cię zabrać na imprezę, co ty na to? - mówił Damian.
- Dzisiaj? Impreza? - zapytała zdziwiona. - No co ty? Przecież ja jutro mam iść do szpitala i raczej nie mogę być na kacu - zaśmiała się dziewczyna.
- A tam, nie możesz. Olej to! Proszę cię. Przyjeżdżamy do ciebie raz na rok, a ty nie chcesz iść na imprezę z nami, aj! Nie ładnie! - stwierdził chłopak, czym rozbawił Paulinę.
- Dobra, skończ. Kochanie, zgodzę się, ale pod warunkiem, że najpierw dasz mi zaprosić tutaj Dawida. Musicie go poznać. Poza tym dzisiaj jestem wybitnie nastawiona imprezowo, co widać na załączonym obrazku - tutaj wskazała siebie i lekko dygnęła jak pensjonariuszka, czym rozbawiła towarzystwo.
- No, kochanie, tak to nie będziemy robić - zadrwił Damian. - Maleńka, już mi się przebierać i za kwadrans wychodzimy. Mamy pozwolenie od twojej mamy. Co więcej, kazała nam cię upić - pochwalił się chłopak.
W tej chwili do salonu wszedł Dawid. Zdziwił się, bo myślał, że zastanie swoją dziewczynę samą.
- Cześć kochanie - rzucił do Pauliny, zanim zobaczył, że ona nie jest sama. Po chwili jednak się zreflektował. - O, nie wiedziałem, że masz gości. My się chyba nie znamy - powiedział, po czym wyciągnął prawą dłoń z kuli, aby się przywitać.
- Nie, chyba nie. Ale Paula nam o tobie sporo opowiadała - powiedziała jedna z jej przyjaciółek - Marysia. - Cześć. Maryśka jestem - i uścisnęła mu dłoń.
- Cześć - powiedziała Magda. Również uścisnęła dłoń chłopaka, a do Pauliny puściła oczko.
- Ty pewnie jesteś Damian, prawda? Cześć - przywitał Dawid przyjaciela wybranki swego serca.
- Chcesz coś do picia? - zapytała dziewczyna, gdy podeszła do swojego chłopaka.
- Do picia? Nie - powiedział, po czym niebezpiecznie się do niej zbliżył. - Chcę ciebie - wyszeptał jej wprost do ucha.
- To ci zrobię - powiedziała dając mu przelotnego buziaka, a za raziem odsuwając się od niego, a po chwili znikając w kuchni. Chłopak usiadł na skórzanym fotelu totalnie oszołomiony.
- Coś ty sobie u niej przeskrobał, bracie? - zapytał Damian Dawida. - Znam ją już tyle lat, ale chyba jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim bojowym nastroju.
- Damian, weź się ogarnij - poprosiła Marysia przyjaciela. - Nie widzisz, że Paula jest teraz kłębkiem nerwów? To przez ten cholerny szpital - wyrokowała.
- I dlatego ta impreza jest idealnym pomysłem - wypaliła Magda.
- Impreza? Jestem za - pochwalił pomysł Dawid.
- No i to nam się podoba - powiedzieli niemal chórem Damian wraz z Magdą.
- A mi nie za bardzo - stwierdziła sama zainteresowana wchodząc do pokoju z kubkiem wrzątku.
- Oj, nie marudź, kochanie - poprosił Dawid, po czym wymownie wskazał na swoje kolana. Ona posłusznie usiadła na nie, przy czym strąciła jedną z jego kul. - Niech leży - powiedział chłopak, kiedy Paulina miała zamiar się schylić.
- To co? Gdzie idziemy? - zapytał Damian. - My nie znamy Gdańska, więc musicie nas tutaj troszkę wyręczyć w znajdowaniu klubu - stwierdził.
- Może do "Kameruna"? - Dawid zapytał Paulinę.
- "Kamerun"? To chyba nie jest najlepszy wybór. Szczerze mówiąc to ja bym się przeszła, jeśli to już konieczne, do "Zeusa".
- Okej - zgodził się ochoczo Dawid. - Ale pod warunkiem, że tor jest nasz.
- Tor? W sensie kręgle? Super sprawa - pochwalił wybór Damian.
- No, to umówione - ucieszył się Dawid. - Pauluś, to śmigaj na górę się przebrać, a ja w tym czasie zadzwonię i zarezerwuje nam miejsce - powiedział ochoczo, a zakończył to przelotnym pocałunkiem.
Ten dzień zleciał Paulinie oraz jej przyjaciołom bardzo miło. Grali w kręgle, wygłupiali się, przy czym jedli pizzę, popijali piwem i wesoło gawędzili na wszelkie możliwe tematy. Dawid "odstawił" Paulinę do domu jej taty około północy. Jej przyjaciele tej nocy spali u siostry Magdy - Olki, która to przyjechała do nich w połowie "imprezy".
Statystyki:

Ocena: +3 (+3,-0)
Kategoria: Miłość
Odsłony: 93
Komentarze: 1
Dodany: 29.01.2012 12:56
Edytowany: nigdy
Avatar
stokrotka354 Status

Komentarze

Avatar
ryszartStatus
co mi się rzuciło 'pewnej' w tytule - literówka, - 'ponadto' - razem, 'jutro miją' - miną albo mijają - literówka, więcej nie zauważyłem

pozdrawiam :{))

Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany! Zaloguj się, aby dodać komentarz oraz aby ocenić publikację.
Podoba Ci siÄ™ ta publikacja? Kliknij:

Lista obecności

Emilia, Szczurek, mamusia45, zetka oraz 13 gości.
Polonistycznie.info to portal przeznaczony dla osób, które interesuje poezja w każdej formie. Znajdziesz tu przeróżne wiersze - m.in. wiersze miłosne, smutne wiersze, czy wiersze o przyjaźni. Gdy zatrzymasz się na dużej natrafisz na niejeden erotyk, który wywoła u Ciebie pozytywne emocje. Gdy zapragniesz odmiany i nieco innego rodzaju twórczości, wystarczy, że zajrzysz do kategorii wiersze dla dzieci. Już dziś zarejestuj się w Polonistycznie.info - portal literacki.