Opowiadania / Miłość
Romans na stoku cd!
On nie dał mi jednak dokończyć.
- Podnieś talerz – dał mi polecenie. Posłuchałam, a tam zobaczyłam bilet lotniczy.
- Jak to? – zapytałam, nie dałam rady powiedzieć nic więcej.
- W poniedziałek wieczorem lecimy do Paryża – oznajmił.
- Odwróć się do mnie tyłem i zdejmij koszulkę, proszę.
- Po co? – zdziwił się.
- Chcę zobaczyć, czy aby na pewno nie masz tam skrzydeł, bo z twojego zachowania wnioskuję, że jesteś aniołem – kokietowałam.
Cały ten dzień spędziliśmy w łóżku. Następnego dnia przylecieli moi rodzice. Dowiedziałam się również, że Karolcia wraz z Bartkiem jadą razem z nami do Paryża.
W sobotę, od samego rana byłam wraz ze swoją siostrą na zakupach. Tego dnia stałam się właścicielką dwóch sukienek, trzech kolorowych tunik, kilku bluzek, pary lnianych spodni i stroju kąpielowego.
W końcu nastał tak bardzo wyczekiwany przez wszystkich poniedziałek. Od samego rana (wstałam już około dziewiątej) pakowałam wraz z Wiktorem naszą walizkę. Za żadne skarby nie chciał mi powiedzieć na ile czasu mnie wywozi. Chciałam „wydusić” to również z Karolci, ale ona z kolei twierdziła, że jej również chłopcy nie powiedzieli.
Na lotnisko odwiózł nas tata Wiktora już około czwartej po południu. Nigdy nie pojmowałam dlaczego tak wcześnie trzeba tam być, a potem czekać „całe wieki”.
Zdaliśmy bagaż i mieliśmy jeszcze bardzo dużo czasu. Poszliśmy więc do lotniskowej kawiarni.
W końcu wsiedliśmy do samolotu. Leciałam właściwie pierwszy raz w życiu, bo mój pierwszy lot się nie liczy, kiedy to byłam mało przytomna i leciałam helikopterem do szpitala na operację pierwszego guza mózgu.
Trochę się bałam, jednak jakoś przeżyłam. Kiedy samolot lądował, ja już przysypiałam na ramieniu Wiktora. W Paryżu mieliśmy podstawiony pod lotnisko Bovex, samochód. Wiktor wynajął go na czas naszego pobytu we Francji.
Mój mężczyzna zrobił nam najpierw wycieczkę turystyczno-krajoznawczą po najważniejszych miejscach Paryża. Gdy przejeżdżaliśmy obok Luwru obiecał, że mnie tam zabierze. Pokazał nam również kilka równie ciekawych miejsc. M.in. rondo De Golla, na którym stał Łuk Triumfalny.
- Wiecie, że jak tutaj zdarzy się wypadek, to obie strony płacą – zaśmiał się. Rzeczywiście, nie trudno tam było o stłuczkę. Było tam kilka pasów ruchu, a kierowcy jeździli jak wariaci. Gdy przejechaliśmy przez to rondo, Wiktor zaparkował samochód i poszliśmy, aby z bliska obejrzeć łuk. Nie ma ani krzty przesady w cudowności tej budowli. Nawet z daleka widać postacie tam wyrzeźbione.
- To jest cudowne – zachwyciłam się, gdy podeszliśmy bliżej.
Po cudownym spacerze zameldowaliśmy się w hotelu. Mieliśmy stamtąd widok na wieżę Eiffla. Coś pięknego! Tej nocy śniłam o naszej wspólnej przyszłości. Następnego dnia nie dałam Wikiemu pospać. Obudziłam go już po ósmej i obiecałam, że jeśli natychmiast nie wstanie, zrobię mu piekło na ziemi. On za bardzo nie przejął się moim gadaniem, jednak podniósł się już niecały kwadrans później i jak grzeczny chłopiec poszedł razem ze mną pod prysznic. Około jedenastej byliśmy przy wieży Eiffla.
- My będziemy wchodzić na samą górę? – zapytałam przerażona.
- Zawsze narzekałaś, siostrzyczko, że masz za mało rehabilitacji – zaśmiała się Karolcia.
- Nie przejmuj się, na ostatnie piętro wjedziemy windą – powiedział Wiktor.
- Dziękuję, ty mój wybawicielu – udzielił mi się śmiech siostry.
Kupiliśmy bilety i zaczęliśmy powoli wchodzić na górę. Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie gorzej. Jednak wszyscy dostosowali swoje tempo do mnie. Na górze było cudownie. Widoki stamtąd przyćmiły wszystkie złe chwile w moim życiu. Chociaż zawsze czułam respekt przed dużymi wysokościami, to wtedy czułam się wolna niczym ptak.
