Opowiadania / Miłość
Victoria
Victoria wraz z matką i ciotką mieszkała w Stanach Zjednoczonych. Wyniosły się tam, gdy dziewczyna miała dwa latka. Teraz był już prawie dorosłą osobą, jednak cały czas nie mogła uporać się z własną nieufnością wobec mężczyzn, dzięki swojemu ojcu, który zostawił ją oraz jej matkę Annę, gdy dziewczynka nie miała nawet dwóch latek.
Całą swoją złość i przygnębienie wyładowała na basenie. Woda była jej żywiołem. Startowała już w niejednych zawodach pływackich i zazwyczaj odnosiła sukcesy. Jej półki uginały się pod ciężarem pucharów zdobytych na mistrzostwach. Na co dzień była również wolontariuszką w szpitalu położonym niedaleko miejsca jej zamieszkania.
Pełnia jej szczęścia trwała aż do momentu, gdy w czasie treningu skoczyła na głowę do płytkiej wody. Natychmiast straciła przytomność, lecz gdy się już ocknęła dowiedziała się, że jest w szpitalu, w którym była wolontariuszką, na oddziale neurochirurgii. W krótce po tym, przyszedł do niej znajomy lekarz:
- Cześć młoda – przywitał się z nią jak zawsze, po czym podszedł do jej łóżka, aby wpisać coś w karcie.
- Co się stało? – zapytała przerażona. W jej oczach widać było łzy.
- Karetka przywiozła cię do nas, bo skoczyłaś do płytkiej wody – wyjaśnił. – Na szczęście nie jest tak źle, jak jest zazwyczaj po takich wypadkach.
- To dobrze, ale wiesz, głupi zawsze ma szczęście. Ale co się stało? I dlaczego w takim razie nie czuję własnych nóg?!
- Nie jest tak źle, jak w prawie każdym takim przypadku, ale… - nie umiał dobrać odpowiednich słów. – Nie czujesz nóg, ponieważ… ponieważ twój kręgosłup złamał się w odcinku lędźwiowym oraz krzyżowym. Przykro mi – powiedział i chciał przytulić dziewczynę, jednak ona odepchnęła go.
- Phil, wiem, że jesteś dobrym kumplem, ale teraz chcę zostać sama – powiedziała, bardzo asertywnie.
- Zawołać tu Annę z Agnieszką? – zapytał.
- Chcę zostać sama! – oznajmiła bardziej donośnie, ze łzami w oczach.
Całą noc przepłakała. Nie wiedziała, jak teraz ułożą się jej plany. Rano zabrano ją na salę operacyjną, gdzie miała przeprowadzony zabieg chirurgiczny.
Operacja trwała dwie godziny, mimo, że dziewczyna nie była pod narkozą, Phil zadbał o to, aby jego przyjaciółka nie nudziła się. To on ją operował, więc zabawiał ją konwersacją.
Gdy przewieziono ją na salę pacjentów, a znieczulenie odeszło, pojawił się przeraźliwy ból. W tym czasie była u niej matka, więc poszła ona po pielęgniarkę.
- Cześć Bella – przywitała się Victoria, gdy jedna z pielęgniarek weszła do pokoju dziewczyny.
- Cześć, jak się czujesz? – zapytała.
- Strasznie mnie bolą plecy – oznajmiła dziewczyna.
- Zaraz coś poradzimy – obiecała i wzięła do ręki kroplówkę z lekami przeciwbólowymi.
- Dziękuję – powiedziała dziewczyna i bezwładnie opuściła ręce. – John jest jeszcze na zmianie?
- Chyba jeszcze jest. Kończy dopiero za godzinę.
- A mogłabyś go tutaj poprosić?
- Jasne.
Po chwili lekarz był w sali dziewczyny.
- No, jak tam malutka? – zapytał, od progu.
- Jakoś leci… Chociaż czas mi się strasznie dłuży… Kiedy będę mogła wstawać?
- Raczej nie prędko, niestety.
- A uda się coś przyspieszyć?
- A co ci tak śpieszno do tego domu? – zapytał.
- Za trzy miesiące mam lecieć do Polski, poznać faceta, który podobno kiedyś był moim ojcem.
- Nie mówiłaś o tym wcześniej…
- Bo dopiero niedawno się sama o tym dowiedziałam. Zresztą, sama zostałam do tego zmuszona, więc… Jeśli każesz mi we wrześniu przyjść tutaj, będę niemal wniebowzięta. Oczywiście, jeśli to będzie blef.
- Na wrzesień na pewno cię już wypuścimy. Obiecuję, nie możesz przecież stracić takiej okazji! Nie pozwolę na to.
- Ale, John… Proszę…
- Viki… Musisz go poznać. Tyle razy o tym marzyłaś, pamiętasz?
- Ale teraz mam inne życie i nie ma w nim miejsca na „tatusia” – ostatnie słowo powiedziała z przesadną słodyczą i udała, że ją od tego zemdliło.
- Może dowiesz się, dlaczego cię zostawił?
- To jasne, mój ojciec mnie nie kochał! – powiedziała, wzruszając ramionami.
John przytulił Victorię. Jej łzy wsiąkały w jego fartuch. W końcu, z wyczerpania, zasnęła.
W szpitalu Prinston spędziła dziesięć tygodni. Z każdym dniem coraz bardziej wzmacniała swe ręce oraz opanowywała sztukę jeżdżenia na wózku.
Choć po ponad dwóch miesiącach nie jeździła jeszcze zbyt szybko i sprawnie, to jednak czuła, że da radę już się poruszać wszędzie. Wypis ze szpitala dostała 23 sierpnia.
W przeddzień wylotu do Polski Victoria dopiero wieczorem zaczęła się pakować. To nie zdziwiło ani Anny, ani jej siostry – Agnieszki.
- Mamo! – zaczęła krzyczeć Viki.
- Co się stało? – zapytała kobieta, gdy przybiegła do pokoju córki. – Krzyczysz, jakby się paliło!
- Bo nie ma mojej sukienki, a ja ją chciałam jutro założyć!
- Której?
- No tej… błękitnej!
- Powinna być… - sięgnęła na samą górę szafy - …tutaj!
- Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła – powiedziała i uścisnęła matkę.
Następnego dnia Victoria nie spała już o piątej rano. Jednak przez dłuższy czas jeszcze nie wstawała z łóżka, zastanawiała się, jak teraz będzie wyglądało jej życie po spotkaniu z ojcem. Zastanawiała się również jakie były powody tego, że odszedł od niej i Anny. Matka nigdy jej tego nie wyjaśniła. Choć ojca nie było, ona nie odczuwała jego braku, aż do dzisiaj.
W końcu zgrzebała się z łóżka. Choć wcale nie było łatwo, ubrała się i usiadła na wózku, który stał przy jej posłaniu. Podjechała do łazienki, wzięła długi i gorący prysznic. Tego właśnie potrzebowała, choć czuła mrowienie i ból lewej łydki, zignorowała go, tłumacząc sobie, że to przecież nie możliwe. Przecież Phil mówił, że na razie coś takiego jest niemożliwe. Że na razie nóg w ogóle nie będzie czuła. Po chwili ból ustał. Znów mogła zająć się przygotowywaniem do wylotu. Zrobiła sobie staranny makijaż i podjechała do kuchni. Już od ponad trzech miesięcy była na diecie, tak więc jej śniadaniem były płatki owsiane z mlekiem sojowym. Później jeszcze piła kawę, oglądając jakiś bezsensowny program reality show, kiedy do salonu weszła Anna.
- Cześć Vikuś – przywitała się z córką i dała jej przelotnego buziaka w policzek. – Ślicznie wyglądasz – skomplementowała ją.
Kilka minut po dziesiątej samolot w Victorią, Anną i Agnieszką na pokładzie wzbił się ponad chmury Los Angeles. Po dwunastu godzinach spędzonych na błękitnym niebie, w końcu kobiety mogły wysiąść. Choć w Warszawie nie było jeszcze nawet południa, Victoria była przeraźliwie zmęczona tą podróżą. Kobiety pojechały taksówką do domu rodziców Anny i Agnieszki. Dawno już tu nie były, Victoria bardzo stęskniła się za swoimi dziadkami. Cały ten dzień spędziła z rodziną. Zasnęła bardzo wcześnie – źle zniosła zmianę czasu i klimatu.
Następnego dnia od rana była kłębkiem nerwów. Bała się spotkania z ojcem. Bała się prawdy o sobie. Bała się również tego, jak tata zareaguje na jej wózek.
W końcu Anna zawiozła ją w miejsce spotkania. Była to nieduża kawiarenka w sercu warszawskiej starówki. Victoria kochała to miasto niemal tak samo jak Los Angeles, który przecież był jej domem. Matka pomogła Victorii wjechać do budynku oraz zaprowadziła ją do ojca.
- Cześć Adam – przywitała się z nim uprzejmie, jednak bez czułości.
- Bardzo się cieszę, że was widzę – powiedział, przy czym chciał przytulić córkę.
Ona jednak nie była na to gotowa i odepchnęła ojca. Powiedziała tylko:
- Dzień dobry, chociaż, szczerze mówiąc, nie wiem, czy to będzie dobry dzień…
Anna już chciała skomentować zachowanie córki, na szczęście się powstrzymała. Po chwili wyszła z kawiarni, tym samym dając Adamowi i Victorii „zielone światło” do poważnej, pierwszej rozmowy.
Zamówili gorące napoje. Victoria nie miała pojęcia, jak zacząć tę rozmowę. Choć miliony razy wyobrażała sobie tę rozmowę, teraz wszystkie pomysły wyparowały z jej umysłu. W końcu, po długiej chwili krępującej ciszy, Victoria zadała pytanie, które ciążyło jej, od kiedy pamięta:
- Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś, tato? – zapytała przez łzy.
- Kochanie, to nie jest takie proste, jednak jestem winien ci wyjaśnienie tego. Jesteś już niemal dorosłą kobietą i powinnaś o tym wiedzieć. Gdy poznałem twoją mamę byłem już żonaty, co więcej miałem nawet już synka – Artura. Jednak w moim małżeństwie coś się rozpadało. Pracowałem wtedy jako wykładowca na uniwersytecie, Anna była moją studentką. Zakochałem się w niej. I wtedy pojawiłaś się ty.
- Więc dlaczego mnie zostawiłeś?
Dziewczyna próbowała się trzymać, ale w jej oczach widać było łzy.
- To nie był mój wybór. To Anna powiedziała: „dosyć już tego!” I wyjechała razem z tobą do stanów. To była moja wina, wcześniej okłamywałem ją, że jestem wolny. Teraz mój syn jest już dorosły. Utrzymuję z nim kontakt. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz chciała go poznać.
- Wybacz tato, ale nie teraz. Nie wiem, czy mama ci mówiła, ale ostatnio miałam wypadek na basenie. Jeszcze się po nim nie pozbierałam i nie mam ochoty, aby ktokolwiek obcy mnie oglądał w takim stanie! – powiedziała ostro.
- Artur jest twoim bratem – oświadczył łagodnie.
- Jestem jedynaczką – zastrzegła szybko.
Dziewczyna dopiła czerwoną herbatę.
- Kochałem Annę – wyznał Adam, gdy dziewczyna chciała już wychodzić z kawiarni. Ona w pół ruchu zatrzymała się.
- Więc dlaczego odszedłeś? To był tylko… Ona była twoją kochanką?! – zapytała głośniej, niż zamierzała.
- Wiem, to może tak wyglądać. Ale naprawdę ją kochałem, to ona zdecydowała się odejść. Wiem jednak, że nie mogę na nią zwalać winy. To ja jestem winny. I dlatego proszę cię o przebaczenie.
- Na razie nie jestem gotowa, aby ci wybaczyć. Jednak chciałabym mieć normalne stosunki z obojgiem rodziców.
- Będę się o to starać, córeczko – obiecał.
- Na razie i tak będę musiała jeszcze wrócić do L.A.. Mam nadzieję, że lekarze dadzą radę mnie poskładać, żebym już w przyszłym roku wystartowała w zawodach.
Jeszcze chwilkę porozmawiali, później Adam odwiózł córkę do domu jej dziadków. Zamienił z Anną jeszcze kilka słów. Te dwa tygodnie spędzone w Polsce zleciały Victorii bardzo szybko. Znów musiała wrócić do stanów, choć dziadkowie przekonywali ją, do zostania z nimi w czasie wakacji, a potem, gdy zacznie się rok szkolny, w Warszawie skończy klasę maturalną. Obiecała, że gdy skonsultuje się z lekarzem i załatwi wszystkie swoje sprawy w Miami, zastanowi się nad przyjazdem tutaj. Być może właśnie w Polsce skończy szkołę.
Gdy wróciła do szpitala Prinston, od razu przyszedł do niej Phil oraz Bella – pielęgniarka, którą bardzo lubiła. Założyła jej wkłucie i zostawiła dziewczynę tylko z lekarzem.
- Wiesz, że będziemy musieli przeprowadzić ci jeszcze jeden zabieg, prawda? Na kręgosłupie wszczepimy ci blaszki, które pomogą ci się, być może w przyszłości, poruszać.
- Dlaczego „być może w przyszłości”? – zapytała zaniepokojona.
- Szczerze mówiąc, nie dawałem ci szans nawet na to, że odzyskasz władzę w rękach. Na szczęście nie przerwał ci się rdzeń kręgowy, chociaż twój kręgosłup jest w trzech częściach.
- Ale dacie radę go złożyć? –zapytała niepewnie.
- Dlatego właśnie musimy wstawić ci te płytki.
- A jak szybko, po tym zabiegu, będę mogła chodzić?
- Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będziesz mogła chodzić, bardzo mi przykro – przytulił ją.
- Ale jak to? Ja muszę chodzić! Rozumiesz? Muszę!
