Opowiadania / Dla dorosłych
Rozmowy zakazane
Bardzo wiele powodów nie pozwalało mi na realizację dzisiejszego wywiadu. Pierwszym i zasadniczym był strach, który paraliżował umysł podsuwając obawy. Każdy z nas miał do czynienia ze złem i okrucieństwem. Małe dziecko z bezradnością w oczach przyglądało się jak rówieśnicy podpalają bezdomnego kundelka, wyśmienicie się przy tym bawiąc i chichrając do siebie nawzajem. Któż z nas nie był świadkiem zbrodni, a tylko nieliczni potrafili się jej przeciwstawić. Najlepszą pożywką dla fanów ‘’mrocznej strony człowieka’’ są filmy grozy. To one pokazują nam jak bardzo zło jest urozmaicone, a każdy z tego typu filmów wręcz nawołuje: ‘’To może się dziać w tej chwili i może spotkać również ciebie!’’ Pomimo tak jasnego komunikatu, jedna ludzka cecha wciąż wodziła na pokuszenie – CIEKAWOŚĆ. Dziś to uczucie spotkało się ze złem wcielonym.
Małe i ciasne pomieszczenie skąpane w ciemności, którą przeszywa ledwo tlące się światełko świeczki w rogu pokoju. Rąbek blasku zaprowadził mnie do krzesła i drewnianej ławy, przy której siedział rozmówca.
- Uwielbiam te zimne ściany. Tylko ja i mój moralny obłęd. Tutaj czuję się taki spokojny i wolny od wszystkiego.
- Czy takie właśnie uczucia towarzyszą ci kiedy….-urwałam pytanie.
-Kiedy zabijam? – dokończył męski głos.
-Tak. Mordowanie to jedyna rzecz, która daje mi wolność, ale ja jestem wolny inaczej. Jestem lekki jak płatek róży, a zarazem potężny i silny. Czuję, że mogę wszystko. Tu i teraz.
- Nie boisz się, że kiedyś cię złapią i surowo ukarzą?
-Mówią, że zbrodnia idealna nie istnieje, ale dlaczego do tej pory nie wszystkie sprawy doczekały końca i odeszły w niepamięć, bez kary. To wszystko zależy od tego jak bardzo skrupulatnie będę planował dalsze przestępstwa. Ludzie tacy jak ja nie obawiają się skutków, jakie idą za naszymi czynami, ponieważ z natury jesteśmy impulsywni i szczerze mówiąc mam gdzieś konsekwencje.
-Pamiętasz kiedy po raz pierwszy pozbawiłeś kogoś życia?
-Pamiętam jakby to było wczoraj. Miałem siedemnaście lat. Pewnego dnia odwiedziła mnie koleżanka z klasy, w której skrycie się kochałem. Wtedy zdawało mi się, że jednak nie byłem jej obojętny. Siedzieliśmy na łóżku i wymienialiśmy się notatkami z lekcji, gdy nagle nasze nieśmiałe usta złączył namiętny pocałunek. Moje dłonie wędrowały po aksamitnej skórze dziewczyny, dopóki nie usłyszałem jej drwiącego śmiechu. W tamtej chwili nie było nic gorszego jak podejrzewanie mnie o gejostwo. Zrozumiałem, że to podstęp. W swej złości straciłem kontrolę i panowanie nad emocjami oraz radykalnym rozumowaniem. Nagle odczułem coś, czego nigdy dotąd nie doznałem. Patrzyłem na jej obitą i zakrwawioną twarz jak zahipnotyzowany. Tamtej nocy po raz pierwszy osiągnąłem orgazm, lecz po wszystkim nie wiedziałem jak mam się zachować i co zrobić z ciałem. Postanowiłem zakopać ją na polu za domem. Następnego dnia powiewało ciepłym, letnim wiaterkiem. Stałem na przeciw paradoksalnej obojętności, jak gdyby nic się nie stało. Jedyne co czułem, to głębokie zadowolenie. Wziąłem życie z lekkością, jak naiwne, małe dziecko. Dziwne…
chmury przelatywały mi nad głową, a ja nie myślałem dosłownie o niczym. Żadnego poczucia winy, zero współczucia, NIC.
- Powiedz mi kilka słów o swojej rodzinie. – po tym pytaniu z ust rozmówcy wydobył się głośny śmiech. Brzmiał przeraźliwie i nie wyrażał radości, a satysfakcję i nienawiść.
- Rodzina to mój wróg, którego ciągle zabijam na nowo. Każda z moich ofiar posiada cechę, lub podobieństwo, które kojarzy mi się z rodzicami. Gdy patrzę na kobietę za chwile jawi mi się twarz matki i jej złowrogi wzrok, jakby chciała mnie rozszarpać zębiskami na kawałki. Przypominam sobie ten obrzydliwy dotyk, który czułem na ciele, za każdym razem, gdy schodziliśmy do piwnicy po ziemniaki.