Po całym dniu spędzonym przy i w wieży, pojechaliśmy na tradycyjny, francuski posiłek. Tego dnia po raz pierwszy próbowałam takich specjałów, jakimi są mule. Chociaż Wiktor zrobił im zadziwiającą antyreklamę, bardzo mi smakowały.
Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem. Następnego dnia Wiktor dał mi się wyspać, a nawet zrobił mi śniadanie do łóżka. Bardzo francuskie śniadanie, to znaczy bagietkę z dżemem, a do tego bardzo mocną espresso.
Po posiłku wybraliśmy się zwiedzać Paryż. Widzieliśmy niezliczoną ilość cudownych miejsc. Później, gdy byliśmy zmęczeni i głodni Wikuś zabrał nas do „Chińczyka”. Tam próbowałam żabich udek, ostryg, które swoją drogą wyglądają bardzo nieapetycznie oraz jeszcze kilku specjałów tamtejszej kuchni. Codziennie zwiedzaliśmy coś innego. Ostatnie dwa dni pobytu we Francji, spędziliśmy nad oceanem. Gdy już wróciliśmy do domu, reszta wakacji przeleciała między palcami. We wrześniu wróciłam do szkoły. Jednak wcześniej ustaliliśmy datę ślubu. Ustaliliśmy również, że Karolinka z Bartkiem powiedzą sakramentalne „tak” w tym samym miejscu i czasie, co ja i Wiktor. Datę ślubu ustaliliśmy na dwudziestego trzeciego lipca przyszłego roku.
Nadszedł czas Bożego Narodzenia. Te święta spędziliśmy w moim rodzinnym domu, wśród najbliższych nam osób. Mama na nowo zaprzyjaźniła się z moim przyszłym teściem, a Wiktor przekonał się do swojej macochy.
W styczniu była moja studniówka. Nauczyciele po raz pierwszy w życiu zaczęli mówić ludzkim głosem ;) Na balu było cudownie. Tańczyłam poloneza, ale tak bardzo się stresowałam, że pomyliłam się chyba ze trzy razy. Na szczęście nikt chyba tego nie zauważył.
Od pierwszego maja byłam strzępkiem nerwów. Przypominałam sobie wszystko, co mogłoby pojawić się na maturze. Choć tak naprawdę nie bałam się egzaminów, to jednak pozostawał we mnie stres i w żaden sposób nie mogłam go wyperswadować. Moje matury zakończyły się rozszerzonym egzaminem ustnym z języka polskiego. Co prawda nie zdałam go najlepiej, bo tylko na osiemdziesiąt procent, mimo to Wiktor nie pozwolił mi się tym przejmować i od razu zabrał mnie z niego do baru, żeby się „odstresować”.
Później rozpoczęła się wielka przedślubna gorączka. Jednak Wiktor prawie wszystko wziął na siebie. Mi zostawił tylko suknię ślubną oraz mój własny wieczór panieński. On natomiast już wiedział, gdzie będzie spędzał ostatnią noc w stanie wolnym. Wojtek, jako jego świadek, zorganizował im jakąś „uciechę” w klubie ze striptizem.
A ja miałam pewność, że Agata, jako mój świadek, zrobi coś jeszcze bardziej wystrzałowego. Nie myliłam się. Co prawda, wszystko odgrywało się w poświacie pozoru, nie wiedziałam, że ona coś w ogóle organizuje, dowiedziałam się dopiero, gdy siedziałam w domu razem z dziewczynami, a ktoś zadzwonił do drzwi. Okazało się, że za drzwiami stoją dwa, ogromne torty. Okazało się, że w nich są schowani dwaj panowie, którzy odstawili przed nami później niezłą „szopkę”. Noc była szampańska!
Następnego dnia odbył się nasz ślub. Uroczystość była piękna. Nie robiliśmy wesela, za to pojechaliśmy w podróż poślubną do Hiszpanii. Tam dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Później zaczęłam studia na kierunku psychologii klinicznej. Na drugim roku studiów urodziłam piękną córeczkę. Daliśmy jej na imię Julia, po mamie Wiktora. Kocham ją całym sercem.
Teraz zaczęłam pracę na oddziale onkologicznym w szpitalu dziecięcym. Jula zaczęła chodzić do przedszkola, a Wiktor pracuje na oddziale u swojego taty.
Dziś jestem w trzecim miesiącu ciąży. Mam nadzieję, że urodzi się braciszek dla Julki…
Koniec!
- Podnieś talerz – dał mi polecenie. Posłuchałam, a tam zobaczyłam bilet lotniczy.