- Wiem, co teraz czujesz…
- Nie masz pojęcia! – przerwała mężczyźnie. – Wyjdź stąd! Proszę, chcę zostać sama!
- Poprosić tutaj Annę?
- Chcę zostać sama! – poprosiła donośniej. – Nie rozumiesz tego?
- Przepraszam.
Wyszedł. Victoria, w jednej chwili, przykryła twarz poduszką. Jej szloch był jednak bardzo donośny. Do jej sali weszła Bella, która dała jej leki uspokajające. Po chwili dziewczyna spała kamiennym snem.
Drugi zabieg miała następnego dnia. Nie bardzo cokolwiek kojarzyła, dostała leki, które bardzo ją otumaniły. Choć bardzo się bała, nie chciała, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Jeszcze zanim dostała leki, zadzwonił do niej ojciec. Mówił, że jest z nią duchem.
Gdy obudziła się z narkozy była przy niej matka.
- Co się stało? – zapytała dziewczyna słabym głosem.
- Miałaś operację, córeczko. Teraz jest już w porządku. Zostaniesz jeszcze kilka dni w szpitalu. Zaraz przyjdzie do ciebie pewnie Phil albo inny lekarz i wszystko ci wyjaśni, jednak wcześniej mam dla ciebie niespodziankę.
- Niespodziankę? Jaką? – zaciekawiła się dziewczyna.
- Zamknij oczy – poprosiła Anna.
Victoria wykonała polecenie. Ktoś wszedł do sali.
- Już, kochanie! – powiedziała matka Victorii, dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała swojego tatę.
- Tato, co ty tutaj robisz? – zapytała dziewczyna, przecierając oczy ze zdziwienia.
- Przyjechałem do ciebie. Mówiłem, że już cię nie zostawię?
- Nie mówiłeś, ale to nic – przyznała ze śmiechem.
- Zbyt długo nie było mnie przy tobie, córciu! – przytulił ją, a ona się nie opierała. Nie odpychała go, ale sama również wtuliła się w ramiona ojca. W takiej pozycji zastał ją Phil.
- Cześć maleńka! – przywitał się z nią, jak zwykle. – Jak się czujesz?
- Pytasz z przejęcia, czy jako lekarz? – zaśmiała się. – Osiem. – odpowiedziała, gdy lekarz wziął w dłonie jej kartę.
- Uuu… trzeba coś z tym zrobić! – podłączył jej kroplówkę, a po chwili poczuła ulgę. Zasnęła. Gdy się obudziła, zauważyła, że Phil „majstruje” coś przy jej kroplówce.
- Co się stało? – zapytała zaspana.
- Nic, nic… Zmieniam ci tylko leki. Boli cię?
- Tylko na dwa, no, może na trzy…
- Chcesz coś jeszcze?
- Nie, prześpię się i przejdzie – wysłała mu piękny uśmiech.
- Gdyby cokolwiek się działo, wołaj lekarza, okej?
- A ty nie powinieneś iść już do domu?
- Dwadzieścia cztery mam dzisiaj, ale już zaraz przychodzi Bill, ja idę spać.
- Który Bill? Kill Bill?
- Niestety, ale nie martw się, powiedziałem mu już, że jesteś moją pacjentką i ma się z tobą obchodzić jak z jajkiem.
- Uwielbiam cię – zaśmiała się.
- Wiem – odpowiedział nieskromnie.
Kilka dni w szpitalu ciągnęło się Victorii niemiłosiernie. Po dziesięciu dniach od operacji, mogła w końcu wrócić do domu. Nie wiedziała jednak, że Anna wraz z Adamem przygotowali na jej powitanie przyjęcie – niespodziankę. Byli tam wszyscy jej przyjaciele. Poznała tam również swojego brata – Artura, chociaż do rodziców miała o to pretensje.
Artur okazał się wysokim, przystojnym brunetem z dużymi orzechowymi oczami. Niemal identycznymi, jak u ich ojca.
- Cześć – powitał się z nią.
- Cześć – odpowiedziała; nie wiedziała, jak się zachować.
- Słyszałem, że pływasz – chciał jakoś zacząć rozmowę.
- Aktualnie musiałam zrobić sobie przerwę, ale owszem. A ty, czym się zajmujesz?
- Studiuję fizjoterapię. Teraz jestem na czwartym roku. Staram się o stypendium i wymianę studencką.
- Bardzo ambitnie.
- Tylko nie wiem, czy się uda…
- Moja babcia zawsze powtarza, że nigdy nie można się poddawać.
- To być może nie długo przyjadę do stanów.
- A ja myślałam, żeby teraz się przenieść do Polski. Moja babcia złożyła mi taką propozycję.
- A kiedy kończysz szkołę?
- W przyszłym roku. Teraz zdałam do klasy maturalnej. A teraz, kiedy poznałam tatę, chciałabym być w miarę blisko niego i swoich dziadków.
- Ty znałaś rodziców taty?
- Nie. Mówię o rodzicach mojej mamy.
- Musisz ich poznać. Kiedy teraz przyjedziesz do Warszawy?
- Nie wiem. Czy teraz, jak będziesz w Polsce, zaniósłbyś moje papiery do jakiegoś w miarę dobrego liceum? Ja postaram się przyjechać do Warszawy najszybciej, jak to możliwe. Na razie muszę załatwić tutaj jeszcze kilka spraw, pożegnać się ze swoimi dzieciaczkami…
- Dzieciaczkami? – zdziwił się.
- Jestem wolontariuszką w szpitalu dziecięcym.
Victoria na imprezie bawiła się znakomicie do białego rana. Artur namówił ją nawet na wspólny taniec. Ta noc była bardzo krótka. Dziewczyna namówiła swojego brata, aby obejrzeli wschód słońca na plaży.
Przez następne trzy tygodnie Victoria codziennie chodziła do szpitala Prinston. Artur w tym czasie wrócił do Polski.
Gdy był na uniwersytecie, zaczepił jednego ze swoich wykładowców.
- Dzień dobry. Panie profesorze, mogę panu zająć chwilę?
- Jasne, chodź do mojego gabinetu.
Skręcili w prawo, w drzwi gabinetu.
- No, to co to za sprawa? Z twoją pracą?
- Nie – uspokoił go – chodzi o moją siostrę. Pan zajmuje się „beznadziejnymi” przypadkami, prawda?
- Beznadziejnymi? Tego jeszcze nie słyszałem. Ogólnie zajmuję się kręgosłupami i ludźmi po wypadkach – wyjaśnił.
- No, właśnie o to mi chodzi. Moja siostra miała wypadek na basenie i tak niefortunnie się stało, że kręgosłup pękł jej w dwóch miejscach. Teraz jest kompletnie załamana.
- Bardzo mi przykro.
- I chodzi o to, że chciałbym znaleźć kogoś, kto się nią należycie zajmie i od razu pomyślałem o panu.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Musisz mi tylko przynieść jej aktualne zdjęcia kręgosłupa i zobaczymy co da się zrobić – uśmiechną się przyjaźnie do chłopaka.
- Viki niedługo przyjeżdża do Polski, więc powiem jej, aby jak najszybciej zrobiła rezonans kręgosłupa i przywiozła go ze sobą.
- A jak dawno był ten wypadek?
- Na początku czerwca. Viki jest teraz pod stałą opieką neurochirurgów w Los Angeles.
- W stanach?
- Tak, ona tam mieszka.
Artur porozmawiał jeszcze chwilę z profesorem Dobrowolskim, po czym pożegnał się z nim, wyjął swój telefon i wybrał numer swojej dziewczyny – Sylwii. Odebrała po kilku sygnałach.
- Cześć misiek – przywitała się.
- Cześć. Skończyłaś już zajęcia?
- Czekam jeszcze na jeden wpis i będę wolna.
- To co, przyjeżdżam po ciebie?
Godzinę później był na Ursynowie, gdzie uczyła się Sylwia.
- Cześć kochanie – przywitał się z nią namiętnym pocałunkiem, po czym otworzył jej drzwi w swoim samochodzie.
Cały dzień spędzili w jego mieszkaniu. Sylwia została u niego na noc. Po południu zadzwonił do Victorii.
- Cześć siostra – przywitał się z nią, gdy odebrała.
- Cześć. Co tam Art?
- Będziesz musiała tutaj przyjechać! – oświadczył.
- Co się stało? – przestraszyła się.
- Rozmawiałem ze swoim profesorem, ale nawet on raczej nie jest w stanie zrobić nic na odległość – zaśmiał się.
- Spoko. Już nawet mam bilet. Zaniosłeś moje papiery?
- Jasne. Powiedzieli, że cię przyjmą, tylko musisz powiedzieć dyrektorowi, do jakiej klasy chcesz uczęszczać.
- Co to znaczy?
- Bo są różne profile. W zależności od tego, co byś chciała potem studiować.
- Psychologię – odpowiedziała bez wahania.
- Spoko. Jest tam profil psychologiczny. Przejdziesz się ze mną do liceum, przy okazji pokażę ci, gdzie to jest.
- Dzięki brat.
- To, co kiedy mam po ciebie wyjechać na lotnisko?
- Dwudziestego trzeciego lipca. Około dwudziestej drugiej będę lądować na Okęciu – oznajmiła. – Na razie nie mogę już gadać, bo jestem w szpitalu i chyba właśnie mnie wołają.
Rzeczywiście, z oddali słychać było głośne nawoływanie jej imienia.
- Dobra, to leć. Trzymaj się siostra!
- Cześć – rozłączyła się.
Podjechała do małego Thomasa, który ją wołał.
- Z kim rozmawiałaś, ciociu? – zapytał.
- Ze swoim bratem.
- A dlaczego w jakimś takim, dziwnym języku?
- Już kiedyś ci opowiadałam, że nie jestem amerykanką, prawda? No właśnie, Artur jest w Polsce i dlatego rozmawialiśmy po polsku – wyjaśniła chłopcu – ale ciebie i tak najbardziej lubię – zmierzwiła mu włosy.
Niedługo potem nastał 23 lipca. Viktoria od rana była pełna energii. Choć wylatywała dopiero wieczorem, ten dzień miała cały zapełniony. Z samego rana dokończyła pakować walizkę. Później pojechała do Prinston, aby pożegnać się z personelem medycznym, a przede wszystkim z pacjentami, do których wiedziała, że już nie wróci.
- No, to trzymaj się w tej Europie – powiedział Phil. – Mam nadzieję, że napiszesz od czasu do czasu.
- Jasne, jak będę tutaj, nie zapomnę zajrzeć i do Prinston. Obiecuję.
- No, mam nadzieję – stwierdził szczerze.
- Dobra, ja jeszcze polecę na chwilkę do dzieciaków – powiedziała i już chciała się zbierać.
- Nie tak szybko – powiedział Bill, a w tej chwili „wjechała” Bella z szampanem. Wszyscy wypili po lampce. Później Victoria uściskała każdego z osobna i wyszła z pokoju lekarskiego, choć wcale nie było łatwo rozstać się z przyjaciółmi. Poszła do dzieci. Gdy się z nimi żegnała, całą energię wkładała w to, aby się nie rozpłakać. Nie udało jej się jednak opanować swoich emocji.
W końcu wyszła ze szpitala Prinston. Zakończyła kolejny etap swojego życia. Później musiała jechać już na lotnisko. Przyjechała jeszcze do domu, matka pomogła jej z bagażami oraz odwiozła dziewczynę na samolot. Ta podróż była bardzo długa. Victoria przeczytała prawie całą książkę, którą wzięła do Polski. W Warszawie odebrał ją Artur wraz ze swoją dziewczyną, Sylwią.
- Cześć – zawołał mężczyzna, kiedy zobaczył siostrę jadącą w stronę wyjścia – witamy w Polsce! – zaśmiał się. Wziął od niej bagaż. Dziewczyny zapoznały się. – To co, siostra? Jesteś mocno zmęczona?
- W sumie nie. Potrzebuję tylko prysznica.
- Okej. A potem idziemy na imprezę! Pokażemy ci, jak się bawią Polacy!
- To brzmi obiecująco – stwierdziła.
Artur usadził ją na tylnym siedzeniu samochodu, a jej wózek złożył i schował do bagażnika. Z drugiej strony przysiadła się do niej Sylwia. Całą drogę rozmawiały. Victoria dowiedziała się o bardzo wielu ciekawych wydarzeniach z życia swojego brata. W jego mieszkaniu pojawił się jednak kolejny problem. Mianowicie nie wiedziała, w jakie sposób ma usiąść pod prysznicem. W stanach, zanim wyszła ze szpitala, jej matka zrobiła remont łazienki i przystosowała ją do nowych potrzeb córki.
W Warszawie Artur przyniósł jej krzesło balkonowe. W łazience siedziała dość długo. Gdy wyszła, Artur nie mógł powiedzieć ani słowa – zaniemówił z wrażenia. Wyglądała bowiem bardzo seksownie – miała na sobie bardzo wyzywający, różowy top, a ponad to bardzo skąpą, dżinsową spódniczkę. Zrobiła sobie koka, twarz lekko przypudrowała, powieki pomalowała pod kolor bluzki. Jej makijaż nie był mocny, ale mimo to wyglądała pięknie.
Sylwia i Artur też już byli gotowi do wyjścia. Tą imprezą była niewielka „domówka” u dobrego kumpla Artura – Kacpra.
- Hi – przywitała się nieśmiało Victoria.
- Cześć – powiedział gospodarz – Artur nie kłamał, kiedy mówił o twojej urodzie – stwierdził.
- A co mówił? – zapytała, niby przestraszona.
- Że ma piękną siostrę – kokietował.
- Dziękuję.
Dziewczynie zarumieniły się policzki. Victoria na imprezie bawiła się znakomicie. Bliżej poznała przyjaciół Artura. M.in. Kacpra, Igora, Emila i Przemka.
Następnego dnia Victoria musiała jechać do liceum, gdyż była umówiona z dyrektorem, że w tym dniu wybierze profil klasy do której będzie chodzić.