Wiecznie pijany ojciec był jak skamlący piesek u jej boku. Uważał, że ta kobieta jest boginią i na wszystko może sobie pozwolić, a on powinien czyścić jej odbyt po każdym wyjściu z kibla w nagrodę, że zgodziła się być z takim nieudacznikiem. Dziadków nie pamiętam, być może nigdy ich nie miałem, a moja młodsza siostra zmarła. Była chora, lecz nigdy nie dowiedziałem się na jaką przypadłość cierpiała. Pewnego ranka znalazłem ją w łóżeczku, bladą jak mąka. Pewnie matka znów nie podała jej lekarstwa.
- To straszne. Bardzo mi przykro – ledwo wycisnęłam z siebie słowa współczucia.
-Na co mi twoje współczucie? Nie wypełni ono przecież emocjonalnej pustki, z którą zmagam się każdego dnia.
- To zwyczajna ludzka reakcja na cierpienie innych osób. Nie mogłam tego opanować, a teraz ostatnie pytanie. Czy kiedyś z tym skończysz?
-Kiedyś próbowałem, ale niestety nie wytrzymałem długo w abstynencji. Nie dla mnie wiecznie powtarzająca się zabawa w żałobę. Zbyt wiele lat spędziłem jako część uwięziona w ludzkiej przeciętności, bez odwagi uwolnienia się z niewoli. Długo tłumiłem w sobie żal, tak długo, aż w końcu coś we mnie pękło i postanowiłem na swój sposób walczyć z przeszłością i wspomnieniami.
Cisnęły mi się na usta słowa, w których chciałam wyrazić swoje niezrozumienie dla tego chorego człowieka, ale bałam się jego reakcji.
Rozmowa z psychopatą wstrząsnęła mną do tego stopnia, że przez kilka dni czułam się jakbym straciła kontakt z rzeczywistością. Nie mogłam zapomnieć o tamtym człowieku, a jego ciemna postać nawiedzała mnie w snach. Podczas przeprowadzania rozmowy, serce waliło tak, jakby za chwilę miało wyskoczyć z piersi, powodując ciężki oddech. Nie wiedziałam co zrobić z drżącymi i spoconymi dłońmi, a w głowie miałam jeden wielki kłębek myśli, z którego trudno było wyłowić spójne zdania.
- On nie jest człowiekiem, to psychiczna bestia. Jest obrzydliwie chory. – tak myślałam po zakończeniu rozmowy, ale jakaś część mnie fascynowała się tym potworem i chciała za wszelką cenę spotkać go ponownie.
Małe i ciasne pomieszczenie skąpane w ciemności, którą przeszywa ledwo tlące się światełko świeczki w rogu pokoju. Rąbek blasku zaprowadził mnie do krzesła i drewnianej ławy, przy której siedział rozmówca.
- Uwielbiam te zimne ściany. Tylko ja i mój moralny obłęd. Tutaj czuję się taki spokojny i wolny od wszystkiego.
- Czy takie właśnie uczucia towarzyszą ci kiedy….-urwałam pytanie.
-Kiedy zabijam? – dokończył męski głos.
-Tak. Mordowanie to jedyna rzecz, która daje mi wolność, ale ja jestem wolny inaczej. Jestem lekki jak płatek róży, a zarazem potężny i silny. Czuję, że mogę wszystko. Tu i teraz.
- Nie boisz się, że kiedyś cię złapią i surowo ukarzą?
-Mówią, że zbrodnia idealna nie istnieje, ale dlaczego do tej pory nie wszystkie sprawy doczekały końca i odeszły w niepamięć, bez kary. To wszystko zależy od tego jak bardzo skrupulatnie będę planował dalsze przestępstwa. Ludzie tacy jak ja nie obawiają się skutków, jakie idą za naszymi czynami, ponieważ z natury jesteśmy impulsywni i szczerze mówiąc mam gdzieś konsekwencje.
-Pamiętasz kiedy po raz pierwszy pozbawiłeś kogoś życia?
-Pamiętam jakby to było wczoraj. Miałem siedemnaście lat. Pewnego dnia odwiedziła mnie koleżanka z klasy, w której skrycie się kochałem. Wtedy zdawało mi się, że jednak nie byłem jej obojętny. Siedzieliśmy na łóżku i wymienialiśmy się notatkami z lekcji, gdy nagle nasze nieśmiałe usta złączył namiętny pocałunek. Moje dłonie wędrowały po aksamitnej skórze dziewczyny, dopóki nie usłyszałem jej drwiącego śmiechu. W tamtej chwili nie było nic gorszego jak podejrzewanie mnie o gejostwo. Zrozumiałem, że to podstęp. W swej złości straciłem kontrolę i panowanie nad emocjami oraz radykalnym rozumowaniem. Nagle odczułem coś, czego nigdy dotąd nie doznałem. Patrzyłem na jej obitą i zakrwawioną twarz jak zahipnotyzowany. Tamtej nocy po raz pierwszy osiągnąłem orgazm, lecz po wszystkim nie wiedziałem jak mam się zachować i co zrobić z ciałem. Postanowiłem zakopać ją na polu za domem. Następnego dnia powiewało ciepłym, letnim wiaterkiem. Stałem na przeciw paradoksalnej obojętności, jak gdyby nic się nie stało. Jedyne co czułem, to głębokie zadowolenie. Wziąłem życie z lekkością, jak naiwne, małe dziecko. Dziwne…
chmury przelatywały mi nad głową, a ja nie myślałem dosłownie o niczym. Żadnego poczucia winy, zero współczucia, NIC.