- Jak to? – zapytałam, nie dałam rady powiedzieć nic więcej.
- W poniedziałek wieczorem lecimy do Paryża – oznajmił.
- Odwróć się do mnie tyłem i zdejmij koszulkę, proszę.
- Po co? – zdziwił się.
- Chcę zobaczyć, czy aby na pewno nie masz tam skrzydeł, bo z twojego zachowania wnioskuję, że jesteś aniołem – kokietowałam.
Cały ten dzień spędziliśmy w łóżku. Następnego dnia przylecieli moi rodzice. Dowiedziałam się również, że Karolcia wraz z Bartkiem jadą razem z nami do Paryża.
W sobotę, od samego rana byłam wraz ze swoją siostrą na zakupach. Tego dnia stałam się właścicielką dwóch sukienek, trzech kolorowych tunik, kilku bluzek, pary lnianych spodni i stroju kąpielowego.
W końcu nastał tak bardzo wyczekiwany przez wszystkich poniedziałek. Od samego rana (wstałam już około dziewiątej) pakowałam wraz z Wiktorem naszą walizkę. Za żadne skarby nie chciał mi powiedzieć na ile czasu mnie wywozi. Chciałam „wydusić” to również z Karolci, ale ona z kolei twierdziła, że jej również chłopcy nie powiedzieli.
Na lotnisko odwiózł nas tata Wiktora już około czwartej po południu. Nigdy nie pojmowałam dlaczego tak wcześnie trzeba tam być, a potem czekać „całe wieki”.
Zdaliśmy bagaż i mieliśmy jeszcze bardzo dużo czasu. Poszliśmy więc do lotniskowej kawiarni.
W końcu wsiedliśmy do samolotu. Leciałam właściwie pierwszy raz w życiu, bo mój pierwszy lot się nie liczy, kiedy to byłam mało przytomna i leciałam helikopterem do szpitala na operację pierwszego guza mózgu.
Trochę się bałam, jednak jakoś przeżyłam. Kiedy samolot lądował, ja już przysypiałam na ramieniu Wiktora. W Paryżu mieliśmy podstawiony pod lotnisko Bovex, samochód. Wiktor wynajął go na czas naszego pobytu we Francji.
Mój mężczyzna zrobił nam najpierw wycieczkę turystyczno-krajoznawczą po najważniejszych miejscach Paryża. Gdy przejeżdżaliśmy obok Luwru obiecał, że mnie tam zabierze. Pokazał nam również kilka równie ciekawych miejsc. M.in. rondo De Golla, na którym stał Łuk Triumfalny.
- Wiecie, że jak tutaj zdarzy się wypadek, to obie strony płacą – zaśmiał się. Rzeczywiście, nie trudno tam było o stłuczkę. Było tam kilka pasów ruchu, a kierowcy jeździli jak wariaci. Gdy przejechaliśmy przez to rondo, Wiktor zaparkował samochód i poszliśmy, aby z bliska obejrzeć łuk. Nie ma ani krzty przesady w cudowności tej budowli. Nawet z daleka widać postacie tam wyrzeźbione.
- To jest cudowne – zachwyciłam się, gdy podeszliśmy bliżej.
Po cudownym spacerze zameldowaliśmy się w hotelu. Mieliśmy stamtąd widok na wieżę Eiffla. Coś pięknego! Tej nocy śniłam o naszej wspólnej przyszłości. Następnego dnia nie dałam Wikiemu pospać. Obudziłam go już po ósmej i obiecałam, że jeśli natychmiast nie wstanie, zrobię mu piekło na ziemi. On za bardzo nie przejął się moim gadaniem, jednak podniósł się już niecały kwadrans później i jak grzeczny chłopiec poszedł razem ze mną pod prysznic. Około jedenastej byliśmy przy wieży Eiffla.
- My będziemy wchodzić na samą górę? – zapytałam przerażona.
- Zawsze narzekałaś, siostrzyczko, że masz za mało rehabilitacji – zaśmiała się Karolcia.
- Nie przejmuj się, na ostatnie piętro wjedziemy windą – powiedział Wiktor.
- Dziękuję, ty mój wybawicielu – udzielił mi się śmiech siostry.
Kupiliśmy bilety i zaczęliśmy powoli wchodzić na górę. Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie gorzej. Jednak wszyscy dostosowali swoje tempo do mnie. Na górze było cudownie. Widoki stamtąd przyćmiły wszystkie złe chwile w moim życiu. Chociaż zawsze czułam respekt przed dużymi wysokościami, to wtedy czułam się wolna niczym ptak.