Gdy dziewczyna była w szkole, Artur był u Kacpra.
- Pomóż mi zdobyć swoją siostrę! – powiedział Kacper prosto z mostu.
- Jak? Ona dopiero przyjechała do Polski. Na pewno miała tam faceta. Poza tym ja sam ją dopiero poznałem, właściwie. Nie wiem, co lubi ani czego nie trawi…
- Myślisz, że mam u niej szanse?
- Z tego, co widziałem na imprezie, to raczej tak. Widziałem, poza tym, jak na nią patrzyłeś! Jakbyś chciał ją zaraz pożreć!
- Bo jest… - nie dokończył.
- Jeśli zrobisz jej krzywdę, przysięgam, że cię zabiję!
- Skrzywdzić taką dziewczynę? Chyba musiałoby mi coś na rozum paść! – powiedział zbulwersowany. – To co, mogę się z nią umówić?
- Macie moje błogosławieństwo – zaśmiał się. - Jak chcesz, to możesz teraz po nią jechać. – Akurat zadzwonił telefon Artura. – O, o wilku mowa! Sorry – powiedział i odebrał. – Cześć siostra.
- Cześć. Już jestem po rozmowie. Dostałam się do klasy z elementami psychologii.
- Cieszę się.
- To co, przyjeżdżasz po mnie? – zapytała milutko.
- Nie mogę, ale Kacper zaraz po ciebie będzie – powiedział, przy czym wysłał porozumiewawcze spojrzenie w stronę przyjaciela.
- Kacper? Super, więc czekam, jak już będzie, niech się odezwie do mnie – poprosiła.
Po chwili chłopak był już przy szkole, do której sam kiedyś uczęszczał wraz z Arturem. Zaparkował właściwie przy samym wyjściu z liceum. Gdy tylko wszedł do budynku, zobaczył Victorię. Podszedł do niej od tyłu i zasłonił jej oczy. W pierwszej chwili się przestraszyła, jednak po chwili wiedziała już, któż stoi za jej plecami.
- Cześć Kacper – przywitała się, gdy zdjął dłonie z jej oczu.
- Cześć – pocałował jej dłoń, niczym prawdziwy dżentelmen. Dziewczynie zarumieniły się policzki.
- To co, jedziemy? – zapytała, aby ukryć swoje zawstydzenie.
- Jasne. Dasz radę wsiąść do samochodu? – zapytał troskliwie.
- Oczywiście. Możemy iść.
Gdy byli już w aucie, toczyła się między nimi bardzo luźna rozmowa. Choć podróż nie trwała długo, Kacper zdążył w tym czasie wypytać Victorię niemal o wszystko.
Dni mijały bardzo szybko. Victoria zaczęła umawiać się coraz częściej z Kacprem. Pierwszego września dziewczyna poszła pierwszy raz do polskiej szkoły. Spodobał się jej polski system edukacji. Choć już w miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego miała dużo nauki. Były takie tygodnie, kiedy całe dnie siedziała nad książkami. Ale zawsze znajdowała czas na spotkania z Kacprem. Tydzień przed rozpoczęciem roku akademickiego Artur wraz z Kacprem zorganizowali imprezę – niespodziankę Sylwii i Victorii. Zorganizowali ją w akademiku, gdzie mieszkał Kacper na inaugurację roku akademickiego.
Na tej imprezie Victoria oficjalnie została dziewczyną Kacpra. Następnego dnia dziewczyna spała jeszcze mieszkaniu brata, kiedy ten wpadł do jej sypialni.
- Wstawaj, siostra!
- Czego się tak drzesz? Człowieku, jest środek nocy! – powiedziała z wyrzutem, zaspana.
- Jest wpół do dziesiątej, a ty w nocy przesadziłaś – oznajmił.
- Z czym? – zapytała, nie rozumiejąc.
- Nie „szczym”, tylko sikamy! A tak poza tym, nie wiedziałem, że moja malutka siostrzyczka może wypić tyle alkoholu – zaśmiał się - na raz! – dodał.
- Oj tam…
- Boli cię głowa?
Dziewczyna pokiwała tylko głową, potwierdzając. W takim razie, mam tu coś dla ciebie – powiedział i wyjął zza pleców butelkę truskawkowego kefiru.
- Kocham cię – zaśmiała się.
- Dasz radę się ogarnąć w ciągu godziny?
- A coś się stało? – przestraszyła się.
- Umówiłem cię ze swoim profesorem z uniwerku. On jest jednym z nielicznym neurochirurgów na świecie, którzy dają szanse tym, którzy połamali kręgosłupy.
- Szanse na co?
- Na to, że będą chodzić.
- Nawet tam, w stanach, nie dawali mi na to najmniejszych szans, więc nie sądzę, żeby jakiś tam profesorek mnie cudem postawił na nogi.
- Profesor Dobrowolski nigdy nie daje bezpodstawnej nadziei. Zrozum… A zresztą, co ci szkodzi?!
- W sumie, nie mam nic do stracenia! Ale mówię ci, że nic z tego nie będzie. On nic nowego nie wymyśli! – wyrokowała.
- Okej! A jeśli wymyśli, idziemy pić?
- O nie! Dzisiaj alkohol to mój najgorszy wróg!
- A jednak masz nadzieję! Przypuszczasz, że pan profesor może coś poradzić?
- Skończ! Proszę! I spadaj, muszę się ogarnąć!
- Zaraz przychodź na śniadanie! – powiedział i wyszedł z pokoju siostry.
Kwadrans później dziewczyna wyszła z łazienki. Artur już czekał ze śniadaniem – to znaczy z jajecznicą na szynce oraz pięknie pachnącą kawą. Rodzeństwo szybko zjadło posiłek, później pojechali do profesora Dobrowolskiego. Lekarz opowiedział dziewczynie o możliwej metodzie „poskładania” jej kręgosłupa. Powiedział, że nie będzie łatwo. Nie koloryzował. Mówił, że jeśli zdecyduje się na tę terapię, jej drugim domem, bynajmniej na razie stanie się szpital.
- Chcę chodzić! – powiedziała pewnie dziewczyna, lecz drżącym głosem.
- Zrobię wszystko, aby tak się stało – obiecał profesor.
Po wyjściu z gabinetu profesora Dobrowolskiego, rodzeństwo wsiadło do samochodu Artura:
- I co, siostra? – zapytał mężczyzna.
- Nie bardzo rozumiem?
- Jedziemy pić – oznajmił.
- O nie… błagam! – zaśmiała się.
- Mówiłem, że damy radę, nie? – zapytał retorycznie. – Słuchaj się starszego brata – poradził dziewczynie.
- Może lepiej nie zawsze? – zaśmiała się.
- Dobra, skończ! Jedziemy po Kacpra?
- A jakie są plany?
- Plan jest taki, że teraz jedziemy do mieszkania, jeśli chciałabyś się przebrać, bo chyba w tym wdzianku na imprezę nie pojedziesz?
Rzeczywiście, dziewczyna miała na sobie spódniczkę za kolano i elegancką koszulę.
- No, raczej muszę się przebrać! – stwierdziła. – A co potem?
- A co byś chciała? – odpowiedział pytaniem.
- Szczerze? – zapytała retorycznie. – Chyba spać.
- Spać?
- Zazwyczaj tak reaguję na stres – wyjaśniła.
Pojechali po Kacpra. Stanęło na tym, że zostali w mieszkaniu Artura. Dziewczyna przebrała się, w czym pomógł jej Kacper. Ten dzień całą czwórką (dołączyła do nich również Sylwia) spędzili w mieszkaniu pokazując Victorii klasyki polskiego kina.
W grudniu do Polski przyjechała Anna. Święta Bożego Narodzenia Victoria spędziła z całą rodziną. Poznała rodzinę swojego ojca, która w pełni ją zaakceptowała.
Na początku stycznia profesor Dobrowolski zlecił jej badania. Między innymi kolejny rezonans kręgosłupa, aby zobaczyć w jakim stanie jest jego pacjentka.
Na szczęście wszystko było po jego myśli. Dziewiątego stycznia dziewczyna miała przeprowadzany zabieg chirurgiczny. Bardzo się bała, choć byli przy niej wszyscy, na których jej zależało. Kacper cały czas zapewniał ją, że wszystko będzie dobrze. Przecież nie mogło być inaczej.
Zabieg trwał ponad dwadzieścia godzin. Tyle czasu lekarze męczyli się, aby poskładać jej połamane kręgi. Gdy, w końcu, przewieziono ją na salę pooperacyjną, byli przy niej wszyscy. Choć dziewczyna jeszcze nie odzyskała przytomności, mieli pewność, że wszystko się ułoży. Przytomność odzyskała dopiero następnego dnia. Był przy niej już Kacper, trzymał ją za dłoń. Szeptał czułe słówka.
- Cześć kochanie – przywitał się, gdy zobaczył, że otworzyła oczy.
- Hej – powiedziała, niby radośnie, mimo to bardzo słabym głosem.
- Jak się spało? – powiedział ze śmiechem.
- Średnio – oceniła. – Bo bez ciebie.
- A jak się teraz czujesz? – wypytywał.
- Kręgosłup mnie boli.
- Zaraz poproszę pielęgniarkę o coś przeciwbólowego.
Po chwili rzeczywiście przyszła siostra, dała jej ketonal i dziewczyna zasnęła.
Dni w szpitalu ciągnęły się niemiłosiernie. Na kilka dni po zabiegu profesor znów zrobił badania dziewczynie. Zabieg się udał. Teraz już wszystko miało być coraz lepiej. Profesor nie ukrywał jednak, że potrzeba bardzo intensywnej rehabilitacji. Artur jednak zadbał o to, aby jego siostra zaraz po wyjściu ze szpitala wyjechała do szpitala uzdrowiskowego. Spędziła tam dość sporo czasu, jednak na początku rehabilitacji było widać już jej wyniki. Nie duże, jednak… były!
Na kilka dni po rozpoczęciu ćwiczeń i innych zabiegów leczniczych, były już pierwsze efekty. Na pewnych ćwiczeniach po raz pierwszy od długiego czasu poczuła przyjemne mrowienie w prawej łydce. Natychmiast powiedziała o tym fizjoterapeucie.
- Super, mamy postęp – oznajmił ucieszony.
Po dwóch miesiącach spędzonych tam dziewczyna chodziła podpierając się jedynie dwoma kulami. Gdy rehabilitanci powiedzieli jej, że będzie taka możliwość, nie mogła w to uwierzyć. Zadzwoniła do Phil’a.
- Cześć maleńka – usłyszała jego ucieszony głos.
- Cześć, jak tam u was, w Prinston? Tęsknicie trochę za mną?
- Cały personel usycha z tęsknoty – zaśmiał się. – Kiedy do nas przyjedziesz?
- Szczerze mówiąc, nie wiem. Na wiem na kiedy przygotują mi wypis ze szpitala.
- Jesteś w szpitalu? Cały czas coś się pieprzy z tym twoim kręgosłupem?
- Nie. Jest coraz lepiej.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że już chodzę o kulach.
- Wow!- ucieszył się. – Nie doceniałem Polaków! – przyznał.
- Słyszałeś kiedyś o profesorze Dobrowolskim?
- No, chyba… chyba tak!
- Pod jego opieką jestem – oznajmiła.
Porozmawiała jeszcze chwilę z przyjacielem, obiecała mu, że nie długo do nich przyjedzie.
Każdy dzień zdawał się być taki sam. Choć był przy niej Kacper, dziewczyna z każdym dniem coraz bardziej tęskniła za domem i rodziną.
W końcu, po dwunastu tygodniach spędzonych tam, dostała wypis ze szpitala. Wtedy dziewczyna chodziła, pobierając się już tylko jedną kulą. Przyjechał po nią Artur, gdy stała z walizką już przed szpitalem. Kacper w tym czasie był w pracy.
- Dzień dobry, proszę pani – przywitał się z nią, gdy wysiadł z samochodu.
- Cześć, braciszku – pocałowała go w policzek.
- Dobrze wyglądasz! Jak tam się chodzi?
- Fantastycznie, ale nie odpuszczę ci w domu.
- Czego?
- Dopóki nie pozbędę się tej kuli, będziemy ćwiczyć!
- A kiedy zamierzasz iść do szkoły? – zmienił temat.
- Jak najszybciej! Wiem, że prawdopodobnie będę musiała powtarzać rok, mimo, że miałam tutaj indywidualne nauczanie.
- Nauczyciele zrozumieją twoją sytuację. Już gadałem z niektórymi, a oni zrobią wszystko, abyś nie powtarzała roku i przystąpiła do matury.
Gdy wysiedli z samochodu, toczyła się między nimi luźna rozmowa:
- Pojedź ze mną do stanów! – poprosiła Victoria brata.
- Ja? A po co ja tam? – zdziwił się
- Chciałabym spotkać się z przyjaciółmi, a sama jeszcze boję się lecieć!
- Spoko. Polecę z tobą, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? – zdziwiła się dziewczyna.
- Ja jeszcze nigdy nie byłem za oceanem. Dlatego chciałbym, abyś mnie tam trochę oprowadziła.
- Nie ma sprawy – stwierdziła.
Zanim pojechali do domu, wstąpili jeszcze na Okęcie, aby zobaczyć kiedy ewentualnie mogliby polecieć do stanów.
- Pytać o cztery bilety, co? – zapytała Victoria brata, gdy stali w kolejce do kasy.
- No, chyba tak. Tylko pytanie, czy ty chcesz, aby Kacper był, gdy będziesz się spotykać ze swoim eks?
- Jakim eks? – zapytała zdziwiona.
- A ten Phil? Cały czas o nim nawijasz?
- Phil jest cudowny, ale nigdy… - przerwała, bo nie wiedziała, jak ma to ująć.