- Powiedz mi kilka słów o swojej rodzinie. – po tym pytaniu z ust rozmówcy wydobył się głośny śmiech. Brzmiał przeraźliwie i nie wyrażał radości, a satysfakcję i nienawiść.
- Rodzina to mój wróg, którego ciągle zabijam na nowo. Każda z moich ofiar posiada cechę, lub podobieństwo, które kojarzy mi się z rodzicami. Gdy patrzę na kobietę za chwile jawi mi się twarz matki i jej złowrogi wzrok, jakby chciała mnie rozszarpać zębiskami na kawałki. Przypominam sobie ten obrzydliwy dotyk, który czułem na ciele, za każdym razem, gdy schodziliśmy do piwnicy po ziemniaki.
Wiecznie pijany ojciec był jak skamlący piesek u jej boku. Uważał, że ta kobieta jest boginią i na wszystko może sobie pozwolić, a on powinien czyścić jej odbyt po każdym wyjściu z kibla w nagrodę, że zgodziła się być z takim nieudacznikiem. Dziadków nie pamiętam, być może nigdy ich nie miałem, a moja młodsza siostra zmarła. Była chora, lecz nigdy nie dowiedziałem się na jaką przypadłość cierpiała. Pewnego ranka znalazłem ją w łóżeczku, bladą jak mąka. Pewnie matka znów nie podała jej lekarstwa.
- To straszne. Bardzo mi przykro – ledwo wycisnęłam z siebie słowa współczucia.
-Na co mi twoje współczucie? Nie wypełni ono przecież emocjonalnej pustki, z którą zmagam się każdego dnia.
- To zwyczajna ludzka reakcja na cierpienie innych osób. Nie mogłam tego opanować, a teraz ostatnie pytanie. Czy kiedyś z tym skończysz?
-Kiedyś próbowałem, ale niestety nie wytrzymałem długo w abstynencji. Nie dla mnie wiecznie powtarzająca się zabawa w żałobę. Zbyt wiele lat spędziłem jako część uwięziona w ludzkiej przeciętności, bez odwagi uwolnienia się z niewoli. Długo tłumiłem w sobie żal, tak długo, aż w końcu coś we mnie pękło i postanowiłem na swój sposób walczyć z przeszłością i wspomnieniami.
Cisnęły mi się na usta słowa, w których chciałam wyrazić swoje niezrozumienie dla tego chorego człowieka, ale bałam się jego reakcji.
Rozmowa z psychopatą wstrząsnęła mną do tego stopnia, że przez kilka dni czułam się jakbym straciła kontakt z rzeczywistością. Nie mogłam zapomnieć o tamtym człowieku, a jego ciemna postać nawiedzała mnie w snach. Podczas przeprowadzania rozmowy, serce waliło tak, jakby za chwilę miało wyskoczyć z piersi, powodując ciężki oddech. Nie wiedziałam co zrobić z drżącymi i spoconymi dłońmi, a w głowie miałam jeden wielki kłębek myśli, z którego trudno było wyłowić spójne zdania.
- On nie jest człowiekiem, to psychiczna bestia. Jest obrzydliwie chory. – tak myślałam po zakończeniu rozmowy, ale jakaś część mnie fascynowała się tym potworem i chciała za wszelką cenę spotkać go ponownie.
| Statystyki: Ocena: +8 (+8,-0) Kategoria: Dla dorosłych Odsłony: 287 Komentarze: 6 Dodany: 28.08.2011 22:35 Edytowany: nigdy |
ziza
Status:offline
|
Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora | |



Powiadamiaj mnie o nowych publikacjach tego autora
Oceny
Komentarze
Oryginalny
Jagoda
Przerażająca treść, ale... tacy "ludzie" też się niestety trafiają.
Przyznam, że czytałam z zaciekawieniem, a to świadczy o bardzo dobrym poprowadzeniu tekstu. Świetnie napisałaś.
Pozdrawiam:))
Słówko do Oryginalnego - Ty nie psychol, tylko wampir jesteś chyba hi hi
ziza
Robercie, a o krwi to już na priv;-P
daniwanek
I śmiech niekiedy może być nauką, jeśli się z przywar, nie z osób natrząsa.
I. Krasicki
ziza
pantrupek
Dodaj komentarz