Po całym dniu spędzonym przy i w wieży, pojechaliśmy na tradycyjny, francuski posiłek. Tego dnia po raz pierwszy próbowałam takich specjałów, jakimi są mule. Chociaż Wiktor zrobił im zadziwiającą antyreklamę, bardzo mi smakowały.
Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem. Następnego dnia Wiktor dał mi się wyspać, a nawet zrobił mi śniadanie do łóżka. Bardzo francuskie śniadanie, to znaczy bagietkę z dżemem, a do tego bardzo mocną espresso.
Po posiłku wybraliśmy się zwiedzać Paryż. Widzieliśmy niezliczoną ilość cudownych miejsc. Później, gdy byliśmy zmęczeni i głodni Wikuś zabrał nas do „Chińczyka”. Tam próbowałam żabich udek, ostryg, które swoją drogą wyglądają bardzo nieapetycznie oraz jeszcze kilku specjałów tamtejszej kuchni. Codziennie zwiedzaliśmy coś innego. Ostatnie dwa dni pobytu we Francji, spędziliśmy nad oceanem. Gdy już wróciliśmy do domu, reszta wakacji przeleciała między palcami. We wrześniu wróciłam do szkoły. Jednak wcześniej ustaliliśmy datę ślubu. Ustaliliśmy również, że Karolinka z Bartkiem powiedzą sakramentalne „tak” w tym samym miejscu i czasie, co ja i Wiktor. Datę ślubu ustaliliśmy na dwudziestego trzeciego lipca przyszłego roku.
Nadszedł czas Bożego Narodzenia. Te święta spędziliśmy w moim rodzinnym domu, wśród najbliższych nam osób. Mama na nowo zaprzyjaźniła się z moim przyszłym teściem, a Wiktor przekonał się do swojej macochy.
W styczniu była moja studniówka. Nauczyciele po raz pierwszy w życiu zaczęli mówić ludzkim głosem ;) Na balu było cudownie. Tańczyłam poloneza, ale tak bardzo się stresowałam, że pomyliłam się chyba ze trzy razy. Na szczęście nikt chyba tego nie zauważył.
Od pierwszego maja byłam strzępkiem nerwów. Przypominałam sobie wszystko, co mogłoby pojawić się na maturze. Choć tak naprawdę nie bałam się egzaminów, to jednak pozostawał we mnie stres i w żaden sposób nie mogłam go wyperswadować. Moje matury zakończyły się rozszerzonym egzaminem ustnym z języka polskiego. Co prawda nie zdałam go najlepiej, bo tylko na osiemdziesiąt procent, mimo to Wiktor nie pozwolił mi się tym przejmować i od razu zabrał mnie z niego do baru, żeby się „odstresować”.
Później rozpoczęła się wielka przedślubna gorączka. Jednak Wiktor prawie wszystko wziął na siebie. Mi zostawił tylko suknię ślubną oraz mój własny wieczór panieński. On natomiast już wiedział, gdzie będzie spędzał ostatnią noc w stanie wolnym. Wojtek, jako jego świadek, zorganizował im jakąś „uciechę” w klubie ze striptizem.
A ja miałam pewność, że Agata, jako mój świadek, zrobi coś jeszcze bardziej wystrzałowego. Nie myliłam się. Co prawda, wszystko odgrywało się w poświacie pozoru, nie wiedziałam, że ona coś w ogóle organizuje, dowiedziałam się dopiero, gdy siedziałam w domu razem z dziewczynami, a ktoś zadzwonił do drzwi. Okazało się, że za drzwiami stoją dwa, ogromne torty. Okazało się, że w nich są schowani dwaj panowie, którzy odstawili przed nami później niezłą „szopkę”. Noc była szampańska!
Następnego dnia odbył się nasz ślub. Uroczystość była piękna. Nie robiliśmy wesela, za to pojechaliśmy w podróż poślubną do Hiszpanii. Tam dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Później zaczęłam studia na kierunku psychologii klinicznej. Na drugim roku studiów urodziłam piękną córeczkę. Daliśmy jej na imię Julia, po mamie Wiktora. Kocham ją całym sercem.
Teraz zaczęłam pracę na oddziale onkologicznym w szpitalu dziecięcym. Jula zaczęła chodzić do przedszkola, a Wiktor pracuje na oddziale u swojego taty.
Dziś jestem w trzecim miesiącu ciąży. Mam nadzieję, że urodzi się braciszek dla Julki…
Koniec!
| Statystyki: Ocena: +2 (+2,-0) Kategoria: Miłość Odsłony: 66 Komentarze: 1 Dodany: 31.12.2011 13:37 Edytowany: nigdy |
stokrotka354
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Mariusz
Dodaj komentarz