- Nigdy cię do niego nie ciągnęło? Z tego, co mówiłaś, był nie dość, że przystojny, to jeszcze zabawny i inteligentny.
- Ta… byłby idealny, gdyby nie fakt, że jest gejem! – zaśmiała się.
- To nie miałaś tam chłopaka? – Już nic nie rozumiał.
- Z Jackiem zerwałam dwa tygodnie przed przyjazdem tutaj. I nie patrz tak na mnie! Nie jestem typem barbie!
- W życiu tak nie pomyślałem!
- To on przyznał się do tego, że od dawna ubiega się o inną dziewczynę.
- A to świnia! – niemal wykrzyknął.
- Ja go właściwie rozumiem. Przeraził się tym moim wypadkiem i tak dalej. Szukał pretekstu, wypadek wydarzył się w niemal idealnym momencie. A Jack niech idzie do diabła!
Chłopak przytulił siostrę. Wiedział, że nie jest jej łatwo, choć cały czas grała przed nim twardą i pewną siebie kobietę, w środku była jednak kruchą dziewczynką.
Bilety zarezerwowali dopiero na początek czerwca, po maturach Victorii oraz po egzaminach chłopców.
Następnego dnia Artur zawiózł siostrę do jej liceum. Ona już w szpitalu uczyła się, aby wszystko pozaliczać. Dziewczyna odpuściła sobie studniówkę, ponieważ i tak nie bawiłaby się tam dobrze.
Teraz wszystkie swoje siły skoncentrowała na nauce. Pierwszy semestr zaliczyła w trybie indywidualnym. Później, po feriach zimowych, Artur załatwił jej nauczanie indywidualne.
Do końca roku pozostało jej kilka tygodni, musiała wszystko pozaliczać, a poza tym jeszcze musiała dużo ćwiczyć. Nie bardzo miała czas dla Kacpra, choć on czasami przyjeżdżał do niej i pomagał jej się uczyć. Ona sam był na studiach medycznych, więc pomagał jej uczyć się z biologii, ale za nic w świecie nie mógł jej pomóc z wosu, który również chciała zdawać na maturze.
W końcu nastał tak bardzo stresujący okres w życiu Victorii – okres egzaminów maturalnych.
Na maturę ustną z języka polskiego wybrała sobie temat: „Religia w literaturze współczesnej”.
Uwielbiała książki Dana Browna, dlatego wydawało jej się, że ten temat bez problemu opracuje. Niestety, okazało się to nie lada wyzwaniem. Na szczęście zdała bardzo dobrze – bo na 95%.
Poza tym zdawała również dwa języki obce: angielski i francuski. Biologia i Wiedza o Społeczeństwie były w tym roku banalnie proste. Tak więc dziewczyna nie miała problemu z napisaniem tych egzaminów.
Później wysłała swoje dokumenty na kilka uniwersytetów w całym kraju.
Nastał czerwiec. Dziewczyna wyczekiwała wylotu do stanów. Tęskniła za swoimi przyjaciółmi, szczególnie za Philem, jego chłopakiem Billem oraz swoimi przyjaciółkami Bellą i Sarą.
W końcu wylądowali. Wszyscy byli bardzo zmęczeni, więc pojechali do domu Anny i Agnieszki, który znajdował się na przedmieściach Los Angeles. Matka i ciotka Victorii wyjechały na Florydę, więc cały dom był do ich dyspozycji. Gdy tylko przyjechali, Victoria zrobiła chińszczyznę, po drodze do domu kupili wino i colę. Ten wieczór spędzili bardzo miło, ale również leniwie.
Około dziewiątej wieczorem Artur wraz z Kacprem chcieli włączyć jakiś ciekawy film.
- Siostra, nie masz żadnych fajnych filmów? – zapytał Artur.
- No jak to nie? – zapytała oburzona. – Tutaj są! – Wskazała na półkę, na której były płyty DVD.
- Jedynym sensownym filmem tutaj jest „Kill Bill”! – powiedział zniesmaczony.
- Jedynym? Jest pełno fajnych filmów! – cały czas była oburzona.
- Ciekawe! Jest pełno komedii romantycznych, ale nic ciekawszego – kłócił się z nią.
- Komedie romantyczne, to coś dla nas! – zachwyciła się Sylwia, broniąc przyjaciółki.
- No, przynajmniej jedna! – Victoria śmiała się wraz z przyjaciółką.
Dziewczyny sprzeczały się z Arturem i Kacprem przez dłuższą chwilę. W końcu wygrały. Chłopcy włączyli film pod tytułem: „P.S. Kocham Cię”. Victoria uwielbiała ten dramat.
- Zobaczcie, czy to nie jest fajny film? – zapytała retorycznie Victoria, gdy pojawiły się napisy końcowe.
- Mogę to przemilczeć, kotku? – odpowiedział pytaniem Kacper, po czym dostał kuksańca od swojego „kotka”. – To co, włączamy „Kill Bill’a”? – zapytał Artura. – Od tej sieczki zaraz się porzygam…
- Przesadzasz! – wykrzyknęły dziewczyny jednogłośnie.
Dziewczyny musiały jednak obejrzeć Kill Bill’a. Po północy wszyscy poszli spać.
Nazajutrz wszyscy, oprócz Victorii, pojechali zwiedzać Los Angeles. Choć dziewczyna obiecała bratu, że oprowadzi ich oprowadzi, nie miała czasu. Musiała jak najszybciej jechać do Prinston. Bardzo tęskniła za Philem, Billem, Bellą i Sarą.
Cały oddział przyjął ją bardzo ciepło. Phil nie mógł się nadziwić, że ona tak dobrze chodzi.
- Gdzie jest mój fartuszek? – zapytała dziewczyna, gdy zajrzała do szafy w pokoju lekarskim.
- Jaki twój fartuszek? – zapytał Phil. – Chyba nie chcesz iść teraz na oddział?
- Właśnie taki mam zamiar.
- To nie wracasz niedługo do Polski?
- Wracam, ale proszę, nie wysyłaj mnie jeszcze do Warszawy. A teraz, powiedz mi łaskawie, gdzie znajdę swój fartuszek – poprosiła.
- W tej drewnianej szafce. Wisi między moim białym, a Isabelli.
- Dziękuję – powiedziała, gdy znalazła swój ciuszek.
Poszła na oddział. Żadnego dzieciaczka nie znała. Choć przechodziła obok wszystkich znajomych sobie sal, wszystkie uśmiechnięte buźki wyglądały tak obco. Już nie czuła się tu jak w domu.
Po całym dniu, przyjechał po nią brat. Dziewczyna opowiedziała mu jak bardzo się tu wszystko pozmieniało. Oprowadziła Artura, Kacpra oraz Sylwię po oddziale. Zapoznała ich również ze swoimi przyjaciółmi.
Phil i Bill polubili zarówno Artura, jak i Kacpra. Sylwia była bardzo podobna do Victorii, zarówno wyglądem, jak i sposobem bycia, tak więc nie mieli problemu z zaakceptowaniem przyjaciółki Victorii. Choć dzieliła ich lekka bariera językowa, nie przeszkadzało to im się razem śmiać i dobrze bawić. Tydzień w Los Angeles zleciał przyjaciołom bardzo miło i przyjemnie. Później musieli wrócić do Polski. W lipcu były już wyniki rekrutacji na studia dzienne. Victoria pojechała na uniwersytet wraz z Sylwią, która również składała tam dokumenty, aby dostać się na pierwszy rok, jednak na wydział dziennikarstwa.
Pod koniec sierpnia, Kacper zaprosił Victorię na uroczystą kolację. Dziewczyna nie wiedziała jaka jest ku temu okazja, jednak przyjęła zaproszenie.
Około dziewiętnastej Kacper przyjechał po nią do mieszkania brata. Ona wyglądała zjawiskowo, miała na sobie czarną sukienkę w małe, białe groszki, które uwielbiała. Nie zbyt dobrze komponowało się to ze „Szwedem” przy jej boku, jednak cały czas żyła w nadziei, że już niedługo się go pozbędzie.
Mężczyzna zamówił stolik w bardzo nastrojowej restauracji na warszawskiej starówce. Gdy kelner przyniósł im dania, które uprzednio zamówili, zaczęła się niezobowiązująca rozmowa:
- To co, wyjawisz mi powód takiego spotkania?
- A co dostanę w zamian? – zapytał.
- Jesteś strasznym materialistą!
- Wiem! – przyznał.
- A co chcesz w zamian?
- Ty już dobrze wiesz! – zaśmiał się.
Pocałowała go nad stolikiem. Po czym on ukląkł na jedno kolano, a z marynarki wyjął pudełeczko z pierścionkiem. Otworzył je.
- Victorio Renato Dobrowolska, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją cudowną żoną? – zadał najważniejsze pytanie w ich wspólnym życiu.
- Nie… - ze zdenerwowania łamał jej się głos – nie mogę w to uwierzyć! – w jej oczach pojawiły się łzy szczęścia. – Tak! – niemal wykrzyknęła.
Mężczyzna porwał ją w ramiona. Teraz liczyła się tylko ona. Cały świat nagle przestał istnieć. A Victoria na chwilę zapomniała o wszystkim, co było złe w jej życiu. O wszystkim tym, co ją spotkało. Gdy już ochłonęła, Kacper przekazał jej cudowną nowinę:
- Kochanie, mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę!
- To nie za dużo, jak na jeden wieczór? – zaśmiała się.
- Nie chcesz? – zdziwił się.
- Oczywiście, że chcę.
- A jakaś prośba? – zapytał i wystawił w jej stronę policzek.
- Jesteś… - przerwała – cudowny! – powiedziała, po czym pocałowała raz jeszcze jego usta.
- A więc… razem z twym bratem Arturem – mówił bardzo teatralnym głosem – dowiedzieliśmy się, że organizowane są zawody pływackie.
- Ale gdzie? I jakie? – podchwyciła temat.
- Na razie u nas na kierunku…
- Na razie? Nie rozumiem.
- Więc już ci tłumaczę, skarbie mój drogi – cały czas utrzymywał ten patetyczny ton. – Najlepsi z najlepszych pojadą na ogólnopolskie zawody pływackie. Może to nic wielkiego, ale stamtąd masz ogromne szanse, aby dostać się na olimpiadę – tłumaczył.
- Ale dlaczego akurat ja? – zdziwiła się, bo przecież w Polsce tak dużo nie pływała. Co prawda robiła treningi. Jednak one były raczej marne.
- Bo wiem, że pływanie to twoja pasja. Poza tym, już zdobywałaś medale na mistrzostwach, więc myślę, że to będzie dla ciebie dobry moment na to, aby znów zacząć porządnie ćwiczyć.
- Kocham cię – w jej oczach znów widać było ocean wzruszenia.
Następne tygodnie mijały bardzo szybko. Victoria codziennie ćwiczyła na basenie pod okiem profesjonalnego trenera. Nim zaczął się rok akademicki wysłała swoje zgłoszenie na jedną z imprez sportowych. Organizatorzy zaprosili ją. Do zawodów, na które zgłosili ją Kacper i Artur został niecały tydzień. Dziewczyna bardzo się denerwowała. Choć chłopcy wiedzieli i wielokrotnie mówili, że Victoria nie ma sobie równych, była przekonana, że przed wypadkiem była w lepszej formie. Że teraz sobie nie poradzi.
Poradziła sobie. Zajęła drugie miejsce, tylko setne sekundy dzieliły ją od złota. Jej radości nie można opisać żadnymi słowami.
- A nie mówiłem? – zapytał Kacper, po skończonych zawodach.
- No, mówiłeś, mówiłeś! Ach, ty moja wróżko – zaśmiała się srebrna medalistka.
Dni mijały bardzo szybko. Victorii całymi dniami nie było w domu. Nie miała na nic czasu. Nawet dla Kacpra. Każdy jej dzień wyglądał identycznie:
Około piątej trzydzieści szła na trening, który kończył się o siódmej. Stamtąd szybko zbierała się na uczelnię, aby od razu po zajęciach, znów jechać na basen.
Tak wyglądał jej każdy dzień. Basen – studia – basen.
Ledwo znajdowała czas dla Kacpra.
W końcu, po kolejnych zawodach, była już bardzo zmęczona tym wszystkim. Postanowiła teraz odpocząć i znaleźć czas dla swojego narzeczonego. W czasie jej wypoczynku, ustalili datę ślubu.
Nastał Wielki Dzień. Victoria wyglądała cudownie. Obydwoje wyglądali jak z obrazka. Gdy przyszła pora, na wypowiedzenie najważniejszych słów w jej dotychczasowym życiu – strasznie łamał jej się głos.
- Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, że ślubuję ci – popatrzyła na Kacpra z wielką miłością – miłość, wierność i uczciwość małżeńską…
Po weselu nowożeńcy poszli do wynajętego pokoju hotelowego. Tej nocy, po raz pierwszy w życiu zasmakowali fizycznej miłości.
- Kocham cię! – powiedział Kacper, gdy całował jej uda i szedł coraz wyżej.
- Ej, ej, ej! Nie zapędzaj się, mój kochany mężu! – skarciła go niczym małego chłopca. – Chociaż z drugiej strony – dodała po chwili z błyskiem w oku.
Znów się kochali. Gdy już wstali z łóżka, wzięli wspólny prysznic i pojechali do rodziców Kacpra, gdzie siedzieli także rodzice Victorii.
Dni mijały bardzo szybko. Dziewczyna wróciła do ćwiczeń. Chłopak skończył studia i zaczął praktyki w szpitalu rehabilitacyjnym dla dzieci.
Victoria, gdy skończyła studia, zrobiła specjalizację z psychoonkologii. W końcu znalazła pracę w szpitalu, na oddziale onkologii. Wkrótce później zaszła w ciążę. W dziewięć miesięcy później urodziła parę zdrowych, cudownych chłopców – Oskara i Marka.
Teraz już wiedziała, że nie może wydarzyć się nic złego. Nie przy jej trzech chłopcach – Oskarze, Marku i Kacprze.
Koniec!
Całą swoją złość i przygnębienie wyładowała na basenie. Woda była jej żywiołem. Startowała już w niejednych zawodach pływackich i zazwyczaj odnosiła sukcesy. Jej półki uginały się pod ciężarem pucharów zdobytych na mistrzostwach. Na co dzień była również wolontariuszką w szpitalu położonym niedaleko miejsca jej zamieszkania.
Pełnia jej szczęścia trwała aż do momentu, gdy w czasie treningu skoczyła na głowę do płytkiej wody. Natychmiast straciła przytomność, lecz gdy się już ocknęła dowiedziała się, że jest w szpitalu, w którym była wolontariuszką, na oddziale neurochirurgii. W krótce po tym, przyszedł do niej znajomy lekarz:
- Cześć młoda – przywitał się z nią jak zawsze, po czym podszedł do jej łóżka, aby wpisać coś w karcie.
- Co się stało? – zapytała przerażona. W jej oczach widać było łzy.
- Karetka przywiozła cię do nas, bo skoczyłaś do płytkiej wody – wyjaśnił. – Na szczęście nie jest tak źle, jak jest zazwyczaj po takich wypadkach.
- To dobrze, ale wiesz, głupi zawsze ma szczęście. Ale co się stało? I dlaczego w takim razie nie czuję własnych nóg?!
- Nie jest tak źle, jak w prawie każdym takim przypadku, ale… - nie umiał dobrać odpowiednich słów. – Nie czujesz nóg, ponieważ… ponieważ twój kręgosłup złamał się w odcinku lędźwiowym oraz krzyżowym. Przykro mi – powiedział i chciał przytulić dziewczynę, jednak ona odepchnęła go.
- Phil, wiem, że jesteś dobrym kumplem, ale teraz chcę zostać sama – powiedziała, bardzo asertywnie.
- Zawołać tu Annę z Agnieszką? – zapytał.
- Chcę zostać sama! – oznajmiła bardziej donośnie, ze łzami w oczach.
Całą noc przepłakała. Nie wiedziała, jak teraz ułożą się jej plany. Rano zabrano ją na salę operacyjną, gdzie miała przeprowadzony zabieg chirurgiczny.
Operacja trwała dwie godziny, mimo, że dziewczyna nie była pod narkozą, Phil zadbał o to, aby jego przyjaciółka nie nudziła się. To on ją operował, więc zabawiał ją konwersacją.
Gdy przewieziono ją na salę pacjentów, a znieczulenie odeszło, pojawił się przeraźliwy ból. W tym czasie była u niej matka, więc poszła ona po pielęgniarkę.
- Cześć Bella – przywitała się Victoria, gdy jedna z pielęgniarek weszła do pokoju dziewczyny.
- Cześć, jak się czujesz? – zapytała.
- Strasznie mnie bolą plecy – oznajmiła dziewczyna.
- Zaraz coś poradzimy – obiecała i wzięła do ręki kroplówkę z lekami przeciwbólowymi.
- Dziękuję – powiedziała dziewczyna i bezwładnie opuściła ręce. – John jest jeszcze na zmianie?
- Chyba jeszcze jest. Kończy dopiero za godzinę.
- A mogłabyś go tutaj poprosić?
- Jasne.
Po chwili lekarz był w sali dziewczyny.
- No, jak tam malutka? – zapytał, od progu.
- Jakoś leci… Chociaż czas mi się strasznie dłuży… Kiedy będę mogła wstawać?
- Raczej nie prędko, niestety.
- A uda się coś przyspieszyć?
- A co ci tak śpieszno do tego domu? – zapytał.
- Za trzy miesiące mam lecieć do Polski, poznać faceta, który podobno kiedyś był moim ojcem.
- Nie mówiłaś o tym wcześniej…
- Bo dopiero niedawno się sama o tym dowiedziałam. Zresztą, sama zostałam do tego zmuszona, więc… Jeśli każesz mi we wrześniu przyjść tutaj, będę niemal wniebowzięta. Oczywiście, jeśli to będzie blef.
- Na wrzesień na pewno cię już wypuścimy. Obiecuję, nie możesz przecież stracić takiej okazji! Nie pozwolę na to.
- Ale, John… Proszę…
- Viki… Musisz go poznać. Tyle razy o tym marzyłaś, pamiętasz?
- Ale teraz mam inne życie i nie ma w nim miejsca na „tatusia” – ostatnie słowo powiedziała z przesadną słodyczą i udała, że ją od tego zemdliło.
- Może dowiesz się, dlaczego cię zostawił?
- To jasne, mój ojciec mnie nie kochał! – powiedziała, wzruszając ramionami.
John przytulił Victorię. Jej łzy wsiąkały w jego fartuch. W końcu, z wyczerpania, zasnęła.
W szpitalu Prinston spędziła dziesięć tygodni. Z każdym dniem coraz bardziej wzmacniała swe ręce oraz opanowywała sztukę jeżdżenia na wózku.
Choć po ponad dwóch miesiącach nie jeździła jeszcze zbyt szybko i sprawnie, to jednak czuła, że da radę już się poruszać wszędzie. Wypis ze szpitala dostała 23 sierpnia.
W przeddzień wylotu do Polski Victoria dopiero wieczorem zaczęła się pakować. To nie zdziwiło ani Anny, ani jej siostry – Agnieszki.
- Mamo! – zaczęła krzyczeć Viki.
- Co się stało? – zapytała kobieta, gdy przybiegła do pokoju córki. – Krzyczysz, jakby się paliło!
- Bo nie ma mojej sukienki, a ja ją chciałam jutro założyć!
- Której?
- No tej… błękitnej!
- Powinna być… - sięgnęła na samą górę szafy - …tutaj!
- Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła – powiedziała i uścisnęła matkę.
Następnego dnia Victoria nie spała już o piątej rano. Jednak przez dłuższy czas jeszcze nie wstawała z łóżka, zastanawiała się, jak teraz będzie wyglądało jej życie po spotkaniu z ojcem. Zastanawiała się również jakie były powody tego, że odszedł od niej i Anny. Matka nigdy jej tego nie wyjaśniła. Choć ojca nie było, ona nie odczuwała jego braku, aż do dzisiaj.
W końcu zgrzebała się z łóżka. Choć wcale nie było łatwo, ubrała się i usiadła na wózku, który stał przy jej posłaniu. Podjechała do łazienki, wzięła długi i gorący prysznic. Tego właśnie potrzebowała, choć czuła mrowienie i ból lewej łydki, zignorowała go, tłumacząc sobie, że to przecież nie możliwe. Przecież Phil mówił, że na razie coś takiego jest niemożliwe. Że na razie nóg w ogóle nie będzie czuła. Po chwili ból ustał. Znów mogła zająć się przygotowywaniem do wylotu. Zrobiła sobie staranny makijaż i podjechała do kuchni. Już od ponad trzech miesięcy była na diecie, tak więc jej śniadaniem były płatki owsiane z mlekiem sojowym. Później jeszcze piła kawę, oglądając jakiś bezsensowny program reality show, kiedy do salonu weszła Anna.
- Cześć Vikuś – przywitała się z córką i dała jej przelotnego buziaka w policzek. – Ślicznie wyglądasz – skomplementowała ją.
Kilka minut po dziesiątej samolot w Victorią, Anną i Agnieszką na pokładzie wzbił się ponad chmury Los Angeles. Po dwunastu godzinach spędzonych na błękitnym niebie, w końcu kobiety mogły wysiąść. Choć w Warszawie nie było jeszcze nawet południa, Victoria była przeraźliwie zmęczona tą podróżą. Kobiety pojechały taksówką do domu rodziców Anny i Agnieszki. Dawno już tu nie były, Victoria bardzo stęskniła się za swoimi dziadkami. Cały ten dzień spędziła z rodziną. Zasnęła bardzo wcześnie – źle zniosła zmianę czasu i klimatu.
Następnego dnia od rana była kłębkiem nerwów. Bała się spotkania z ojcem. Bała się prawdy o sobie. Bała się również tego, jak tata zareaguje na jej wózek.
W końcu Anna zawiozła ją w miejsce spotkania. Była to nieduża kawiarenka w sercu warszawskiej starówki. Victoria kochała to miasto niemal tak samo jak Los Angeles, który przecież był jej domem. Matka pomogła Victorii wjechać do budynku oraz zaprowadziła ją do ojca.
- Cześć Adam – przywitała się z nim uprzejmie, jednak bez czułości.
- Bardzo się cieszę, że was widzę – powiedział, przy czym chciał przytulić córkę.
Ona jednak nie była na to gotowa i odepchnęła ojca. Powiedziała tylko:
- Dzień dobry, chociaż, szczerze mówiąc, nie wiem, czy to będzie dobry dzień…
Anna już chciała skomentować zachowanie córki, na szczęście się powstrzymała. Po chwili wyszła z kawiarni, tym samym dając Adamowi i Victorii „zielone światło” do poważnej, pierwszej rozmowy.
Zamówili gorące napoje. Victoria nie miała pojęcia, jak zacząć tę rozmowę. Choć miliony razy wyobrażała sobie tę rozmowę, teraz wszystkie pomysły wyparowały z jej umysłu. W końcu, po długiej chwili krępującej ciszy, Victoria zadała pytanie, które ciążyło jej, od kiedy pamięta:
- Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś, tato? – zapytała przez łzy.
- Kochanie, to nie jest takie proste, jednak jestem winien ci wyjaśnienie tego. Jesteś już niemal dorosłą kobietą i powinnaś o tym wiedzieć. Gdy poznałem twoją mamę byłem już żonaty, co więcej miałem nawet już synka – Artura. Jednak w moim małżeństwie coś się rozpadało. Pracowałem wtedy jako wykładowca na uniwersytecie, Anna była moją studentką. Zakochałem się w niej. I wtedy pojawiłaś się ty.
- Więc dlaczego mnie zostawiłeś?
Dziewczyna próbowała się trzymać, ale w jej oczach widać było łzy.
- To nie był mój wybór. To Anna powiedziała: „dosyć już tego!” I wyjechała razem z tobą do stanów. To była moja wina, wcześniej okłamywałem ją, że jestem wolny. Teraz mój syn jest już dorosły. Utrzymuję z nim kontakt. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz chciała go poznać.
- Wybacz tato, ale nie teraz. Nie wiem, czy mama ci mówiła, ale ostatnio miałam wypadek na basenie. Jeszcze się po nim nie pozbierałam i nie mam ochoty, aby ktokolwiek obcy mnie oglądał w takim stanie! – powiedziała ostro.
- Artur jest twoim bratem – oświadczył łagodnie.
- Jestem jedynaczką – zastrzegła szybko.
Dziewczyna dopiła czerwoną herbatę.
- Kochałem Annę – wyznał Adam, gdy dziewczyna chciała już wychodzić z kawiarni. Ona w pół ruchu zatrzymała się.
- Więc dlaczego odszedłeś? To był tylko… Ona była twoją kochanką?! – zapytała głośniej, niż zamierzała.
- Wiem, to może tak wyglądać. Ale naprawdę ją kochałem, to ona zdecydowała się odejść. Wiem jednak, że nie mogę na nią zwalać winy. To ja jestem winny. I dlatego proszę cię o przebaczenie.
- Na razie nie jestem gotowa, aby ci wybaczyć. Jednak chciałabym mieć normalne stosunki z obojgiem rodziców.
- Będę się o to starać, córeczko – obiecał.
- Na razie i tak będę musiała jeszcze wrócić do L.A.. Mam nadzieję, że lekarze dadzą radę mnie poskładać, żebym już w przyszłym roku wystartowała w zawodach.
Jeszcze chwilkę porozmawiali, później Adam odwiózł córkę do domu jej dziadków. Zamienił z Anną jeszcze kilka słów. Te dwa tygodnie spędzone w Polsce zleciały Victorii bardzo szybko. Znów musiała wrócić do stanów, choć dziadkowie przekonywali ją, do zostania z nimi w czasie wakacji, a potem, gdy zacznie się rok szkolny, w Warszawie skończy klasę maturalną. Obiecała, że gdy skonsultuje się z lekarzem i załatwi wszystkie swoje sprawy w Miami, zastanowi się nad przyjazdem tutaj. Być może właśnie w Polsce skończy szkołę.
Gdy wróciła do szpitala Prinston, od razu przyszedł do niej Phil oraz Bella – pielęgniarka, którą bardzo lubiła. Założyła jej wkłucie i zostawiła dziewczynę tylko z lekarzem.
- Wiesz, że będziemy musieli przeprowadzić ci jeszcze jeden zabieg, prawda? Na kręgosłupie wszczepimy ci blaszki, które pomogą ci się, być może w przyszłości, poruszać.
- Dlaczego „być może w przyszłości”? – zapytała zaniepokojona.
- Szczerze mówiąc, nie dawałem ci szans nawet na to, że odzyskasz władzę w rękach. Na szczęście nie przerwał ci się rdzeń kręgowy, chociaż twój kręgosłup jest w trzech częściach.
- Ale dacie radę go złożyć? –zapytała niepewnie.
- Dlatego właśnie musimy wstawić ci te płytki.
- A jak szybko, po tym zabiegu, będę mogła chodzić?
- Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będziesz mogła chodzić, bardzo mi przykro – przytulił ją.
- Ale jak to? Ja muszę chodzić! Rozumiesz? Muszę!
- Wiem, co teraz czujesz…
- Nie masz pojęcia! – przerwała mężczyźnie. – Wyjdź stąd! Proszę, chcę zostać sama!
- Poprosić tutaj Annę?
- Chcę zostać sama! – poprosiła donośniej. – Nie rozumiesz tego?
- Przepraszam.
Wyszedł. Victoria, w jednej chwili, przykryła twarz poduszką. Jej szloch był jednak bardzo donośny. Do jej sali weszła Bella, która dała jej leki uspokajające. Po chwili dziewczyna spała kamiennym snem.
Drugi zabieg miała następnego dnia. Nie bardzo cokolwiek kojarzyła, dostała leki, które bardzo ją otumaniły. Choć bardzo się bała, nie chciała, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Jeszcze zanim dostała leki, zadzwonił do niej ojciec. Mówił, że jest z nią duchem.
Gdy obudziła się z narkozy była przy niej matka.
- Co się stało? – zapytała dziewczyna słabym głosem.
- Miałaś operację, córeczko. Teraz jest już w porządku. Zostaniesz jeszcze kilka dni w szpitalu. Zaraz przyjdzie do ciebie pewnie Phil albo inny lekarz i wszystko ci wyjaśni, jednak wcześniej mam dla ciebie niespodziankę.
- Niespodziankę? Jaką? – zaciekawiła się dziewczyna.
- Zamknij oczy – poprosiła Anna.
Victoria wykonała polecenie. Ktoś wszedł do sali.
- Już, kochanie! – powiedziała matka Victorii, dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała swojego tatę.
- Tato, co ty tutaj robisz? – zapytała dziewczyna, przecierając oczy ze zdziwienia.
- Przyjechałem do ciebie. Mówiłem, że już cię nie zostawię?
- Nie mówiłeś, ale to nic – przyznała ze śmiechem.
- Zbyt długo nie było mnie przy tobie, córciu! – przytulił ją, a ona się nie opierała. Nie odpychała go, ale sama również wtuliła się w ramiona ojca. W takiej pozycji zastał ją Phil.
- Cześć maleńka! – przywitał się z nią, jak zwykle. – Jak się czujesz?
- Pytasz z przejęcia, czy jako lekarz? – zaśmiała się. – Osiem. – odpowiedziała, gdy lekarz wziął w dłonie jej kartę.
- Uuu… trzeba coś z tym zrobić! – podłączył jej kroplówkę, a po chwili poczuła ulgę. Zasnęła. Gdy się obudziła, zauważyła, że Phil „majstruje” coś przy jej kroplówce.
- Co się stało? – zapytała zaspana.
- Nic, nic… Zmieniam ci tylko leki. Boli cię?
- Tylko na dwa, no, może na trzy…
- Chcesz coś jeszcze?
- Nie, prześpię się i przejdzie – wysłała mu piękny uśmiech.
- Gdyby cokolwiek się działo, wołaj lekarza, okej?
- A ty nie powinieneś iść już do domu?
- Dwadzieścia cztery mam dzisiaj, ale już zaraz przychodzi Bill, ja idę spać.
- Który Bill? Kill Bill?
- Niestety, ale nie martw się, powiedziałem mu już, że jesteś moją pacjentką i ma się z tobą obchodzić jak z jajkiem.
- Uwielbiam cię – zaśmiała się.
- Wiem – odpowiedział nieskromnie.
Kilka dni w szpitalu ciągnęło się Victorii niemiłosiernie. Po dziesięciu dniach od operacji, mogła w końcu wrócić do domu. Nie wiedziała jednak, że Anna wraz z Adamem przygotowali na jej powitanie przyjęcie – niespodziankę. Byli tam wszyscy jej przyjaciele. Poznała tam również swojego brata – Artura, chociaż do rodziców miała o to pretensje.
Artur okazał się wysokim, przystojnym brunetem z dużymi orzechowymi oczami. Niemal identycznymi, jak u ich ojca.
- Cześć – powitał się z nią.
- Cześć – odpowiedziała; nie wiedziała, jak się zachować.
- Słyszałem, że pływasz – chciał jakoś zacząć rozmowę.
- Aktualnie musiałam zrobić sobie przerwę, ale owszem. A ty, czym się zajmujesz?
- Studiuję fizjoterapię. Teraz jestem na czwartym roku. Staram się o stypendium i wymianę studencką.
- Bardzo ambitnie.
- Tylko nie wiem, czy się uda…
- Moja babcia zawsze powtarza, że nigdy nie można się poddawać.
- To być może nie długo przyjadę do stanów.
- A ja myślałam, żeby teraz się przenieść do Polski. Moja babcia złożyła mi taką propozycję.
- A kiedy kończysz szkołę?
- W przyszłym roku. Teraz zdałam do klasy maturalnej. A teraz, kiedy poznałam tatę, chciałabym być w miarę blisko niego i swoich dziadków.
- Ty znałaś rodziców taty?
- Nie. Mówię o rodzicach mojej mamy.
- Musisz ich poznać. Kiedy teraz przyjedziesz do Warszawy?
- Nie wiem. Czy teraz, jak będziesz w Polsce, zaniósłbyś moje papiery do jakiegoś w miarę dobrego liceum? Ja postaram się przyjechać do Warszawy najszybciej, jak to możliwe. Na razie muszę załatwić tutaj jeszcze kilka spraw, pożegnać się ze swoimi dzieciaczkami…
- Dzieciaczkami? – zdziwił się.
- Jestem wolontariuszką w szpitalu dziecięcym.
Victoria na imprezie bawiła się znakomicie do białego rana. Artur namówił ją nawet na wspólny taniec. Ta noc była bardzo krótka. Dziewczyna namówiła swojego brata, aby obejrzeli wschód słońca na plaży.
Przez następne trzy tygodnie Victoria codziennie chodziła do szpitala Prinston. Artur w tym czasie wrócił do Polski.
Gdy był na uniwersytecie, zaczepił jednego ze swoich wykładowców.
- Dzień dobry. Panie profesorze, mogę panu zająć chwilę?
- Jasne, chodź do mojego gabinetu.
Skręcili w prawo, w drzwi gabinetu.
- No, to co to za sprawa? Z twoją pracą?
- Nie – uspokoił go – chodzi o moją siostrę. Pan zajmuje się „beznadziejnymi” przypadkami, prawda?
- Beznadziejnymi? Tego jeszcze nie słyszałem. Ogólnie zajmuję się kręgosłupami i ludźmi po wypadkach – wyjaśnił.
- No, właśnie o to mi chodzi. Moja siostra miała wypadek na basenie i tak niefortunnie się stało, że kręgosłup pękł jej w dwóch miejscach. Teraz jest kompletnie załamana.
- Bardzo mi przykro.
- I chodzi o to, że chciałbym znaleźć kogoś, kto się nią należycie zajmie i od razu pomyślałem o panu.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Musisz mi tylko przynieść jej aktualne zdjęcia kręgosłupa i zobaczymy co da się zrobić – uśmiechną się przyjaźnie do chłopaka.
- Viki niedługo przyjeżdża do Polski, więc powiem jej, aby jak najszybciej zrobiła rezonans kręgosłupa i przywiozła go ze sobą.
- A jak dawno był ten wypadek?
- Na początku czerwca. Viki jest teraz pod stałą opieką neurochirurgów w Los Angeles.
- W stanach?
- Tak, ona tam mieszka.
Artur porozmawiał jeszcze chwilę z profesorem Dobrowolskim, po czym pożegnał się z nim, wyjął swój telefon i wybrał numer swojej dziewczyny – Sylwii. Odebrała po kilku sygnałach.
- Cześć misiek – przywitała się.
- Cześć. Skończyłaś już zajęcia?
- Czekam jeszcze na jeden wpis i będę wolna.
- To co, przyjeżdżam po ciebie?
Godzinę później był na Ursynowie, gdzie uczyła się Sylwia.
- Cześć kochanie – przywitał się z nią namiętnym pocałunkiem, po czym otworzył jej drzwi w swoim samochodzie.
Cały dzień spędzili w jego mieszkaniu. Sylwia została u niego na noc. Po południu zadzwonił do Victorii.
- Cześć siostra – przywitał się z nią, gdy odebrała.
- Cześć. Co tam Art?
- Będziesz musiała tutaj przyjechać! – oświadczył.
- Co się stało? – przestraszyła się.
- Rozmawiałem ze swoim profesorem, ale nawet on raczej nie jest w stanie zrobić nic na odległość – zaśmiał się.
- Spoko. Już nawet mam bilet. Zaniosłeś moje papiery?
- Jasne. Powiedzieli, że cię przyjmą, tylko musisz powiedzieć dyrektorowi, do jakiej klasy chcesz uczęszczać.
- Co to znaczy?
- Bo są różne profile. W zależności od tego, co byś chciała potem studiować.
- Psychologię – odpowiedziała bez wahania.
- Spoko. Jest tam profil psychologiczny. Przejdziesz się ze mną do liceum, przy okazji pokażę ci, gdzie to jest.
- Dzięki brat.
- To, co kiedy mam po ciebie wyjechać na lotnisko?
- Dwudziestego trzeciego lipca. Około dwudziestej drugiej będę lądować na Okęciu – oznajmiła. – Na razie nie mogę już gadać, bo jestem w szpitalu i chyba właśnie mnie wołają.
Rzeczywiście, z oddali słychać było głośne nawoływanie jej imienia.
- Dobra, to leć. Trzymaj się siostra!
- Cześć – rozłączyła się.
Podjechała do małego Thomasa, który ją wołał.
- Z kim rozmawiałaś, ciociu? – zapytał.
- Ze swoim bratem.
- A dlaczego w jakimś takim, dziwnym języku?
- Już kiedyś ci opowiadałam, że nie jestem amerykanką, prawda? No właśnie, Artur jest w Polsce i dlatego rozmawialiśmy po polsku – wyjaśniła chłopcu – ale ciebie i tak najbardziej lubię – zmierzwiła mu włosy.
Niedługo potem nastał 23 lipca. Viktoria od rana była pełna energii. Choć wylatywała dopiero wieczorem, ten dzień miała cały zapełniony. Z samego rana dokończyła pakować walizkę. Później pojechała do Prinston, aby pożegnać się z personelem medycznym, a przede wszystkim z pacjentami, do których wiedziała, że już nie wróci.
- No, to trzymaj się w tej Europie – powiedział Phil. – Mam nadzieję, że napiszesz od czasu do czasu.
- Jasne, jak będę tutaj, nie zapomnę zajrzeć i do Prinston. Obiecuję.
- No, mam nadzieję – stwierdził szczerze.
- Dobra, ja jeszcze polecę na chwilkę do dzieciaków – powiedziała i już chciała się zbierać.
- Nie tak szybko – powiedział Bill, a w tej chwili „wjechała” Bella z szampanem. Wszyscy wypili po lampce. Później Victoria uściskała każdego z osobna i wyszła z pokoju lekarskiego, choć wcale nie było łatwo rozstać się z przyjaciółmi. Poszła do dzieci. Gdy się z nimi żegnała, całą energię wkładała w to, aby się nie rozpłakać. Nie udało jej się jednak opanować swoich emocji.
W końcu wyszła ze szpitala Prinston. Zakończyła kolejny etap swojego życia. Później musiała jechać już na lotnisko. Przyjechała jeszcze do domu, matka pomogła jej z bagażami oraz odwiozła dziewczynę na samolot. Ta podróż była bardzo długa. Victoria przeczytała prawie całą książkę, którą wzięła do Polski. W Warszawie odebrał ją Artur wraz ze swoją dziewczyną, Sylwią.
- Cześć – zawołał mężczyzna, kiedy zobaczył siostrę jadącą w stronę wyjścia – witamy w Polsce! – zaśmiał się. Wziął od niej bagaż. Dziewczyny zapoznały się. – To co, siostra? Jesteś mocno zmęczona?
- W sumie nie. Potrzebuję tylko prysznica.
- Okej. A potem idziemy na imprezę! Pokażemy ci, jak się bawią Polacy!
- To brzmi obiecująco – stwierdziła.
Artur usadził ją na tylnym siedzeniu samochodu, a jej wózek złożył i schował do bagażnika. Z drugiej strony przysiadła się do niej Sylwia. Całą drogę rozmawiały. Victoria dowiedziała się o bardzo wielu ciekawych wydarzeniach z życia swojego brata. W jego mieszkaniu pojawił się jednak kolejny problem. Mianowicie nie wiedziała, w jakie sposób ma usiąść pod prysznicem. W stanach, zanim wyszła ze szpitala, jej matka zrobiła remont łazienki i przystosowała ją do nowych potrzeb córki.
W Warszawie Artur przyniósł jej krzesło balkonowe. W łazience siedziała dość długo. Gdy wyszła, Artur nie mógł powiedzieć ani słowa – zaniemówił z wrażenia. Wyglądała bowiem bardzo seksownie – miała na sobie bardzo wyzywający, różowy top, a ponad to bardzo skąpą, dżinsową spódniczkę. Zrobiła sobie koka, twarz lekko przypudrowała, powieki pomalowała pod kolor bluzki. Jej makijaż nie był mocny, ale mimo to wyglądała pięknie.
Sylwia i Artur też już byli gotowi do wyjścia. Tą imprezą była niewielka „domówka” u dobrego kumpla Artura – Kacpra.
- Hi – przywitała się nieśmiało Victoria.
- Cześć – powiedział gospodarz – Artur nie kłamał, kiedy mówił o twojej urodzie – stwierdził.
- A co mówił? – zapytała, niby przestraszona.
- Że ma piękną siostrę – kokietował.
- Dziękuję.
Dziewczynie zarumieniły się policzki. Victoria na imprezie bawiła się znakomicie. Bliżej poznała przyjaciół Artura. M.in. Kacpra, Igora, Emila i Przemka.
Następnego dnia Victoria musiała jechać do liceum, gdyż była umówiona z dyrektorem, że w tym dniu wybierze profil klasy do której będzie chodzić.
Gdy dziewczyna była w szkole, Artur był u Kacpra.
- Pomóż mi zdobyć swoją siostrę! – powiedział Kacper prosto z mostu.
- Jak? Ona dopiero przyjechała do Polski. Na pewno miała tam faceta. Poza tym ja sam ją dopiero poznałem, właściwie. Nie wiem, co lubi ani czego nie trawi…
- Myślisz, że mam u niej szanse?
- Z tego, co widziałem na imprezie, to raczej tak. Widziałem, poza tym, jak na nią patrzyłeś! Jakbyś chciał ją zaraz pożreć!
- Bo jest… - nie dokończył.
- Jeśli zrobisz jej krzywdę, przysięgam, że cię zabiję!
- Skrzywdzić taką dziewczynę? Chyba musiałoby mi coś na rozum paść! – powiedział zbulwersowany. – To co, mogę się z nią umówić?
- Macie moje błogosławieństwo – zaśmiał się. - Jak chcesz, to możesz teraz po nią jechać. – Akurat zadzwonił telefon Artura. – O, o wilku mowa! Sorry – powiedział i odebrał. – Cześć siostra.
- Cześć. Już jestem po rozmowie. Dostałam się do klasy z elementami psychologii.
- Cieszę się.
- To co, przyjeżdżasz po mnie? – zapytała milutko.
- Nie mogę, ale Kacper zaraz po ciebie będzie – powiedział, przy czym wysłał porozumiewawcze spojrzenie w stronę przyjaciela.
- Kacper? Super, więc czekam, jak już będzie, niech się odezwie do mnie – poprosiła.
Po chwili chłopak był już przy szkole, do której sam kiedyś uczęszczał wraz z Arturem. Zaparkował właściwie przy samym wyjściu z liceum. Gdy tylko wszedł do budynku, zobaczył Victorię. Podszedł do niej od tyłu i zasłonił jej oczy. W pierwszej chwili się przestraszyła, jednak po chwili wiedziała już, któż stoi za jej plecami.
- Cześć Kacper – przywitała się, gdy zdjął dłonie z jej oczu.
- Cześć – pocałował jej dłoń, niczym prawdziwy dżentelmen. Dziewczynie zarumieniły się policzki.
- To co, jedziemy? – zapytała, aby ukryć swoje zawstydzenie.
- Jasne. Dasz radę wsiąść do samochodu? – zapytał troskliwie.
- Oczywiście. Możemy iść.
Gdy byli już w aucie, toczyła się między nimi bardzo luźna rozmowa. Choć podróż nie trwała długo, Kacper zdążył w tym czasie wypytać Victorię niemal o wszystko.
Dni mijały bardzo szybko. Victoria zaczęła umawiać się coraz częściej z Kacprem. Pierwszego września dziewczyna poszła pierwszy raz do polskiej szkoły. Spodobał się jej polski system edukacji. Choć już w miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego miała dużo nauki. Były takie tygodnie, kiedy całe dnie siedziała nad książkami. Ale zawsze znajdowała czas na spotkania z Kacprem. Tydzień przed rozpoczęciem roku akademickiego Artur wraz z Kacprem zorganizowali imprezę – niespodziankę Sylwii i Victorii. Zorganizowali ją w akademiku, gdzie mieszkał Kacper na inaugurację roku akademickiego.
Na tej imprezie Victoria oficjalnie została dziewczyną Kacpra. Następnego dnia dziewczyna spała jeszcze mieszkaniu brata, kiedy ten wpadł do jej sypialni.
- Wstawaj, siostra!
- Czego się tak drzesz? Człowieku, jest środek nocy! – powiedziała z wyrzutem, zaspana.
- Jest wpół do dziesiątej, a ty w nocy przesadziłaś – oznajmił.
- Z czym? – zapytała, nie rozumiejąc.
- Nie „szczym”, tylko sikamy! A tak poza tym, nie wiedziałem, że moja malutka siostrzyczka może wypić tyle alkoholu – zaśmiał się - na raz! – dodał.
- Oj tam…
- Boli cię głowa?
Dziewczyna pokiwała tylko głową, potwierdzając. W takim razie, mam tu coś dla ciebie – powiedział i wyjął zza pleców butelkę truskawkowego kefiru.
- Kocham cię – zaśmiała się.
- Dasz radę się ogarnąć w ciągu godziny?
- A coś się stało? – przestraszyła się.
- Umówiłem cię ze swoim profesorem z uniwerku. On jest jednym z nielicznym neurochirurgów na świecie, którzy dają szanse tym, którzy połamali kręgosłupy.
- Szanse na co?
- Na to, że będą chodzić.
- Nawet tam, w stanach, nie dawali mi na to najmniejszych szans, więc nie sądzę, żeby jakiś tam profesorek mnie cudem postawił na nogi.
- Profesor Dobrowolski nigdy nie daje bezpodstawnej nadziei. Zrozum… A zresztą, co ci szkodzi?!
- W sumie, nie mam nic do stracenia! Ale mówię ci, że nic z tego nie będzie. On nic nowego nie wymyśli! – wyrokowała.
- Okej! A jeśli wymyśli, idziemy pić?
- O nie! Dzisiaj alkohol to mój najgorszy wróg!
- A jednak masz nadzieję! Przypuszczasz, że pan profesor może coś poradzić?
- Skończ! Proszę! I spadaj, muszę się ogarnąć!
- Zaraz przychodź na śniadanie! – powiedział i wyszedł z pokoju siostry.
Kwadrans później dziewczyna wyszła z łazienki. Artur już czekał ze śniadaniem – to znaczy z jajecznicą na szynce oraz pięknie pachnącą kawą. Rodzeństwo szybko zjadło posiłek, później pojechali do profesora Dobrowolskiego. Lekarz opowiedział dziewczynie o możliwej metodzie „poskładania” jej kręgosłupa. Powiedział, że nie będzie łatwo. Nie koloryzował. Mówił, że jeśli zdecyduje się na tę terapię, jej drugim domem, bynajmniej na razie stanie się szpital.
- Chcę chodzić! – powiedziała pewnie dziewczyna, lecz drżącym głosem.
- Zrobię wszystko, aby tak się stało – obiecał profesor.
Po wyjściu z gabinetu profesora Dobrowolskiego, rodzeństwo wsiadło do samochodu Artura:
- I co, siostra? – zapytał mężczyzna.
- Nie bardzo rozumiem?
- Jedziemy pić – oznajmił.
- O nie… błagam! – zaśmiała się.
- Mówiłem, że damy radę, nie? – zapytał retorycznie. – Słuchaj się starszego brata – poradził dziewczynie.
- Może lepiej nie zawsze? – zaśmiała się.
- Dobra, skończ! Jedziemy po Kacpra?
- A jakie są plany?
- Plan jest taki, że teraz jedziemy do mieszkania, jeśli chciałabyś się przebrać, bo chyba w tym wdzianku na imprezę nie pojedziesz?
Rzeczywiście, dziewczyna miała na sobie spódniczkę za kolano i elegancką koszulę.
- No, raczej muszę się przebrać! – stwierdziła. – A co potem?
- A co byś chciała? – odpowiedział pytaniem.
- Szczerze? – zapytała retorycznie. – Chyba spać.
- Spać?
- Zazwyczaj tak reaguję na stres – wyjaśniła.
Pojechali po Kacpra. Stanęło na tym, że zostali w mieszkaniu Artura. Dziewczyna przebrała się, w czym pomógł jej Kacper. Ten dzień całą czwórką (dołączyła do nich również Sylwia) spędzili w mieszkaniu pokazując Victorii klasyki polskiego kina.
W grudniu do Polski przyjechała Anna. Święta Bożego Narodzenia Victoria spędziła z całą rodziną. Poznała rodzinę swojego ojca, która w pełni ją zaakceptowała.
Na początku stycznia profesor Dobrowolski zlecił jej badania. Między innymi kolejny rezonans kręgosłupa, aby zobaczyć w jakim stanie jest jego pacjentka.
Na szczęście wszystko było po jego myśli. Dziewiątego stycznia dziewczyna miała przeprowadzany zabieg chirurgiczny. Bardzo się bała, choć byli przy niej wszyscy, na których jej zależało. Kacper cały czas zapewniał ją, że wszystko będzie dobrze. Przecież nie mogło być inaczej.
Zabieg trwał ponad dwadzieścia godzin. Tyle czasu lekarze męczyli się, aby poskładać jej połamane kręgi. Gdy, w końcu, przewieziono ją na salę pooperacyjną, byli przy niej wszyscy. Choć dziewczyna jeszcze nie odzyskała przytomności, mieli pewność, że wszystko się ułoży. Przytomność odzyskała dopiero następnego dnia. Był przy niej już Kacper, trzymał ją za dłoń. Szeptał czułe słówka.
- Cześć kochanie – przywitał się, gdy zobaczył, że otworzyła oczy.
- Hej – powiedziała, niby radośnie, mimo to bardzo słabym głosem.
- Jak się spało? – powiedział ze śmiechem.
- Średnio – oceniła. – Bo bez ciebie.
- A jak się teraz czujesz? – wypytywał.
- Kręgosłup mnie boli.
- Zaraz poproszę pielęgniarkę o coś przeciwbólowego.
Po chwili rzeczywiście przyszła siostra, dała jej ketonal i dziewczyna zasnęła.
Dni w szpitalu ciągnęły się niemiłosiernie. Na kilka dni po zabiegu profesor znów zrobił badania dziewczynie. Zabieg się udał. Teraz już wszystko miało być coraz lepiej. Profesor nie ukrywał jednak, że potrzeba bardzo intensywnej rehabilitacji. Artur jednak zadbał o to, aby jego siostra zaraz po wyjściu ze szpitala wyjechała do szpitala uzdrowiskowego. Spędziła tam dość sporo czasu, jednak na początku rehabilitacji było widać już jej wyniki. Nie duże, jednak… były!
Na kilka dni po rozpoczęciu ćwiczeń i innych zabiegów leczniczych, były już pierwsze efekty. Na pewnych ćwiczeniach po raz pierwszy od długiego czasu poczuła przyjemne mrowienie w prawej łydce. Natychmiast powiedziała o tym fizjoterapeucie.
- Super, mamy postęp – oznajmił ucieszony.
Po dwóch miesiącach spędzonych tam dziewczyna chodziła podpierając się jedynie dwoma kulami. Gdy rehabilitanci powiedzieli jej, że będzie taka możliwość, nie mogła w to uwierzyć. Zadzwoniła do Phil’a.
- Cześć maleńka – usłyszała jego ucieszony głos.
- Cześć, jak tam u was, w Prinston? Tęsknicie trochę za mną?
- Cały personel usycha z tęsknoty – zaśmiał się. – Kiedy do nas przyjedziesz?
- Szczerze mówiąc, nie wiem. Na wiem na kiedy przygotują mi wypis ze szpitala.
- Jesteś w szpitalu? Cały czas coś się pieprzy z tym twoim kręgosłupem?
- Nie. Jest coraz lepiej.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że już chodzę o kulach.
- Wow!- ucieszył się. – Nie doceniałem Polaków! – przyznał.
- Słyszałeś kiedyś o profesorze Dobrowolskim?
- No, chyba… chyba tak!
- Pod jego opieką jestem – oznajmiła.
Porozmawiała jeszcze chwilę z przyjacielem, obiecała mu, że nie długo do nich przyjedzie.
Każdy dzień zdawał się być taki sam. Choć był przy niej Kacper, dziewczyna z każdym dniem coraz bardziej tęskniła za domem i rodziną.
W końcu, po dwunastu tygodniach spędzonych tam, dostała wypis ze szpitala. Wtedy dziewczyna chodziła, pobierając się już tylko jedną kulą. Przyjechał po nią Artur, gdy stała z walizką już przed szpitalem. Kacper w tym czasie był w pracy.
- Dzień dobry, proszę pani – przywitał się z nią, gdy wysiadł z samochodu.
- Cześć, braciszku – pocałowała go w policzek.
- Dobrze wyglądasz! Jak tam się chodzi?
- Fantastycznie, ale nie odpuszczę ci w domu.
- Czego?
- Dopóki nie pozbędę się tej kuli, będziemy ćwiczyć!
- A kiedy zamierzasz iść do szkoły? – zmienił temat.
- Jak najszybciej! Wiem, że prawdopodobnie będę musiała powtarzać rok, mimo, że miałam tutaj indywidualne nauczanie.
- Nauczyciele zrozumieją twoją sytuację. Już gadałem z niektórymi, a oni zrobią wszystko, abyś nie powtarzała roku i przystąpiła do matury.
Gdy wysiedli z samochodu, toczyła się między nimi luźna rozmowa:
- Pojedź ze mną do stanów! – poprosiła Victoria brata.
- Ja? A po co ja tam? – zdziwił się
- Chciałabym spotkać się z przyjaciółmi, a sama jeszcze boję się lecieć!
- Spoko. Polecę z tobą, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? – zdziwiła się dziewczyna.
- Ja jeszcze nigdy nie byłem za oceanem. Dlatego chciałbym, abyś mnie tam trochę oprowadziła.
- Nie ma sprawy – stwierdziła.
Zanim pojechali do domu, wstąpili jeszcze na Okęcie, aby zobaczyć kiedy ewentualnie mogliby polecieć do stanów.
- Pytać o cztery bilety, co? – zapytała Victoria brata, gdy stali w kolejce do kasy.
- No, chyba tak. Tylko pytanie, czy ty chcesz, aby Kacper był, gdy będziesz się spotykać ze swoim eks?
- Jakim eks? – zapytała zdziwiona.
- A ten Phil? Cały czas o nim nawijasz?
- Phil jest cudowny, ale nigdy… - przerwała, bo nie wiedziała, jak ma to ująć.
- Nigdy cię do niego nie ciągnęło? Z tego, co mówiłaś, był nie dość, że przystojny, to jeszcze zabawny i inteligentny.
- Ta… byłby idealny, gdyby nie fakt, że jest gejem! – zaśmiała się.
- To nie miałaś tam chłopaka? – Już nic nie rozumiał.
- Z Jackiem zerwałam dwa tygodnie przed przyjazdem tutaj. I nie patrz tak na mnie! Nie jestem typem barbie!
- W życiu tak nie pomyślałem!
- To on przyznał się do tego, że od dawna ubiega się o inną dziewczynę.
- A to świnia! – niemal wykrzyknął.
- Ja go właściwie rozumiem. Przeraził się tym moim wypadkiem i tak dalej. Szukał pretekstu, wypadek wydarzył się w niemal idealnym momencie. A Jack niech idzie do diabła!
Chłopak przytulił siostrę. Wiedział, że nie jest jej łatwo, choć cały czas grała przed nim twardą i pewną siebie kobietę, w środku była jednak kruchą dziewczynką.
Bilety zarezerwowali dopiero na początek czerwca, po maturach Victorii oraz po egzaminach chłopców.
Następnego dnia Artur zawiózł siostrę do jej liceum. Ona już w szpitalu uczyła się, aby wszystko pozaliczać. Dziewczyna odpuściła sobie studniówkę, ponieważ i tak nie bawiłaby się tam dobrze.
Teraz wszystkie swoje siły skoncentrowała na nauce. Pierwszy semestr zaliczyła w trybie indywidualnym. Później, po feriach zimowych, Artur załatwił jej nauczanie indywidualne.
Do końca roku pozostało jej kilka tygodni, musiała wszystko pozaliczać, a poza tym jeszcze musiała dużo ćwiczyć. Nie bardzo miała czas dla Kacpra, choć on czasami przyjeżdżał do niej i pomagał jej się uczyć. Ona sam był na studiach medycznych, więc pomagał jej uczyć się z biologii, ale za nic w świecie nie mógł jej pomóc z wosu, który również chciała zdawać na maturze.
W końcu nastał tak bardzo stresujący okres w życiu Victorii – okres egzaminów maturalnych.
Na maturę ustną z języka polskiego wybrała sobie temat: „Religia w literaturze współczesnej”.
Uwielbiała książki Dana Browna, dlatego wydawało jej się, że ten temat bez problemu opracuje. Niestety, okazało się to nie lada wyzwaniem. Na szczęście zdała bardzo dobrze – bo na 95%.
Poza tym zdawała również dwa języki obce: angielski i francuski. Biologia i Wiedza o Społeczeństwie były w tym roku banalnie proste. Tak więc dziewczyna nie miała problemu z napisaniem tych egzaminów.
Później wysłała swoje dokumenty na kilka uniwersytetów w całym kraju.
Nastał czerwiec. Dziewczyna wyczekiwała wylotu do stanów. Tęskniła za swoimi przyjaciółmi, szczególnie za Philem, jego chłopakiem Billem oraz swoimi przyjaciółkami Bellą i Sarą.
W końcu wylądowali. Wszyscy byli bardzo zmęczeni, więc pojechali do domu Anny i Agnieszki, który znajdował się na przedmieściach Los Angeles. Matka i ciotka Victorii wyjechały na Florydę, więc cały dom był do ich dyspozycji. Gdy tylko przyjechali, Victoria zrobiła chińszczyznę, po drodze do domu kupili wino i colę. Ten wieczór spędzili bardzo miło, ale również leniwie.
Około dziewiątej wieczorem Artur wraz z Kacprem chcieli włączyć jakiś ciekawy film.
- Siostra, nie masz żadnych fajnych filmów? – zapytał Artur.
- No jak to nie? – zapytała oburzona. – Tutaj są! – Wskazała na półkę, na której były płyty DVD.
- Jedynym sensownym filmem tutaj jest „Kill Bill”! – powiedział zniesmaczony.
- Jedynym? Jest pełno fajnych filmów! – cały czas była oburzona.
- Ciekawe! Jest pełno komedii romantycznych, ale nic ciekawszego – kłócił się z nią.
- Komedie romantyczne, to coś dla nas! – zachwyciła się Sylwia, broniąc przyjaciółki.
- No, przynajmniej jedna! – Victoria śmiała się wraz z przyjaciółką.
Dziewczyny sprzeczały się z Arturem i Kacprem przez dłuższą chwilę. W końcu wygrały. Chłopcy włączyli film pod tytułem: „P.S. Kocham Cię”. Victoria uwielbiała ten dramat.
- Zobaczcie, czy to nie jest fajny film? – zapytała retorycznie Victoria, gdy pojawiły się napisy końcowe.
- Mogę to przemilczeć, kotku? – odpowiedział pytaniem Kacper, po czym dostał kuksańca od swojego „kotka”. – To co, włączamy „Kill Bill’a”? – zapytał Artura. – Od tej sieczki zaraz się porzygam…
- Przesadzasz! – wykrzyknęły dziewczyny jednogłośnie.
Dziewczyny musiały jednak obejrzeć Kill Bill’a. Po północy wszyscy poszli spać.
Nazajutrz wszyscy, oprócz Victorii, pojechali zwiedzać Los Angeles. Choć dziewczyna obiecała bratu, że oprowadzi ich oprowadzi, nie miała czasu. Musiała jak najszybciej jechać do Prinston. Bardzo tęskniła za Philem, Billem, Bellą i Sarą.
Cały oddział przyjął ją bardzo ciepło. Phil nie mógł się nadziwić, że ona tak dobrze chodzi.
- Gdzie jest mój fartuszek? – zapytała dziewczyna, gdy zajrzała do szafy w pokoju lekarskim.
- Jaki twój fartuszek? – zapytał Phil. – Chyba nie chcesz iść teraz na oddział?
- Właśnie taki mam zamiar.
- To nie wracasz niedługo do Polski?
- Wracam, ale proszę, nie wysyłaj mnie jeszcze do Warszawy. A teraz, powiedz mi łaskawie, gdzie znajdę swój fartuszek – poprosiła.
- W tej drewnianej szafce. Wisi między moim białym, a Isabelli.
- Dziękuję – powiedziała, gdy znalazła swój ciuszek.
Poszła na oddział. Żadnego dzieciaczka nie znała. Choć przechodziła obok wszystkich znajomych sobie sal, wszystkie uśmiechnięte buźki wyglądały tak obco. Już nie czuła się tu jak w domu.
Po całym dniu, przyjechał po nią brat. Dziewczyna opowiedziała mu jak bardzo się tu wszystko pozmieniało. Oprowadziła Artura, Kacpra oraz Sylwię po oddziale. Zapoznała ich również ze swoimi przyjaciółmi.
Phil i Bill polubili zarówno Artura, jak i Kacpra. Sylwia była bardzo podobna do Victorii, zarówno wyglądem, jak i sposobem bycia, tak więc nie mieli problemu z zaakceptowaniem przyjaciółki Victorii. Choć dzieliła ich lekka bariera językowa, nie przeszkadzało to im się razem śmiać i dobrze bawić. Tydzień w Los Angeles zleciał przyjaciołom bardzo miło i przyjemnie. Później musieli wrócić do Polski. W lipcu były już wyniki rekrutacji na studia dzienne. Victoria pojechała na uniwersytet wraz z Sylwią, która również składała tam dokumenty, aby dostać się na pierwszy rok, jednak na wydział dziennikarstwa.
Pod koniec sierpnia, Kacper zaprosił Victorię na uroczystą kolację. Dziewczyna nie wiedziała jaka jest ku temu okazja, jednak przyjęła zaproszenie.
Około dziewiętnastej Kacper przyjechał po nią do mieszkania brata. Ona wyglądała zjawiskowo, miała na sobie czarną sukienkę w małe, białe groszki, które uwielbiała. Nie zbyt dobrze komponowało się to ze „Szwedem” przy jej boku, jednak cały czas żyła w nadziei, że już niedługo się go pozbędzie.
Mężczyzna zamówił stolik w bardzo nastrojowej restauracji na warszawskiej starówce. Gdy kelner przyniósł im dania, które uprzednio zamówili, zaczęła się niezobowiązująca rozmowa:
- To co, wyjawisz mi powód takiego spotkania?
- A co dostanę w zamian? – zapytał.
- Jesteś strasznym materialistą!
- Wiem! – przyznał.
- A co chcesz w zamian?
- Ty już dobrze wiesz! – zaśmiał się.
Pocałowała go nad stolikiem. Po czym on ukląkł na jedno kolano, a z marynarki wyjął pudełeczko z pierścionkiem. Otworzył je.
- Victorio Renato Dobrowolska, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją cudowną żoną? – zadał najważniejsze pytanie w ich wspólnym życiu.
- Nie… - ze zdenerwowania łamał jej się głos – nie mogę w to uwierzyć! – w jej oczach pojawiły się łzy szczęścia. – Tak! – niemal wykrzyknęła.
Mężczyzna porwał ją w ramiona. Teraz liczyła się tylko ona. Cały świat nagle przestał istnieć. A Victoria na chwilę zapomniała o wszystkim, co było złe w jej życiu. O wszystkim tym, co ją spotkało. Gdy już ochłonęła, Kacper przekazał jej cudowną nowinę:
- Kochanie, mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę!
- To nie za dużo, jak na jeden wieczór? – zaśmiała się.
- Nie chcesz? – zdziwił się.
- Oczywiście, że chcę.
- A jakaś prośba? – zapytał i wystawił w jej stronę policzek.
- Jesteś… - przerwała – cudowny! – powiedziała, po czym pocałowała raz jeszcze jego usta.
- A więc… razem z twym bratem Arturem – mówił bardzo teatralnym głosem – dowiedzieliśmy się, że organizowane są zawody pływackie.
- Ale gdzie? I jakie? – podchwyciła temat.
- Na razie u nas na kierunku…
- Na razie? Nie rozumiem.
- Więc już ci tłumaczę, skarbie mój drogi – cały czas utrzymywał ten patetyczny ton. – Najlepsi z najlepszych pojadą na ogólnopolskie zawody pływackie. Może to nic wielkiego, ale stamtąd masz ogromne szanse, aby dostać się na olimpiadę – tłumaczył.
- Ale dlaczego akurat ja? – zdziwiła się, bo przecież w Polsce tak dużo nie pływała. Co prawda robiła treningi. Jednak one były raczej marne.
- Bo wiem, że pływanie to twoja pasja. Poza tym, już zdobywałaś medale na mistrzostwach, więc myślę, że to będzie dla ciebie dobry moment na to, aby znów zacząć porządnie ćwiczyć.
- Kocham cię – w jej oczach znów widać było ocean wzruszenia.
Następne tygodnie mijały bardzo szybko. Victoria codziennie ćwiczyła na basenie pod okiem profesjonalnego trenera. Nim zaczął się rok akademicki wysłała swoje zgłoszenie na jedną z imprez sportowych. Organizatorzy zaprosili ją. Do zawodów, na które zgłosili ją Kacper i Artur został niecały tydzień. Dziewczyna bardzo się denerwowała. Choć chłopcy wiedzieli i wielokrotnie mówili, że Victoria nie ma sobie równych, była przekonana, że przed wypadkiem była w lepszej formie. Że teraz sobie nie poradzi.
Poradziła sobie. Zajęła drugie miejsce, tylko setne sekundy dzieliły ją od złota. Jej radości nie można opisać żadnymi słowami.
- A nie mówiłem? – zapytał Kacper, po skończonych zawodach.
- No, mówiłeś, mówiłeś! Ach, ty moja wróżko – zaśmiała się srebrna medalistka.
Dni mijały bardzo szybko. Victorii całymi dniami nie było w domu. Nie miała na nic czasu. Nawet dla Kacpra. Każdy jej dzień wyglądał identycznie:
Około piątej trzydzieści szła na trening, który kończył się o siódmej. Stamtąd szybko zbierała się na uczelnię, aby od razu po zajęciach, znów jechać na basen.
Tak wyglądał jej każdy dzień. Basen – studia – basen.
Ledwo znajdowała czas dla Kacpra.
W końcu, po kolejnych zawodach, była już bardzo zmęczona tym wszystkim. Postanowiła teraz odpocząć i znaleźć czas dla swojego narzeczonego. W czasie jej wypoczynku, ustalili datę ślubu.
Nastał Wielki Dzień. Victoria wyglądała cudownie. Obydwoje wyglądali jak z obrazka. Gdy przyszła pora, na wypowiedzenie najważniejszych słów w jej dotychczasowym życiu – strasznie łamał jej się głos.
- Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, że ślubuję ci – popatrzyła na Kacpra z wielką miłością – miłość, wierność i uczciwość małżeńską…
Po weselu nowożeńcy poszli do wynajętego pokoju hotelowego. Tej nocy, po raz pierwszy w życiu zasmakowali fizycznej miłości.
- Kocham cię! – powiedział Kacper, gdy całował jej uda i szedł coraz wyżej.
- Ej, ej, ej! Nie zapędzaj się, mój kochany mężu! – skarciła go niczym małego chłopca. – Chociaż z drugiej strony – dodała po chwili z błyskiem w oku.
Znów się kochali. Gdy już wstali z łóżka, wzięli wspólny prysznic i pojechali do rodziców Kacpra, gdzie siedzieli także rodzice Victorii.
Dni mijały bardzo szybko. Dziewczyna wróciła do ćwiczeń. Chłopak skończył studia i zaczął praktyki w szpitalu rehabilitacyjnym dla dzieci.
Victoria, gdy skończyła studia, zrobiła specjalizację z psychoonkologii. W końcu znalazła pracę w szpitalu, na oddziale onkologii. Wkrótce później zaszła w ciążę. W dziewięć miesięcy później urodziła parę zdrowych, cudownych chłopców – Oskara i Marka.
Teraz już wiedziała, że nie może wydarzyć się nic złego. Nie przy jej trzech chłopcach – Oskarze, Marku i Kacprze.
Koniec!
| Statystyki: Ocena: +1 (+1,-0) Kategoria: Miłość Odsłony: 78 Komentarze: 0 Dodany: 21.12.2011 8:12 Edytowany: nigdy |
stokrotka354
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Dodaj komentarz